Artykuł

Sowy nie są tym, czym się wydają

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Sowy+nie+s%C4%85+tym%2C+czym+si%C4%99+wydaj%C4%85-86562
Nie możesz oprzeć się wrażeniu, że ktoś cię obserwuje? Jesteś przekonany, że księżna Diana żyje i mieszka razem z Elvisem Presleyem i Jimem Morrisonem na jednej z wysp Północnego Pacyfiku? Jeśli należysz do tych, którzy potrafią powiązać pożar lasu na Borneo z podwyżką cen buraka ćwikłowego, to należysz do pokaźnej grupy ludzi, która wierzy w teorie spiskowe. W kinie jest ich nawet więcej niż tajnych więzień CIA w Polsce.

Wpływ kina na kształt życia społecznego jest na tyle duży, że często myślimy o swoim losie jako o lepiej lub gorzej napisanym scenariuszu. Wykluczamy z niego wszelkie przypadki: wszystkie wydarzenia mają swoją przyczynę, a zagadki - rozwiązanie. Stąd popularność teorii spiskowych: oferują one wyjaśnienie wydarzeń, których pozornie wyjaśnić się nie da. I nawet jeśli retoryka ich zwolenników często wydaje się pokrętna, a argumenty wątpliwe, teorie spiskowe utwierdzają nas w przekonaniu, że świat to logiczna układanka. A że elementem tejże układanki może być nieprzenikniony i kontrolujący wszystko, w tym nasze poczynania, "system", albo banda spiskujących Marsjan? Dziesiąta muza wychodzi naprzeciw naszym oczekiwaniom i od lat uspokaja (?) nas obrazami różnego rodzaju konspiracji.   

Ludzie za kurtyną

Eric Packer z "Cosmopolis" Davida Cronenberga, giełdowy rekin z miliardami na koncie, wie, że jest człowiekiem na celowniku. Nie czuje się bezpiecznie ani w czterdziestopokojowym apartamencie, ani w jeżdżącej fortecy, w którą zamienił swoją limuzynę. Nie pomagają nawet zastępy ochroniarzy śledzących każdy krok osób pojawiających się w zasięgu wzroku. Prędzej czy później, jeden z tych ludzi z walizką, przechodzących za oknami limuzyny, będzie początkiem jego końca. Nie może być jednak inaczej, skoro Packer należy do garstki ludzi "trzymających władzę" - z ogromnymi zasobami aktywów, powiązanymi z działalnością wielu instytucji nawzajem od siebie zależnych. Mogą oni w pojedynkę doprowadzić świat biznesu do ruiny. Brzmi znajomo?

Gdyby Cronenberg zdecydował się nakręcić "Cosmopolis" kilka lat wcześniej, film miałby pewnie większą siłę rażenia. Dziś, po kryzysie finansowym z 2008 roku, teorie spiskowe dotyczące bankierów i maklerów, którzy trzymają w szachu światową gospodarkę, nie robią już takiego wrażenia. Podobnie jak nowojorskie demonstracje, przestrzegające przed niebezpieczeństwami kapitalizmu. Nawet protestujący uzbrojeni w zdechłe szczury, nie nadadzą ideom filmu Cronenberga oryginalności. Wszystko to już widzieliśmy, jeśli nie w wieczornych wiadomościach, to chociażby w "Chciwości", w której J. C. Chandor skrupulatnie ukazuje mechanizmy rządzące światem biznesu. Na szczęście, "Cosmopolis" oferuje coś zaskakującego w samej konstrukcji konspiracji.


Co kraj, to inna teoria spiskowa. Jednak mimo tego, że powstają one szybciej niż tajne więzienia CIA w Polsce, tak naprawdę niewiele je od siebie różni. W kinie po jednej stronie zawsze jest "szary" człowiek (najlepiej outsider), który odkrył Prawdę skrzętnie ukrywaną przed resztą społeczeństwa. Po drugiej są Oni (agencja wywiadowcza, rząd, Iluminaci, kosmici), którzy nie spoczną, póki nie uciszą niezdyscyplinowanego obywatela. Mamy więc Mela Gibsona ("Teoria spisku") opętanego wizją ogólnoświatowej konspiracji, cierpiącego na poważne stany lękowe, pogłębione brakiem jakiejkolwiek wiedzy o swojej przeszłości. Kłopoty z pamięcią ma również agent specjalny Jason Bourne. W "Syndykacie zbrodni", kultowej "Rozmowie" czy "Trzech dniach kondora" główni bohaterowie na własne nieszczęście wywęszyli spisek ukuty przez agencje tak wpływowe (i tajne), że nic nie jest w stanie ich powstrzymać.

Tymczasem Cronenberg, powtarzając konstrukcję powieści Dona DeLillo, na kanwie której powstał film, zamienia bohaterów rolami. "Oprawca" staje się "ofiarą", a raczej - prześladujący prześladowanym. Gdyby iść tropem przyjętego schematu, Eric Packer powinien być częścią konspiracji, a nie tym, który się jej lęka. Sytuacja się odwraca - wpływowa finansjera nie jest źródłem strachu, jest nią raczej nieokiełznany tłum z truchłami szczurów w dłoniach oraz jednostki takie jak Benno Levin, czy "Ptyś Zamachowiec". Są oni następcami Tylera Durdena ("Podziemny krąg"), który nie godząc się na taki kształt rzeczywistości, w którym połowa światowego majątku należy do kilku procent najbogatszych, postanawia wysadzić w powietrze budynki czołowych banków, i w ciągu jednej nocy wyzerować wszystkie konta na świecie. I nawet jeśli opór polega na rzucaniu ciast z kremem w twarze bogaczy, Packer i jemu podobni z pewnością mają się czego obawiać.


Houston, mamy problem!        

Kolejną cechą wspólną wszystkich teorii spiskowych jest to, że są one praktycznie niemożliwe do potwierdzenia. Kolebką większości współczesnych konspiracji stały się lata 60-te, obfitujące w wydarzenia, które sugerowały nam wgląd pod podszewkę medialnych doniesień. Wojna w Wietnamie, zamach na Kennedy’ego, masakry dokonywane przez Rodzinę Mansona, wreszcie - afera Watergate, czyli prawdopodobnie najbardziej spektakularna konspiracja, która okazała się prawdą. Oto dwaj dziennikarze (w filmowej wersji grani przez Roberta Redforda i Dustina Hoffmana) wykrywają spisek, w który nie może uwierzyć większość Amerykanów. Zwolennicy teorii spiskowych na całym świecie triumfują - wreszcie sprawdziła się choć jedna z ich dalekosiężnych wizji. Chcąc, nie chcąc, Richard Nixon dał zielone światło innym teoriom i przetarł drogę do ich widowiskowej "kariery". Jeśli bowiem potwierdziły się tak nieprawdopodobne spekulacje jak wizja prezydenta USA stojącego za włamaniem do siedziby partii opozycyjnej w celu fałszowania dokumentów, to czy jest jeszcze coś, w co trudno będzie uwierzyć? Na przykład w to, że lądowanie na Księżycu zostało sfingowane?

Dogłębna analiza cieni rzucanych przez kosmonautów oraz trajektorii łopotania flagi na wietrze pozwoliła wielu wysnuć wniosek, że Armstrong postawił swój "mały wielki krok" w studiu Hollywood, a nie na srebrnym globie. Mało tego, mówi się, że kosmonauta miał zaszczyt być prowadzony przez samego Stanleya Kubricka, twórcę "2001: Odysei Kosmicznej" (dekoracje z której miały się nawet przydać przy kręceniu spektaklu zorganizowanego przez NASA). Reżyser, zobowiązany przez rząd USA do milczenia, nie zabrał jednak tej tajemnicy do grobu. Najzagorzalsi fani "Lśnienia" rozszyfrowali wskazówki, jakie twórca zostawił im w swoim arcydziele. Zawsze myśleliście, że film ten opowiada o obłędzie, paranormalnych wizjach i krwawej rzezi w odciętym od świata hotelu? Skądże znowu. Fabuła jest tylko pretekstem, a to, co najważniejsze, znajduje się między wierszami. Jak np. to, że bohaterowie noszą ubrania nawiązujące do lądowania na Księżycu (w kolorach amerykańskiej flagi, z wizerunkiem statku Apollo 11). Przypomnijcie też sobie pierwszą nadprzyrodzoną wizję Danny’ego, czyli widmo bliźniaczek w holu. Projekt poprzedzający rzekomą misję na Księżyc nosił nazwę "Gemini" (ang. bliźnięta). Wreszcie, tłem dla filmowych wydarzeń jest szalejąca za oknami zima - wyraźne nawiązanie do zimnej wojny między Związkiem Radzieckim a USA, której kulminacją było lądowanie na Księżycu. Skoro zaś sam Kubrick zatwierdził tę teorię spiskową jako wiarygodną, kim jesteśmy my, by kwestionować jej logikę?

Kosmos jest tłem wielu teorii spiskowych, a popularnością ustępuje tylko kontrowersjom wokół śmierci Kennedy’ego. Jeśli nie można czegoś wyjaśnić, dlaczego nie zwalić tego na kosmitów? W końcu idealnie pasują oni do schematu - o życiu pozaziemskim wciąż więcej jest spekulacji niż faktów, co kusi, by czasem zatrzeć granicę między jednymi a drugimi. Świadczy o tym popularność "Z archiwum X", serialu emitowanego w latach 90-tych. Każdy odcinek jest naszpikowany zjawiskami paranormalnymi i ogólnoświatowymi spiskami, na jakie co rusz natykają się bohaterowie (najczęściej z obcymi w roli głównej).

Wcześniejszy i równie kultowy serial "Twin Peaks" poszedł nawet o krok dalej, wplątując bogu ducha winne, leśne zwierzęta w pozaziemską intrygę (cytując klasyka: "Sowy nie są tym, czym się wydają"). Problem manipulacji z zaświatów pojawia się także w filmie "Oni żyją", gdzie grupa przybyszów z innej planety wciela się w szacownych biznesmenów i zaczynają kontrolować poczynania Ziemian. Jednak Złotą Palmę za przekroczenie granicy kosmicznego absurdu otrzymuje Timo Vuorensola, który akcję "Iron Sky" przenosi na Księżyc, gdzie od 1945 roku koczują naziści, wyczekujący najlepszego momentu, by zgotować ludzkości czwartą rzeszę.

Kopernik też była kobietą

Boimy się nie tylko kosmitów i tajnych agencji wywiadowczych, ale też… płci przeciwnej. Postapokaliptyczne wizje świata, w którym jedna płeć obejmuje władzę nad drugą, od lat dręczą filmowców, którzy chętnie dzielą się swoimi lękami z widownią. Wystarczy wspomnieć rodzimą "Seksmisję" i pamiętną minę Jerzego Stuhra ("Nie ma mężczyzn? A dlaczego tu nie ma okien? A dlaczego tu nie ma klamek?"). Ofiarą matriarchatu padł też Jack Nicholson w "Locie nad kukułczym gniazdem", gdzie władzę na pacjentami szpitala (mężczyznami) objęły ultra-feministyczne pielęgniarki pod patronatem tajemnego Kombinatu. Drugą stronę medalu ukazuje z kolei "Opowieść podręcznej", adaptacja powieści Margaret Atwood,  w której kobiety przetrzymywane są w odizolowanych obozach i sprowadzone do roli maszyn reprodukcyjnych. Tu nawet ciąża postrzegana jest jako spisek, mający na celu doprowadzić do rozdwojenia osobowości kobiety.


Ogólnoświatowe lęki i niepokoje okazują się gwarantem wypłacalności filmowców i długich kolejek do kinowych kas. Tematyka jest o tyle użyteczna, że może też usprawiedliwiać ewentualną klapę filmu (jak w przypadku jednego z licznych obrazów o Kennedym - "Zimowe zabójstwa", którego twórcy uważają, że filmu specjalnie nie promowano, by przepadł on w kinach). Nie ulega wątpliwości, że teorie spiskowe stały się nieodłącznym elementem dzisiejszej popkultury. Jedni twierdzą, że doszukiwanie się konspiracji we wszystkim, co nas otacza, wynika niemożności nadążenia za logiką (bądź jej brakiem) naszych czasów. Według innych, teorie spiskowe są uwspółcześnioną wersją starożytnych mitów, gdzie bogów Olimpu i Walhalli zastąpiono zakonem Iluminatów i kosmitami. Którejkolwiek wersji się nie trzymać, nie ulega wątpliwości, że ktoś musi stać za ich spektakularnym sukcesem.