Relacja

TRIBECA 2012: Blisko codzienności, jeszcze bliżej gwiazd

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/TRIBECA+2012%3A+Blisko+codzienno%C5%9Bci%2C+jeszcze+bli%C5%BCej+gwiazd-84749
Walka o uwagę mediów w trakcie festiwalu była nierówna: wzięły w niej udział filmy niskobudżetowe i Justin Bieber z młotkiem.

Zaczęło się od filmu "Una Noche". Jego młodzi bohaterowie postanawiają na tratwie przedostać się z Hawany do Miami. Do głównych ról reżyserka Lucy Mulloy wybrała amatorów, dwóch chłopaków i dziewczynę. Tydzień temu wszyscy troje po raz pierwszy w życiu przyjechali do Stanów, aby uczestniczyć w festiwalowych pokazach filmu. Tyle że... dwoje z nich, grający w filmie brata i siostrę, zniknęli zaraz po wylądowaniu na amerykańskiej ziemi. Jedynie trzeci reprezentował obsadę i deklarował, że ma zamiar powrócić na Kubę.


"Una Noche"

I tak dwie najbardziej oklepane emigranckie historie wydarzyły się podczas festiwalu w życiu i na ekranie. Chyba właśnie realność historii z "Una Noche" urzekła jury (tworzyli je: Patricia Clarkson, Dakota Fanning, Mike Newell, Lisa Schwarzbaum, Jim Sheridan i Irwin Winkler), które przyznało filmowi dwie z najważniejszych nagród: za najlepsze role męskie i zdjęcia. Drugie jury (w którego skład wchodzili Camilla Belle, Whoopi Goldberg, Susannah Grant, Zach Helm, Courtney Hunt, Kellan Lutz i Leelee Sobieski), oceniające debiuty reżyserskie, ogłosiło laureatką Lucy Mulloy.


"Una Noche"

Nie podzielam entuzjazmu jurorów w stosunku do "Una Noche". Owszem, to przyzwoity, mały film, ale opowiedziana w nim historia, zresztą oparta na faktach, nie zapada na długo w pamięć. Realizatorzy chyba sami byli świadomi braków w dramaturgii, bo próbowali formalnie urozmaicić narrację: w kadrze często pojawiają się flary, montaż obrazów jest rwany albo nagle ni stąd, ni zowąd zostaje dosztukowana fajna, południowa muzyka. W sumie sprawia to wrażenie, że oglądamy opowieść o przygodach surferów, a nie ucieczce z dyktatury. Wzruszeń dla obywatela kapitalistycznego świata będzie tu w sam raz: tyle, aby się przejąć, ale nie aż tyle, aby poczuć się niekomfortowo po tej lepszej stronie.  

Argentyńczyk Daniel Burman, dobrze znany widzom Warszawskiego Festiwalu Filmowego, wraz ze współautorem Sergio Dubcovskym, otrzymał nagrodę za najlepszy scenariusz. "All In" zawiera wszystko, co u tego reżysera najlepsze: bezpretensjonalną mieszankę komedii i dramatu, historię niepozorną, jakby nieociosaną, która dopiero po pewnym czasie ujawnia nam swoje subtelności i sekrety. Reżyser "Paszportu do raju", zawsze bliski zwykłemu człowiekowi, tym razem opowiada o rozwodniku (Jorge Drexler) z dwojgiem dzieci. Równolegle przedstawia nam kobietę po związkowych przejściach. Pomiędzy tą dwójką wytworzy się nieoczywista relacja: wady i doświadczenia obojga sprawią, że nie będzie to łatwa miłość, ale pewnie najlepsza, jaka może im się przytrafić. 


"Mansome"

Tribeca to także filmy dokumentalne. Festiwal przywiązuje do nich dużą wagę, ale jednocześnie unaocznia, jak intensywnie gatunek ewoluuje: jak wpłynęły na niego reality shows, jak filmy dokumentalne kreują rzeczywistość i odchodzą od czczonego wcześniej obiektywizmu. Metody, jeszcze niedawno nieakceptowane w dokumencie, weszły do jego głównego nurtu. Koronnym tego przykładem są obrazy Morgana Spurlocka, które właściwie powinniśmy nazwać "komediami dokumentalnymi". Komedią jest również najnowszy projekt reżysera, czyli "Mansome". Męski zarost – temat, od którego swoje dokumentalne poszukiwania zaczyna autor, może wydawać się nieistotny. Jednak Spurlock przechodzi od niego do ogólniejszej refleksji nad podejściem współczesnego mężczyzny do własnego wyglądu. Mimo próby przeprowadzenia pogłębionej analizy (kilka wypowiedzi uniwersyteckich autorytetów), nie ma w "Mansome" odkrywczych konstatacji, za to jest masa zabawnych wątków i wypowiedzi. Wystarczy wspomnieć, że autor "Super Size Me" śledzi wysiłki pewnego mężczyzny w zdobyciu tytułu na najlepszą brodę świata (tak, jest taki konkurs), a także rozmawia z gwiazdorami o ich aparycji. Zach Galifianakis przyzna, że "miał okresy w swoim życiu, w których nie patrzył w lustro i się nie mył", a John Waters opowie o projekcie zgolenia i zjedzenia własnego wąsa na scenie. Będziemy mieli również okazję, by zobaczyć łysinę Judda Apatowa i Jasona Batemana z maseczką na twarzy. Po "Mansome" już nigdy nie popatrzymy na brodaczy i męski manicure tak samo.


"Mansome"

Film Spurlocka miał światową premierę na Tribece i został pokazany pozakonkursowo, w cyklu Spotlight, w którym znalazło się ponadto dużo dobrych tytułów z innych festiwali. Wśród nich błyszczała "Trishna" Michaela Winterbottoma. Od strony wizualnej to przepiękny, egzotyczny klejnot. Z subtelną, bajecznie urodziwą Freidą Pinto na pierwszym planie oraz wspaniałym światłem i kolorami indyjskiej prowincji, miast i pałaców w tle film dostarcza widzowi przede wszystkim czystej, estetycznej przyjemności. Ponadto stanowi także ambitne i udane odczytanie na nowo klasycznej powieści. Winterbottom znalazł ciekawy klucz do lektury "Tess d'Urbervilles" Thomasa Hardy'ego: we współczesnych Indiach w naturalny sposób odnalazł podobne reguły społeczne, które obowiązywały w XIX-wiecznej Anglii. Tytułowa bohaterka, dziewczyna z małej radżastańskiej wioski, okazuje się uwięziona w konwenansach podobnie jak oryginalna Tess. Pod presją biedującej rodziny godzi się na pracę w odległym hotelu. Lecz gdy ulegnie bogatemu pracodawcy, znajdzie się w impasie. Freida Pinto jest tu fantastyczna – tworzy bohaterkę wielowymiarową, rozdartą pomiędzy pragnieniem osobistego szczęścia a społeczną opinią,  nowoczesnością a tradycją. "Trishna" nie uwspółcześnia powieści Hardy'ego na siłę, ale dodaje jej nowych znaczeń.


"Trishna"
 
Równie egzotyczny, ale bardziej baśniowy świat przedstawiają Marjane Satrapi i Vincent Paronnaud w "Poulet aux prunes" ("Chicken With Plums"). Ich opowieść zaczyna się od sformułowania, które, jak informuje nas narrator, rozpoczyna każdą perską baśń: "Zdarzyło się komuś, zdarzyło się nikomu". Paradoksalnie, to w animowanym "Persepolis" twórcy przedstawili historię poważną, bazującą na prawdziwych wydarzeniach. Teraz w filmie aktorskim malują przed nami ładne, lecz błahe obrazki. Co prawda sceny i dekoracje są oryginalnie opracowane i przypominają o komiksowym rodowodzie autorki, ale razem nie tworzą poruszającej opowieści. Akcja "Chicken With Plums" rozgrywa się przede wszystkim w Teheranie, w 1958 roku. Główny bohater, w którego wciela się Mathieu Amalric, cierpi z powodu utraty ukochanych skrzypiec, więc... kładzie się do łóżka z mocnym postanowieniem popełnienia samobójstwa. W trakcie, gdy on będzie umierał, my poznamy jego przeszłość, a także przyszłość, czekającą jego dzieci. Poszczególne wycieczki w czasie są ciekawie wystylizowane: na przykład losy syna, który wyemigrował do Ameryki, zostały ujęte w odcinek głupawego sitcomu. Jednak nie znajdziemy tu intensywności z "Dzikości serca". Interesująca, zaburzona chronologia oraz wizualne eksperymenty uatrakcyjniają film, mimo to trudno przejąć się jego abstrakcyjną, jakby wypreparowaną sztucznie historią o złamanym życiu pewnego artysty. 


By spełnić patriotyczny obowiązek, odnotujmy, że w ramach tej samej sekcji co trzy powyższe tytuły nowojorska publika obejrzała "Sponsoring" Małgorzaty Szumowskiej. Genna Terranova, dyrektorka programowa festiwalu, mówi mi o filmie: – Rola Juliette Binoche jest niesamowita. Zobaczyliśmy film na festiwalu w Toronto i od razu wiedzieliśmy, że chcemy go pokazać u siebie. "Sponsoring" niedługo trafi w Stanach również do kinowej dystrybucji.

Tribeca ma szerokie ambicje: promuje niezależne filmy amerykańskie i zagraniczne, również te z mniejszych kinematografii. Udostępnia wiele tytułów online, edukuje i wspiera produkcje na różnych etapach ich powstawania (tak było między innymi w przypadku "Una Noche"). Chce trzymać się blisko rzeczywistości, pokazywać prawdziwe problemy zwykłych ludzi. Co nie znaczy, że opiera się filtrowi z nurtem popularnym. W piątkowe popołudnie nagrodę za "destrukcyjną innowacyjność" otrzymał między innymi Justin Bieber i jego menadżer Scooter Braun ("świetnie wykorzystali siłę social media" – czytamy w werdykcie). Trofeum miało formę młotka. Nie muszę chyba dodawać, kto z opisanych laureatów przyciągnął więcej gapiów i dziennikarzy.
Udostępnij: