Jakub Majmurek

Groza i zgroza. Czy horror wciąż straszy?

Hotspot
/fwm/article/Groza+i+zgroza.+Czy+horror+wci%C4%85%C5%BC+straszy-149301
Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Na+skrzy%C5%BCowaniu+%C5%9Bwiat%C3%B3w-104345
HOLLYWOODLAND

Na skrzyżowaniu światów

Podziel się

Fenomen crossoverów najczęściej sprowadza się do poziomu chłodno wykalkulowanego chwytu marketingowego.

Co się dzieje za zamkniętymi drzwiami w Fabryce Snów? Dlaczego Hollywood jest i zawsze będzie hegemonem filmowego rynku? Odkrywamy, jak często spadają gwiazdy i czyje życzenia spełniają się na hollywoodzkiej ziemi.  

Fenomen crossoverów, od lat pleniących się na niwie literatury, komiksu, kina i telewizji, najczęściej sprowadza się do poziomu chłodno wykalkulowanego chwytu marketingowego. Czy słusznie?


Tytułem formalnego wstępu: crossover to specyficzny tekst (pop)kultury, polegający na umiejscowieniu w obrębie jednej historii przynajmniej dwóch postaci, miejsc lub wątków pochodzących z różnych uniwersów, systemów i opowieści (vide: animowany "Shrek" czy skierowany do dorosłego odbiorcy komiksowy cykl "Baśnie"). Intertekstualne krzyżówki bez problemu można odnaleźć w prozatorskim dorobku J. D. Salingera, Williama Faulknera, Thomasa Pynchona, Kurta Vonneguta czy Stephena Kinga, mnożących w kolejnych utworach misterne nawiązania do swoich wcześniejszych dzieł. Crossover najłatwiej może zaistnieć w obrębie własności intelektualnej sygnowanej nazwiskiem konkretnego autora czy nazwą podmiotu posiadającego do tego prawną podstawę, ale oczywiście nie jest to reguła.

Na niwie X muzy dobrym przykładem tego typu działań była oferta wytwórni Universal Pictures, która w 1943 roku wypuściła na ekrany kin kiepski skądinąd dreszczowiec "". Filmowa puszka Pandory została otwarta, wypuszczając na świat filmowe koszmarki pokroju "Domu Frankensteina" czy "Domu Draculi", nie mówiąc już o humorystycznych opowiastkach z udziałem duetu Bud Abbott-Lou Costello, spotykających na swojej drodze monstrum szalonego naukowca, wampirycznego arystokratę, wilkołaka, mumię czy niewidzialnego człowieka. Do crossoverowej tradycji wytwórni nawiązał po latach Stephen Sommers, kręcąc całkiem zgrabny pastisz pod tytułem "Van Helsing".

Nie brakuje także hybryd bazujących na dziełach posiadających jasno sprecyzowany copyright oraz utworach rezydujących w przestrzeni domeny publicznej. O ile Loren D. Estleman w swoich książkach bez problemu mógł skonfrontować Sherlocka Holmesa z Drakulą i doktorem Jekyllem, o tyle Alan Moore i Kevin O’Neill w "Lidze Niezwykłych Dżentelmenów" nie mogli wykorzystać personaliów demonicznego doktora Fu Manchu ze względu na roszczenia spadkobierców twórcy tej postaci. Na szczęście charakterystyczny wygląd tego arcyłotra nie pozostawiał czytelnikom wątpliwości, z kim przyszło się zmierzyć crossoverowej drużynie (znanej także ze średnio udanej kinowej adaptacji), w szeregach której znalazł się między innymi Pan Hyde, Allan Quatermain, Wilhelmina Murray czy kapitan Nemo. Ten komiksowy cykl, podobnie jak epicki "Sandman" Neila Gaimana, idealnie wpisuje się w konwencję wspólnych (wszech)światów, w których mniej lub bardziej przypadkowe/logiczne spotkania postaci rekrutujących się z różnych porządków są czymś zgoła naturalnym.

Koronnym tego dowodem są wykraczające poza kategorię "gościnnych występów" (łączących także tytuły należące do konkurencyjnych wydawnictw) powiązania losów bohaterów z graficznego panteonu DC i Marvela, napędzające równocześnie marketingową spiralę. Wystarczy wspomnieć ukazującą się w latach 1984-85 niebanalną serię "Secret Wars" napisaną przez Jima Shootera, która nie dość, że zebrała pod jednym szyldem najważniejszych marvelowskich herosów, to w dodatku przyniosła krociowe zyski, promując przy okazji nową linię zabawek. Spektakularny sukces filmowych "Avengers" Jossa Whedona – stanowiących razem z dwiema częściami "Iron Mana" Jona Favreau, "Incredible Hulk" Louisa Leterriera, "Thorem" Kennetha Branagha oraz "Kapitanem Ameryką" Joe Johnstona pierwszą fazę ekspansji Marvel Cinematic Universe (MCU) – na dobre rozwiązał worek z kolejnymi tytułami, rozbudowując crossoverową rzeczywistość w obrębie kinowego mainstreamu.

Kolejne produkcje z udziałem opancerzonego Tony'ego Starka, młotkowego z Asgardu oraz zamaskowanego patrioty z tarczą, jak również pilnie wyczekiwanie premiery "Strażników Galaktyki" Jamesa Gunna, "Avengers: Age of Ultron" Jossa Whedona czy powoli wchodzącego w fazę przygotowań "Ant-Mana" Edgara Wrighta potwierdzają niesłabnącą popularność fabularnych krzyżówek. Serial "Agenci T.A.R.C.Z.Y." czy krótkometrażowy cykl "Marvel One-Shot" towarzyszący wydaniom DVD kinowych przebojów to zaledwie początek ofensywy, wkraczającej na teren telewizji, oferty VOD czy zeszytowych opowieści rozbudowujących wątki sygnalizowane w pełnometrażowych produkcjach. Gruszek w popiele nie zasypiają także wytwórnie Warner Bros (promotor "Człowieka ze stali" Zacka Snydera),  20th Century Fox (rzecznik formacji X-Men) oraz Sony Pictures Entertainment (patron wysokobudżetowych perypetii Spider-Mana), zapowiadające wzmożone prace nad stworzeniem własnej panoramy kinowych (wszech)światów.
Nieważne, czy crossover będzie się rozgrywał na kartach powieści, planszach komiksu, w rzeczywistości wirtualnej, królestwie X muzy czy w telewizyjnym programie.
Przemysław Pieniążek


Przed laty największy sukces na niwie fabularnych hybryd zaliczyła oficyna Dark Horse, publikując komiks "Obcy kontra Predator", będący katalizatorem dalszych krzyżówek stanowiących źródło inspiracji dla serii opowieści graficznych, książek, gier komputerowych oraz dwóch filmów fabularnych. Także w polimedialnych uniwersach "Gwiezdnych wojen", "Star Treka", "Babylon 5" oraz opowieści z kręgu mitologii Cthulhu prężnie rozwijają się struktury crossoverowe, w czym również niemała zasługa oddanych miłośników powyższych systemów, aktywnie uczestniczących w powstawaniu szeroko rozumianej fan-fikcji. Czasem "krzyżówkowe" ściegi świetnie prezentują się w telewizyjnych spin-offach, oferujących możliwość (mniej lub bardziej efemerycznego) spotkania bohaterów dwóch seriali wyrastających z jednego pnia. I tematu bynajmniej nie wyczerpują kolejne odgałęzienia kultowego "Star Treka".

Nie sposób pominąć "Buffy: Postrachu wampirów" i jej ukochanego "Anioła ciemności", niebiańskich bytów z "Dotyku anioła" odbywających "Podróż do Ziemi Obiecanej", "Herkulesa" stającego ramię w ramię z "Xeną: Wojowniczą księżniczką" czy wspólnych wątków zacieśniających współpracę między nowojorską i stacjonującą w Miami ekipą CSI. Crossover nieobcy jest także serialom animowanym, choć w większości przypadków zachodzi w obrębie tytułów należących do tej samej firmy czy sieci telewizyjnej. W siódmej i ósmej dekadzie tryumfy święciły rysunkowe przekładańce ze stajni Hanna-Barbera, ze szczególnym uwzględnieniem cyklu "Nowy Scooby-Doo" (gdzie w gronie gości znaleźli się Batman i Robin, Josie i Kociaki czy rodzinka Addamsów) oraz "Scooby-Doo i drużyna gwiazd" zbierająca protagonistów flagowych serii wytwórni.


Współcześnie podobne wymiany kurtuazji można dostrzec w przypadku dwóch cykli stworzonych przez Setha MacFarlane'a, czyli w "Głowie rodziny" oraz "Amerykańskim tacie", oraz w intertekstualnej grze prowadzonej między telewizyjnymi szlagierami Matta Groeninga. Przykład: w jednym z odcinków "Futuramy" robot Bender Rodriguez znajduje spodenki Barta Simpsona, by następnie – zgodnie z kultowym powiedzeniem krnąbrnego dzieciaka ("Eat My Shorts!") – zjeść je. Nie mówiąc już o tym, że w najnowszej serii "Simpsonowie" do Springfield zawitał także ów cyniczny automat z bardzo delikatną misją.  

Ale w pewnych przypadkach crossover wykracza poza inteligentną zabawę, zwariowaną parodię czy dramaturgiczny format "co by było, gdyby…", stając się narzędziem kryptoreklamy. W simpsonowskim epizodzie "A Star Is Burns" pojawia się bowiem postać krytyka filmowego Jaya Shermana, bohatera animowanego serialu "The Critic". Zarówno większości fanów familii Homera S., jak i samemu Groeningowi odcinek zdecydowanie nie przypadł do gustu, przede wszystkim z powodu zbyt nachalnej promocji skądinąd średnio popularnego programu.

W obrębie animowanych światów nie brakuje przypadków, kiedy pod jednym szyldem występują postaci reprezentujące odrębne marki. Dobrym tego przykładem jest rysunkowo-aktorski klasyk "Kto wrobił królika Rogera?" Roberta Zemeckisa, gdzie razem wystąpiły disnejowskie animki oraz bohaterowie należący do koncernu Warner Bros. Jednak najbardziej spektakularnym crossoverowym przedsięwzięciem, w którym partycypowali zarówno ulubieńcy małej publiczności, jak i czołowe stacje amerykańskiej telewizji, był półgodzinny specjał pod tytułem "Tajemnica zaginionej skarbonki". Siostrzeńcy kaczora Donalda, Kubuś Puchatek, wojowniczy żółw Michelangelo, zielony Slimer z "Pogromców duchów", królik Bugs oraz Garfield to niektórzy z uczestników tej antynarkotykowej przypowiastki, do której wprowadzenie wygłosił ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych George H.W. Bush wraz z żoną Barbarą.
still-of-bob-hoskins-in-who-framed-roger-rabbit-(1988)-large-picture.jpg

King-Kong stający naprzeciw Godzilli, herosi DC Comics i Marvela walczący z karatekami z uniwersum "Mortal Kombat" i "Street Fighter", Freddy Krueger krzyżujący rękawicę z maczetą Jasona Voorheese, Superman boksujący się Muhammadem Alim, Predator przyjmujący bęcki od Andrzeja Gołoty, Fanny Hill rzucająca wyzwanie Lady Chatterley. Nieważne, czy crossover będzie się rozgrywał na kartach powieści, planszach komiksu, w rzeczywistości wirtualnej, królestwie X muzy czy w telewizyjnym programie (vide: w "Saturday Night Live" wyemitowano krótkometrażową krzyżówkę "Star Trek: Następnego pokolenia" ze "Statkiem miłości", w dodatku z Patrickiem Stewartem w nieśmiertelnej roli Jean-Luca Picarda). Nieważne, czy jest wynikiem dowcipnej zabawy z konwencją, elementem satyrycznego komentarza, przewrotnym hołdem, narzędziem propagandy lub obliczonym na konkretny zysk towarem. Jego ontologiczny fenomen polega na tym, że jest specyficznym tekstem (pop)kultury, nie zagrożonym tematycznym deficytem czy formalnymi obostrzeniami – pomijając rzecz jasna przypadki obwarowane regulacją prawną. Reszta jest kwestią nieskrępowanej wyobraźni. A ta jest przecież jednym z wyznaczników człowieczeństwa.     
18