GAMESCOM 2015: Przeciętna prezentacja "Fallouta 4". A co z grą?

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/GAMESCOM+2015%3A+Przeci%C4%99tna+prezentacja+%22Fallouta+4%22.+A+co+z+gr%C4%85-112778
Chciałbym powiedzieć, że z pokazu Bethesdy wyszedłem pełen entuzjazmu i ciepłych myśli krążących wokół nowej gry Todda Howarda i spółki. Ale nie mogę.


Prezentacja "Fallout 4" składała się z pokazu rozbudowanego trailera z rozgrywką oraz przedstawienia, w żartobliwy sposób, systemu S.P.E.C.I.A.L, który został zobrazowany w postaci filmu animowanego stylizowanego na zimnowojenne instrukcje, znane już z poprzednich części. Na podstawie tej animacji niewiele w zasadzie możemy powiedzieć nowego o systemie współczynników, poza tym, że siła, podobnie jak w każdym innym "Falloucie", odpowiadać będzie za udźwig czy obrażenia w walce wręcz. Teoretycznie ciekawszym elementem prezentacji miał być długi trailer z rozgrywki – rozszerzona wersja pokazywanego niedawno miasteczka Lexington. 


Niestety na razie trudno mówić, że "Fallout 4" porywa. Po fenomenalnym (choć zabugowanym) "New Vegas" autorstwa studia Obsidian, za czwartą część wzięła się Bethesda pod wezwaniem Todda Howarda. Widać od razu, że mają inną wizję postapokalipsy i co więcej – to wyobrażenie zgodne jest bardziej z "Fallout 3" niż "Fallout: New Vegas". Trudno oczywiście od razu wyrokować, że dostaniemy powtórkę z (niekoniecznie dobrej) rozrywki, ale niełatwo też akceptować taki zwrot w kierunku najmniej lubianej części serii.

Pokaz rozgrywki skupiał się głównie na walce i okazjonalnym wykorzystaniu systemu VATS. Naszymi przeciwnikami były obłąkane ghoule oraz bandyci. Walka zarówno w trybie rzeczywistym, jak i turowym nie różni się zbytnio od poprzednich części. Ponownie "Fallout" przypomina grę z serii TES, tyle że z pukawkami. Jeśli o nie chodzi, podczas podróży przez Lexington nasz bohater korzystał między innymi z karabinu maszynowego, wielkiej pały, lasera na korbkę (sic!) i strzelby plazmowej. Broń palna sprawuje się zresztą w akcji całkiem nieźle, choć nie widać było za specjalnej różnicy, jeśli chodzi o efektywność, pomiędzy pruciem z karabinu plazmowego czy lasera.

Kluczowym elementem pokazu stał się desant okutych w zbroje wspomagane dwóch postaci, które włączyły się do walki. To był najbardziej emocjonujący fragment pokazu. Na niebie pokazał się samolot a la Vertibird Enklawy, który najpierw wspomógł nas ogniem, a potem malowniczo rozbił się o okoliczny budynek, gdy strącił go rakietą jeden z bandytów. Pokaz zakończył się spektakularną walką z nowym przeciwnikiem, Behemothem.


Na temat fabuły twórcy nadal milczą jak zaklęci. Pozostaje więc mieć nadzieję, że choć na tym polu będzie wybornie, ponieważ walka jako taka to żadna nowość w świecie "Falloutów". Jedyną zmianą jest efekt promieniowania. Im więcej radów przyjmie na klatę nasza postać (np. podczas walki z ghoulami), tym bardziej zmniejsza się maksymalna liczba punktów życia. W efekcie, gdy leczymy się stimpackami, nie możemy zregenerować zdrowia w całości, a tylko do pewnego poziomu. To akurat całkiem niezła koncepcja. Dzięki temu środki antyradiacyjne wreszcie znajdą zastosowanie poza trybem "hardcore".

Warto wspomnieć nieco o oprawie graficznej. Do czasu premiery pewnie nieco się poprawi. Obecnie "Fallout 4" jest na pewno ładniejsza od poprzednich odsłon, ale daleko jej do efektowności. Co gorsza, nawet nagrany wcześniej filmik z rozgrywki boleśnie pokazywał, jak w locie doładowują się szczegóły i tekstury. Nie napawa to zbytnim optymizmem.


Jestem nieco zawiedziony prezentacją "Fallouta 4". Nie dlatego, że miałem wysokie oczekiwania, spodziewałem się raczej czegoś na poziomie "New Vegas". Niestety, wygląda na to, że Bethesda obiera kurs na kontynuację trójki. Oby tylko lepiej niż w tej feralnej odsłonie rozwiązano liczbę i narrację misji, które przyjdzie nam wykonywać podczas gry. O tym na razie cisza, a to, co zobaczyliśmy, czyli walka, nie porywa.
Udostępnij: