Felieton

"Blade Runner" po grecku

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/%22Blade+Runner%22+po+grecku-79321
Obecność Philipa K. Dicka w kinie science fiction jest dużo intensywniejsza, niż wskazywałaby na to liczba filmów opartych na jego tekstach.

Kto słyszał, wie, zgadza się, uznaje i docenia, ale nie czytał dotychczas powieści wielkiego Philipa, ma szansę na rehabilitację. Od maja wydawnictwo Rebis wydaje w świeżej i powabnej oprawie bezapelacyjne klasyki pisarza. "Blade Runner", "Ubik", "Człowiek z wysokiego zamku" – to trzy tytuły często przywoływane na dowód jego geniuszu, ale żeby zasłużyć na zaszczytny tytuł "Dick-head" trzeba postarać się bardziej, bo są to zaledwie 3 z ponad 40 napisanych przez niego powieści. A że jego proza jest tak naszpikowana filmowymi konceptami, że materiału na widowisko z powodzeniem dostarczyć może krótkie opowiadanie (dotychczas stało się tak z pięcioma ze 120 napisanych) można się dziwić, że Hollywood w ogóle zajmuje się czymś innym, niż przerabianiem dzieł pisarza na kinowe blockbustery.

150 NIEZROBIONYCH FILMÓW

Romans Dicka z kinem jest zaskakująco krótki i składa się na niego ledwie dziesięć "dużych" filmów (i kilka mniejszych produkcji), z których połowa powstała w ostatniej dekadzie ("Władcy umysłów", "Next", "Przez ciemne zwierciadło", "Zapłata", "Raport mniejszości", "Impostor"). Pisarz publikował co prawda od lat 50., ale uznanie i zainteresowanie kina przyszło późno. Można by nazwać szczęściem fakt, że jako pierwszy przetłumaczył jego prozę na język filmu Ridley Scott, gdyby data premiery nie pokrywała się z datą śmiercią Dicka (1982). Genialny "Łowca androidów" wcale nie sprawił też, że Fabryka Snów rzuciła się zapamiętale na inne powieści. "Pamięć absolutna" powstała dopiero na początku następnej dekady, a po kolejnych pięciu latach premierę miała "Tajemnica Syriusza". I to by było z grubsza tyle, jeśli chodzi o przebogatą twórczość fantastyczną Dicka.

  

Już za kilka miesięcy powinniśmy zobaczyć remake "Pamięci absolutnej" Paula Verhoevena, podczas gdy od lat nie udaje się sfinalizować produkcji choćby bardzo filmowego "Ubika" (do którego pisarz osobiście napisał zresztą w latach 70. scenariusz). Do projektu ostatnio przyczepiono optymistyczną datę premiery 2012 i równie optymistycznie rokujące nazwisko Michela Gondry’ego. Dick-headzi nie powinni się bać, że Francuz "rozmiękczy" hardcore'ową wizję ich ulubieńca – niewielu szaleńców nadawałoby się lepiej do sportretowania świata, w którym sprzęty domowe terroryzują bohatera, by przed każdym użyciem zdeponował w ich wnętrzu 25 centów. Doskonale w świat Gondry’ego wpisuje się  też idea tytułowego Ubika, który czasem jest preparatem kosmetycznym, kiedy indziej lekiem albo urządzeniem elektronicznym. Niezmienna pozostaje tylko jego doskonałość. W każdej postaci Ubik jest doskonały i doskonale nieszkodliwy, o ile postępować zgodnie z instrukcją.

MORNING PATROL

Byłoby oczywiście nieprawdą twierdzenie, że literatura Dicka to same murowane kinowe hity. Co więcej, wizje w takim np. "Ubiku" do skromnych i tanich w produkcji nie należą. Akcja dzieje się tu w kilku historycznych epokach, zawiera sceny na Księżycu i na statku kosmicznym. A drogi film musi na siebie sporo zarobić, musi więc być mocno nagłośniony i strawny dla mas. Dlatego ciekawy jest eksces, który przydarzył się pomiędzy "Łowcą androidów" a "Pamięcią absolutną" – mało znany grecki film "Morning Patrol" ("Proini peripolos") – według Imdb.com oficjalnie inspirowany prozą mistrza kryminału Raymonda Chandlera i Dicka właśnie.


Zwraca to uwagę na podobieństwa między literatami, którzy wyrośli z pulpu i swoją twórczością nobilitowali pogardzane gatunki. Bohaterowie Dicka często przypominają zresztą Chandlerowskiego Philipa Marlowe’a – bezkompromisowo uczciwego twardziela, którego życie osobiste jest w rozsypce, a mistrzowskie opanowanie ponurego męskiego fachu zamiast profitów przynosi jedynie kłopoty. Ale męski bohater w "Morning Patrol" pojawia się trochę na drugim planie. Główną bohaterką jest kobieta, która próbuje wydostać się z ponurego opustoszałego miasta.

"Morning Patrol" to ciekawa dogrywka do powstałego pięć lat wcześniej "Blade Runnera". Skonstruowany bardzo oszczędnymi środkami świat robi duże wrażenie. Film jest dość enigmatyczny – pewne jest, że poruszamy się w rzeczywistości postapokaliptycznej, w świecie będącym tylko ponurym muzeum wspomnień. Ulice są kontrolowane przez bezlitosne patrole – Jeźdźców Apokalipsy, dopełniających dzieła zniszczenia. A gdzieś za granicami miasta, za linią rzeki, podobno ocalał jakiś inny, lepszy świat. Fabuła "Morning Patrol" jest trochę pretekstowa, a sam film to 10% historii i 90% nastroju. Zupełnie odwrotnie niż w przypadku hollywoodzkich adaptacji – zamiast efektownych konceptów powyciąganych z kontekstu z Dicka pozostaje tu kontekst.

DICK WSZECHOBECNY

A kino chętniej brało od pisarza właśnie chwytliwe patenty, historie i intrygi. Świat Dicka, jego piętrowy konceptualizm, zagęszczenie psychologiczne i psychodeliczna poetyka wymagają w Hollywood tłumacza – kogoś, kto przefiltruje go przez własną wrażliwość, będzie potrafił zrezygnować z części dobrych pomysłów, by ocalić inne i ostatecznie zamienić prozę na mainstreamowe kino akcji.

 
"Łowca androidów"

Ale szeroko pojęta obecność Dicka w kinie science fiction wydaje się dużo intensywniejsza, niż wskazywałaby na to liczba jego prac, które doczekały się ekranizacji. Filmowego "Ubika" sprawił nam w gruncie rzeczy Christopher Nolan, którego "Incepcja" wiele tej powieści zawdzięcza. Zadłużone fabularnie i nastrojowo wydają się też "Dziwne dni" Camerona i Bigelow, kilka filmów Cronenberga, Richarda Kelly’ego i wielu innych. Wszystkie te "tłumaczenia" Dicka na ekran, mimo że nieoficjalne, przyniosły kinu sci-fi spory pożytek.

Możliwe, że Dicka nie powinno się "tłumaczyć", "klarować", "ulepszać" i "uczesywać", tylko brać z dobrodziejstwem inwentarza. Portret pisarza nakłada się dziś na jego bohaterów, szukających granicy między fikcją a prawdą, sztucznością a naturalnością. Jego biografia wydaje się integralną częścią pisarstwa (z wysyłanymi przez niego do FBI donosami, jakoby postać Stanisława Lema była wymysłem komunistycznego wywiadu, włącznie). Może więc adaptacja jego prozy powinna zawierać biografię filmowca, który ją zrealizuje? Może prawdziwie wierna adaptacja "Ubika" wymagałaby od Gondry’ego tak głębokiej ingerencji w dzieło, że musiałby wpleść w film swoje prywatne obsesje, sny i własne narkotykowe wizje? A może film powinien zrealizować Spike Jonze, który wszedłby do głowy pisarza, tak jak kiedyś wszedł do głowy Johna Malkovicha?


"Pamięć absolutna"

Philip K. Dick zostawił dziesiątki opowieści, nie mamy jednak ani jednej instrukcji bezpiecznego postępowania z nimi w kinie. Nie ma recept doskonałych. Doskonały jest tylko Ubik.
Udostępnij: