Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/news/BOX+OFFICE%3A+2019+w+kinach+-+zwyci%C4%99zcy+i+przegrani-136245

BOX OFFICE: 2019 w kinach - zwycięzcy i przegrani

  • Filmweb
  • autor: Marek Pilarski
  • Filmy, Box office
Fachowcy z Box Office'owego Zawrotu Głowy podsumowują dla nas rok 2019 w kinach na świecie. Co oglądaliśmy? Na co szczędziliśmy krwawicy? Zajrzyjcie do ich raportu. 

***
Choć w kinach nadal wyświetlane są niektóre zeszłoroczne produkcje, analitycy rynku już pod koniec grudnia przygotowali raporty podsumowujące 2019 rok w kinach w Ameryce i na świecie. Wynika z nich, że przychody ze sprzedaży biletów na całym świecie wyniosły ponad 41,3 miliardy dolarów. Mimo nieco ponad 4-procentowego spadku względem roku poprzedniego w Ameryce (z 11,88 miliardów dolarów do niespełna 11,44) na poziomie globalnym udało się odnotować wzrost o 1% w porównaniu do 2018 roku. Na rynku zewnętrznym – czyli we wszystkich krajach poza Ameryką i Kanadą – przychody wyniosły ponad 30 miliardów dolarów (ok. 3% więcej niż w roku poprzednim). Z kolei w Polsce sprzedaż biletów wzrosła z 59,7 milionów do ponad 60,2 milionów (niecały 1%). Aż dziewięć produkcji wygenerowało wpływy przekraczające miliard dolarów.

Największym zwycięzcą roku jest zdecydowanie Disney. Już kilka lat temu, gdy dopiero formowały się plany dystrybucyjne tego studia, nie ulegało wątpliwości, że 2019 rok może okazać się dla niego najlepszym w historii. Tak też się stało. Aż siedem filmów przekroczyło pułap miliarda dolarów przychodu. Rekord z 2016 roku, kiedy Disney wprowadził do kina czterech "miliarderów", został więc niemalże podwojony. Studio wystawiło do box office'owego wyścigu swoich najmocniejszych graczy, ustawiając ich premiery tak, że filmy te dominowały w kinach przez niemalże cały rok. Sześć najlepiej sprzedających się filmów roku na rynku amerykańskim to właśnie filmy Disneya. Natomiast wszystkie premiery tego studia w 2019 roku przekroczyły w kinach za oceanem pułap $100 mln. Pośród nich znalazły się dwie produkcje należące do Marvel Cinematic Universe, cztery tzw. wersje live-action klasycznych animacji Disneya, po jednej kontynuacji ogromnych przebojów Pixara oraz Disney Animation oraz finał trzeciej trylogii "Gwiezdnych wojen"

7RyHsO4yDXtBv1zUU3mTpHeQ0d5.jpg
"Endgame"
Z tego zacnego grona największymi osiągnięciami może pochwalić się oczywiście "Avengers: Koniec gry". Po rekordowym otwarciu w Ameryce ($357,1 mln), na rynku zewnętrznym ($886,5 mln) i świecie ($1,224 mld), produkcji wieńczącej pierwszą dekadę największego uniwersum filmowego udało się odnotować drugi najlepszy wynik w historii amerykańskich kin ($858,4 mln) oraz wygenerować najwyższe przychody wszech czasów na świecie ($2,798 mld). Pokonany został zatem rekordowy wynik "Avatara" ($2,79 mld), którego kontynuacja wejdzie do kin pod szyldem 20th Century Pictures (nowa nazwa dawnego Foxa) we władaniu Myszki Miki. Poza tym Disney wprowadził do pierwszej dziesiątki najbardziej dochodowych filmów w historii światowych kin dwa inne tytuły: "Króla Lwa" ($1,657 mld), który jest jednym z siedmiu filmów z przychodami przekraczającymi półtora miliarda dolarów, oraz "Krainę lodu 2" (ponad $1,405 mld), która wyprzedziła swojego poprzednika, stając się najbardziej dochodową animacją wszech czasów. Na tle rezultatów tych filmów, a także takich produkcji, jak "Kapitan Marvel" ($1,128 mld) czy "Aladyn" ($1,051 mld), który nieoczekiwanie przekroczył także pułap miliarda dolarów, wynik "Gwiezdnych wojen: Skywalker. Odrodzenie" prezentuje się skromnie (obecnie $1,030 mld). Film ten przekroczył wprawdzie pułap miliarda dolarów, jednak zarabiając w rozrachunku końcowym niespełna $1,1 mld, odnotuje znaczący spadek względem "Ostatniego Jedi" ($1,333 mld) na  świecie, choć nie tylko tam. Inaczej niż w przypadku trzecich części dwóch poprzednich trylogii także w Ameryce "Skywalker" sprzeda się słabiej od swojego poprzednika, i to nawet o $100 mln (ok. $520 mln do $620 mln zarobionych przez "Epizod VIII"). Spadek względem swojego poprzednika odnotowała również kosztująca $185 mln "Czarownica 2". Z przychodami ocierającymi się o pułap $500 mln udało jej się jednak uniknąć większych strat finansowych. Tego samego nie można powiedzieć o "Dumbo", który przy budżecie rzędu $170 mln wygenerował globalne przychody na poziomie $350 mln.

star-wars.jpg
"Skywalker. Odrodzenie"
Poziom, który dla Disneya mógł kojarzyć się z porażką czy rozczarowaniem, okazał się w zeszłym roku nieosiągalny dla filmów takiego hollywoodzkiego giganta jak Paramount czy drugoligowego Lionsgate. Ten pierwszy, po udanym 2018 roku (duże sukcesy "Cichego miejsca" i "Mission: Impossible – Fallout" oraz umiarkowany "Bumblebee") poległ tym razem na całej linii. Żadna produkcja tego studia nie dobiła do pułapu $100 mln w Ameryce, a tylko jedna wygenerowała przychody przekraczające $200 mln na świecie. Był nią "Terminator: Mroczne przeznaczenie". Nawiązanie do kultowego "Dnia sądu", powrót Lindy Hamilton oraz duże zaangażowanie samego Jamesa Camerona w produkcję nie przyniosło jednak spodziewanego efektu. Kosztujący $185 mln zarobił w sumie $261 mln, z czego zaledwie $62 mln pochodziły z amerykańskich kin. Podobną porażką finansową okazał się "Bliźniak" Anga Lee, który do kin trafił miesiąc przed nowym "Terminatorem". Film z Willem Smithem w podwójnej roli zarobił $173 mln w światowych kinach, tymczasem na jego produkcję przeznaczono $138 mln. Z kolei największym sukcesem Paramount – nie tylko finansowym, ale także artystycznym – był "Rocketman". Musical inspirowany życiem i twórczością Eltona Johna kosztował zaledwie $40 mln, natomiast na całym świecie zarobił $195 mln, z czego niemalże połowa pochodziła z amerykańskich kin. To właśnie ta produkcja wygenerowała najwyższe pośród wszystkich filmów tego studia przychody w Ameryce. Jasnymi  punktami, choć niewielkimi, były także "Smętarz dla zwierzaków" oraz "Pełzająca śmierć". Oba sprzedały się na poziomie ok. $100 mln, jednak ich bardzo rozsądne budżety (kolejno $21 mln i $13,5 mln) sprawiły, że były to mimo wszystko udane inwestycje.

terminator.jpg
"Terminator: Mroczne widmo"
Takim mianem można także określić trzecią część przygód "Johna Wicka" oraz "Na noże". To zdecydowanie najlepiej sprzedające się produkcje Lionsgate zeszłego roku. To jedyne filmy tego dystrybutora, które przekroczyły w amerykańskich kinach pułap $100 mln. Film z Keanu Reevesem zarobił w nich $170 mln, co dawało mu szóste miejsce w klasyfikacji sezonu letniego. Taki wynik oznaczał także gwałtowny wzrost przychodów względem części drugiej ($92 mln, które były ponad dwukrotnie wyższe niż w przypadku części pierwszej). Seria wokół Johna Wicka to na dobrą sprawę jedyna funkcjonująca obecnie franczyza w Lionsgate. Biorąc pod uwagę jej rosnącą popularność, nie dziwi decyzja o powstaniu kolejnej części, która do kin ma trafić 21 maja 2021 roku (na ten sam dzień Warner Bros. zaplanował wstępnie premierę czwartej części "Matrixa", w której główną rolę także będzie odgrywał Keanu Reeves). Serią filmów mają się stać także przygody Benoita Blanca, detektywa z "Na noże" granego przez Daniela Craiga. Film Riana Johnsona stał się niespodziewanie dużym przebojem pod koniec zeszłego roku, notując w ostatnich tygodniach najmniejsze spadki w pierwszej dziesiątce weekendowego zestawienia amerykańskiego box office'u. W tej chwili na jego koncie znajduje się ponad $140 mln, co wraz z pozostałymi rynkami daje niemalże $280 mln z całego świata. Jak na oryginalną produkcję, której budżet wyniósł $40 mln, jest to świetny wynik, co jest mocnym argumentem przemawiającym za powstaniem kontynuacji.

Na sequel nie mogą natomiast liczyć fani "Ality: Battle Angel". Choć z przychodami rzędu $405 mln z całego świata jest to najlepiej sprzedający się w ubiegłym roku film 20th Century Fox, to budżet rzędu $170 mln sprawia, że w najlepszym wypadku udało mu się w rozrachunku końcowym wyjść "na zero". Trudno także sądzić, że w Disneyu zostanie podjęta decyzja o inwestowaniu w "obcy" pomysł. Po przejęciu Foxa w marcu ubiegłego roku filmy tego studia były traktowane po macoszemu, co mogło w jakimś stopniu przyczynić się do ich niezbyt spektakularnych wyników. Jednak klęska takiej produkcji jak "X-Men: Mroczna Phoenix" wynikała z wielu innych czynników, np. zmęczenia widzów serią i spadającej jakości kolejnych części. Dla Disneya porażka tego filmu mogła być jednak na rękę, szczególnie w kontekście dalekosiężnych planów włączenia mutantów do MCU w całkowicie nowym wydaniu. Tymczasem trzecim pod względem światowych przychodów filmem 20th Century Fox w zeszłym roku było "Le Man '66". Film Jamesa Mangolda zarobił do tej pory $216 mln, jednak biorąc pod uwagę jego wysoki jak na dramat sportowy budżet rzędu $97 mln, nie jest pewne, czy odnotowane przychody uchronią go przed stratami na poziomie dystrybucji kinowej. Jednak pomijając aspekt biznesowy, na korzyść filmu zdecydowanie przemawiają cztery nominacje do Oscara, w tym za najlepszy film roku.

alita.jpg
"Alita"
Całkiem sporo oscarowych nominacji za ubiegły rok (20) zebrały także filmy studia Sony. Pod tym względem ustępuje ono jedynie Netfliksowi (24) i Disneyowi (22 wraz z filmami 20th Century Fox). Szefowie Sony mają też powody do radości, jeśli chodzi o box office za 2019 rok. Przy wsparciu Marvel Studios ich "Spider-Man: Daleko od domu" przekroczył pułap miliarda dolarów – jako drugi film w historii tego studia (po "Skyfall") oraz jeden z dziewięciu innych zeszłorocznych produkcji. W ostatnich tygodniach bardzo dobrze spisywało się także "Jumanji: Następny poziom", który w rozrachunku końcowym – mimo sporego spadku względem "Przygody w dżungli" w Ameryce – powinien zarobi około $800 mln, sprzedając się słabiej od poprzednika o zaledwie 15-20%. Sukcesem studia jest także kosztujące $90 mln "Pewnego razu... w Hollywood", które zarobiło na całym świecie $373 mln i jest najlepiej sprzedającą się oryginalną amerykańską produkcją minionego roku. To także drugi największy przebój w historii Quentina Tarantino, ustępujący jedynie "Django($449 mln). Studio Sony nie uniknęło jednak także boxoffice'owych rozczarowań. Te dwa największe były próbami odświeżenia pewnych zakurzonych marek. W czerwcu "Men In Black: International" nie zdołał nawiązać do sukcesu trzech poprzednich części i zarobił globalnie tylko $253 mln. Przypuszczalnie duży wpływ na taki stan rzeczy miała zmiana głównej obsady. Zamiast Willa Smitha i Tommy'ego Lee Jonesa na ekranie pojawili się Chris HemsworthTessa Thompson, którzy wcześniej wystąpili razem w przebojowym "Thorze: Ragnarok". Niewypałem było także wskrzeszenie "Aniołków Charliego". Mimo rozsądnego budżetu ($48 mln) nie udało się odnieść sukcesu. W Ameryce film w reżyserii Elizabeth Banks zarobił jedynie $17,8 mln, natomiast na całym świecie $70 mln. Osiągnięte wyniki były tak słabe, że zrezygnowano z dystrybucji w polskich kinach. W nich już niebawem pojawi się z kolei nowy film Grety Gerwig"Małe kobietki" to zeszłoroczna produkcja, choć zapewne zdecydowaną większość przychodów wygeneruje już w 2020. W amerykańskich kinach zarobiła ona już prawie $90 mln, jednak ostatecznie może – jako ostatnia premiera minionego roku – przekroczyć pułap $100 mln.

Detektyw-Pikachu.jpg
"Detektyw Pikachu"
Granicę tę przekroczyło w zeszłym roku sześć filmów Warner Bros. Choć pod względem ogólnych przychodów studio to zajmuje drugie miejsce ($1,6 mld w Ameryce i $4,4 mld na całym świecie), poszczególne filmy sprzedawały się różnie. Pośród dwudziestu wprowadzonych w 2019 roku do kin znalazło się kilka porażek finansowych (choć raczej niewielkich ze względu na swoje budżety, np. "Królowe zbrodni", "Szczygieł", "Osierocony Brooklyn"), sporych rozczarowań ("Lego Przygoda 2", której przychody ze światowych kin zmalały o 60% względem pierwszej części), ale także dużych przebojów. Do grona tych ostatnich bez wątpienia należy "Joker", jedyny zeszłoroczny "miliarder" Warner Bros. Jest to pierwszy film z kategorią "R", któremu udało się osiągnąć pułap miliarda dolarów. Przy budżecie rzędu $55 mln jest to także najtańsza produkcja w historii, która tego dokonała. Sukces "Jokera" nie ogranicza się jednak wyłącznie do box office'u. Film ten zdobył Złotego Lwa podczas festiwalu filmowego w Wenecji, a niedawno otrzymał jedenaście oscarowych nominacji – najwięcej w tym roku. Film Todda Phillipsa i pozostałe produkcje Warner Bros. dzieli przepaść. Drugim najlepiej sprzedającym się filmem studia było "To: Rozdział 2". Horror zarobił na całym świecie $473 mln, notując typowy dla kontynuacji, 33-procentowy spadek względem poprzednika ($701,8 mln). Ale to właśnie jesień była zdecydowanie najlepszą porą roku dla studia z boxoffice'owego punktu widzenia. Z kolei wiosną pojawiły się trzy duże produkcje, które w rozrachunku końcowym nieco rozczarowały. "Pokémon Detektyw Pikachu" zarobił wprawdzie $430 mln, jednak liczba wyświetleń jego zwiastunów i ich pozytywny odbiór, siła marki oraz popularność Ryana Reynoldsa, który w oryginalne podkłada głos tytułowemu bohaterowi, sprawiły, że oczekiwania wobec tego filmu były znacznie wyższe. Małym zawodem był także zapewne wynik osiągnięty przez "Godzillę II: Króla potworów" ($386 mln na świecie), który – biorąc pod uwagę budżet rzędu $170 mln – mógł nie zwrócić się na poziomie dystrybucji kinowej. Konsekwencją takiej, a nie innej postawy tego filmu było najprawdopodobniej przełożenie daty premiery jego kontynuacji, "Godzilli vs. Kong", z marca na listopad 2020 roku. Z kolei oparty na komiksach DC "Shazam!", który ucierpiał po części na tym, że trafił do kin krótko przed premierą najlepiej sprzedającego się filmu wszech czasów, zarobił $365 mln przy budżecie na poziomie $100 mln, co mogło wydawać się słabym wynikiem w porównaniu do przychodów wygenerowanych kilka miesięcy wcześniej przez "Aquamana" ($1,15 mld).

Wśród "miliarderów" zabrakło w tym roku filmu studia Universal. Największe szanse dawano spin-offowi serii "Szybcy i wściekli", której dwie ostatnie części przekroczyły "magiczną granicę" w box offisie. "Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw" stał się faktycznie największym zeszłorocznym przebojem studia, jednak ostatecznie na jego koncie znalazło się niespełna $760 mln. Był to jeden z zaledwie pięciu filmów, których globalne wpływy znalazły się w przedziale $500 mln do miliarda dolarów. Do tego grona, poza dwoma chińskimi megahitami ("Ne Zha Zhi Mo Tong Jiang Shi" oraz "Wędrująca Ziemia" – oba zarobiły w rodzimych kinach po $700 mln), należy także animacja "Jak wytresować smoka 3", która jest pierwszym filmem DreamWorks Animation dystrybuowanym przez Universal. Zakończenie smoczej trylogii zarobiło $521 mln, czyli dokładnie o $100 mln mniej od części drugiej (dystrybuowanej w 2014 roku przez 20th Century Fox). Z kolei inna animacja Universal, "Sekretne życie zwierzaków domowych 2", wygenerowała przychody rzędu $429 mln. Taki wynik oznacza ogromny spadek względem części pierwszej. Ta stała się w 2016 roku niespodziewanie dużym sukcesem, zarabiając $875 mln. Spadek popularności był zauważalny najbardziej w Ameryce, gdzie druga część zarobiła $158 mln, czyli o $210 mln mniej od poprzednika. Tymczasem w Polsce kontynuacja zgromadziła przed ekranami nieco więcej widzów niż "jedynka" (1,45 mln do 1,42 mln widzów). Jeżeli chodzi o filmy studia Universal, to warto wspomnieć jeszcze o kolejnym sukcesie Jordana Peele'a. Jego horror "To my", którego budżet wyniósł $20 mln, zarobił na całym świecie $255 mln, czyli dokładnie tyle samo co "Uciekaj!". Co ciekawe, stosunek przychodów z amerykańskich kin do tych z rynku zewnętrznego jest niemalże identyczny w obu przypadkach (ok. $175 mln do $80 mln). Osiągnięty za oceanem rezultat sprawia, że "To my" jest najlepiej sprzedającym się oryginalnym filmem minionego roku w Ameryce. W tym rankingu miejsce siódme zajmuje "Yesterday". Kosztujący $26 mln oryginalny film w reżyserii Danny'ego Boyle'a zarobił latem $151 mln na całym świecie, z czego $73 mln pochodziło z amerykańskich kin. Muzyczny komediodramat z elementami fantasy stał się tym samym jednym z miniprzebojów minionego roku. Ten skończył się dla Universala niezbyt dobrze wraz z porażką "Kotów". Rozszarpana przez krytyków i widzów ekranizacja musicalu autorstwa Andrew Lloyda Webbera kosztowała $95 mln. Tymczasem jej światowe przychody zatrzymały się na poziomie $60 mln.

fast-furious-hobbs-shaw.jpg
"Hobbs i Shaw"
Wracając jeszcze do sukcesów osiąganych przez zeszłoroczne premiery w kinach za oceanem, warto wspomnieć o "Spragnionych życia", czyli amerykańskim remake'u "Nietykalnych", oraz "Ślicznotkach". Oba filmy przekroczyły niespodziewanie pułap $100 mln. Spośród filmów dystrybuowanych przez STX Entertainment do tej pory udało się tego dokonać tylko pierwszej części "Złych mamusiek". Z kolei "Downton Abbey" (Focus Features) i "Rodzinie Addamsów" (United Artists Releasing) do "setki" zabrakło niewiele. Oba filmy zarobiły $97 mln i stały się największymi przebojami na rynku amerykańskim w historii swoich dystrybutorów. Natomiast "Nieoszlifowane diamenty" z Adamem Sandlerem zastąpią wkrótce "Lady Bird" na czele zestawienia najlepiej sprzedających się filmów dystrybutora A24, a "Parasite" wyprzedzi "Jestem najlepsza. Ja, Tonya", stając się filmem numerem jeden w historii firmy dystrybucyjnej Neon.

Tak samo jak w Ameryce i na świecie, w naszych kinach na czele rankingu najchętniej oglądanych filmów 2019 roku znajdują się filmy Disneya. Dominacja hollywoodzkiego giganta nie jest jednak tak zdecydowana jak w innych regionach świata. Wraz z końcem roku kalendarzowego numerem jeden był "Król Lew", który zgromadził nieco ponad 2,52 mln widzów (ok. 200 tys. mniej niż animacja z 1994 roku). Jednak w rozrachunku końcowym największą widownią pośród zeszłorocznych premier będzie mogła pochwalić się "Kraina lodu 2" (ostatecznie będzie miała ok. 2,7 mln widzów). Na najniższym stopniu podium znalazła się najpopularniejsza polska produkcja, "Miszmasz, czyli Kogel Mogel 3", którą obejrzało niemalże 2,4 mln widzów. Pierwszą piątkę 2019 roku uzupełniają "Joker" (ok. 1,96 mln) oraz "Polityka" (ok. 1,89 mln). Powyżej pułapu 1,5 mln widzów znalazł się jeszcze najbardziej dochodowy film wszech czasów, "Avengers: Koniec gry" (ok. 1,88 mln), a już w tym roku do grona tego dołączyły "Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie" (ostatecznie ok. 1,65 mln, czyli o 450 tys. widzów mniej niż na "Ostatnim Jedi"). Szanse na przekroczenie tego pułapu ma poza tym polski kandydat do Oscara za najlepszy międzynarodowy film, "Boże Ciało", który wraz z końcem roku posiadał na swoim koncie 1,4 mln widzów. W polskich kinach sprzedano w 2019 roku ponad 60,2 mln biletów, co oznacza wzrost o 500 tys. (+0,8%) względem roku poprzedniego. Udział polskich filmów w frekwencji zmalał z 33% (19,8 mln w 2018 roku) do 27% (16,3 mln). Ten stan rzeczy można wytłumaczyć brakiem tak dużego przeboju jak "Kler", który zgromadził w sumie 5,18 mln widzów (większość w 2018 roku). To z kolei oznacza większe niż w 2018 roku zainteresowanie zagranicznymi produkcjami, przede wszystkim amerykańskimi, a jak pokazują wyniki takich filmów, jak "Joker" i "Avengers: Koniec gry", szczególnie tymi opartymi na komiksach.

Kolejny-sukces-Bozego-ciala-!-Bartosz-Bielenia-wyrozniony-Paszportem-Polityki_article.jpg
"Boże Ciało"
Rekordowa liczba zeszłorocznych "miliarderów", rekordowe przychody filmów Disneya w światowych kinach ($11,1 mld) oraz rekordowy ich udział w ogólnych przychodach z dystrybucji kinowej na świecie (ponad 31% po doliczeniu przychodów produkcji 20th Century Fox) – to wszystko może świadczyć o coraz mniej równomiernym podziale boxofficeowe'go tortu, o ogromnej sile oddziaływania jednego studia, które ma w posiadaniu najmocniejsze i najbardziej popularne obecnie marki, a także postępującej monopolizacji rynku. Z drugiej jednak strony małe spojrzenie w przeszłość i przyszłość pozwala sądzić, że miniony rok był  po prostu wyjątkowy – tak się złożyło, że wszystkie "planety" Disneya ułożyły się w jednej linii. W tym roku szanse hollywoodzkich studiów powinny być bardziej wyrównane. Tymczasem na horyzoncie nie widać filmu, o którym ze stuprocentową pewnością można byłoby powiedzieć, że przekroczy pułap miliarda dolarów. Cóż za powiew świeżości!