Artykuł

Postęp i medycyna

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Post%C4%99p+i+medycyna-116152
Serial "The Knick" to nakręcona z chirurgiczną precyzją historia nowoczesnej medycyny. Rozgrywająca się na arenie wielkiego miasta, pulsująca w rytmie elektroniczno-ambientowej muzyki, przenosząca nas wprost z palarni opium w Chinatown na oddział operacyjny szpitala Knickerbocker. Oglądajcie na czczo.


Początki "The Knick" - podobnie jak obrazowanej w nim nowoczesnej medycyny u progu XX wieku - nie należały do najłatwiejszych. Pierwsze notowania oglądalności inauguracyjnego sezonu oscylowały na poziomie 350 tys. widzów. Takie statystyki spychały serial na boczny tor. Na dodatek konkurencja rywalizująca o obecność widza przed ekranem była ogromna - by uświadomić sobie skalę serialowej rewolucji, warto zerknąć na oficjalne raporty, z których wynika, że w 2015 roku do realizacji zatwierdzono ponad 400 gotowych scenariuszy przeznaczonych na srebrny ekran. Nic więc dziwnego, że sama decyzja o kontynuowaniu tej genialnej z artystycznego punktu widzenia serii wydawała się aktem odwagi.

Człowiek-orkiestra

"The Knick" zawdzięcza swój sukces Stevenowi Soderberghowi. Nie jest to pierwszy przypadek, kiedy gwiazda z branży filmowej przenosi się do telewizji, by stworzyć wysokiej jakości serial - to również casus Martina Scorsesego ("Zakazane imperium") oraz Davida Finchera ("House of Cards"). Biorąc pod uwagę wymogi stawiane twórcom przez system studyjny (ograniczony budżet, konieczność ustępstw, ingerencje w montaż itp.), nie ma się co dziwić takiemu kierunkowi zmian. Soderbergh zrobił wyjątek dla telewizji po przeczytaniu scenariusza "The Knick". Myślę, że w tym momencie kariery już żaden z moich wyborów nie powinien szokować - tak amerykański reżyser wyjaśniał decyzję o swoim powrocie na plan w 2014 roku, po wcześniejszym ogłoszeniu, że żegna się z kinem i przechodzi na emeryturę.

Od pierwszego klapsa na planie Amerykanin postanowił pracować tak, jak zwykł to robić wcześniej przy pełnometrażowych fabułach. Wziął na siebie nie tylko reżyserię każdego odcinka serii (do tej pory jedyny taki przypadek to Cary Fukunaga i pierwszy sezon "Detektywa"), brał także czynny udział w dyskusjach nad kształtem scenariusza z jego autorami Jackiem Amielem i Michaelem Beglerem (W odróżnieniu od kina, podkreślającego kult reżysera, praca nad serialem rządzi się swoimi prawami. To pole popisu dla tzw. showrunnerów, czyli pomysłodawców i scenarzystów projektu, vide duet Amiel-Begler). Jakby tego było mało, Soderbergh zabrał się również za kontrolę montażu oraz za pracę operatorską, nie wspominając o współprodukowaniu całości. Efekty jego pracy są idealną egzemplifikacją tej autorskiej filozofii.

The Knickerbocker

Zanurzając się w trzewiach szpitala The Knickerbocker (odwzorowanego w zgodzie z trendami architektonicznymi przełomu XIX i XX i rozkładem Presbyterian Hospital), jesteśmy świadkami pryncypialnej dbałości o najmniejsze detale. Kolorystykę oparto na jedynie kilku odcieniach szarości, bieli, czerni i brązu - stąd estetyczna matowość obrazu oraz bezustannie towarzyszące widzowi wrażenie niedoświetlenia kadru, kreujące duszną atmosferę szpitalnych korytarzy. Stojącą za tym koncepcję estetyczną widać dobrze w projekcie sali operacyjnej - kluczowego miejsca, w którym rozgrywa się akcja serialu. W założeniu miała ona spełniać rolę "teatru", miejsca popisów chirurgicznych głównego bohatera, pokazując przy okazji skalę jego medycznego geniuszu. Stąd masywne kolumny o ośmiokątnej podstawie, wielkie okna przypominające kościelne witraże czy półokrągły układ ław dla publiczności nasuwający skojarzenia z rzymskim amfiteatrem. Słowem, sala musiała być na tyle duża i efektowna, by pomieścić rozbuchane ego doktora Thackery'ego (Clive Owen).


Także miasto, które niczym gąbka wchłaniało u progu nowego tysiąclecia kolejne fale imigrantów, zostało wyraziście odmalowane. Brudne ulice, konie umorusane w błocie, burdele rozsiane po całej okolicy oraz ludzie z poszarzałymi twarzami - to obraz formującej się z wolna nowojorskiej metropolii, przywołujący na myśl kadry z gangsterskiej epopei Martina Scorsesego "Gangi Nowego Jorku" (2002). Oczywiście, zacofanie niezauważalnie ustępuje miejsca postępowi - w tej samej mierze technologicznemu co mentalnemu. Postępująca elektryfikacja miasta (do tej pory pracownicy szpitala mieli do dyspozycji wyłącznie światło dzienne oraz lampy naftowe), budowa metra będąca przykładem inwestycji wielkiego kapitału, pojawienie się pierwszych samochodów (ekspansja imperium Henry'ego Forda), pierwsze fascynacje kamerą filmową (pornografia na użytek prywatny) lub pomysł wykorzystywania benzyny jako paliwa napędowego stają się w serialu realnymi symbolami cywilizacyjnego skoku. Oczywiście, każdy medal ma dwie strony - w mieście szerzą się przestępczość i korupcja. Zarówno ta spod znaku Tammany Hall, organizacyjnej przybudówki Partii Demokratycznej, jak i ta będąca domeną bogatych przedsiębiorców (transport imigrantów) oraz drobnych cwaniaczków (sanitariusze handlujący ciałami przywożonymi do szpitala).

Otwarte drzwi

"The Knick" to również historia intelektualnej rewolucji, z której czerpała rodząca się nowoczesna medycyna. W tym przypadku pionierskie metody leczenia dr. Thackery'ego, wzorowanego na wybitnym chirurgu-wynalazcy Williamie Halsteadzie, urastają do rangi prometejskiego symbolu. Medycyna nadal funkcjonuje w krwiobiegu społecznym jako domena "szalonych naukowców", a człowiek służy wyłącznie za królika doświadczalnego. Mimo, że mamy do czynienia z lekarzami, których rolą w domyśle jest pomagać pacjentom, to już w pierwszym odcinku ludzie padają na stole operacyjnym jak muchy. Fani "Ostrego dyżuru" będą zaniepokojeni, ale Soderbergh jest tutaj nieprzejednany. "Postęp nie jest możliwy bez ofiar", wydaje się mówić.


W kwestiach rasizmu scenarzyści "The Knick" wypowiadają się w równie ostrym tonie. Serial wpisuje się w rozliczeniowe narracje amerykańskiego kina, podążając tropem "Kamerdynera" (2013) Lee Danielsa, "Django" (2013) Tarantino czy "Selmy" (2014) Avy DuVernay. Przypomnijmy sobie sytuację z drugiego odcinka serialu, kiedy to doktor Algernon Edwards (Andre Holland) staje w kolejce do łazienki z resztą czarnoskórych mieszkańców obskurnej nowojorskiej kamienicy. Na widok jego wypastowanych, skórzanych butów przywiezionych z francuskiej stolicy, jeden z rezydentów rzuca w kierunku Edwardsa kpiarsko: "Mr. Paris Shoes”. Jak w soczewce widać tu społeczną pozycję Afroamerykanów w multikulturowej kolebce wolności, gdzie nawet (czarny) brat mówił do brata językiem resentymentów. W "The Knick" pojawia się zresztą cała gama postaw wobec rasizmu. Dr. Edwards (do którego większość kolegów-lekarzy zwraca się jedynie po nazwisku) obierający pokojową metodę biernego oporu, choć w przypadkach granicznych przechodzi do argumentów siłowych, stanowi radykalny kontrast dla swojej żony Opal. To przykład szanującej się kobiety z klasą, która podobnie jak aktywista społeczny, działający w Harlemie Garrison Carr, współczesne wcielenie W.E.B DuBois, reprezentują postawę polityki "otwartych drzwi". Bez ogródek, ad personam mówią białym ciemiężcom, co im w głowie siedzi.

O ile pierwszy sezon starał się koncentrować na różnicach klasowych, w drugim - prócz rasizmu - duży nacisk położono na zjawisko kiełkującego feminizmu. Przez całe moje życie mężczyźni, którzy mieli nami kierować, rozczarowywali - stwierdza siostra Elkins (Eve Hewson), pielęgniarka w The Knickerbocker, która z potulnej córeczki tatusia przeistacza się w cyniczną manipulatorkę. Korowód kobiet próbujących wyjść z cienia mężczyzn powiększa się z odcinka na odcinek. Eks-zakonnica świadcząca obywatelskie lekcje świadomości seksualnej i produkująca kondomy wraz z kierowcą szpitalnego ambulansu; córka właściciela szpitala, której ambicje nie ograniczają się do wybierania kwiatów na bankiety i zadawania szyku - to kolejne przykłady bohaterek tych emancypacyjnych narracji.


***

Rozcinanie obyczajowego gorsetu w "The Knick - podobnie jak w innym wielkim serialu stacji AMC, czyli "Mad Men" - jest również długotrwałym procesem historycznym. "The Knick" potwierdza starą prawdę, że spektakularne sukcesy i osiągnięcia rodzą się zwykle w bólach.

Podczas gdy pierwszy sezon mocno rozczarował, pozostawiając wiele rozpoczętych wątków w niewygodnym zawieszeniu - a widza w poczuciu niedosytu - drugi zaspokoił apetyt. "The Knick" jako całość to nakręcona z chirurgiczną precyzją podróż przez historię współczesnej medycyny. Rozgrywająca się na arenie wielkiego miasta, pulsująca w rytmie elektroniczno-ambientowego anturażu muzycznego, przenosząca nas wprost z palarnii opium w Chinatown na oddział operacyjny szpitala Knickerbocker. Oglądajcie na czczo.