Wywiad

Rozmowa z Mattem Reevesem, reżyserem "Pozwól mi wejść"

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Rozmowa+z+Mattem+Reevesem%2C+re%C5%BCyserem+%22Pozw%C3%B3l+mi+wej%C5%9B%C4%87%22-66306
Matt Reeves zdobył szturmem kina na całym świecie dzięki pomysłowemu i trzymającemu w napięciu "Projektowi: Monster". Teraz powraca z przeróbką szwedzkiego "Pozwól mi wejść", który uważany jest za jeden z najlepszych horrorów ostatnich lat. W wywiadzie dla Filmwebu amerykański reżyser zdradza kulisy powstawania filmu oraz tłumaczy fenomen "Zmierzchu" i "Czystej krwi"




Horror dekady, najlepszy film o wampirach, jedna z najstraszniejszych produkcji wszech czasów – to tylko niektóre z określeń, jakie można znaleźć w Internecie na temat szwedzkiego "Pozwól mi wejść". Nie boisz się, że widzowie i krytycy, którzy pokochali oryginał, zechcą rozszarpać Ci tętnicę za zrobienie jego remake'u?

Może nie będzie tak źle. Aczkolwiek pamiętam, że gdy obejrzałem oryginał, zachodziłem w głowę, po co kręcić jego remake (śmiech).

No właśnie, po co?

Wszystko zaczęło się od projektu zatytułowanego "Invisible Woman", który chciałem nakręcić po zakończeniu prac nad "Projektem: Monster". To miała być niezależna produkcja. Rynek tego typu filmów w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie zaczął się wówczas jednak zawężać. Miałem spore trudności ze znalezieniem na niego pieniędzy, tym bardziej, że scenariusz był ambitny i wymagający.  Zwróciłem się wtedy do studia Overture Films. Jego szefowie stwierdzili, że bardzo podobał im się "Projekt" i chcieliby mnie zaangażować do swojej nowej produkcji. Okazało się, że chodzi o remake "Pozwól mi wejść". Był styczeń 2008, prawie rok przed amerykańską premierą szwedzkiego horroru.  Dostałem od nich płytę z filmem i wróciłem do domu. Obraz Tomasa Alfredsona dosłownie rozwalił mnie. W dodatku okazała się, że jego fabuła ma wiele wspólnego z "Invisible Woman".

Słyszałem, że scenariusz "Invisible Woman" powstał w oparciu o pomysł na serial.

Zgadza się. Ładnych parę lat temu z J.J. Abramsem, z którym robiłem "Felicity",  przygotowywaliśmy projekty nowych seriali. Pomysł J.J. przeobraził się w "Agentkę o stu twarzach". Ja wymyśliłem mroczną opowieść o dorastaniu. Jej akcja rozgrywała się w późnych latach 70. Bohaterem był 11-letni chłopiec, który wraz z  szykującymi się do rozwodu rodzicami przeprowadził się do nowego miejsca. Spotkał tam rówieśniczkę wychowywaną przez samotną matkę. Nawiązała się między nimi głęboka więź. Ostatecznie z serialu nic nie wyszło, więc przerobiłem go na scenariusz "Invisible Woman", gdzie cała historia opowiedziana jest z punktu widzenia matki jednego z dzieci. Gdy zobaczyłem sceny z "Pozwól mi wejść" rozgrywające się na podwórku przy śmietniku, nie wiedziałem jak zareagować. Było w nich tyle emocji, które tak bardzo lubię.  Potem okazało się, że są one wstępem do horroru.

I jak Ci posmakowała taka mieszanka?

Reżyser Tomas Alfredson znakomicie wykorzystał mit wampira, by pokazać cierpienia dojrzewających dzieciaków.  Zadzwoniłem do studia i powiedziałem im dwie rzeczy. Po pierwsze, nie wiem, dlaczego chcecie kręcić remake, skoro oryginał to skończone arcydzieło. Po drugie, jeśli jednak zrobicie przeróbkę, to nie możecie zmieniać wieku bohaterów, bo zniszczycie całą historię. Jest ona bowiem w całości oparta na bólu i niepokoju, jakie przeżywa człowiek w tym okresie dojrzewania.


Co było dalej?

Gdy prawa do remake'u zostały zakupione, zacząłem się zastanawiać, jak przenieść historię rozgrywającą się w Szwecji na amerykański grunt. Podobnie jak bohaterowie "Pozwól mi wejść", ja też dorastałem w latach 80. Postanowiłem więc przypomnieć sobie, co się działo w tamtym okresie w Stanach Zjednoczonych. Powróciły do mnie obrazy Ronalda Reagana mówiącego z ekranu telewizora o tym, że Ameryka jest dobra, a zło jest poza jej granicami.  Zastanawiałem się, co wtedy czułem, słysząc słowa prezydenta.

Spotkałeś się z twórcami oryginalnego "Pozwól mi wejść"?

Okazało się, że w realizację remake'u będą zaangażowani producenci oryginalnego "Pozwól mi wejść". Im też spodobał się "Projekt: Monster". Twierdzili, że był on odświeżeniem starego mitu o wielkim stworze atakującym miasto. Z kolei mnie szwedzki horror podobał się m.in. dlatego, że odświeżał w niebanalny sposób postać wampira. Szybko znaleźliśmy wspólny język.  

Nazwałeś szwedzki film arcydziełem. Jaka w takim razie jest recepta na zrobienie remake'u obrazu doskonałego?

Przystępując do realizacji, starałem się zachować to, co najlepsze w oryginale, a przy okazji wyeksponować jeszcze bardziej pewne elementy znajdujące się w powieści, na podstawie której powstał film. Zacząłem więc pisać scenariusz. Wówczas na ekrany amerykańskich kin trafił szwedzki film i publika dosłownie oszalała na jego punkcie. Pomyślałem sobie: czy mi odbiło, co ja do cholery robię?! Potem doszedłem jednak do wniosku, że moja wersja będzie inna i widzowie na pewno to zauważą. Zanim rozpoczęły się zdjęcia, zakazałem moim aktorom oglądania oryginału. To samo powiedziałem operatorowi Gregowi Fraserowi, który wcześniej zrobił zdjęcia m.in. do "Jaśniejszej od gwiazd".

W lipcu pokazaliście fragmenty filmu na Comic-Conie w San Diego. Jaka była reakcja widowni?

Byłem jednocześnie podekscytowany i strasznie przejęty konfrontacją z publicznością, która na pewno kochała oryginał. Jej reakcja była na szczęście ciepła. Fani zrozumieli, że nie kręcimy tylko wykalkulowanego i cynicznego remake'u. Że nasze "Pozwól mi wejść" to coś więcej.


"Pozwól mi wejść" to kolejny z serii filmów i seriali o wampirach, które podbiły publiczność na całym świecie. Mieliśmy już m.in. "Zmierzch", "Czystą krew" i "30 dni mroku". DreamWorks szykuje właśnie remake "Postrachu nocy". Skąd bierze się popularność krwiopijców wśród widzów?

Myślę, że wymienione przez ciebie tytuły są dowodem na moc wampirzego mitu. Poza tym, opowiadając historię z pogranicza fantasy i horroru, możesz zająć się bardzo realistycznymi problemami. Tak zrobili między innymi twórcy oryginalnego "Pozwól mi wejść", tak, mam nadzieję, zrobiliśmy też my. Poza tym, umówmy się, wampiry są cholernie seksowne, co bardzo dobrze widać w "Czystej krwi". Można też tak jak twórcy "Zmierzchu" opowiedzieć o zakazanej miłości. Dla mnie jednak esencja mitu wampira znalazła się w filmie "Martin" George'a A. Romero z 1977 roku. Są tam mrok, ból i niepokój, ale także pokazany realistycznie problem dorastania. To mi się podoba! "Czysta krew" czy "Dracula", choć naprawdę znakomite, wydają mi się zbyt stylowe. Brakuje w nich realizmu. W "Pozwól mi wejść" będzie inaczej.

Jakie są Twoje ulubione filmy o wampirach?

Oczywiście "Pozwól mi wejść" (śmiech). Poza tym lubię stare horrory z Christopherem Lee kręcone dla wytwórni Hammer, która, notabene, współprodukowała remake. Przy realizacji swojego filmu przypomniałem sobie "Lśnienie" Kubricka i "Egzorcystę". Nie ma w nich, co prawda, wampirów, ale jest realistycznie pokazany strach dziecka. Inspirowałem się też trochę dziełami Polańskiego i Hitchcocka. "Pozwól mi wejść" przypomina przecież pod paroma względami "Okno na podwórze". Chłopiec podglądający sąsiadów był też w "Krótkim filmie o miłości" Kieślowskiego.

To miło usłyszeć, że polskie kino też ma swój udział w gatunku filmów wampirycznych.
Udostępnij: