Artykuł

GRANICE KINA: Chcesz lizaka? Pedofile na ekranie

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/GRANICE+KINA%3A+Chcesz+lizaka+Pedofile+na+ekranie-72001
Pedofilia jest jednym z ostatnich tabu funkcjonujących w społeczeństwie, a problem, jaki ma z nią świat, znajduje swoje odzwierciedlenie na kinowym ekranie.

Nie chcemy nic o nich wiedzieć. Odwracamy wzrok, zatykamy uszy, udajemy, że nie istnieją. Kiedy zostajemy zmuszeni do konfrontacji, reagujemy odrazą, odmawiamy im człowieczeństwa, atakujemy ze złością graniczącą z paniką. Kastracja chemiczna to najłagodniejszy los, jaki byśmy im zgotowali. Znacznie częściej pada pomysł kary ostatecznej. O kim mowa? O pedofilach, oczywiście.

Do the creep

Najłatwiej jest pokazać pedofila jako potwora, diabła wcielonego. Taka prezentacja nie wzbudzi większych oporów, a kara, jaka musi spaść na "szatana", daje widzom poczucie bezpieczeństwa i satysfakcji. Tym tropem poszedł m.in. twórca "Antikörper" Christian Alvart.  Wystarczy spojrzeć na plakat z nagim i umazanym krwią Gabrielem Engelem (André Hennicke). Gabriel wykracza poza granice zrozumienia. Jest bestią absolutną. Nie tylko wykorzystuje dzieci seksualnie, ale także w brutalny sposób je morduje. Mógłby być młodszym bratem Hannibala Lectera. Budzi odrazę i zarazem chorobliwą fascynację. Jest również mistrzem manipulacji, potrafi zasiać zwątpienie i sprowadzić oddanego katolika na drogę grzechu.


O tym, że pedofil to potwór z piekła rodem, próbują nas także przekonać twórcy nowego "Koszmaru z ulicy Wiązów". Symbolika postaci Freddy'ego Kruegera (Jackie Earle Haley) jest jednoznaczna. Freddy bardzo brzydko bawił się z dziećmi, za co został zlinczowany. Jego katusze jednak trwają dalej – w poparzonym ciele zbrukany duch. Dla pedofilów nie ma zbawienia. Nie ma też żadnych szans, by się zmienili. Nawet po śmierci będą bestiami czyhającymi na niewinnych.

Pedofil bywa często objawem choroby toczącej całe społeczeństwo. Taką role pełni biskup Lilliman w filmie "V jak Vendetta". Nie dość, że jest kapłanem, to jeszcze przedstawicielem totalitarnej partii rządzącej krajem. Z tego też powodu staje się jedną z ofiar V. Chorą tkankę trzeba w całości usunąć.

Potwór w owczej skórze

Potwory również miewają instynkt samozachowawczy, dlatego trudno je rozpoznać na pierwszy rzut oka.  Wiadomości uczą nas, że pedofilami często bywają osoby powszechnie szanowane, lubiane, których nikt nigdy nie podejrzewałby o równie straszliwe inklinacje. To atrakcyjny motyw dla kina. Maskowanie się czarnych charakterów pozwala na budowanie bardziej skomplikowanych dramatów.

Tak jest chociażby w przypadku "Nostalgii anioła", w której Stanley Tucci wciela się w bezwzględnego drapieżcę czatującego na młode dziewczęta. Grany przez niego George Harvey nie wyróżnia się niczym specjalnym. Jest szarym, nieco dziwnym i wycofanym człowieczkiem. Jednak pod koniec filmu nie mamy żadnych wątpliwości, że jego cicha powierzchowność to tylko maska, za którą kryje się prawdziwy potwór. Peter Jackson jest bezwzględny w ostatecznym piętnowaniu George'a jako złoczyńcy.

 
"Nostalgia anioła"

Odważniejszy w zacieraniu granicy pomiędzy dobrem a złem był Alan Ball w filmie "Towelhead". Przez znaczną część filmu negatywny bohater budzi raczej pozytywne emocje. Grany przez Aarona Eckharta Travis Vuoso to przecież bohater wojenny, osoba o sympatycznej aparycji. Dla młodej Jasminy to idealny mężczyzna. Pod każdym względem jest lepszy od jej ojca hołdującego surowym, tradycyjnym zasadom religii islamskiej. Travis jest niczym powiew wolności, dziewczyna nie widzi więc nic zdrożnego w tym, że z nim flirtuje. Wprowadzając scenę gwałtu na naiwnej dziewczynie, a jednocześnie nie zmieniając postawy wobec bohatera, Ball i Eckhart odrzucają łatwą symbolikę i każą widzowi zidentyfikować zło samodzielnie.

Pod twoją obronę

"Towelhead" to przypadek graniczny. Od kreacji Travisa Vuoso jest już tylko mały krok, by uczynić pedofila postacią pozytywną. Choć sam akt seksualny z nieletnim wciąż oceniany jest jednoznacznie, to dokonująca go osoba – już niekoniecznie. Za cenę seksu dziecko otrzymuje od pedofila to, czego nie znajduje nigdzie indziej: bezpieczeństwo, opiekę, zainteresowanie.


Z takim przypadkiem mamy do czynienia chociażby w "L.I.E.", w którym znakomitą kreację stworzył Brian Cox. Gra on Wielkiego Johna, pedofila, który wcale nie jest obleśnym draniem, a już z całą pewnością nie jest mordercą. Jego "specjalnością" jest odgrywanie zatroskanego rodzica, któremu młodzi chłopcy mogą się zwierzać ze swoich problemów. Dla głównego bohatera filmu, młodziutkiego Howie'ego Blitzera, staje się ostoją w trudnym czasie. Chłopak ma problemy z dojściem do siebie po śmierci matki. Z ojcem nie może nawiązać nici porozumienia. To, co powinien mu dać rodzic, otrzymuje od Wielkiego Johna. Jest mu na tyle wdzięczny, że sam oferuje mu swe ciało. Reżyser Michael Cuesta uczynił Wielkiego Johna postacią na tyle pozytywną, na ile tylko było to możliwe, ale na końcu i tak wymierza mu karę... nie za to kim jest, ale za to, co czynił.

 
"Wątpliwość"

O tym, że pedofilia nie jest największym złem tego świata, przekonuje nas także "Wątpliwość". Akcja filmu rozgrywa się w szkole zarządzanej przez Kościół katolicki. Na pracującego tam księdza (gra go Philip Seymour Hoffman) pada podejrzenie, że z jednym z chłopców wiążą go kontakty bliższe, niż jest to wskazane. W fantastycznej scenie rozmowy matki z siostrą przełożoną jesteśmy świadkami tego, jak matka ze łzami w oczach godzi się na seksualne wykorzystanie syna, jeśli w zamian ksiądz zapewni mu ochronę przed atakami ze strony kolegów oraz odpowiednie wykształcenie. I trudno jest nie uznać jej racji.  Oczywiście, twórcy "Wątpliwości" dokonali sprytnego wybiegu, dzięki któremu uniknęli rzeczywistego rozgrzeszenia pedofila. Wszystko rozgrywa się tu bowiem w trybie przypuszczającym. Tak naprawdę nie wiemy, czy ksiądz rzeczywiście wykorzystał chłopca.

Je t'aime

Są jednak tacy twórcy, którzy w swoich filmach odważyli się posunąć znacznie dalej. Pedofil staje się bohaterem romansu. Małoletnie postaci zostają zaś uwodzicielami.

To właśnie urokom młodziutkiej dziewczynki musi się oprzeć Jeremy Renner w "12 lat i koniec" (wyreżyserowanym przez autora "L.I.E." Michaela Cuestę). Nastolatka, prawie kobieta, znajduje się w bardzo skomplikowanej sytuacji. Burza emocjonalna w połączeniu z budzącą się seksualnością sprawia, że dziewczynka oferuje swe ciało granemu przez Rennera bohaterowi. Ten jednak daje radę się powstrzymać.

Inaczej jest w filmie "Clapham Junction", w którym 14-letni Theo "dopiął swego". Jego uwagę przykuwa sąsiad samotnik, o którym krążą plotki, że jest pedofilem. Chłopak robi wszystko, by uwieść dwukrotnie starszego od siebie mężczyznę. Ten z początku niemrawo się opiera, lecz ostatecznie ulega. W tym filmie drapieżca jest jasno określony: to 14-latek, który wie, czego chce i zrobi wszystko, by to osiągnąć. Pedofil jest ofiarą, bowiem w przypadku wyjawienia ich tajemnicy tylko on będzie napiętnowany.


Szczególnym przypadkiem jest "Voor een verloren soldaat" nakręcony prawie 20 lat temu. Nie ma w nim w ogóle mowy o potępianiu pedofilii, zamiast tego jest liryczna opowieść o pierwszej miłości. Akcja rozgrywa się pod koniec II Wojny Światowej. Holandia jest właśnie wyzwalana przez wojska alianckie. Do wioski młodego Jeroena Bomana przybywa amerykański oddział. Uwagę chłopaka przykuwa jeden z żołnierzy. Zaprzyjaźnia się z nim. Ich więź wkrótce przerodzi się w głębsze uczucie. Całość opowiedziana jest jak typowy romans: ciepły, wzruszający, z sympatycznymi postaciami, którym żadna szkoda się nie dzieje. Film nawet dziś budzi spore kontrowersje, choćby dosłownością scen pomiędzy dwoma głównymi bohaterami. I nie łagodzi tego fakt, że obraz był inspirowany prawdziwą historią.

I obiecuję poprawę

Filmy takie jak "Voor een verloren soldaat" to absolutna skrajność i większość twórców nigdy by się tak daleko nie posunęła. Co innego wzbudzić choćby trochę litości bądź zrozumienia. Filmowcy kochają przypowieść o synu marnotrawnym. Jeśli do tego dodamy uprzedzone otoczenie uniemożliwiające grzesznikowi nawrócenie, mamy gotowy przepis na wzruszającą tragedię, której nominalny "zły" przestaje być draniem.

Z takim przypadkiem mamy do czynienia w filmie "Zły dotyk". Kevin Bacon gra w nim mężczyznę, o którym wiemy, że jest pedofilem – został skazany i był w więzieniu. Wszystko to jednak wydarzyło się kiedyś, dawno temu i nie byliśmy tego świadkami. Teraz jest już tylko mężczyzną, który próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Nie jest to łatwe, kiedy jego najbliżsi patrzą na niego z nieufnością, a w miejscu, w którym przebywa, musi ukrywać swoją przeszłość. Gdyby tylko wydało się, kim był/jest, jego życie stałoby się koszmarem nie do zniesienia.

 

Życiowymi rozbitkami są też pedofile z filmów Todda Solondza. W "Happiness" Dylan Baker gra kochającego ojca i mężczyznę, który chodzi na terapię, by poradzić sobie z problemami. Jest zarazem bezwzględnym gwałcicielem, który wykorzystywał seksualnie kolegów syna. Ambiwalentność bohatera znika już w "Życiu z wojną w tle". W nim (tym razem grany przez Ciarána Hindsa) pedofil jest już tylko wypaloną skorupą człowieka. Wychodzi z więzienia i nie ma nic. Nawet do domu własnej rodziny może się jedynie skradać niczym pierwszy lepszy złodziej, a w barze pozostaje mu rozmowa z podobnymi jemu wrakami porzuconymi przez niesprzyjający los.

Pomocy!

W powszechnym przekonaniu pedofil nie zasługuje na litość i miłosierdzie. Gdyby przeprowadzić sondę na ulicy, większość byłaby za tym, żeby tacy "zwyrodnialcy" cierpieli katusze. W deklaracjach wszystko wygląda ładnie, inaczej jest, kiedy rzeczywiście stajemy się świadkami wymyślnych tortur.

Pytanie o granice przemocy stawia wprost Daniel Grou w fantastycznym filmie "7 dni". Kiedy 8-letnia dziewczynka zostaje zgwałcona i zamordowana, jej ojciec postanawia sam wymierzyć sprawiedliwość. Porywa podejrzanego, zamyka go w ciemnym pomieszczeniu i zaczyna orgię wymyślnych tortur. Pogrążony w bólu ojciec zamienia się w anioła zemsty. Pedofil zaś staje się kupą mięcha, w której trudno widzieć seryjnego gwałciciela i mordercę dzieci, a jedynie odartego ze wszystkiego człowieka, który pragnie już tylko umrzeć.


Grou jest bezwzględny w pokazywaniu "skrajności" rzeczonej zemsty. Zwłaszcza, że reżyser porusza w swoim filmie jeszcze jeden bardzo trudny społecznie temat tak zwanej rewiktymizacji. Za tym terminem kryje się straszliwy dramat ludzi, którzy jako dzieci byli ofiarami przemocy seksualnej, nie poradzili sobie z tym i w życiu dorosłym sami stają się sprawcami. Jak oceniać i jak karać takie osoby? Czy pedofil jest gorszym przestępcą niż jego ojciec-sadysta? Przecież obaj motywowani są przez ból i pragnienie zemsty.

Równie przewrotnym filmem jest "Pułapka", chyba najlepszy obraz w dorobku Davida Slade'a. Patrick Wilson gra w nim Jeffa Kohlvera, pedofila, które swoje ofiary zwabia przez Internet. Jest przystojny i sympatyczny. Trudno w nim widzieć złoczyńcę. Będzie to jeszcze trudniejsze, kiedy zostanie ofiarą 14-letniej, niezwykle pomysłowej i przebiegłej dziewczyny. Zaczyna się gra, w której drapieżca i ofiara zamieniają się miejscami. Dzięki świetnej grze aktorskiej i doskonałemu scenariuszowi zaczynamy kwestionować to, co na początku było jasne. Jeff jest draniem, a jednak niejeden widz płci męskiej pomyśli sobie, że szybka śmierć byłaby lepsza od tego, co dziewczyna zamierza mu zgotować.

Na granicy akceptacji

Pozostają filmy w zmyślny sposób uciekające od problemu pedofilii. Najczęściej stosowanym rozwiązaniem fabularnym jest w nich uczynienie z bohatera 15-latka, z którym seks nie jest już, przynajmniej w większości krajów, uważany za gwałt na nieletnim.  Co ciekawe, w kinie zabieg ten stosowany jest głównie w tych przypadkach, w których starszą osobą w relacji jest kobieta.

Tak jest w "Notatkach o skandalu", w którym bohaterka grana przez Cate Blanchett wchodzi  w związek z uczniem. Podobnie jest w "Debiutancie", w którym główny bohater, 15-latek, oczarowany jest dużo starszą kobietą. A także w "Verfolgt". Jego główna bohaterka nawiązuje sadomasochistyczną relację z młodym chłopakiem. I choć w związku jest sadystką, w rzeczywistości to ona została przez chłopaka uwiedziona.

 
"Notatki o skandalu"

Odrębnym przypadkiem jest "Dziś 13, jutro 30". Bohaterką jest w nim 13-latka, której życzenie o staniu się dorosłą magicznym sposobem się ziściło i nagle jest sobą w wieku lat 30. Całość ma konstrukcję komedii pomyłek i komedii romantycznej, dlatego też widz całą swoją uwagę skupia na zabawnych konsekwencjach spełnionego życzenia. Mało kto jednak zada sobie pytanie, czy zakochani w 30-letniej Jenny są pedofilami. Z jednej strony widzą dojrzałe ciało Jennifer Garner, ale z drugiej strony w ciele tym tkwi przecież dusza 13-letniej dziewczyny.

***

Więcej tekstów publicystycznych znajdziecie w dziale "Filmweb24 Magazyn", gdzie regularnie będą się ukazywały eseje, felietony, recenzje, wywiady i relacje z festiwali filmowych.