Artykuł

Fatalne namiętności

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Fatalne+nami%C4%99tno%C5%9Bci-76715
W kinie rozkosz bardzo często łączy się z bólem, brutalność sąsiaduje z poezją, a gwałtowność uczuć towarzyszy subtelnemu pragnieniu bliskości.

Początek zawsze wygląda tak samo. Przypadkowe spotkanie, pożądliwe spojrzenie, niedwuznaczny gest. Nie ma zbędnych pytań i niepotrzebnych odpowiedzi. Liczy się tylko niemożliwy do stłumienia instynkt. Choć trudno się do tego przyznać, marzenie o przeżyciu spontanicznego romansu dla wielu osób jest urozmaiceniem długich dni, samotnych wieczorów i bezsennych nocy. Myśli bliskie każdemu człowiekowi bywają także inspiracją dla reżyserów filmowych. W mroku kinowej sali znani twórcy od dawna spowiadają się widzom z najbardziej intymnych pragnień. Często powtarzana plotka głosi, że najważniejszą inspiracją "Ostatniego tanga w Paryżu" były po prostu seksualne fantazje Bernardo Bertolucciego. Wprowadzany na polskie ekrany klasyczny dramat erotyczny udowadnia, że najlepsze filmy o nieokiełznanej zmysłowości kryją w sobie również głęboką refleksję intelektualną.


Droga do zatracenia

Decyzja o powtórnej dystrybucji "Ostatniego tanga..." wydaje się w pełni uzasadniona. Zawłaszczona przez popkulturę wizja Bertolucciego zasługuje na ponowne odczytanie. Uważne spojrzenie na film pozwoli dostrzec w nim znacznie więcej aniżeli jędrne piersi Marii Schneider, obłąkany wzrok Marlona Brando i rozpuszczającą się w trakcie miłosnych igraszek kostkę masła. Pikanteria "Ostatniego tanga..." sąsiaduje z wypełniającą je goryczą. Podniecająca idea namiętnego związku między dwojgiem nieznajomych jest w istocie aktem desperacji. "Ostatnie tango..." bardziej niż stylowy taniec przypomina raczej szaleńczy pęd. Dla czterdziestoparoletniego Amerykanina i znacznie młodszej Francuzki wzajemny romans staje się ostatnią drogą ucieczki. Jemu zatracenie w gwałtownym seksie daje możliwość zapomnienia o demonach poprzedniego związku i bezpowrotnie traconej młodości. Dla niej staje się manifestem sprzeciwu wobec presji zmuszającej do zawarcia niesatysfakcjonującego małżeństwa. W myśleniu bohaterów "Ostatniego tanga..." kryje się jednak tragiczna pułapka. Pozorne poczucie erotycznej swobody stanowi tak naprawdę oznakę zniewolenia.

  
"Ostatnie tango w Paryżu"

Analiza wpisanych w podobne relacje paradoksów jest największą siłą filmów o niekontrolowanej namiętności. Rozkosz bardzo często łączy się w nich z bólem, brutalność sąsiaduje z poezją, a gwałtowność uczuć towarzyszy subtelnemu pragnieniu bliskości. Wielu reżyserów, tak jak Bertolucci w "Ostatnim tangu...", wychodzi z założenia, że przeciwstawnych emocji nie da się zintegrować. Według nich, związki oparte wyłącznie na pierwotnym pożądaniu muszą doprowadzić do widowiskowej klęski. Podobny ton przebija z pamiętnego "Imperium zmysłów". W filmie Nagisy Oshimy stosowane czasem na określenie orgazmu sformułowanie "la petite mort" (franc. mała śmierć) zyskuje najbardziej dosłowne znaczenie z możliwych. Choć bohaterowie są małżonkami, ich związek nie ma nic wspólnego ze stagnacją. Pozbawione kontroli uczucie między mężczyzną i kobietą przekracza w końcu granice ludzkiej wytrzymałości. Za nimi może znajdować się już tylko bezwładne ciało, obcięte genitalia i szok towarzyszący jednej z najdziwniejszych scen finałowych w historii kina.

Wbrew stereotypowi, konsekwencje zrealizowania najbardziej pierwotnych erotycznych fantazji nie zawsze muszą być ukazywane w sposób tak dosłowny. Równie intrygujące bywają wizje, w których namiętność bohaterów zostaje skontrastowana ze świadomie zdystansowanym spojrzeniem reżysera. Podobne podejście można dostrzec w "Gorzkich godach" Romana Polańskiego. Polski twórca nie kryje boleśnie ironicznego stosunku do postaci szukających w przypadkowym seksie ratunku przed zabijającą ich związek rutyną. Chłodny stosunek do relacji między bohaterami staje się także udziałem filmów Patrice'a Chereau. W "Intymności" reżyser nie wprowadza kategorii moralnych mających ocenić postępowanie dwojga nieznajomych połączonych jedynie uprawianym regularnie ostrym seksem. Twórca "Jego brata" nie zamierza podsuwać nikomu łatwej interpretacji. Prezentowana na ekranie relacja równie dobrze może funkcjonować w naszej świadomości jako czyste zwyrodnienie, jak i autentycznie głębokie uczucie.

Erotyka międzygatunkowa

Historia wymykającego się spod kontroli romansu dwojga ludzi bywa pożywką dla różnych gatunków filmowych. W klasycznych filmach noir często pojawia się motyw wyniszczających instynktów, które rujnują pozornie uporządkowane życie bohaterów. Spontaniczna miłość bywa w nich przedstawiana jako siła destrukcyjna, niebezpieczna, w nieunikniony sposób prowadząca do zbrodni. Konsekwentny obraz takiego uczucia przedstawiają na przykład ekranizacje powieści Jamesa M. Caina. Zarówno w "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" Taya Garnetta, jak i w "Podwójnym ubezpieczeniu" Billy'ego Wildera toksyczna miłość okazuje się źródłem takich samych nieszczęść jak chciwość, pycha czy egoizm.

Pozornie atrakcyjny szkielet opowieści o gwałtownym romansie łatwo może stać się podstawą irytującej kliszy. Stacje telewizyjne systematycznie raczą odbiorców epatującymi tandetną golizną, uproszczoną psychologią i kaznodziejskimi morałami filmami erotycznymi. Właśnie dlatego warto wyróżnić tytuły wykorzystujące podobną gatunkową matrycę w sposób znacznie bardziej finezyjny. "Nagi instynkt" Paula Verhoevena wciąż zaskakuje precyzją, z jaką łączy napięcie seksualne i niepokojącą atmosferę charakterystyczną dla konwencji thrillera. Wiele atutów zachowują także nakręcone w latach 80. filmy Adriana Lyne'a. Zarówno w "Dziewięć i pół tygodnia", jak i w "Fatalnym zauroczeniu" historia bogatego mężczyzny wikłającego się w toksyczny romans z przypadkowo poznaną kobietą kryje w sobie niebanalne drugie dno. W obu filmach Lyne'owi udało się wykorzystać konwencję thrillera erotycznego do stworzenia bolesnej pokoleniowej diagnozy amerykańskich yuppies.


Granice miłości

Na szczęście nietypowe związki damsko-męskie nie zawsze muszą kończyć się tragedią. Postacie, które próbują zawalczyć o swoje szczęście w sposób niekonwencjonalny, bywają atrakcyjne, bo wywracają do góry nogami skostniałe schematy i zachęcają do spojrzenia na damsko-męskie relacje z zupełnie nowej perspektywy. Taki efekt udaje się osiągnąć w "Jestem cyborgiem i to jest ok" Chan-wook Parka. Absurdalna komedia romantyczna opowiada o uczuciu między dwojgiem pacjentów szpitala psychiatrycznego. Równie zaskakujący pomysł stał się podstawą "Somewhere Tonight" - amerykańskiej komedii niezależnej z udziałem Johna Turturro. Reżyser Michael di Jiacomo potrafi zajmująco opowiedzieć o uczuciu pary outsiderów nawiązujących romans za pośrednictwem seks-telefonu. W przewrotny sposób relację między swoimi bohaterami przedstawia także Patrice Leconte w "Bliskich nieznajomych". Francuski twórca opowiada historię pomyłki młodej kobiety, która zamiast do gabinetu psychoanalityka trafia do mieszkania jego sąsiada. Nieznajomi odgrywają między sobą zaskakującą psychodramę. W ujęciu wielu innych reżyserów taki sam punkt wyjścia stałby się pretekstem do przedstawienia perwersyjnej historii o zabawie wzajemnymi uczuciami. Leconte inaczej rozkłada jednak akcenty i czyni ze swojego filmu wzruszającą opowieść o dwojgu spragnionych miłości melancholików.

  
"Porozmawiaj z nią"

Ryzykowna gra między bohaterami ani na chwilę nie przekracza granic subtelnego dramatu psychologicznego. Zdarzają się jednak reżyserzy z podobną empatią opowiadający historie balansujące na granicy obyczajowej prowokacji. Odważny sprzeciw wobec przyzwyczajeń widza decyduje o sile "Porozmawiaj z nią" Pedro Almodovara. Hiszpański reżyser snuje fascynującą opowieść, w której gwałt pielęgniarza na pacjentce urasta do rangi przejmującego dowodu miłości. Równie brawurowa idea przyświeca reżyserowi "Roku przestępnego". Michael Rowe udowodnia, że jedynym środkiem uwolnienia od traumy z przeszłości może być dla jego bohaterki sadomasochistyczny seks.

Najbardziej skomplikowany obraz nietypowej relacji erotycznej, która równie dobrze może przynieść bohaterom zwycięstwo, jak i klęskę zawiera ostatnio "Code Blue" Urszuli Antoniak. Reżyserka doprowadza do spotkania osób połączonych przez podpatrzony przypadkowo gwałt. Oboje reprezentują zupełnie odmienne porządki, oczekują od siebie czegoś innego. Ona myśli o miłości idealistycznie, mówi o niej frazami jakby wyjętymi z "Doktora Żywago". On wie, że znajdzie spełnienie tylko w związku brutalnym, ekstremalnym, krańcowym. Mimo tej różnicy, kochankowie w jednakowym stopniu są spragnieni siebie nawzajem. Tak jak bohaterowie "Ostatniego tanga w Paryżu", "Intymności" czy "Roku przestępnego" nie wiedzą, jak poważne konsekwencje może przynieść wzajemne spotkanie. Oboje czują jednak, że nie będą w stanie go uniknąć.
Udostępnij: