Artykuł

ARTYKUŁ: Walkiewicz o "Wyspie tajemnic" Scorsesego

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/ARTYKU%C5%81%3A+Walkiewicz+o+%22Wyspie+tajemnic%22+Scorsesego-59296
Na wyspę Shutter, zamienioną przez rząd USA w ośrodek psychiatryczny dla wyjątkowo groźnych pacjentów, przybywa para szeryfów federalnych. Prochowce, fajki, kapelusze, drzazgi z przeszłości – dzieci Chandlera otrzepują się z mgły i schodzą na ląd, zostawiając za sobą wodę w kolorze spleśniałego twarogu. Nikt nie każe bohaterom porzucić nadziei, ale witająca ich tablica budzi oczywiste, dantejskie skojarzenie: "Pamiętajcie nas, bo my też kiedyś żyliśmy, śmialiśmy się, kochaliśmy". Nad wyspą góruje fort z czasów wojny secesyjnej, w którym pozamykano najniebezpieczniejszych szaleńców. Krajobraz podścielony metafizyką: diabelski sztorm, ostre jak brzytwa skały, trujące rośliny, kamienne krypty, jaskinie zalane falami szczurów. Nic dziwnego, że percepcja szeryfa Teddy’ego Danielsa nakazuje mu tropić w tej "niecodziennej codzienności" widma wojennego koszmaru.  

Daniels ma wyraźny cel i wyraźną przeszkodę na drodze. Celem jest rozwikłanie zagadki. Z zamkniętej na cztery spusty celi znika młoda kobieta, dzieciobójczyni. Zostaje po niej jedynie kartka z tajemniczym szyfrem. Przeszkoda ma podwójny charakter. Mur nieufności wzniesiony między bohaterem a personelem szpitala, kierowanego przez demonicznego doktora Cawleya można wprawdzie sforsować. Jak jednak okiełznać umysł, który zaczyna odmawiać posłuszeństwa? W głowie Teddy’ego powstają coraz to nowe paralele: między wojną a szaleństwem, między śmiercią żony w pożarze a rządową konspirą, która, jak się wydaje, niepodzielnie panuje na wyspie.  Im dłużej przebywa w ośrodku, tym wyraźniej zaciera się granica między fantasmagorią i rzeczywistością, snem i jawą. "Może gdy ty patrzyłeś na nich, oni zaczęli patrzeć na ciebie"? – pyta bohatera jego partner, Chuck. Parafraza nietzscheańskiej myśli jest tu aneksem do wcześniejszej sceny, w której Daniels komentuje nadgorliwość szefa strażników.

"Zachowujecie się tutaj tak, jakby szaleństwo było zaraźliwe" – mówi. I choć widz czuje podskórnie wagę tego niewinnego stwierdzenia, dla Teddy’ego to tylko żart. Bo Teddy wierzy, że świat, który właśnie zwiedza, nie wypadnie z kursu. Liczy, że utrzymają go dwa filary – moralność i nauka. Jest przekonany, że moralność przybywa na wyspę wraz z nim, zaś naukę, raczkującą psychofarmakologię, ustawioną w opozycji do barbarzyńskiej psychochirurgii, reprezentuje Cawley.  

Jakim więc cudem rzeczywistość osadzona na dwóch tak mocnych filarach zostaje zagrożona? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, wystarczy rzucić okiem na listę płac. "Wyspa tajemnic" to pierwsze spotkanie Martina Scorsese z Dennisem Lehane’em, pisarzem, który podarował Hollywood "Rzekę tajemnic" i "Gdzie jesteś, Amando?" Ekranizując jego powieść, Scorsese nie musiał naginać swojego światopoglądu – serce obydwu autorów bije tym samym rytmem. Bohaterowie Lehane’a i Scorsese działają w świecie, w którym niemożliwa jest sprawiedliwość. Nie ma w nim barykady, nie ma skrajnych modeli życia, gwarantujących konkretny los i obiecujących jego równie konkretny finał (co chyba najlepiej widać w ironicznym epilogu "Infiltracji"). Scorsese wierzy w psychologię i lubi interpretować zachowania swoich bohaterów w psychologicznym kluczu. Lecz przemoc – siła napędowa jego fabuł – nie podlega opisowi, interpretacji. Ma aksjomatyczny charakter, nie trzeba jej rozumieć, ogarniać, oswajać. Reżyser lubi dzielić się jej obrazem z widzami, w ekranizacjach Lehane’a wyrzuca się ją poza kadr, lecz jej znaczenie jest bliźniacze. Zostaje wyeksplikowane w "Wyspie" przez naczelnika więzienia: "Koniec końców, chodzi tylko o gwałtowność. Czy moja gwałtowność zwycięży twoją?". Na to samo zwraca uwagę grany przez Maksa von Sydowa doktor Naehring, uciekinier z faszystowskich Niemiec, którego akcent budzi w głowie Danielsa oczywiste asocjacje.


Prowadząc śledztwo na wyspie Shutter, Daniels nie przebiera w środkach – bije więźnia w starym forcie, wysadza w powietrze samochód, atakuje Naehringa. Z perspektywy zakończenia filmu staje się jasne, że taka przemoc musi zostać ukrócona. Pozostaje pytanie, dlaczego świat ufundowany na przemocy ma w optyce bohatera tak fantazyjny kształt? To sprawka kultury – przekonuje Scorsese. Podczas retrospektywnych majaków, Teddy, wraz z innymi żołnierzami, wyzwala obóz w Dachau. Naczelnik placówki próbuje popełnić samobójstwo, ale robi to na tyle niefortunnie, że skazuje się na długą, powolną śmierć. Z gramofonu w jego gabinecie płyną dźwięki muzyki Mahlera, w głowie Danielsa zakodowane już na zawsze jako akordy cierpienia (co przypomni mu się, gdy ponownie usłyszy ten sam fortepianowo-smyczkowy koncert w gabinecie Cawleya). Wyspę Shutter bohater widzi w ten sam sposób – tak wyglądałaby w kinie lat 50.

Film Scorsese kondensuje kulturowe tropy oraz klisze, wykorzystywane w "gwałtownych" fabułach. Nieprzypadkowo, jego akcja dzieje się w roku 1954, gdy zimna wojna była gorąca jak diabli, rosła popularność teorii spiskowych, a kino noir wciąż pozostawało koronnym gatunkiem Amerykanów. Peter Travers z "Rolling Stone’a" wylicza kolejne etapy gry w skojarzenia, do której zaprasza widzów Scorsese: czarny kryminał, horror ("Siódma ofiara" Vala Lewtona), kino antywojenne ("Time Limit" Karla Maldena), fantasmagoria ("Shock Corridor" Sama Fullera), filmy, których akcja rozgrywa się w szpitalach psychiatrycznych ("Siedlisko węży" Anatola Litvaka lub wstrząsający dokument Fredericka Wisemana "Titicut Follies"). Nie tylko grzmiąca smyczkowa muzyka ma uruchomić ciąg skojarzeniowy. Nawet pozornie przypadkowe zdania, wykrzykiwane w stronę Teddy’ego podczas wizyty w forcie, odsyłają do autentycznych słów seryjnego zabójcy Williama Heirnesa, którego skazano w 1946 roku na dożywotnie więzienie.  Wszystkie te cytaty oraz aluzje spajają –  jeśli wierzyć słowom Rogera Eberta, najlepszego monografisty Scorsese – dwie naczelne inspiracje: "Zawrót głowy" Hitchcocka oraz klasyczny film noir "Człowiek z przeszłością" Jacques'a Tourneura. Już w tytule tego ostatniego utworu zawiera się istota gatunku: żaden bohater nie pojawia się na ekranie bez bagażu traumy.  

W opublikowanej na stronach "Dwutygodnika" recenzji "Wyspy tajemnic", Jakub Socha przytacza słowa Hanny Buczyńskiej-Garewicz ze wstępu do "Odwrotnej strony zwierciadła" Konrada Lorenza ("Jeśli umysł nasz zdolny jest odbijać świat, jeśli stworzone przez umysł poznanie jest zwierciadlanym odbiciem rzeczywistości, to tym samym pełne zrozumienie natury tego poznania, wszystkich jego fundamentalnych właściwości, możliwe jest przez obejrzenie niejako tylnej strony zwierciadła, przez zbadanie działania umysłu"). Pyta, czy Scorsese naprawdę uważa, że natura poznania, które jest udziałem osoby niepewnej swojej poczytalności, przypomina kino gatunków? Zarzuca reżyserowi pretensjonalność i bełkotliwość. Czy jednak jest coś pretensjonalnego w tym, że Scorsese widzi w swoim bohaterze dziecko swoich czasów i konsumenta rodzimej kultury? To w końcu jej języka używamy do opisu rzeczywistości. Lub do jej kreacji.

Pierwowzór filmu Scorsese, czyli thriller "Wyspa tajemnic" Dennisa Lehane’a, od 23 marca można nabyć w księgarniach. Patronem medialnym książki jest Filmweb.