Artykuł

Psychol naszych czasów

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Psychol+naszych+czas%C3%B3w-93312
Psychopata, z pewnością jeden z ulubionych bohaterów kina, skupia jak w soczewce mroczne tajemnice ludzkiej psychiki. Bywa też, że jak w krzywym zwierciadle odbija społeczne niepokoje. 


"American Psycho"

"Atrakcyjności" psychopatycznemu bohaterowi nadaje kompleks sprzecznych cech charakteru, obok – jak to nazywa Kevin Dutton, autor książki "Wisdom of psychopaths" – "triumwiratu cech podstawowych – bezwzględności, umysłowego skupienia i uroku osobistego" należałoby dodać pewność siebie, konsekwencję w działaniu i ponadprzeciętną zdolność do manipulacji. Jednostka oscylująca między skrajnościami ludzkiej natury, uwodzi widza, wzbudzając podziw potencjałem intelektualnym i przerażenie okrucieństwem i bezwzględnością.

Świata naprawiacze


Dutton twierdzi, że opętanych religijnym fanatyzmem duchowych guru charakteryzuje rodzaj dewiacji podobnej do seryjnych morderców. Filmowi twórcy najwyraźniej podzielają jego intuicję, skoro ten typ bohatera szturmem wdarł się do kina i gęsto zaludnił gatunkowe horrory, kryminały i thrillery psychologiczne. Sympatyczni bracia MacManus ("Święci z Bostonu") z modlitwą na ustach mordują mafijnych zbirów. Irlandzko-katolickie korzenie ujawniają się w przeświadczeniu, że zostali wybrani przez Boga, by przygotować ziemię na powrót Mesjasza. Większą kreatywnością i samodzielnością w stawianiu fundamentów nowej, świeckiej wiary wykazuje się John Bunting ("Snowtown"), który na przedmieściach Adelajdy rozpoczyna rewolucję, mającą na celu oczyszczenie świata z pedofilów i – pardon le mot – "pedałów" (dla Johna i jego wyznawców to właściwie synonimy). Obraz Justina Kurzela, ponoć oparty na faktach, ma realistyczne aspiracje. Jednak zwyrodnialcy, chętnie wykorzystujący kulturowo-religijne symbole jako wsporniki swoich działań, mają w kinie zdecydowaną przewagę liczebną. Ich praktyki charakteryzuje teatralność gestów, obecność kodów i zagadek, za pomocą których porozumiewają się ze światem (a przede wszystkim z tropiącymi ich detektywami). Wiktoriańskim tęsknotom oddaje się bohater serialu "Following", który ma obsesję na punkcie twórczości Allana Poe, dla niego morderstwo to akt twórczy, niemal misterium. W jednym z odcinków "Luthera" pojawia się morderca, pragnący przywrócić światu magię teatralnego spektaklu. Jego kostiumem jest maska legendarnego Spring-Heel Jacka, a scenę zastępują mu wszędobylskie kamery przemysłowe.


Siedem grzechów głównych i twórczość Miltona stanowiły inspiracje dla seryjnego mordercy w thrillerze Finchera ("Siedem"), a karciana figura Jokera dla najsłynniejszego przeciwnika Batmana. W wersji Burtona wyróżniał się groteskową elegancją, u Nolana natomiast – okrutną dezynwolturą, ale u obu namalowany krwistoczerwoną szminka uśmiech skrywa pokłady bólu.  Domagające się rozszyfrowania kulturowe kody na jednym poziomie kierują uwagę w stronę przerażającej świadomości, że geniusz z łatwością można wykorzystać do złych celów, że kreacja i niszczenie to dwie strony tej samej monety. Na drugim – spełniają funkcję autotematyczną względem filmowej materii; mówią o ludzkim, wiecznie niezaspokojonym pragnieniu fikcji, od której nawet seryjny morderca nie jest wolny.

Najbardziej emblematyczne postacie psychopatów kino zawdzięcza jednak nie ich intelektualnym układankom, ale indywidualnej charyzmie. Być może psychoanalityczna wykładnia ze wszystkimi edypalnymi kompleksami czy lęk przed kanibalizmem trąci już myszką, ale dwuznaczny Norman Bates ("Psychoza") i demoniczny Hannibal Lecter ("Milczenie owiec") to wciąż pierwsze skojarzenia, pojawiające się w głowach kinomanów na hasło "psychopata". Obcowanie z kimś na granicy człowieczeństwa jest okazją do wejrzenia w samego siebie w poszukiwaniu wypieranych na co dzień mrocznych stron osobowości. Lecterem, wpływającym coraz silniej na agentkę Starling, kieruje przede wszystkim ciekawość, chęć umilenia sobie więziennego życia, gorzej gdy psychopata bierze sobie za honor aktywne nauczanie. Wybrany "uczeń" nigdy nie jest przypadkowy, to ktoś, kto zdecydowanie zasługuje na okrutną lekcję i będzie umiał ją docenić. Zainspirowana przez Billa usłana trupami droga do zemsty to dla Czarnej Mamby ("Kill Bill") osobliwy sposób pogodzenia się z faktem, że jest jednocześnie urodzoną morderczynią i kochającą matką. Instynkt macierzyński odkrywa też Eva ("Musimy porozmawiać o Kevinie") za sprawą swego psychopatycznego syna, bo im bardziej okrutny jest chłopiec, tym bardziej niechętna mu początkowo kobieta angażuje się w jego wychowanie. Kevin, rozsmakowany w każdym perfidnym geście, pokazuje matce, że poddając się presji otoczenia, zatraciła swą naturę, zaprzedała duszę demonowi konformizmu. Psychopatyczna osoba doskonale wyczuwa słabości swojej ofiary i potrafi dręczyć ją bez opamiętania. Wszystko, co robi Kevin, jest demonstracją poczucia wyższości, ale obserwatorem swych poczynań czyni matkę – jedyną myślącą osobę w swoim otoczeniu.

 
"Musimy porozmawiać o Kevinie"

Okrutne nauki łączą Kevina z Jokerem i anonimowym snajperem z "Telefonu" . Ten pierwszy na ucznia wybrał obrońcę społecznego ładu – Batmana. Drugi – zakłamanego, pewnego siebie karierowicza, zmuszając go do wyznania prawdy o swych krętactwach. Wszyscy trzej doskonale odzwierciedlają ludową mądrość, że "diabeł nie jest egoistą". Gesty Kevina po skończonej rzezi triumfalnie wznoszącego ręce przed wyimaginowaną publicznością czy Jokera palącego górę pieniędzy mogą wydawać się bezsensowne. Jednak to nie wymierna korzyść, ale spektakl jest stawką w tej grze. Na pytanie matki: "What's the point?" Kevin odpowiada: "There is no point, that's the point!".

Społeczni spowiednicy

Psychopatyczni bohaterowie nie zaspokajają jedynie fascynacji zakamarkami ludzkiej psychiki. Postać, godząca sprzeczne na pozór cechy – trzeźwości umysłu i szaleństwa – świetnie sprawdza się w kinie jako wyraziciel społecznych lęków. Ten aspekt osadza wymowę filmu w konkretnym momencie historycznym. W "Czasie Apokalipsy" powieść Josepha Conrada o zdziczałym przywódcy zyskuje kontekst wojny w Wietnamie, co pozwala metaforycznie mówić o wojennym szaleństwie, a hybrydyczne "królestwo" pułkownika Kutza, złożone z amerykańskich żołnierzy i miejscowej ludności, wskazuje na niemożliwy do złagodzenia międzykulturowy konflikt. W "Urodzonych mordercach" zbrodnie dokonywane przez Micky'ego i Mallory pokazywane są w formie sensacyjnego reportażu, wieczornych newsów i sitcomu. To krytyczne spojrzenie na kulturę w epoce telewizji; według Olivera Stone'a widz rządny skandalu i krwi ma niepomierny wpływ na powszechność społecznej przemocy. Futurologiczna historia dewianta, rozkochanego w muzyce klasycznej ("Mechaniczna pomarańcza") stanowi wyraz pesymistycznej wizji kultury w ogóle – kruchej i ulotnej, zupełnie pozbawionej mocy zmieniania świata.


"Urodzeni mordercy"

Choć "Strażnicy" zostali osadzeni w konkretnych czasach zimnej wojny, historyczny konflikt między Wschodem a Zachodem jest raczej pretekstem do zawiązania intrygi niż głosem pokolenia. Dialog między dwoma psycho-herosami w maskach i długich pelerynach – Komediantem i Ozymandiaszem – jest uniwersalnym dyskursem nad możliwościami społecznej inżynierii. Pierwszy – morderca i gwałciciel z nieodłącznym uśmiechem na ustach – nie wierzy w systemowe naprawianie świata, przeświadczony, że nawet superbohater musi z konieczności służyć jakimś partykularnym interesom. Ale to Ozzy, kierowany ideą pacyfizmu, wymyśla projekt zbawienia ludzkości, który przerasta nawet takiego cynika jak Komediant. Czy fanatyzm, nawet w imię słusznej idei, nie wyrządza więcej szkody niż pożytku? Czy pokój okupiony milionami istnień nie podziela przypadkiem losu dziecka wylanego z kąpielą? – zdają się pytać twórcy.

Głosy na temat poszczególnych etapów rozwoju kapitalizmu i kultury konsumpcyjnej słychać w "American Psycho" i "Podziemnym kręgu". Pierwszy odnosi się do epoki zachowywania pozorów życia dla innych. Młody japiszon Patrick, zmieniający się nocą w seryjnego mordercę, jest jak schizofreniczny umysł człowieka sukcesu, rozdartego między koniecznością ciągłego demonstrowania swej pozycji a zmęczeniem fasadowości takiej egzystencji. Natomiast bohater "Podziemnego kręgu" to przedstawiciel czasów społecznej alienacji, w których konsumenci uzależnieni od gromadzenia rzeczy zatracili nawet instynkt podpowiadający im, jak osiągać prestiż. Zamknięci w swych domach wznoszą świeckie modlitwy do coraz droższych przedmiotów. Paradoks ten odzwierciedla umysł bohatera cierpiącego na bezsenność i amnezję, dzięki którym potrafi wyprodukować swoje alter ego. Pojawienie się Tylera Durdena jest rozpaczliwym wołaniem o pomoc i terapią jednocześnie. Gdyby Eric Parker był seryjnym mordercą, "Cosmopolis" mogłoby dopełnić trylogię znaczącym głosem na temat późnego kapitalizmu, w którym markowe rzeczy straciły na jakości, ich wartością jest jedynie logo, a pogoń za prestiżem wyraża się w przyspieszonym procesie kupowania-wyrzucania-kupowania. Parker, obserwujący rosnące słupki giełdowych notowań, uosabia zmierzch analogowego, materialnego świata, zapowiada całkowitą cyfryzację, niosącą zagrożenia, które jeszcze nie w pełni zauważamy. Co prawda zwiastun viralowej kultury, ufundowanej na wirusowym marketingu, stanowi serial "Following", ale niestety jego realizacja pozostawia wiele do życzenia.

 
"Podziemny krąg"

Jeźdźcy chaosu

Filmowy psychopata jest apologetą przypadku i wszelkich form destabilizacji; zawsze w opozycji do społecznego porządku, poszanowania prawa i etyki. Istota wyższa nie potrzebuje przecież ogarniać rzeczywistości – ona ją kreuje. Umysł dewianta wielbi matematyczną teorię chaosu, karmiąc się ideą, że jego właściciel jest dla świata zapalnikiem przyszłych procesów. Przeświadczenie to powstaje na przecięciu pychy, pewności siebie i zafiksowania na jedynej słusznej prawdzie. Anton Chigurh ("To nie jest kraj dla starych ludzi") wierzy, że jego działaniami kieruje niewidzialna dusza świata, której jest gorliwym wyrazicielem. Zbawia ludzi, pokazując im, jakiego świata część stanowią. Z zażenowaniem przyjmuje wszelkie próby przebłagania losu, śmiejąc się z apelacji do jego sumienia i wolnej woli. To psychopata ukształtowany na wzór protestanckiego świętego, który wyciągnął wszelkie wnioski z nauki o predestynacji – skoro ktoś znalazł się na jego drodze, to moneta, pokazująca mu, czy zabić czy nie, wyraża tylko to, co i tak nieubłagane. Harvey Dent ("Mroczny Rycerz") rzucał monetą z nieco innych pobudek; nie przejmował się tym, co kieruje jej ruchem. Rzut był po prostu gestem zawiedzionego idealisty, który oddając się zabijaniu, odpłaca się okrutnemu światu. Przypadek jest dla niego: "obiektywny, pozbawiony uprzedzeń i sprawiedliwy". Dla Jokera natomiast jedyną sprawiedliwością jest życie bez zasad, bo zasady są podejrzane i niewiarygodne. Swoim "społecznym eksperymentem, w którym wręczył dwóm >>drużynom<< detonatory do wysadzenia>>przeciwnika<<" chciał udowodnić, że ludzie są moralni tylko wtedy, gdy nic ich to nie kosztuje. Choć do katastrofy ostatecznie nie dochodzi, sam fakt, że pasażerowie obu promów rozważali jego tok rozumowania, jest wystarczająco ponurą lekcją.

 
"Funny Games U.S." / "Funny Games"

Z życia codziennego wyciągamy często wniosek, że szaleniec nie może mieć racji; filmowi psychopatyczni bohaterowie chętnie igrają z tym stereotypem. Chociażby społeczna odpowiedzialność jest dziwnym poglądem, bo mówi o tym, że wszyscy razem są winni, ale nikt z osobna. Dwóch zapaleńców w białych rękawiczkach o ewangelickich imionach Piotr i Paweł bawi się tym paradoksem w "Funny Games", nękając przeciętną rodzinę. Jej członkowie literalnie nie zrobili niczego złego, jednak zgrzeszyli wobec otaczającej ich rzeczywistości pogonią za wygodnym życiem, zadomowili się w świecie jak w swoim małym białym domku. Stanowią Zeitgeist epoki oportunizmu. Z pomocą kilku drobnych zabiegów (np. usuwaniem obrazów przemocy poza kadr) reżyser zdejmuje z oprawców winę za tortury i obciąża nią ciekawskie oko widza. To właśnie oczekiwanie sensacji, dramatu i krwi kinowego obserwatora jest głównym motorem działania dwóch psychopatów. O ile bohaterowie filmu Hanekego stawiają się niejako na wezwanie widza, czyniąc go współtwórcą wydarzeń, o tyle para zakochanych w "Turystach" zaprasza na swoistą krucjatę przeciwko drobnym nieprawościom zwykłych obywateli północnej Anglii. W czasie podróży wypadki zaczynają toczyć się odmiennym od spodziewanego przez widza torem. Zbrodniczy kochankowie są po części zgrabną ilustracją teorii Joshuy Greena, mówiącej o tym, że psychopatia jest stanem pozbawionym ostrych granic, dającym się stopniować. W tym kontekście znane powiedzenie, że "diabeł tkwi w szczegółach" nabiera nowego znaczenia.

"Funny Games" niszczy magię kina, sprawiając, że stajemy się współtwórcami kreowanego świata. "Turyści" czynią z widza raczej kogoś na kształt porzuconej przed ołtarzem narzeczonej – zawiedzionej i zdezorientowanej, z poczuciem niedopełnienia rytuału i niedotrzymania złożonej obietnicy. Być może widzowi od lat żyjącemu w bliskiej relacji z psychopatycznymi bohaterami łatwiej zaakceptować wymyślne formy okrucieństwa niż zwyczajność życia wkraczającą bezceremonialnie w materię filmu o psychopatycznych mordercach.
Udostępnij: