Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/news/BOX+OFFICE%3A+Czas+miliarder%C3%B3w-134616

BOX OFFICE: Czas miliarderów

  • Filmweb
  • autor: Marek Pilarski
  • Filmy, Box office
Jeżeli założyć, że dla osób interesujących się box office'em – a więc zapewne sporego grona odbiorców tego tekstu – o jakości sezonu letniego oprócz skali sukcesu największych przebojów świadczy także liczba pozytywnych niespodzianek oraz spektakularnych klap, to ostatnie cztery miesiące w światowych kinach można uznać za niesamowicie nudne i przewidywalne. 

Wrażenie to wzmacnia dodatkowo fakt, że premiera największego wydarzenia popkulturowego roku odbyła się drugi raz z rzędu na tydzień przed umownym rozpoczęciem sezonu letniego. Jednak choć "Avengers: Koniec gry" zarobiło ponad $1,75 mld jeszcze przed pierwszym weekendem maja, to najbardziej dochodowy film wszech czasów zaspokoił apetyt widzów tak bardzo, że jego wpływ był odczuwalny bardzo wyraźnie jeszcze przez kolejne tygodnie.

e4895eaa-4bd2-4d8c-aeb9-ed57aa005da9-LST1960_v070_TRL.1106.jpg
"Avengers: Koniec gry"
Ogólne dane dotyczące przychodów z kin od początku maja do końca sierpnia nie wskazują na jakiekolwiek anomalie. W Ameryce przychody ze sprzedaży biletów wyniosą ostatecznie nieco ponad $4,3 mld, co będzie oznaczało zaledwie dwuprocentowy spadek względem zeszłorocznego sezonu letniego. Także na rynku zewnętrznym różnica nie powinna być zbyt duża. Co więcej, ze względu na zeszłoroczny mundial, który na niektórych rynkach miał spory wpływ na frekwencję w czerwcu i lipcu, prawdopodobny jest nawet wzrost przychodów. Jednak spojrzenie na wyniki poszczególnych filmów i rozłożenie przychodów między nimi daje nieco głębszy obraz kierunku, w jakim może zmierzać box office, nie tylko ten amerykański, ale również światowy.

Jeszcze sześć lat temu zarobki pięciu największych przebojów sezonu letniego w Ameryce wyniosły nieco ponad $1,55 mld i stanowiły niespełna 33% rekordowych do dzisiaj przychodów rzędu $4,75 mld odnotowanych między początkiem maja a końcem sierpnia. W zeszłym roku odsetek ten wzrósł do 43%, a tym razem osiągnął poziom 48%. Pięć najbardziej dochodowych produkcji lata zarobiło łącznie ponad $2 mld. Przepaść między zamykającym pierwszą piątkę "Aladynem" ($353 mln) a szóstym "Johnem Wickiem 3" ($170 mln) jest więc ogromna. Przy okazji warto zaznaczyć, że to właśnie te dwa filmy były największymi pozytywnymi niespodziankami sezonu letniego. Trzecia część serii z Keanu Reevesem odnotowała – podobnie jak część druga – około stuprocentowy wzrost przychodów względem poprzednika, zarówno w Ameryce, jak i na pozostałych rynkach. Natomiast produkcja Disneya, która jeszcze przed premierą – w dużym stopniu przez jeden nieudany zwiastun – została spisana na straty, dobiła niespodziewanie do pułapu miliarda dolarów przychodów ze światowych kin.

Pułap miliarda osiągnęły tego lata jeszcze trzy inne produkcje, w tym dwa filmy Disneya: "Toy Story 4" i "Król Lew" (ten drugi przekroczył nawet pułap $1,5 mld na świecie i miliarda na rynku zewnętrznym). Przed pierwszym weekendem maja udało się to jeszcze dwóm innym filmom tego studia ("Kapitan Marvel" i "Avengers: Koniec gry"), a to oznacza, że już teraz na jego koncie jest pięciu "miliarderów". Jeszcze nigdy żadna hollywoodzka wytwórnia nie wprowadziła do kin jednego roku pięciu filmów, które osiągnęłyby pułap miliarda dolarów. A do końca 2019 roku do tego grona mogą dołączyć "Kraina lodu 2" oraz "Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie". Jedynym filmem innego dystrybutora, którego przychody przekroczyły "magiczną granicę", jest "Spider-Man: Daleko od domu", choć i tutaj można mówić o produkcji quasi-Disneya. Jednym z producentów filmu jest Marvel Studios, które jest częścią The Walt Disney Studios. Bez wsparcia Kevina Feigiego film Sony nie byłby w stanie osiągnąć tak dużego sukcesu ($1,126 mld) i zostać najbardziej dochodową produkcją w historii tego studia. Do niedawna było nią "Skyfall" ($1,106 mld).
printscreen-4.jpg
"Król Lew"
Podobnie jak w Ameryce, dystans między pięcioma największymi przebojami sezonu letniego do kolejnych filmów w globalnym box offisie jest ogromny. Przed sierpniem żadna inna premiera lata nie dobiła do pułapu $500 mln. W tej chwili są dwa filmy, którym się to udało. Jednym z nich jest chińska animacja "Ne Zha Zhi Mo Tong Jiang Shi", która z przychodami dochodzącymi do $700 mln jest nie tylko najbardziej dochodową produkcją roku w kinach Państwa Środka, ale także może pochwalić się rekordowymi przychodami dla filmu animowanego odnotowanymi na jednym rynku. Do tej pory rekord ten należał do "Iniemamocnych 2". Animacja Pixar zarobiła przed rokiem $608,5 mln w kinach Ameryki Północnej. Natomiast inna premiera lata, która jest łącznikiem między "miliarderami" a pozostałymi filmami, to spin-off "Szybkich i wściekłych". "Hobbs i Shaw" zarobił ostatecznie na całym świecie ponad $750 mln, zachowując przy tym podział przychodów między tymi z Ameryki (ok. 20%) i reszty świata (80%) zbliżony do tego dwóch poprzednich części głównej serii. Ogólny wynik należy chyba jednak rozpatrywać w ramach małego rozczarowania. Wprawdzie w kontekście budżetu rzędu $200 mln plan minimum został wykonany, jednak apetyt Dwayne'a Johnsona, Jasona Stathama i studia Universal był chyba nieco większy.

Większy apetyt mieli zapewne także twórcy "Pokémona: Detektywa Pikachu". Film ten wystartował w pierwszej połowie maja jeszcze w cieniu "Avengers: Koniec gry" i zarobił ostatecznie na całym świecie $431,6 mln. Rozpatrując tę kwotę w kontekście ekranizacji gier wideo, wynik można uznać za bardzo dobry. Co więcej, jest on rekordowy, lepszy o trzy miliony dolarów od rezultatu "Rampage: Dzika furia". Biorąc jednak pod uwagę budżet produkcji rzędu $150 mln, nie jest już tak kolorowo. Sytuacja prezentuje się jeszcze gorzej, gdy pod uwagę zostanie wzięta siła i rozpoznawalność marki oraz głosu aktora, który wciela się w postać tytułowego bohatera, jak również fakt, że pierwszy (bardzo pozytywnie przyjęty) zwiastun filmu został wyświetlony ponad 100 mln razy w ciągu pierwszej doby. Tak dobre rezultaty notują zazwyczaj filmy, które później zarabiają ponad miliard dolarów. Można więc mówić o ogromnym rozdźwięku między szumem wytworzonym w Internecie przez zwarty fanbase a faktycznym zainteresowaniem masowej widowni, który objawił się takim, a nie innym wynikiem odnotowanym w kinach.

Detektyw-Pikachu.jpg
"Pokemon: Detektyw Pikachu"
Podobna rozbieżność była także zauważalna w przypadku innej letniej superprodukcji Warner Bros. "Godzilla II: Król potworów" zarobiło na całym świecie $385,9 mln, notując – szczególnie w amerykańskich kinach – wyraźny spadek względem swojego bezpośredniego poprzednika sprzed pięciu lat ($529,1 mln). To jedna z tych "niechcianych" kontynuacji przełomu maja i czerwca. Do nich można zaliczyć także "Men in Black: International", którego przychody ze światowych kin wyniosły $253,1 mln, a także "Sekretne życie zwierzaków domowych 2". Animacja studia Illumination Entertainment zarobiła do tej pory nieco ponad $420 mln i tym samym sprzedała się o ponad połowę słabiej od oryginału z 2016 roku ($875,5 mln). W tym miejscu na wyróżnienie zasługuje Polska, która jest bodajże jedynym rynkiem, na którym druga część odnotowała nieznacznie lepszy wynik niż pierwsza (obie ok. 1,42 mln widzów). Jednak superprodukcją, która poniosła straty w dystrybucji kinowej i którą można nazwać największą finansową wpadką sezonu letniego, jest "X-Men: Mroczna Phoenix". Problemy związane z produkcją tego filmu i rozbuchany do $200 mln budżet, a także widmo zakończenia serii po przejęciu Foxa przez Disneya oraz miażdżące recenzje przełożyły się w rozrachunku końcowym na fatalne $252,4 mln ze światowych kin, w tym bardzo słabe $65,8 mln w Ameryce (dokładnie tyle trzy lata wcześniej zarobiło "X-Men: Apocalypse" podczas samego weekendu otwarcia). Honor czerwcowych premier uratowało "Toy Story 4", które stało się najbardziej dochodową częścią serii zarówno na rynku amerykańskim ($431,8 mln), jak i na całym świecie (ponad $1,05 mld).

Premierą czerwcową na niektórych rynkach była także komedia "Yesterday". Film Danny'ego Boyle'a stał się miniprzebojem z dużego hollywoodzkiego studia, zarabiając $132 mln przy budżecie rzędu $26 mln. Inną muzyczną produkcją, która okazała się małym przebojem, był musical "Rocketman". Biografia Eltona Johna nie miała większych szans powtórzyć sukcesu zeszłorocznego "Bohemian Rhapsody" ($903,7 mln na świecie), jednak $190,4 mln dla kosztującej $40 mln produkcji jest zapewne zadowalającym wynikiem. Co ciekawe, zarówno w przypadku "Yesterday", jak i "Rocketman" przychody z amerykańskich kin przewyższały te odnotowane na rynku zewnętrznym. Oba filmy wpisują się w kategorię rozrywki dla nieco starszych widzów, podobnie zresztą jak "Pewnego razu... w HollywoodQuentina Tarantino. Inspirowany tragiczną historią Sharon Tate film miał swoją światową premierą podczas Festiwalu Filmowego w Cannes w maju, jednak do dystrybucji kinowej trafił dopiero w lipcu (w Ameryce) i sierpniu (na pozostałych rynkach). Do tej pory zarobił na całym świecie $310 mln, z czego nieco ponad $134 mln pochodzi z kin amerykańskich. To drugi najlepszy wynik pośród filmów Tarantino odnotowany na tamtejszym rynku. Lepiej sprzedał się tylko "Django" ($162,8 mln). Ze względu na udział w tej produkcji Leonardo DiCaprio i Brada Pitta także w tym przypadku oczekiwania były chyba nieco wyższe. Te zostały zapewne spełnione w przypadku polskiego rynku, gdzie "Pewnego razu... w Hollywood" odnotowało zdecydowanie najlepszy wynik pośród filmów kultowego reżysera (286 tys. widzów wraz z pokazami przedpremierowymi) i już teraz stało się jego najpopularniejszym filmem w naszych kinach (obecnie ponad 850 tys. sprzedanych biletów).

rocket.jpg
"Rocketman"
Kwestia niezbyt spektakularnego sezonu letniego z perspektywy box office'u dotyczy także polskich kin. Zgodnie z oczekiwaniami największym przebojem okazał się "Król Lew", który dwa tygodnie temu wyprzedził "Miszmasz czyli Kogel Mogel 3" i stał się najchętniej oglądanym filmem tego roku (ponad 2,4 mln widzów). Poza tym za największe box office'owe wydarzenie można uznać trzecie miejsce w rocznym zestawieniu dla "Avengers: Końca gry", które z widownią rzędu niemalże 1,9 mln jest najbardziej popularną produkcją superhero w polskich kinach. Miejsce w pierwszej piątce tego typu produkcji wywalczył u nas także "Spider-Man: Daleko od domu" (ponad 800 tys. widzów). Bardzo dobry rezultat wypracował sobie poza tym kolejny horror z uniwersum wokół "Obecności" Jamesa Wana. "Annabelle wraca do domu" zgromadziła prawie 450 tys. widzów. Na tym tle bardzo skromnie prezentuje się wynik innego głośnego filmu grozy tego lata, "Midsommar. W biały dzień", który przyciągnął jedynie ok. 80 tys. widzów. To znacznie słabszy rezultat niż w przypadku reżyserskiego debiutu Ariego Astera, "Dziedzictwa. Hereditary" (164,2 tys. sprzedanych biletów). Jednak Polska nie jest tu wyjątkiem, jako że na całym świecie odnotowano gorsze wyniki ($34,7 mln do $79,3 mln). Bardzo słabo spisała się również część polskich produkcji wprowadzonych do kin tego lata, m.in. "Ja teraz kłamię", "Fighter" czy "Sługi wojny", choć w tych przypadkach należy dodać, że ich box office'owy potencjał był na tyle mały, że nawet brak większej konkurencji filmowej z zagranicy nie wpłynął pozytywnie na ich sytuację w kinach.

midsommar-florence-pugh.jpg
"Midsommar: W biały dzień"
Ostatnie cztery miesiące pokazały, jak dominacja jednego studia może zaburzyć równowagę w box offisie, choć należy zaznaczyć, że to nie jedyny czynnik. Coraz większym konkurentem dla kin stają się serwisy streamingowe (kolejny gigant, Disney+, startuje już w listopadzie). Ich wpływ na sytuację w kinach wydaje się obecnie bardziej wyraźny niż kiedykolwiek i objawia się m.in. w rozkładzie przychodów między poszczególnymi filmami. W 2013 roku w amerykańskich kinach przychody rzędu $50 mln dawały dopiero trzydzieste miejsce w klasyfikacji sezonu letniego. W tym roku tylko 19 produkcji przekroczy w rozrachunku końcowym ten pułap. To oznacza, że box office'owy tort jest coraz mniej równomiernie dzielony – coraz mniej filmów zaczyna brać coraz większe kawałki dla siebie, pozostawiając pozostałym coraz mniej "resztek". Serwisy streamingowe zaczęły zastępować studia filmowe w tworzeniu tzw. kina środka. To coraz słabiej wypełnia lukę między kinowymi produkcjami wysokobudżetowym a tymi niezależnymi. I nawet jeżeli obecnie nie są jeszcze widoczne gwałtowne spadki widowni czy przychodów z dystrybucji kinowej, to coraz częściej dochodzi do sytuacji, w których coraz mniej filmów jest uważanych za wartych wydania pieniędzy na bilet kinowy. To wszystko oferuje nowe pole do analiz rynku kinowego i box office'u i oznacza, że tegoroczny sezon letni może nie był wcale taki nudny i przewidywalny, jak może się wydawać.

Marek Pilarski
Autor prowadzi bloga Box Office'owy Zawrót Głowy
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię