Relacja

WFF 2010, dzień szósty

Filmweb / autor: , , , , , , /
https://www.filmweb.pl/article/WFF+2010%2C+dzie%C5%84+sz%C3%B3sty-66010
W piątek rozpoczął się 26. Warszawski Festiwal Filmowy. Codziennie na stronach Filmwebu znajdziecie świeże recenzje z kolejnych seansów. Poniżej prezentujemy fragmenty recenzji filmów, które można było obejrzeć wczoraj na pokazach w Multikinie Złote Tarasy i Kinotece. 

Newsy, wideo i więcej relacji z WFF znajdziecie na naszej filmwebowej stronie festiwalu.




"Wybrane niebo"

Reżyser Víctor González miał całkiem dobry pomysł na scenariusz. Niestety zawiodły go umiejętności. Film rozpoczyna się na wysokim poziomie jako przypowieść filozoficzna o naturze Kościoła, wierze, prawdzie obiektywnej i grzechu. Potem następuje długi zjazd w dół, kiedy to film staje się psychologicznie niewiarygodny bądź po prostu nudny. Na zakończenie reżyser znów podkręcił tempo, by zaserwować nam interesującą przypowieść o cudach, zmartwychwstaniu i tajemnicach wiary. DALEJ



Film Aronadio przywodzi na myśl "Przypadkową dziewczynę" tyle tylko, że słabiej zrealizowaną, a posiadającą większe ambicje. Obraz z Gwyneth Paltrow nie miał pretensji do bycia sztuką. Tymczasem Aronadio najwyraźniej marzył o tym, by "Życie albo dwa" stało się obrazem dyskutowanym, inspirującym do wielu różnych interpretacji. Niestety przeliczył się. Fabuła filmu jest bardzo prosta, a całość cierpi na brak pointy. DALEJ



Na papierze wszystko gra i piszczy: 72 minuty, Argentyna, zachód słońca w Mar de Plata, miasto nocą, młodzi ludzie – ich potrzeby, codzienne troski, marzenia. Na ekranie nie gra już nic: wygląda to wszystko tak, jakby jeden z bohaterów usnął na planie filmu Gusa Van Santa i przyśnił mu się plan filmu Gusa Van Santa, tyle że opuszczony przez reżysera, operatora, oświetleniowca i dozorcę. DALEJ



Nie byłoby w tej psychodramie ciekawego, gdyby nie – snap! –  jej fantastyczna forma. To właściwie jedna, gigantyczna metafora informacyjnego szumu, blokującego dostęp do faktów. Ekran zagracony ekranami. Telewizory, kamery, aparaty cyfrowe, kamery przemysłowe, ekrany małe i duże. Obrazy cyfrowe, analogowe, w wysokiej i w niskiej rozdzielczości, taśmy filmowe i nagrania wideo. To podglądanie bohaterów odbywa się na kilku poziomach. My patrzymy na nich, a oni patrzą na siebie. Wracają do z przeszłości (oglądając np. stare nagrania z dzieciństwa), a jednocześnie są rejestrowani przez zewnętrzne medium. Jak odnaleźć się w tym kalejdoskopie? DALEJ



W tym czarno-białym filmie towarzyszymy Jorge, długoletniemu pracownikowi filmoteki w Montevideo, przy wykonywaniu jego codziennych obowiązków: czytaniu ścieżek dialogowych, układaniu programu, prowadzeniu audycji radiowej o filmotece itp. Z czasem pojawia się coraz więcej sygnałów, że kino ma kłopoty finansowe. W drugiej połowie filmu dojdzie do jego zamknięcia, a Jorge spakuje swoje rzeczy i uroniwszy kilka łez, wyjdzie na miasto – poza mury fikcji, w której był zanurzony przez lata. Wreszcie podejmie też działanie i postara się umówić z kobietą, która mu się podoba. DALEJ



"Mów mi Salma" to telewizyjny dokument, który powinien był pozostać w telewizji. Jego obecność na festiwalu warszawskim jest dla mnie kompletnie niezrozumiała. Sam temat, swoją drogą interesujący, to jeszcze za mało. Pod uwagę powinna też być brana jakość filmów i twórcza odpowiedzialność, a tego w tym filmie zabrakło. DALEJ



Meksykańska produkcja zaskoczy niejednego fana horroru, głównie tym, że wcale nie jest horrorem. Jorge Michel Grau wykorzystał gatunkowe dekoracje, lecz poprzestawiał je tak, by całkowicie zmienić ich charakter. Film nie ma na celu wzbudzenia przerażania czy obrzydzenia. Nie trzyma w napięciu i z całą pewnością nie epatuje przemocą. Grau bardzo pilnuje się, by ta pojawiała się na ekranie tylko w koniecznych momentach, cała reszta dzieje się gdzieś z boku, bez obecności kamery. DALEJ


"Dzień, w którym świat stanął na głowie"

Po 11 września świat się zmienił. Nastała era "nowego antysemityzmu". Tim Cutler nie był pierwszym, który wyruszył na pustynię w poszukiwaniu pieniędzy.  Przy okazji pracy native speakera zjeździł 10 krajów muzułmańskich i miał okazję dobrze przyjrzeć się tamtejszej kulturze.  Pięcioletni pobyt m.in. w Libii, Egipcie, to krótkie kontrakty i wysoka pensja, a jednocześnie możliwość dotarcia w głąb największego konfliktu XXI wieku  z mniej znanej strony. "Learning another language, give the opportunity to discover another culture" - wybrzmiewa jako wyuczona formułka jednego z uczestników kursu angielskiego, a jednocześnie uświadamia widzowi wagę tych słów. DALEJ



Już sam pomysł na film Szwedzi mieli interesujący. Oto grupa muzyków planuje wyrafinowaną wendetę na mieście, które swoimi niewyszukanymi dźwiękami rani ich uszy i poczucie dobrego smaku. Są geniuszami, którzy z przedmiotów codziennego (i mniej codziennego) użytku wydobywają harmonię i tworzą z niej genialne kompozycje. Nie brakuje im inteligencji i błyskotliwych pomysłów. Ich zemsta mogłaby zaszokować świat, gdyby na ich drodze nie stanął  policjant o znamiennym imieniu Amadeusz. DALEJ