Artykuł

Homo Lego

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Homo+Lego-100486
Klasyk mawiał, że nostalgia to filtr wygładzający krawędzie przeszłości. Zgadzamy się. Wobec idoli lat szczenięcych – od Bogarta po Van Damme'a – jesteśmy (prawie) bezkrytyczni. Tym razem przyglądamy się idolom z klocków Lego – zarówno tym wczorajszym, jak i dzisiejszym.

Lego długo broniło się przed kupowaniem popularnych licencji, skupiając się na inwestowaniu we własną markę. Dziś, kiedy sięga po bohaterów "Gwiezdnych wojen", Marvela czy DC, ciężko już powiedzieć, kto komu użycza sławy.



"LEGO Star Wars"
Małe żółte ludziki dawno wyszły ze swych pudełek na podbój świata. Opanowały parki rozrywki, uderzyły w rynek gier planszowych i wideo, a na przyszły rok planują inwazję na kino. Lego, gigant przemysłu zabawkarskiego, wygrywający dziś konkurencję z Mattel i Hasbro, jest warty około 15 miliardów dolarów. Takie pieniądze zwykle wystarczają, by stać się obiektem powszechnej nienawiści, tymczasem wątłe kontrowersje wokół duńskiej marki tylko podkreślają jej podejrzanie kryształowy wizerunek. Kapitałowi finansowemu dorównuje ten emocjonalny. Lego na przestrzeni dekad wyrosło na zjawisko ponadhandlowe, dorabiając się wielbicieli, którzy oddaniem przypominają raczej fanów Metalliki czy fandom "Star Treka" niż, dajmy na to, klientelę McDonalda.

Niepokoję się, gdy produkt, którego głównym celem jest zarabianie kasy, wydobywa ze mnie tony emocjonalne, ale sporo Lego zawdzięczam. Jeśli nie sięgnie po mnie Alzheimer, nigdy nie zapomnę znalezionego pod choinką maleńkiego pojazdu kosmicznego z ruchomym przegubem, obsługiwanego przez dwóch kosmonautów w żółtym i czerwonym skafandrze ze znaczkami planety na piersiach i butlami tlenowymi na plecach. Przez wiele kolejnych lat przyjmowali oni rolę rycerzy, policjantów, wojowników ninja i piłkarzy. Części pojazdu stawały się umocnieniami zamku i nadwoziem uzbrojonej ciężarówki. Siedmiolatek takich rzeczy nie mówi, ale rozumie: w jego ręce dostał się system, optymalne narzędzie stworzenia.

SYSTEM DOSKONAŁY


Jeden z dyżurnych banałów na temat gigantów mówi, że kluczowe jest nie to, jak osiągają sukces, ale sposób, w jaki radzą sobie z kryzysem. Kiedy na początku XXI wieku niska sprzedaż i wydatki na zbyt wielu frontach zapędziły Lego na skraj finansowej przepaści, nie skończyło się na zwolnieniach i cięciach. "Spędziliśmy wiele czasu, próbując odkryć, jaka jest prawdziwa tożsamość Lego, zadając sobie pytania typu: >>Dlaczego w ogóle istniejemy?<<,>>Co czyni nas wyjątkowymi<<" – mówi w wywiadzie Joergen Vig Knudstorp, który w krytycznym momencie zajmował się gaszeniem pożaru, a dziś zarządza firmą. Chce się wierzyć, że pod marketingową nawijką kryje się coś autentycznego, że filozofia prowadzenia firmy łączy się jakoś z filozofią zabawy promowaną przez Duńczyków od początku.


"LEGO Marvel Superheroes"
Ole Kirk Christiansen przejął mały stolarski interes na początku XX wieku, a w latach 30. zaczął produkować proste drewniane zabawki. W latach 40. firma zyskała znaną dziś na całym świecie nazwę, zaczęła eksperymentować z tworzywem sztucznym i nieśmiało wprowadzała na rynek swoje pierwsze klocki. W 1958 zyskały one kształt, który w niewiele zmienionej formie przetrwał do dzisiaj. Receptą na sukces była oczywiście jakość, trwałość, chroniony patentami uniwersalny sposób łączenia elementów. Ale ważniejszy od zamkniętego w pudełku produktu jest łączący całość SYSTEM – klocki wyprodukowane w latach 60. bez przeszkód można łączyć z tymi, które dziś stoją na półkach. Spójność (niekoniecznie rozumiana dosłownie) rozciąga się na wszystkie terytoria, na które Lego przypuściło swoją kolorową inwazję.

Kreatywny pierwiastek, który zadecydował o sukcesie Lego, da się odnaleźć w prostych zabawkach typu Bionicle czy zaprojektowanym dla najmłodszych Duplo. Seria Technic wabi za pomocą realistycznych modeli pojazdów, uzbrojonych w elektryczne silniczki i zdalne sterowanie. Ideę tę trzy piętra wyżej zabrał ostatni wielki hit firmy – Lego Mindstorms, do trybików i przekładni dodający czujniki ruchu i światła oraz jednostkę sterującą, pozwalającą na budowanie programowalnych robotów. Klocki (oczywiście w pełni "kompatybilne" z zestawami tradycyjnymi) oddano w ten sposób także w ręce dorosłych, a nawet uniwersyteckich nauczycieli.

W segmencie najbardziej tradycyjnym, sygnowanym znaczkiem Lego System, na przestrzeni lat pojawiła się pełna rozpiętość tematyczna – od kosmonautów, rycerzy i plażowiczów, po górników walczących z potworami w podziemiach. Komu mało rozmaitości, ten powinien odwiedzić stronę LEGO Cuusoo, będącą swoistym klockowym Kickstarterem. Można tu publikować własne projekty i przy odpowiednim zainteresowaniu użytkowników wprowadzić je do fazy testów, a nawet produkcji. Wśród propozycji są kroczące roboty, dawna japońska architektura, Wall-E z animacji Pixara, duże figurki superbohaterów, zestawy poświęcone grze "Zelda", filmowemu "Powrotowi do przyszłości" i serialowemu "Sherlockowi". Projekty oparte na licencjach cieszą się wielkim powodzeniem, choć siłą rzeczy mają marne szanse na realizację.

ZBUDUJ SOBIE GRĘ


Skupiając się na inwestowaniu we własną markę, Lego długo broniło się przed kupowaniem popularnych licencji. Zmieniono to dopiero pod koniec lat 90., stawiając na mieszankę baśniowo-przygodową – sięgnięto po "Harry'ego Pottera", "Indianę Jonesa", "Władcę pierścieni", "Żółwie Ninja" i superbohaterów. Zaczęło się jednak od ataku "Gwiezdnymi wojnami", które rozpętały całe to licencyjne zamieszanie dwie dekady wcześniej i teraz ponownie stały się hitem. Ale pod żadną z licencji Lego nie zatraciło własnego charakteru. Wybrane tytuły "współbrzmią" jakoś z fenomenem firmy, która nigdy nie chowa się za obcą banderą, a raczej proponuje jej przymierze. Wygląda to trochę tak, jakby Batman i Legoludek nawzajem udzielali sobie handlowej licencji. Popularna w ostatniej dekadzie strategia mash-upu, polegająca na łączeniu pozornie nieprzystających konwencji, zadziałała wyśmienicie.


"LEGO Harry Potter"
Lego bowiem zdążyło wypracować sobie nie tylko markę, ale także i konwencję. Przyczyniło się do tego wejście na rynek gier wideo. W "LEGO Indiana Jones" czy "LEGO Star Wars" oryginalny tytuł przetłumaczono na pełen lekkości legojęzyk i okraszony legoidalnym poczuciem humoru. Proste, geometryczne figury, powtarzalne elementy i usztywniony ruch to wdzięczna materia do cyfrowej obróbki, dlatego gry Lego zawsze wyglądały dobrze i (zachowując proporcje) mniej więcej tak samo. Świat zbudowany z klocków pozostaje umowny, a bohaterem każdej licencjonowanej przygody ciągle jest legoludek, który tylko wciela się w znaną postać. Charakterystyczne dla danego tytuły atrybuty ułatwiają to, do czego Lego jest stworzone – odgrywanie scen z filmów w medium, nad którym można całkowicie zapanować. Stąd także sieciowa popularność amatorskich filmików, w których legoludki są posłusznymi aktorami, a świat zbudowany jest z kanciastych elementów pokrytych charakterystycznymi wypustkami.

Tegoroczny "LEGO Marvel Super Heroes" i wcześniejsze licencjonowane gry równie wiele zawdzięczają oryginalnemu materiałowi co sile Lego. Zresztą wiele tytułów sygnowanych przez duńską markę unika licencyjnej podpórki. Niektóre z nich umożliwiają budowanie z wirtualnych klocków (już nigdy nie zabraknie podwójnych czwórek). Inne rozgrywają się w otwartym, rozbudowywanym na gorąco świecie. Udało się znaleźć pole, na którym obie dziedziny się spotykają. Gry Role-playing zawsze opierały się na "budowaniu" swoich postaci (łącznie z wyglądem zewnętrznym). W klasycznym "Civilization" z pojedynczych elementów tworzyło się całe światy. Nawet na 8-bitowym Atari powstawały edytory gier, umożliwiające składanie poziomów z gotowych "klocków" (swojski "Robbo Konstruktor"). Na współczesnej generacji konsol też znajdziemy odpowiednik rozbudowanej zabawy w klocki – "Little Big Planet". Jej główny bohater nawet trochę przypomina legoludka.


"LEGO Władca pierścieni"
Projekt zapowiedzianej na przyszły rok kinowej animacji "LEGO: The Movie" z pewnością zawdzięcza sporo popularności produktów licencyjnych, ale na pierwszy rzut oka zdaje się, że popularni bohaterowie podporządkują się tu duchowi Lego. W trailerze ludki zachowują swoją ostentacyjną klockowatość. Ich sztywne, urywane ruchy są ograniczone skromną liczbą stawów, wyraz twarzy – repertuarem emotikonów, sprężystość – właściwościami sztucznego tworzywa. Ich dłonie to charakterystyczne podkówki, a z wrażenia mogą im wyskoczyć z zawiasów ramionka i główka. Zapowiada się przygoda wymyślona przez szczęśliwe dziecko, które wysypuje na dywan barwną mieszankę elementów. Obok Lego-Batmana, Lego-Supermana i Lego-Gandalfa na ekranie zapowiedział się zaopatrzony w nunczako żółw Michelangelo, drużyna koszykarzy i niebieski kuzyn kosmonautów, których znalazłem w swoim pierwszym zestawie. Jak na produkt lat 80. przystało, jest odpowiednio przybrudzony, przetarty, a pęknięcie na kasku przydarzyło mu się dokładnie w tym samym miejscu, co jego żółtemu odpowiednikowi.

NA ŚWIECZNIKU I NA ŚMIETNIKU

Jako prawomocne "medium" Lego doczekało się swoich artystów. Poza głośną pracą Zbigniewa Libery – zestawem umożliwiającym zbudowanie z klocków hitlerowskiego obozu koncentracyjnego, warto wspomnieć o Nathanie Sawaya, który przy pomocy standardowych kostek tworzy pełnowymiarowe rzeźby. Filozof Jarosław Spychała z Uniwersytetu w Toruniu zaadaptował Lego dla potrzeb nauki, zachęcając swoich uczniów do interpretowania filozoficznych teorii poprzez budowle z klocków (projekt Lego-Logos), co pozwala omijać pułapki słownych frazesów. Pokrewieństwem Lego i filozofii zajmował się także pisarz Jostein Gaarder, który w "Świecie Zofii" przyrównał klocki do atomów z wizji Demokryta – wiecznych i niepodzielnych elementów będących budulcem świata. Każdą konstrukcję można bowiem niszczyć i budować z niej ponownie, bez końca, nowe elementy rzeczywistości.

Przez to uwielbienie głosy krytyków przebijają się rzadko i brzmią słabo. Grupę SPARK Movement rozjuszyła wprowadzona w zeszłym roku seria LEGO Friends, która wyróżnia się bardziej kształtnymi i szczegółowymi żeńskimi figurkami. Miniaturowe laleczki pluskają się w przydomowych basenach, opalają na jachtach, uwijają w miniaturowej kuchni. W reklamach Lego małymi architektami są chłopcy, a najbardziej oryginalne i kreatywne zabawki znajdują się na działach chłopięcych – narzekały autorki petycji, zaniepokojone pogłębianiem płciowych stereotypów. Sprawa wydaje się jednak spóźniona, choćby względem słynnej akcji Ruchu Wyzwolenia Barbie, który w latach 90. podrzucił na sklepowe półki zmodyfikowane wersje mówiących zabawek – popiskujących cienkimi głosikami żołnierzy G.I. Joe i domagające się zemsty lalki Barbie. Lego wygrało zresztą na sprawie podwójnie – seria Friends sprzedała się powyżej oczekiwań, a gdy pod petycją zebrało się 50 tysięcy podpisów, wysłannicy firmy spotkali się z jej autorkami, robiąc na nich zabójczo dobre wrażenie. "To wspaniałe, że reprezentanci Lego wyrazili tak głęboką pasję dla zdrowych wzorców zabawy dla dzieci" – opisywała później inicjatorka akcji, Bailey Shoemaker Richards.


"LEGO Star Wars"
Dzień byłby stracony bez głosu oburzonej społeczności muzułmańskiej. W tym roku Austriackie Turkish Cultural Association dopatrzyło się rasistowskiego podejścia projektantów zestawu "Jabba's Palace", którego głównym elementem jest budynek przypominający meczet. Zajmuje go oczywiście znany "Gwiezdnych wojen" Jabba we własnej osobie – obślizgły gigantyczny robal ze swoją "orientalną" kryminalną świtą. Media jednak podchwyciły temat, przypominając wypowiedź Chrisa McVeigh, artysty specjalizującego się w fotografiach zabawek, który zauważył, że ludziki Lego są niemal wyłącznie białe, a "prawie wszystkie >>niebiałe<< twarze są złowrogo wykrzywione". Ze strony Lego to jednak tylko grzech skrupulatności. Nie wiadomo bowiem, dlaczego austriacka grupa uderzyła w Duńczyków, zamiast udać się po przeprosiny prosto do George'a Lucasa. Jak zauważa Joe Brown z Gizmodo.com: "Niezdrowe grymasy na >>niebiałych<< twarzach wynikają po prostu z wierności wobec hollywoodzkich pierwowzorów".
 
TRYUMF RASY ŻÓŁTEJ

Świat Lego wypełnił się życiem w połowie lat 70. dzięki wnukowi założyciela firmy. Kjeld Kirk Kristiansen urzeczywistnił swoją dziecięcą fantazję, wprowadzając do produkcji mierzącego nieco ponad 3,5 cm Legomana (oficjalnie nazywany LEGO Minifigure lub po prostu Minifig). Początkowo był on pozbawiony twarzy i ruchomych kończyn, ale już w 1978 zyskał swój optymalny, znany do dziś kształt. Pierwsze poważne odstępstwo to dopiero rok 1989 i seria "Piraci", w której pojawiły się nowe, zindywidualizowane twarze, odbiegające od standardowych dwóch kropek i uśmieszku, wzbogacone o zarost czy blizny. W 1997 w serii "Western" gościnnie pojawili się Indianie, ale prawdziwie rasową rewolucją było LEGO Basketball. Rok później rozpoczęła się inwazja kolorowych charakterów opartych na filmowych licencjach. Przy czym trudno się nie zgodzić ze spostrzeżeniem McVeigha, że te kolory przypadły w udziale w większości charakterom nominalnie "czarnym". Jedna tylko uwaga – legoludki nie są "niemal wyłącznie białe". Są niemal wyłącznie żółte, co w obrębie zachodniej kultury całkowicie zmienia perspektywę.


"Figurka z żółtą głową była świadomym wyborem. Dzięki etnicznie neutralnemu kolorowi ludzie z LEGO mogą być dowolnymi ludźmi – w każdej historii i w każdym czasie" – mówi odpowiedzialny za wizerunek marki Michael McNally. A liczby mówią, że żółty był wyborem dobrym. Mniejsza już o te stosy dolarów, które warta jest firma czy ilość sprzedanych zestawów. Skupmy się przez chwilę na tej wesołej armii miniaturowych postaci wypełniających pudełka i szuflady. Wielkość rozsianej po świecie diaspory legoludków szacuje się dziś na cztery i pół miliarda. "Jeśli uznać ich samych za osobną grupę etniczną – pisze Brown – byłaby ona najliczniejsza na świecie". Wygląda na to, że przepowiednie Nostradamusa i Witkacego o tryumfie rasy żółtej zinterpretowaliśmy całkowicie błędnie.
Udostępnij: