Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/AFF+2018%3A+Uciekinierzy-130512

AFF 2018: Uciekinierzy

  • autor: Michał Walkiewicz
  • Relacja
American Film Festival powoli dobiega końca, ale mocne wrażenia wciąż przed nami – choćby zamykający imprezę film "Bracia Sisters", którego wenecką recenzję dziś przypominamy. Michał Walkiewicz wybrał się z kolei na "Zatrzyj ślady", nowy film Debry Granik, autorki "Do szpiku kości". I jest nim zachwycony. 

***

Uciec, ale dokąd? (rec. "Zatrzyj ślady")

Podobno każdy nosi w sobie jedną wspaniałą opowieść, ale tylko prawdziwi artyści noszą przynajmniej dwie. Od czasu "Do szpiku kości", wybitnego dramatu Debry Granik, który wywindował na aktorski szczyt Jennifer Lawrence, minęło osiem lat. W międzyczasie reżyserka nie próżnowała – kręciła dokumenty, pomagała młodym filmowcom i pracowała dla telewizji, lecz dopiero jej powrót na wielki ekran uświadamia, że mieliśmy za kim tęsknić. W swoim nowym filmie Granik zaciera granice pomiędzy społecznie zaangażowanym pamfletem a kinem inicjacyjnym w najczystszej postaci: to opowieść o charakterze wykutym w ogniu desperackiej, rodzicielskiej rebelii. 

leave-no-trace-movie.jpg

Nastoletnia Tom (Thomasin McKenzie) żyje wraz ze swoim ojcem Willem (Ben Foster) w leśnych ostępach Oregonu. Dzień wypełnia im gromadzenie zapasów, oporządzanie prowizorycznego obozowiska, relaks przy partii szachów, a od wielkiego święta – podróż do zaginionego królestwa, wyprawa do supermarketu. Coś tutaj od początku nie gra: chociaż nieopodal trwa wyrąb lasu, a po kniejach ganiają miłośnicy porannego joggingu, Will widzi w nich śmiertelne zagrożenie; córkę trenuje w sztuce kamuflażu oraz bezszelestnej nawigacji. Pierwsze partie filmu, rozegrane w atmosferze kontemplacyjnej impresji, sugerują, że właśnie o katedrę natury tu chodzi; że wszystkie te listki, żuczki i promyki słońca będą już wkrótce utraconym rajem. To pierwszy i nie ostatni raz, gdy autorka podsuwa nam fałszywy trop. 

Osią poprzedniego filmu Granik były poszukiwania zaginionego ojca przez młodą dziewczynę. Tutaj odwrotnie: to ojciec włazi z buciorami w życie dojrzewającej córki. Ich odyseja, rozpostarta na kilka stanów i parę ładnych lat, to opowieść o podwójnej traumie: tej klinicznej, która staje się udziałem weteranów wojennych, oraz tej młodzieńczej, przekazywanej nieodciętą pępowiną. Granik jest oczywiście zbyt świadomą reżyserką, by ugrząźć na tych mieliznach i zrezygnować z uniwersalnego wymiaru całej historii. Will nie jest w jej filmie aspołecznym despotą, który nie daje córce oddychać, z kolei Tom nie zmienia się w twardą babkę jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Niesamowicie jest natomiast obserwować, jak ledwie zauważalne gesty, banalne czynności i emocje przekazywane między słowami układają się w obraz tak "kompletnej" relacji – wiarygodnej psychologicznie, umocowanej w konkretnej sytuacji społeczno-ekonomicznej oraz rewelacyjnie zagranej przez duet Foster-McKenzie

Całą recenzję Michał Walkiewicza można przeczytać TUTAJ.

***


Prawdziwe braterstwo (rec. filmu "Bracia Sisters")

W ostatnich latach westerny powracają do łask, a wenecki festiwal zdaje się mieć wyjątkową słabość do opowieści o Dzikim Zachodzie – po "The Ballad of Buster Scruggs" nadszedł czas na "The Sisters Brothers". O ile Coenowie do bodaj najbardziej ikonicznego gatunku kinematografii amerykańskiej odnoszą się z podobną nonszalancją, co Jeffrey Lebowski do życia, o tyle Jacques Audiard podchodzi do niego z dobroduszną fascynacją. Francuski reżyser przestawia zabawną i wzruszającą przypowieść o trudach braterskiej miłości. Oparty na bestsellerze autorstwa Patricka deWitta "The Sisters Brothers" to perełka o uniwersalnym blasku, która skłania widzów do intrygujących refleksji. 

the-sisters-brothers.jpg

Oregon, połowa XIX wieku. Charlie i Eli Sisters (Joaquin Phoenix i John C. Reilly) to "urodzeni mordercy" działający na zlecenie lokalnego Kontradmirała. Ich styl pracy cechuje konsekwencja i brutalność, aczkolwiek w życiu prywatnym wspomniani bracia różnią się od siebie niczym ogień i woda. Charliego można określić mianem "porywczego wariata", korzystającego co niemiara z wszelakich używek. Starszy Eli jest zaś "sentymentalnym introwertykiem", któremu marzy się – paradoksalnie – spokój na łonie natury. Sisterowie otrzymują pewnego dnia kolejną – z pozoru banalną – misję. Detektyw Hermann Kermit Warm (Jake Gyllenhaal) ma doprowadzić mężczyzn do chemika Pana Morrisa (Riz Ahmed) będącego w posiadaniu tajemniczej, niemalże magicznej mikstury ułatwiającej poszukiwanie złóż złota. Jak łatwo przewidzieć, bieg spraw znacznie się skomplikuje na rzecz niecodziennego sojuszu o daleko idących konsekwencjach.

Audiard znajduje właściwe proporcje między epickim kinem przygodowym a intymnym portretem skomplikowanej emocjonalnie relacji tytułowych braci. Bardziej niż do klasycznych westernów Johna Forda czy Johna Hustona, francuski autor sięga inspiracjami do dekady lat 70. i takich dzieł jak chociażby "Przełomy Missouri" Arthura Penna z Marlonem Brando i Jackiem Nicholsonem. Siłą "The Sisters Brothers", prócz sprawności warsztatowej i narracyjnej twórcy "Rust and Bone", są bez wątpienia aktorskie kreacje tytułowych bohaterów zasługujące – bez dwóch zdań – na tegoroczne aktorskie nagrody w Wenecji (i nie tylko). W ostatniej dekadzie Joaquin Phoenix wielokrotnie udowodnił wszechstronność swojego talentu. John C. Reilly nie miał jednak tylu okazji, aby przypomnieć nam, jak wybitnym jest aktorem. Znany głównie z ról komediowych Reilly w filmie Audiarda zaskakuje subtelnością i stonowaniem, którymi natychmiast chwyta publiczność za serce. 

Całą recenzję Diany Dąbrowkiej można przeczytać TUTAJ.

zobacz też: