Artykuł

Seks, spaliny, rock 'n' roll

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Seks%2C+spaliny%2C+rock+%27n%27+roll-73132
Amerykę warto czasem obejrzeć przez szybę samochodu, w dodatku lekko okopconą spalinami i popękaną od głośnego ryku silnika. Kino rodem z USA nie może się przecież obyć bez swojego dziedzictwa motoryzacyjnego, tych pięknych krążowników szos, w które wlać trzeba litry ropy, żeby w ogóle ruszyły z miejsca.

 
"Szybko i wściekle"

Faulkner mawiał, że Amerykanin niczego nie kocha bardziej od swojego samochodu. I miał niezaprzeczalną rację, co zrozumiał Henry Ford już na początku ubiegłego wieku, jeszcze w czasach, kiedy auto było symbolem bogactwa i luksusu, a niejeden kręcił nosem na praktyczną wartość czterokołowców. Wyprodukowany przez fabrykę Forda słynny Model T szybko wkupił się w łaski klasy średniej, lecz aż do lat pięćdziesiątych samochód pozostał w gruncie rzeczy jedynie środkiem transportu i musiało minąć jeszcze kilka dekad, zanim stał się dla Amerykanina mobilną świątynią. Prawdziwa kultura motoryzacyjna narodziła się po drugiej wojnie, kiedy pokolenie ówczesnych nastolatków siadło za kółkiem – auta stały się nie tylko wyznacznikiem statusu społecznego, ale i refleksem osobowości swoich właścicieli. Samochodem jeździło się na filmy do specjalnie przystosowanych kin plenerowych, a w knajpach dla zmotoryzowanych kelnerki podchodziły do klientów z tackami przystosowanymi do montażu w lśniących pojazdach. Innymi słowy – by zjeść obiad czy obejrzeć nowy hit na dużym ekranie, nie trzeba było nawet wychodzić z auta. "Personalizowanie" samochodu nie obce jest przecież i dzisiejszym kierowcom, inwestującym w ciężkie pieniądze w tuning. Obok tego zjawiska nie przeszło obojętnie i kino, w ostatnich latach dając wyraz swojemu uwielbieniu dla kultury motoryzacyjnej chociażby w cyklu "Szybcy i wściekli", którego nowa odsłona pojawi się na ekranach lada dzień. Przy okazji pierwszego filmu z serii, debiutującego u nas równe dziesięć lat temu, mówiło się o wprowadzeniu do głównego nurtu motywu nielegalnych, miejskich wyścigów samochodowych z importowanymi z Azji, podrasowanymi samochodami w roli głównej. Co ciekawe, w ostatnich dwóch częściach cyklu pojawiały się głównie amerykańskie samochody – Dodge Charger i Chevrolet Camaro. Film amerykański nie mógłby się przecież obyć bez swojego dziedzictwa motoryzacyjnego, tych pięknych krążowników szos, w które wlać trzeba litry ropy, by w ogóle ruszyły z miejsca. Samochód made in USA stał się fetyszem także dla filmowców.

Mknąć, ciągle mknąć, w stronę słońca

Jeszcze zanim Vin Diesel wsiadł do swojego Chargera na planie "Szybkich i wściekłych", a potem do Pontiaca GTO w "xXx", po amerykańskich autostradach śmigał niejaki Kowalski w białym Dodge'u Challengerze. Mowa oczywiście o "Znikającym punkcie", "Swobodnym jeźdźcu" dla samochodziarzy. Jeden ze sztandarowych filmów amerykańskiej kontrkultury włożył kontestacyjny manifest nie w usta jakiegoś szalonego proroka stojącego na drewnianej skrzyni w Hyde Parku, ale między zawory samochodowego silnika. Post-wietnamskie społeczeństwo, nieufne wobec rządowej władzy, znalazło ujście dla agresji skierowanej przeciw establishmentowi. Na podobnych nutach wygrany jest również późniejszy "Konwój" Sama Peckinpaha, gdzie kierowca ciężarówki o ksywce Gumowy Kaczor dosłownie porywa tłumy – jego koledzy po fachu tworzą tytułowy sznur samochodów, protestując przeciwko machlojkom skorumpowanego szeryfa. Wydaje się, że w latach siedemdziesiątych każdy film z samochodami miał za zadanie pokazać środkowy palec temu, kto nosił mundur. Nawet fabuła nacechowanego komediowo filmu z Burtem Reynoldsem "Mistrz kierownicy ucieka" opierała się na konflikcie głównego bohatera z prawem. Zadaniem wirtuoza szos, jeżdżącego czarnym Pontiacem Trans Am jest bowiem pomoc w dowiezieniu nielegalnego transportu alkoholu kilka stanów dalej. Nie oznacza to tym samym, że gliniarze nie potrafią prowadzić, wszak sam Steve McQueen ganiał w Fordzie Mustangu GT po ulicach San Francisco, zanim Kowalski przyjął karkołomny zakład. "Bullita" pamięta się, między innymi, właśnie dzięki niespełna jedenastominutowej scenie pościgu (jej świetny montaż przyniósł Oscara Frankowi P. Kellerowi). Wypada również dodać, że Frank Bullit nie był typowym gliniarzem, bliżej mu było do niesubordynowanego Harry'ego Callahana i Jamesa Doyle'a. Czy dlatego jego umiejętności rajdowe są o niebo lepsze niż kolegów po fachu z późniejszych, kontrkulturowych filmów?

Samochody, które zjadły...

Kinu drogi nie udało się przywłaszczyć automobilowego dziedzictwa Ameryki, którego popularność próbowały zdyskontować inne gatunki, chociażby horror. Oczywiście samochód nadal pozostawał nieodłącznym, niezbędnym elementem kina sensacji czy przygody, lecz epoka motoryzacyjnego rozwoju zainspirowała wszystkich. Choćby pisarza Stephena Kinga – na podstawie jego prozy powstało kilka filmów traktujących o śmiercionośnych maszynach, na czele z "Christine". Plymouth z pięćdziesiątego ósmego, ochlapany czerwoną i białą farbą okazał się wierny jak pies, czy raczej piekielny ogar. Mściwe auto, według książkowego pierwowzoru opętane przez moce przeklęte, było chimeryczne jak zazdrosna niewiasta. I równie śmiercionośne. Nie przeszkodziło to widzom w Stanach pokochać Christine (wielu przemalowało swoje Plymouthy w filmowe barwy; konkretny model wykorzystany na ekranie nie schodził z fabrycznej taśmy w podobnych kolorach). Z kart powieści Stephena Kinga wyjechał jeszcze niejeden demoniczny samochód, w "Maksymalnym przyśpieszeniu" jest ich co najmniej kilka, a w pamięci miłośników złego kina zapisała się na stałe mordercza ciężarówka z wizerunkiem Zielonego Goblina na masce, którą złowieszczo oświetlały wielkie reflektory. Opętane auto było jeszcze w odpowiednio zatytułowanym filmie z 1977 roku – "Samochód". Straszył w nim przerobiony Lincoln Continental Mark III, zaprojektowany przez George'a Barrisa, mającego już za sobą prace nad dziwacznymi pojazdami na planie serialu "Munsters" i w telewizyjnym "Batmanie" z Adamem Westem. Diaboliczny, tytułowy samochód bierze pod koło całe miasteczko w stanie Utah, rozjeżdżając kolejnych bogobojnych obywateli. Peryferyjne mieściny mają najwyraźniej to do siebie, że przyciągają nawiedzone auta, czego przykładem jest też "Karawan" z 1980, napędzany siłą złego ducha. A jeśli przyjrzeć się wyczynom bohaterów małego ekranu, nie sposób zapomnieć o braciach Winchester z serialu "Nie z tego świata", którzy z upiorami i monstrami wojują zza kółka czarnego Chevroleta Impali.

Pimp my ride

Klasyczny już gadający samochód z serialu "Nieustraszony", obdarzony sztuczną inteligencją, prowadzony pewną ręką Davida Hasselhoffa, jest dla niejednego widza symbolem innowacyjności filmowej myśli technicznej. Któż bowiem nie chciał pomykać po polskich, dziurawych jezdniach w samochodzie zdolnym wyminąć wszystkie wertepy i pułapki. Ale podobnych motoryzacyjnych marzeń kino zna wiele, weźmy chociażby "Widmo" z Charliem Sheenem, w którym zamaskowany kierowca mknął prototypowym Dodgem M4S. Ponoć wyprodukowano jedynie cztery sztuki tego cacka, które do setki dobijało w cztery sekundy, a jego prędkość maksymalna to grubo ponad dwieście kilometrów na godzinę. Na auto wołano także Turbo Interceptor, a więc łatwo o pomyłkę niewybaczalną, bowiem Interpectorem jeździł Mel Gibson w "Mad Maksie". Jeśli jednak poszukujecie czegoś bardziej szalonego (i nie, nie chodzi o fantazyjne maszyny z "Death Race"), sięgnijcie po niezapomniany "Powrót do przyszłości" – mimo stosunkowo dużej awaryjności, filmowy DeLorean DMC-12 to maszyna o możliwościach wykraczających daleko poza sny przeciętnego kierowcy. Wystarczyło rozpędzić się do osiemdziesięciu ośmiu kilometrów na godzinę, a następnym przystankiem był Dziki Zachód.

 
"Nieustraszony"

Warto obejrzeć czasem Amerykę przez szybę samochodu, w dodatku lekko okopconą spalinami i popękaną od głośnego ryku silnika. Potężne, mocarne maszyny stały się przez lata przedmiotem uwielbienia i wpisały na stałe w kulturę popularną Stanów Zjednoczonych. I, zważywszy na wyniki finansowe "Szybkich i wściekłych 5", nic nie wskazuje na to, by cokolwiek miało im przeszkodzić w tryumfalnym pochodzie. Nawet podwyżki cen ropy.