Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/WENECJA+2019%3A+Recenzujemy+%22Ad+Astr%C4%99%22+i+%22Histori%C4%99+ma%C5%82%C5%BCe%C5%84sk%C4%85%22-134470

WENECJA 2019: Recenzujemy "Ad Astrę" i "Historię małżeńską"

  • autor: Małgorzata Steciak, Łukasz Muszyński
  • Relacja
Kolejnego dnia festiwalu filmowego Wenecji nasi recenzenci obecni na miejscu obejrzeli dwa bardzo ciekawe filmy – "Ad Astrę" Jamesa Graya z Bradem Pittem w roli głównej oraz "Historię małżeńską" Noah Baumbacha ze Scarlett Johansson i Adamem Driverem. Z wrażeniami Łukasza Muszyńskiego i Małgorzaty Steciak możecie zapoznać się poniżej. Kolejne recenzje już jutro. 

***


Brad Astral, rec. filmu "Ad Astra", reż. James Gray

Mijają dekady, a w głowie Jamesa Graya wciąż mieszkają te same demony. W 1994 roku mający wówczas zaledwie 24 lata reżyser przywiózł na festiwal w Wenecji debiutanckie arcydzieło "Mała Odessa". Pod płaszczykiem kina gangsterskiego opowiadał w nim rodzinną tragedię, w której więzy krwi zamieniają się w kajdany. Ćwierć wieku później Amerykanin powrócił na Lido z najdroższym filmem w całej swojej karierze – kosztującym blisko 90 milionów dolarów widowiskiem science fiction "Ad Astra". Choć na ekranie nie zabrakło efektownych eksplozji i pościgów na Księżycu, sercem utworu jest niezwykle intymna historia człowieka, na którego życiu cieniem kładzie się postać ojca – legendarnego astronauty.

https___hypebeast.com_image_2019_07_brad-pitt-ad-astra-second-trailer-00.jpg

Clifford McBride (Tommy Lee Jones) opuścił Ziemię, gdy jego syn Roy miał zaledwie 16 lat. Mężczyzna wyruszył w podróż przez galaktykę w poszukiwaniu obcych cywilizacji. W okolicach Neptuna jego statek niespodziewanie zniknął jednak z radarów. Kilkadziesiąt lat później dorosły Roy (Brad Pitt) musi podążyć śladami rodzica, aby ocalić ludzkość przed zbliżającą się katastrofą. Gwiezdna ekspedycja okaże się dla bohatera zarówno wyprawą do jądra ciemności, jak i ekstremalną formą terapii pozwalającej przepracować rodzinne traumy. 

W opanowanej przez superbohaterów, uniwersa i rebooty Fabryce Snów filmy takie jak "Ad Astra" należą do gatunku zagrożonego wyginięciem. Coraz trudniej znaleźć dziś w kinach wysokobudżetowe widowiska z ambicjami, nakręcone z potrzeby serca, a nie po to, by rozkręcić kolejną dochodową serię. Gray nigdy zresztą nie ukrywał, że bliżej mu do zbuntowanego Hollywoodu z lat 60. i 70. niż jego współczesnej, zmerkantylizowanej do cna wersji. "Ad Astra" to po trosze kosmiczny "Czas apokalipsy", humanistyczna odpowiedź na "Odyseję kosmiczną" oraz "Drzewo życia" z polującymi na astronautów krwiożerczymi małpami. Dzieło być może nie do końca spełnione – chwilami szalenie patetyczne i nie raz będące z logiką na bakier – ale zrealizowane tak, że ręce same składają się do oklasków.

Całą recenzję Łukasza Muszyńskiego można przeczytać TUTAJ

***

Sceny z życia małżeńskiego, rec. filmu "Historia małżeńska", reż. Noah Baumbach

W otwierającej senie "Historii małżeńskiej" Noah Baumbacha mediator prosi Nicole (Scarlett Johansson) i Charliego (Adam Driver) o przygotowanie krótkich opowiadań o partnerze. Wspomnienia spędzonych wspólnie chwil mają pomóc zmagającej się z kryzysem parze przypomnieć sobie, dlaczego wiele lat temu zakochali się w sobie i postanowili dzielić wspólnie życie. W serii retrospekcji ulepionych z przebłysków ich przeszłości Baumbach zdaje się nam pokazywać wzorcowy związek – zbudowany na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa, pełen ciepła, wsparcia i uważności na drugą osobę. Charlie i Nicole lubią w sobie te wszystkie małe i duże rzeczy, jakie zauważają tylko ludzie, którzy spędzili razem wiele lat. Ona nigdy nie dopija zaparzonej przez siebie herbaty. On płacze na filmach i nie wstydzi się prosić ją o otwarcie słoików. Charlie i Nicole tworzą zgrany duet w domu, gdzie wychowują 8-letniego Henry'ego, i w pracy – on jest reżyserem teatralnym, ona – jego muzą i oddaną współpracowniczką. Wszystko super, gdyby nie fakt, że właśnie postanowili się rozwieść. 

marriage-story-e1564493867238.jpg

Dynamika miłosnej relacji jest wdzięcznym fabularnym tworzywem, ale nie daje się łatwo nagiąć do tradycyjnej narracyjnej struktury, wymyka się prostym zasadom chronologii. Często dopiero kiedy związek się kończy, potrafimy przyjrzeć się relacji i wyborom z dystansu, nadajemy poszczególnym wydarzeniom znaczenie. Baumbach podąża w "Historii małżeńskiej" tym samym tropem. Opowiada o miłości i małżeństwie niejako na opak, odtwarzając historię związku dwojga ludzi przechodzących przez bolesny i kosztowny rozwód. Obnaża przy okazji absurdy amerykańskiego systemu prawnego żerującego na poczuciu krzywdy małżonków i pielęgnujących w nich urazy. Zaprojektowanym, by dzielić niegdyś bliskich sobie ludzi, wykoślawiać i odkształcać rzeczywistość, zasłaniając się walką o podział majątku czy prawa do opieki nad dzieckiem. 

Twórca "Frances Ha" daje tu po raz kolejny popis w łączeniu skrajnych tonacji. Humor zostaje inteligentnie wpleciony w filmową tkankę, dodaje potrzebnego tu i ówdzie oddechu i chroni historię przed popadnięciem w koleiny patosu. Baumbach płynnie przechodzi od komediowych, niemal slapstickowych wstawek – jak w fenomenalnie zainscenizowanej scenie przekazania dokumentów rozwodowych – do ściskających gardło, kameralnych monologów, w których bohaterowie rozkładają na czynniki pierwsze rozpadający się związek. 

Całą recenzję Małgorzaty Steciak można przeczytać TUTAJ

zobacz też:

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię