Artykuł

Moretti: Bez propagandy

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Moretti%3A+Bez+propagandy-79038
Kino Nanniego Morettiego wydaje się nieustannie rozpięte między prywatnym a publicznym, współczuciem a sarkazmem, nieśmiałością a narcyzmem.

O Nannim Morettim słyszeli właściwie wszyscy mieszkańcy Italii – reżyser wzbudza wśród nich skrajne emocje. Jedni dostrzegają w nim najbardziej wpływową postać współczesnej włoskiej kinematografii, drudzy – komunizującego kabotyna, niewolnika swych hermetycznych wizji.

W pewnym sensie racja leży po obu stronach. Moretti już dawno potwierdził status gwiazdy kina europejskiego, a w 2001 roku za sprawą "Pokoju syna" przyniósł Włochom pierwszą od ponad 20 lat canneńską Złotą Palmę. Z drugiej strony niektóre filmy reżysera istotnie irytują narracyjnym chaosem, barokową mnogością wątków i trudnymi do zrozumienia aluzjami politycznymi. Na korzyść Morettiego może jednak świadczyć fakt, że jest w pełni świadomy własnych sprzeczności. Kolejne filmy Włocha przypominają wypełnione chaotycznymi bazgrołami i pospiesznymi notatkami na marginesach rozdziały z "dziennika intymnego". Powstające w taki sposób kino Morettiego wydaje się nieustannie rozpięte między prywatnym a publicznym, współczuciem a sarkazmem, nieśmiałością a narcyzmem.

Twórca "Kajmana" pochyla się nad ludźmi pełnymi słabości, rozczarowanymi życiem, czasem dotkniętymi jakąś traumą. W związku z tym polska krytyka – zwłaszcza w kontekście "Pokoju syna" – lubowała się w porównaniach dokonań włoskiego reżysera do późnych filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Choć obaj panowie przyjaźnili się, a Moretti miał nawet wcielić się w jedną z ról w "Podwójnym życiu Weroniki", ciężko zgodzić się z takim sposobem myślenia. Inaczej niż twórca "Niebieskiego", Moretti osłabia metafizyczny patos dawką przyziemnej ironii, a grymas zadumy zamienia na tlący się gdzieś uśmiech. Pod tym względem Włoch znacznie bardziej niż Kieślowskiego wydaje się przypominać Francois Truffauta z czasów "Zielonego pokoju". Tak jak podziwiany przez siebie francuski mistrz, Moretti umie wykreować na ekranie nastrój łagodnej melancholii, a swoich bohaterów traktuje z niewymuszoną sympatią.

Bez propagandy

W przekroju całej kariery od apolitycznego Truffauta odróżnia Morettiego nieskrywane ideologiczne zaangażowanie. Mimo że filmy Włocha są wyraziste światopoglądowo, trudno dopatrzeć się w nich śladów podejrzanego doktrynerstwa. Lewicowość reżysera nie wiąże się z propagowaniem konkretnej opcji politycznej, lecz raczej promowaniem określonego typu wrażliwości. Namaszczony na szefa ponadpartyjnego ruchu obywatelskiego Girotondi reżyser wspominał kilka lat temu w wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego": " Chcemy bronić pewnych podstawowych zasad demokracji, jak wolność, pluralizm informacji, prawo równe dla wszystkich, szkoła publiczna, wydolny system opieki zdrowotnej".

Niechęć do bezkrytycznego naśladowania jakiegokolwiek życiowego wzorca widać u Morettiego już od początku kariery. Pierwsze filmy Włocha stanowiły wyraz rozczarowania rzeczywistością ukształtowaną pod wpływem rewolty Maja 68. Młody Moretti i jego rówieśnicy na każdym kroku dostrzegali, że hasła promowane kilka lat temu na sztandarach zamieniły się we własne karykatury. Reżyserowi najpełniej udało się uchwycić ten paradoks w gorzko ironicznym filmie "Oto Bombo". Zakładana przez bohaterów komuna hipisowska pomyślana jako przestrzeń wolności okazała się wyłącznie mentalnym więzieniem.

 
"Pokój syna"

Ograniczenia narzucane jednostce przez presję otoczenia, przyjętą rolę społeczną czy wyznawaną ideologię stały się jednym z najważniejszych motywów kina Morettiego. W filmie "Idźcie, ofiara spełniona" idealizm młodego księdza brutalnie rozbija się o hipokryzję reprezentowanego przez niego środowiska. We wspominanym "Pokoju syna" specjalista rozwiązujący problemy ludzkiej psychiki nie posiada narzędzi, by poradzić sobie z własną traumą związaną ze śmiercią dziecka. Rozczarowanie powodowane zarówno przez porządek religijny, jak i racjonalny łączy się ze sobą w najnowszym filmie Morettiego"Habemus papam". Włoski twórca zestawia postać pogrążonego w depresji papieża z przysłanym mu do pomocy psychoanalitykiem. Choć obaj bohaterowie na pozór nie mają ze sobą nic wspólnego, w jednakowym stopniu okazują się zakładnikami wadliwych systemów, które oferują im gotowe odpowiedzi na wszystkie pytania. Ta gorzka konkluzja nie czyni jednak z "Habemus papam" filmu pozbawionego nadziei. Reżyser sugeruje tylko, że zamiast rozglądać się na boki w poszukiwaniu gotowych rozwiązań, należy przygotować się na niełatwą wędrówkę w głąb samego siebie.

Od Apicellego do Morettiego

Taka autorefleksyjna podróż od lat staje się udziałem samego Morettiego. Tendencja do twórczego przetwarzania wydarzeń z własnej biografii nasiliła się u niego zwłaszcza w latach 90. Wtedy to reżyser, który najczęściej odtwarza także główne role w swoich filmach, przestał korzystać ze wsparcia alter ego w postaci Michela Apicelli. Bohaterem "Dziennika intymnego" i "Kwietnia" uczynił po prostu znanego włoskiego reżysera, Nanniego. W pierwszym z tych filmów Moretti odwołuje się do prowadzonej przez siebie kilka lat wcześniej walki z rakiem. W drugim opisuje moment autentycznych narodzin swojego syna przypadający na dzień przełomowych dla Włoch wyborów parlamentarnych. Postmodernistyczne gry z własnym wizerunkiem i odwaga w mówieniu o najbardziej intymnych wydarzeniach ze swojego życia mogłaby łączyć filmy Włocha z powieściami Philipa Rotha. W porównaniu z amerykańskim pisarzem Moretti jest dla siebie znacznie bardziej wyrozumiały. Nie zmienia to jednak faktu, że optymizm najbardziej autobiograficznych filmów reżysera bywa pozorny. W "Kwietniu" rozdarty między zaangażowaniem politycznym a rodzinnym szczęściem, Nanni wybiera ostatecznie poświęcenie dla własnej rodziny. Jak przytomnie zauważyła Bożena Janicka w recenzji opublikowanej na łamach "Filmu", pozorne zwycięstwo Nanniego zyskuje jednak bardzo gorzki smak.

 
"Kwiecień"

Ucieczka w stronę sztuki

Rozczarowani bohaterowie Morettiego zawsze mogą liczyć na jedną drogę ucieczki. Siłę zdolną do zmiany niesatysfakcjonującej rzeczywistości odnajdują w świecie sztuki. Dokładnie tak dzieje się w przypadku głównego bohatera głośnego "Kajmana". Producent filmowy, który pragnie zapomnieć o dręczących go kłopotach osobistych, z całą mocą angażuje się w produkcję filmu wymierzonego przeciw rządom Berlusconiego. Ze względu na swoją postawę wzbudza ewidentną sympatię Morettiego stwierdzającego w jednym z wywiadów: "Chciałem opowiedzieć o człowieku, który ma kłopoty, przechodzi kryzys zawodowy, finansowy, rodzinny i uczuciowy... ale nie narzeka, nie udaje ofiary, nie zwala winy na innych… jakby zrobiło wielu Włochów. To nie jest typowo włoska postawa, ponieważ u nas najbardziej popularnym sportem jest – obok piłki nożnej – martyrologia".

 
"Habemus papam"

Motyw wyzwolenia jednostki przez działalność artystyczną powraca również w "Habemus papam". Gdy wybrany na papieża kardynał Melville ucieka z Watykanu i błąka się samotnie ulicami Rzymu, trafia do teatru. Zmuszony do nieustannego funkcjonowania wśród sztucznych rytuałów, znajduje się w końcu w miejscu, w którym może przejąć nad nimi kontrolę. Tak idealistyczne myślenie o sztuce wydaje się wyjęte z innej epoki. Twórca "Kwietnia nie wstydzi się jednak swojego romantycznego marzycielstwa. Jak sam mówi, pozostaje pod nieustanną fascynacją autorskiego kina lat 60., czyli okresu kiedy "filmy były w tym samym stopniu refleksją o kinie, co o społeczeństwie. Dzięki tym filmom i tym autorom zrozumiałem, że można sobie wyobrazić inne kino. I inne społeczeństwo". Najlepsze filmy Morettiego pozwalają ocalić odrobinę takiej wiary. Dzięki temu reżyser systematycznie pracuje na status następcy klasyków włoskiego kina.
Udostępnij: