Recenzja filmu Mordercza opona (2010)
Quentin Dupieux

Hołd bez sensu dla nonsensu

Dlaczego właściwie kosmita z "E.T." Spielberga jest brązowy? Gdy ktoś zadaje ci identyczne pytanie, niczym Quentin Dupieux na początku swojej "Opony", nie oczekujesz zapewne odpowiedzi: "bez ...
Filmweb sp. z o.o.
Dlaczego właściwie kosmita z "E.T.Spielberga jest brązowy? Gdy ktoś zadaje ci identyczne pytanie, niczym Quentin Dupieux na początku swojej "Opony", nie oczekujesz zapewne odpowiedzi: "bez powodu". Bardziej tu pasuje wstrętna teoria rasistowska niż najprostsze z oczekiwanych, a jednak właściwe rozwiązanie. Reżyser filmu, twardo idzie ścieżką przetartą m.in. przez Buñuela i Daliego, gdy pokutowali za swój pierwszy raz na dużym ekranie: "Psa andaluzyjskiego". Publiczność w latach dwudziestych po wyjściu z kina, interpretowała sceny na różne sposoby, doszukując się wyjaśnień niemal w każdym szczególe, co jak się okazało... było bezsensowne. Twórcy śmiali się z przypadkowości ich przenośni, bo jedynym założeniem filmu była czysta prowokacja. Quentin stara się postawić nogę dalej. Zanim zdążysz zdziwić się czemukolwiek w fabule "Opony", pojawi się Szeryf, który powie ci, że zdarzenia w tym filmie w dużej mierze dzieją się najzwyczajniej bez jakiegokolwiek powodu. Do teorii "bez powodu" można też zaliczyć pytania: "Dlaczego Szeryf gada i gada ciągle o tym samym jeszcze przez dłuższą chwilę na początku filmu?" i "Po co ja w ogóle o tym wszystkim piszę?!".

Tyle rzeczy dzieje się w filmach (i nie tylko) przez przypadek, że po co ograniczać się do wątków, które już tyle razy w kinie oglądaliśmy. Możemy od razu postawić świat do góry nogami i czerpać ze swobody twórczej ile się da. "Opona", choć i tak jest dziełem nietuzinkowym, nie wykorzystuje w pełni atutu, o którym prawi jeden z jej bohaterów. Co zatem zrobił Quentin i w czym leży siła jego filmu? Stary wyjadacz Jim Jarmusch nakręcił kiedyś najprostszą na świecie historię, ale w oparach dymu papierosowego i odniósł sukces. W tym przypadku mamy do czynienia z wielką chmurą absurdu, i nie używam tu tego nieprzyjaznego, pogodowego synonimu, by zniechęcić. Po prostu nie potrafię znaleźć innego słowa. A wykorzystany w tejże prostej opowieści absurd mógł działać niczym gaz rozweselający czy jakiś inny, silny narkotyk, gdyby nie brak umiejętności klejenia ze sobą różnych pomysłów przez scenarzystę, którym również jest Quentin Dupieux. Ten odwala swoją robotę na papierze koszmarnie, a w efekcie nawet krótkie epizody z udziałem gromadki widzów obserwujących przez lornetki (przynajmniej do pewnego czasu) przygody tkniętej do życia Opony tracą swój urok. Gdy zaczyna wiać nudą, absurd staje się jedyną siłą napędową filmu, a jak wiadomo narkotyk stosowany regularnie z wewnętrznego przymusu nie daje już takiej samej satysfakcji jak wcześniej. A jeśli nie wiecie, to mi na słowo uwierzcie.

Poza tymi zwyklejszymi elementami "Opony" reżyser miał kilka ciekawych i nieciekawych koncepcji. Na pewno nikogo nie zdziwi, jeśli napiszę, że bohaterką, której losy przetnie Opona, jest jakaś dziewczyna, co pokaże nawet co nieco pod prysznicem. Ale fakt, że pod prysznicem ujrzymy również samą Oponę, jest przynajmniej niepokojący. Rozczarowującym jednak okazać się może, np. wykorzystanie wątku "filmu w filmie", z którego czerpali twórcy kreskówek już w latach sześćdziesiątych. Quentin nie jest żadnym debiutantem w świecie filmu, ale przypomina mi odrobinę rozchwianego emocjonalnie nastolatka, co zapisuje swoje pomysły na kartce papieru, a później je ze sobą łączy używając kleju, a rzadziej rozumu. Mówcie, co chcecie, a ja i tak wolę "Piranię 3D".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 23% uznało tę recenzję za pomocną (30 głosów).
Ultor
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię