Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/AFF+2019%3A+Gwiazd+naszych+wina-135388

AFF 2019: Gwiazd naszych wina

Sekcja "Highlights" tegorocznego American Film Festival to istna definicja słowa "highlights". Najgłośniejsze filmy końcówki roku? Gwiazdorskie obsady? Najważniejsi reżyserzy? Wszystko się zgadza. Recenzujemy dla Was dwa tytuły z tej sekcji: kryminał Riana Johnsona "Na noże" z Danielem Craigiem, Chrisem Evansem, Aną de Armas i Christopherem Plummerem oraz gangsterski epos Martina Scorsesego "Irlandczyk" z Robertem De Niro, Alem Pacino i Joe Pescim

***


Tęcza grawitacji ("Na noże", reż. Rian Johnson)
autor: Jakub Popielecki

"Nikt jej nie czyta", mówi o "Tęczy grawitacji" Thomasa Pynchona detektyw Benoit Blanc (Daniel Craig), jeden z bohaterów "Na noże". Co ma piernik do wiatraka? Otóż istnieje związek między opus magnum Pynchona a metodami pracy ekscentrycznego detektywa. Niestety, kiedy ten próbuje wyjaśnić, o co chodzi, odbija się od ściany czyjegoś braku czytelniczych pretensji. Trudno przecież powoływać się na "Tęczę", bo – jak sam chętnie przyznaje – nikt "Tęczy" nie czyta. W przeciwieństwie do Agathy Christie

knives-out-1200-1200-675-675-crop-000000.jpg

A nawet jeśli ktoś nie czyta również Christie, to i tak ma w głowie nabyte drogą popkulturowej osmozy silne wyobrażenie "agathochristie'owości". Tu właśnie wkracza Rian Johnson, świeżo po starciu z innym popkulturowym monolitem, "Gwiezdnymi wojnami". Napisane i wyreżyserowane przez niego "Na noże" nie jest oczywiście ekranizacją żadnej z książek pisarki, ale twórca ewidentnie flirtuje tu z jej konwencją: mamy trupa w posiadłości, mamy kolorową galerię podejrzanych, mamy wspomnianego ekscentrycznego detektywa na tropie. Johnson jednak – podobnie jak w "Ostatnim Jedi" – bierze ów schemat i rozpycha go od środka, awansując wszelkie podteksty do statusu tekstu. 

Że cała sprawa ma charakter "meta", wiadomo od razu: ofiarą jest bowiem pisarz kryminałów, niejaki Harlan Trombley (Christopher Plummer). Już od początku nad sprawą wisi więc aura dwuznacznej lustrzaności: oto twórca detektywistycznych intryg sam znalazł się w centrum detektywistycznej intrygi – niestety, w roli trupa. Do domu denata zjeżdżają się jego najbliżsi, by wziąć udział w okolicznościowych rytuałach: od żałobnych formalności przez odczyt testamentu po prezentację alibi. Sytuacja jest nietypowa, ale i dziwnie wszystkim znajoma, bohaterowie cytują więc obejrzane w telewizji kryminały, popisują się znajomością książek zmarłego i generalnie dystansują od konwencji, w jaką niefortunnie wpadli. Każdy cudzysłów ma tu swój własny cudzysłów.


Całą recenzję Jakuba Popieleckiego przeczytacie TUTAJ.


***



Powidoki (rec. filmu "Irlandczyk", reżyseria Martin Scorsese)
autor: Łukasz Muszyński

Jeśli oglądaliście oscarową "Infiltrację", pewnie pamiętacie, co Freud sądził o Irlandczykach: to jedyny naród odporny na psychoanalizę. A co legendarny badacz ludzkiego umysłu miałby do powiedzenia na temat "Irlandczyka"? W swoim najnowszym filmie Martin Scorsese zabiera widzów w podróż po wspomnieniach Franka Sheerana – zmarłego w 2003 roku weterana wojennego, działacza związków zawodowych, a także cyngla na usługach mafii. Relacjonując kulisy przestępczej kariery bohatera, twórca "Ulic nędzy" mierzy się jednak z zagadnieniami wykraczającymi daleko poza formułę kina gatunkowego. W przejmujący sposób opowiada o przemijaniu, gasnącej pamięci oraz czekających na uregulowanie rachunkach, które życie wystawia za popełnione błędy. Choć mniej cierpliwym kinomanom trzyipółgodzinny seans może jawić się – jak słusznie zauważył recenzent "Variety" – niczym wspinaczka na górę, warto podjąć wysiłek. Ze szczytu widok jest niebywały. 

the_irishman_1_1280.jpg

Tych, którzy spodziewali się po reżyserze kolejnego filmowego fajerwerku o gangsterach na miarę "Chłopców z ferajny" i "Kasyna", muszę, niestety, rozczarować. Ekranizacja książki "Słyszałem, że malujesz domy" pióra Charlesa Brandta to utwór znacznie mniej efektowny. Narracja nie przypomina tym razem serii z pistoletu maszynowego, zaś przestępczy styl życia zostaje odmalowany bez choćby cienia uwodzicielskiego glamouru. Otwierająca "Irlandczyka" scena, w której kamera Rodrigo Prieto przemierza korytarz domu starców w poszukiwaniu zniedołężniałego, przykutego do wózka bohatera, nieprzypadkowo wygląda jak odbity w krzywym zwierciadle pamiętny mastershot w klubie Copacabana w "Chłopcach". Tam mieliśmy kryminalny raj, tutaj wkraczamy w pustkę.

Frank Sheeran (Robert De Niro) nie odgrywa znaczącej roli w półświatku. Jest zaledwie trybikiem w machinie, zabójczym pionkiem, który podąża za rozkazami i nie daje się ponieść emocjom. Przy całym swoim okrucieństwie, braku skruchy oraz niezdolności do wyrażania uczuć bandzior wydaje się jednak postacią głęboko ludzką. Z biegiem lat narasta w nim gorycz, spokoju nie daje także sumienie, którego personifikacją staje się na ekranie milcząca, wyobcowana córka Peggy (Anna Paquin). Równie empatycznie twórcy spoglądają na parę protektorów i przyjaciół bohatera: kryminalnego bossa Russella Buffalino (zagranego z zaskakującą delikatnością przez Joe Pesciego) oraz legendarnego lidera amerykańskich związków zawodowych Jimmy'ego Hoffę (wyśmienity Al Pacino). Gdy jeden z nich znajdzie się na kursie kolizyjnym z grupą trzymającą władzę, Frank będzie musiał wybierać, w stosunku do kogo pozostać lojalnym.


Całą recenzję Łukasza Muszyńskiego przeczytacie TUTAJ.

zobacz też:

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię