Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/Jerry+Schatzberg%3A+Zapomniany+klasyk-90597

Jerry Schatzberg: Zapomniany klasyk

  • Filmweb
  • autor: Piotr Czerkawski
  • Artykuł
U szczytu formy przypadającego na początek lat 70., Jerry’ego Schatzberga można było wymieniać jednym tchem z mistrzami pokroju Martina Scorsesego czy Francisa Forda Coppoli.

Jerry+Schatzberg+Faye+Dunaway+Jerry+Schatzberg+5yVLuCeQqeHl.jpg
Jerry Schatzberg to przypadek jedyny w swoim rodzaju. Laureat Złotej Palmy w Cannes i jeden ze współtwórców Nowego Kina Hollywoodzkiego najpewniej przejdzie do historii jako wzorcowy przykład  zmarnowanego talentu. Skromna ilościowo filmografia Schatzberga liczy dwa arcydzieła i całą masę średniaków. Z drugiej jednak strony, u szczytu formy przypadającego na początek lat 70., Schatzberga można było wymieniać jednym tchem z mistrzami pokroju Martina Scorsesego czy Francisa Forda Coppoli. W swoich najlepszych filmach twórca "Narkomanów" wypracował własny styl oparty na gorzkim realizmie, psychologicznej wiarygodności i wrażliwości na wizualny szczegół. Choćby z tych względów warto wrócić po latach do kina Schatzberga i ocalić tego niespełnionego twórcę przed całkowitym zapomnieniem.

Powiew świeżości


Późniejszy twórca "Stracha na wróble" długo czekał na filmowy debiut. W latach 60. zdążył jednak osiągnąć wielkie sukcesy jako fotograf współpracujący z "Vogue" i "Esquire". Gdy autor słynnych zdjęć Boba Dylana, Milosa Formana czy Romana Polańskiego zdecydował się zamienić aparat na filmową kamerę, można było odnieść wrażenie, że idealnie trafił w swój czas. Ameryka właśnie budziła się z hipisowskiego snu, a  kino wyrażało gotowość do konfrontacji z rozczarowującą rzeczywistością. Podobne cele przyświecały Schatzbergowi, gdy brał się za realizację debiutanckiej "Zagadki dziecka klęski". Inspirowana przeżyciami przyjaciółki reżysera opowieść o psychicznej traumie dręczącej urodziwą modelkę demaskowała niszczącą siłę świata show biznesu.

Zasygnalizowany w "Zagadce..." motyw płynnej granicy między iluzją a rzeczywistością niedługo później powrócił również w "Narkomanach" – filmie otwierającym Schatzbergowi drzwi do sławy. Jeszcze kilka lat wcześniej opowieść o grupie ćpunów z nowojorskiego Needle Park zamieniłaby się zapewne w barwną kronikę kontrkulturowej wspólnoty. W  Ameryce lat 70. "Narkomani" mogli jednak okazać się tylko wstrząsającą serią obrazów z heroinowego piekła. Na długo zanim Darren Aronofsky zagrał swoje "Requiem dla snu", Schatzberg wpadł na pomysł, by opowiedzieć o grozie nałogu przez pryzmat jego wpływu na relację między mężczyzną i kobietą. W  pozbawiony nachalnego moralizowania sposób reżyser ukazywał proces, w którym uczucie między Bobbym a Helen ustępowało miejsce toksycznemu romansowi z heroiną.

Panic-in-Needle-Park-Poster.jpg


Obecne w "Narkomanach" zamiłowanie do portretowania postaci z marginesu społecznego stanęło również u podstaw "Stracha na wróble". W opowieści o wspólnej tułaczce drobnego przestępcy i byłego marynarza Schatzberg raz jeszcze sprawdził trwałość emocjonalnej więzi skonfrontowanej z ekstremalnymi warunkami życia. Choć reżyser pozostał jak najdalszy od beztroskiego optymizmu, pozwolił przyjaźni Maxa i Liona na przetrwanie. Kluczem do sukcesu okazało się wypracowanie wspólnego podejścia do codziennych wyzwań. Ujmująca  filozofia bohaterów zawierała się w opowiadanej przez Liona historii o tytułowym strachu na wróble, który rzekomo osiąga swój cel nie dlatego, że potrafi ptaki przestraszyć, lecz rozśmieszyć. Wierni tej zasadzie Max i Lion robili wszystko, aby ewentualne niepowodzenia zamienić w żart, zgrywę i anegdotę. Konsekwentnie wcielana przez włóczęgów życiowa postawa prowokowała niezliczoną ilość kontekstów interpretacyjnych. "Strach na wróble" bywał uznawany za modelowy przykład amerykańskiego "filmu kumpelskiego", a także dowód na żywotność schematów charakterystycznych dla kina drogi. Część krytyków uznała Maxa i Liona za bohaterów pokrewnych postaciom z powieści "Myszy i ludzie" Johna Steinbecka. Inni szli jeszcze dalej i w osobach porywczego wielkoluda i drobnego wesołka dopatrywali się nowych wcieleń Don Kichota i Sancho Pansy.

Magiczne momenty


"Strach na wróble" okazał się niekwestionowanym arcydziełem, ale bardzo szybko stał się również przekleństwem reżysera. Przez całą późniejszą karierę Schatzberg ani przez moment nie zbliżył się do zaprezentowanej w tym filmie klasy. Życzliwi reżyserowi krytycy przekonują, że kryzys jego twórczości  stał się pochodną przemian następujących w amerykańskim kinie. Wedle tej interpretacji twórca "Narkomanów" ze swoim zamiłowaniem do bezkompromisowego portretowania rzeczywistości miałby stać się ofiarą mody na dziecięce fantazje Spielberga i Lucasa. Nawet jeśli można częściowo zgodzić się z tymi spekulacjami, nie sposób nie zauważyć, że inni kontestatorzy związani z Nowym Kinem Hollywoodzkim odnaleźli się  w nowym porządku znacznie lepiej. W karierze Schatzberga syndromowi artystycznego wypalenia towarzyszyła tymczasem również próba odcięcia kuponów od dawnych sukcesów. Zrealizowany tuż po "Strachu na wróble" film "Dandy, na wskroś amerykańska dziewczyna" wykorzystywał przecież bardzo podobny motyw przypadkowego spotkania, które odmienia życie tytułowej bohaterki i prowadzi do przemiany jej charakteru. Tym razem jednak opowiadana historia nie miała w sobie jakiejkolwiek siły rażenia.

narkom1.jpg
 
narko2.jpg

"Narkomani"

W późniejszych filmach Schatzberga próżno szukać jednej z najważniejszych cech jego kina – zdolności do mistrzowskiej inscenizacji pojedynczych scen. Choć od premiery "Narkomanów" minęło już ponad 40 lat,  inwazyjne zbliżenia na bohaterów wstrzykujących sobie kolejne dawki heroiny wciąż potrafią wytrącić widza z równowagi. W zapadające w pamięć momenty obfituje jednak przede wszystkim "Strach na wróble". Trudno  wręcz wyobrazić sobie współczesne amerykańskie kino bez sekwencji z szalejącym w knajpie Maxem. Błazeński taniec niegdyś porywczego i skłonnego do przemocy bohatera stanowi symbol przemiany doznanej pod wpływem kontaktu z Lionem. Zachowanie Maxa ma wiele wspólnego z ekstazą Greka Zorby, stanowi ideowy manifest człowieka, który właśnie nauczył się uśmiechać.

Aktorskie popisy


Niekwestionowaną zaletą najlepszych filmów twórcy "Stracha na wróble" pozostaje również  prowadzenie aktorów. Dość powiedzieć, że to właśnie w "Narkomanach" Schatzberga po raz pierwszy rozbłysła na kinowym ekranie gwiazda Ala Pacino. Później wybitny aktor zagrał również w "Strachu na wróble", gdzie otrzymał jedną z niewielu okazji, by zademonstrować niepospolity talent komediowy. To samo można powiedzieć zresztą o partnerującym mu w roli Maxa Genie Hackmanie, który po latach uznał rolę w "Strachu..." za najlepszy występ w całym swoim dorobku.

strach1.jpg
 
strach2.jpg

"Strach na wróble"

Właśnie Schatzbergowi przełom w karierze i pierwszą nominację do Oscara zawdzięcza również Morgan Freeman. Rola w "Cwaniaku" może wywołać ciężki szok u wszystkich tych, którzy kojarzą aktora z poczciwymi  kreacjami w "Wożąc panią Daisy" czy "Skazanych na Shawshank". U Schatzberga Freeman przekonująco wcielił się w terroryzującego otoczenie alfonsa rodem z uniwersum Spike'a Lee. Oscarowa kreacja nie stanowi zresztą jedynej zalety "Cwaniaka". Choć mroczny kryminał bynajmniej nie dorównuje klasie "Stracha na wróble", w zgodnej opinii krytyków pozostaje jednym z niewielu godnych uwagi filmów późnego okresu twórczości Schatzberga. Po części wynika to zapewne z zastosowanej przez reżysera strategii  powrotu do korzeni. Tak jak w swoich najlepszych filmach, autor "Narkomanów" zdecydował się zinfiltrować środowisko społecznych wyrzutków. Dzięki temu uczynił z "Cwaniaka" przewrotny moralitet i flirtujący z konwencją neo-noir przewodnik po czerwonych dzielnicach Nowego Jorku lat 80.

Oprócz filmu z Freemanem w filmografii Schatzberga można by wyróżnić jeszcze ewentualnie opartego na scenariuszu Harolda Pintera "Odnalezionego przyjaciela", który spotkał się z przychylnym przyjęciem na festiwalu w Cannes. W przypadku całej reszty, na jaką składają się błahe komedyjki, mdławe dramaty i zapomniane musicale, nie ma już jednak o czym rozmawiać. Ostatni film Schatzberga – zrealizowane w 2000 roku "The Day the Ponies Come Back" – został solidarnie zignorowany przez widownię i krytykę. Na przekór temu wszystkiemu, reżyser wciąż przyznaje w wywiadach, że  ma w zanadrzu kolejne projekty. Największe kontrowersje wzbudzają w tym kontekście pogłoski o realizacji sequela "Stracha na wróble". Podobny pomysł łatwo uznać wyłącznie za akt desperacji ze strony tęskniącego za przebrzmiałą sławą reżysera. Być może jednak przemierzający niegdyś smętną krainę prezydenta Nixona Max i Lion mogliby powiedzieć nam coś ciekawego również o niepewnej jutra Ameryce AD 2012?

zobacz też:

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię