Artykuł

MPAA, czyli jak oni oceniają

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/MPAA%2C+czyli+jak+oni+oceniaj%C4%85-71425
Amerykańskim kinem nie rządzą ani gwiazdy, ani wybitni reżyserzy, ani nawet obracający milionami dolarów producenci. Realny wpływ na to, co i w jakiej formie trafia na ekran, mają cenzorzy. Wszyscy boją się ich długich i ostrych nożyc, którymi są w stanie zamordować komercyjny potencjał każdego filmu.    

Kilka dni temu Hollywood obiegła wiadomość, że Universal zrezygnował z ekranizacji powieści grozy "W górach szaleństwa" H.P. Lovecrafta. Powód? Film, którego budżet szacowano na niebagatelne 150 milionów dolarów,  miał być realizowany pod kategorię wiekową R. Oznaczałoby to, iż nastolatkowie mogliby obejrzeć ten wypełniony szokującymi scenami przemocy horror wyłącznie pod opieką osób pełnoletnich. Niestety, niewielu dorosłych dałoby się zaciągnąć przez swoje pociechy na film o podróżnikach odkrywających na Antarktydzie potwory z kosmosu. Nie pomogło nazwisko Toma Cruise'a w obsadzie oraz opieka artystyczna twórcy "Avatara", Jamesa Camerona. Widmo litery, która niejednego logopedę doprowadziła do białej gorączki, zrobiło swoje.


Przypadek "W górach szaleństwa" wydaje się symptomatyczny dla całej Fabryki Snów, która z roku na rok robi się coraz bardziej tchórzliwa. Wątpię, czy którykolwiek producent odważyłby się dzisiaj wyłożyć ponad 100 milionów dolarów na takie przedsięwzięcia jak "Szeregowiec Ryan" (1998) i "Gladiator" (2000), w których pokazywano lejącą się strumieniami krew oraz ludzkie wnętrzności. Filmy dla dorosłych wciąż mogą stać się dużymi przebojami (vide "Kac Vegas" czy "300"), ale żadna wytwórnia nie da na nie więcej niż 60-70 milionów.  

O prawidłowy rozwój psychiczny młodych obywateli USA dba Motion Picture Association of America (MPAA). Ta założona w 1922 roku przez największe hollywoodzkie studia organizacja zajmuje się głównie walką z piractwem oraz przyznawaniem kategorii wiekowych. O pierwszym ze wspomnianych zadań można by napisać oddzielny artykuł. Jeśli chodzi o drugą z funkcji, najlepiej podsumowuje ją wypowiedź wieloletniego prezesa MPAA, Jacka Valentiego: Nie chcemy narzucać ograniczeń filmowcom. Chcemy dać im wolność do robienia filmów, tak jak je zaplanowali. Nie chcemy jednak, aby mieli całkowitą wolność.

Oznacza to mniej więcej tyle, że reżyserzy muszą liczyć się z konsekwencjami swoich artystycznych decyzji. Oczywiście, nikt nie zabroni im nakręcenia filmu pełnego wulgarnego słownictwa, scen seksu i zabijania. Powinni jednak pamiętać, że gdy nadejdzie dzień premiery, sale kinowe będą świecić pustkami. Nastolatkowie, którzy od zawsze zostawiają w kasach multipleksów najwięcej pieniędzy, tym razem nie będą mogli kupić biletu.

"300"

Każdy tytuł ocenia podlegająca MPAA rada złożona z przeciętnych amerykańskich rodziców niezwiązanych z przemysłem filmowym. Jej członkowie z wielką skrupulatnością wyliczają liczbę przekleństw, które padły w trakcie seansu, a także opisują w komisyjnych formularzach ekranowe akty przemocy oraz sceny miłosne. Rodzice nie mają prawa konsultować ocen między sobą, a także kontaktować się z przedstawicielami hollywoodzkich wytwórni.  Dzięki temu ich wyroki są rzekomo w pełni niezależne. W praktyce oba te wymogi są ponoć regularnie pogwałcane, zaś wpływ na ostateczną decyzję rady ma szef MPAA.

Aktualnie w Stanach Zjednoczonych obowiązuje pięć kategorii wiekowych. Pierwsza z nich to G (General Audiences) – filmy oznaczone tą literą przeznaczone są dla widowni w każdym wieku. Nie znajdziecie w nich golizny, narkotyków i brzydkich wyrazów.

Druga to PG (Parental Guidance). Opiekunowie powinni być świadomi, że ich dzieci będą oglądać na ekranie przemoc, a z głośników popłyną takie słowa jak "gówno" czy "dupa". Dopuszczalne jest również chwilowe pokazanie pośladków.

Dalej mamy PG-13, które (prócz wymienionych wcześniej bezeceństw) pozwala na jednorazowe wrzucenie do dialogu słowa "pierdolić". W żadnym wypadku nie może ono jednak zostać użyte  jako określenie czynności seksualnej.  PG-13 jest ostatnią z kategorii pozwalających nieletnim widzom oglądać film bez nadzoru dorosłych.

Twórcy kręcący pod R (Restricted) mają zdecydowanie więcej wolności. Bohaterowie ich filmów klną na potęgę, zaś ekranowa przemoc wygląda realistycznie (krew i wnętrzności). Kamera może też pokazywać nagość i seks.


Wystarczy jednak, że w filmowym łóżku lądują więcej niż dwie osoby, a potem kochają się w pozycji innej niż misjonarska, MPAA z dziką rozkoszą wlepia ocenianemu tytułowi NC-17 (No children 17 or under).  Ta kategoria jest jak pocałunek śmierci – bilety na film mogą bowiem kupić wyłącznie pełnoletnie osoby. Dość wspomnieć, że najbardziej dochodowym obrazem z NC-17 jest do dzisiaj "Showgirls" (1995). Erotyk Paula Verhoevena przy 45-milionowym budżecie zdołał zarobić w USA jedynie 20 milionów dolarów. W tym samym roku opatrzony R thriller "Siedem" zgarnął pięć razy tyle.  
 
O tym, że amerykańscy kiniarze pilnują ustaleń MPAA, świadczy najlepiej historia Aarona Wolffa, który w "Poważnym człowieku" braci Coen zagrał syna tytułowego bohatera.  Tuż po premierze filmu w 2009 roku 16-letni wówczas aktor postanowił przekonać się, jak wypadł na dużym ekranie. Niestety, bileterka nie chciała go wpuścić na salę, gdyż "Człowiek" otrzymał kategorię R, a Wolff przyszedł bez opieki osoby dorosłej.

Oczywiście, od decyzji MPAA twórcom wolno składać odwołania. Powinni się jednak liczyć z tym, że będą musieli wycinać ze swoich filmów kontrowersyjne sceny. W  dokumencie "Filmy na cenzurowanym" twórca "Miasteczka South Park" Matt Stone opowiada o tym, jak udało mu się wykiwać MPAA przy okazji "Ekipy Ameryka" (2004). W kukiełkowej komedii znalazła się scena, w której bohaterowie kochają się w różnych pozycjach. Wytwórnia była pewna, że z jej powodu film dostanie NC-17. Producenci zaproponowali więc Stone'owi, aby dokręcił ujęcia z dodatkowymi pozycjami, a także scatingiem i pissingiem (oddawanie kału i moczu na twarz partnera).  Gdy MPAA zażądała zmian, aby obniżyć kategorię, Stone usunął tylko te fragmenty, które zrealizował na życzenie Paramountu. Pierwotne ujęcia pozostały bez zmian, a "Ekipa" otrzymała R.


"Ekipa Ameryka"

W jaki sposób najłatwiej zarobić NC-17?  To proste, wystarczy pokazać "czynność erotyczną" w wydaniu homoseksualnym. Niegroźna komedia młodzieżowa "Cheerleaderka" (1999) otrzymała najwyższą kategorię wiekową za scenę, w której młoda lesbijka masturbuje się przed kamerą. Nikogo w MPAA nie interesowało, że bohaterka jest ubrana i odbiorca nie widzi żadnych "szczegółów" anatomicznych. W tym samym czasie w kinach można było obejrzeć opatrzone R-ką "American Pie", w którym Jason Biggs z opuszczonymi spodniami uprawia seks z szarlotką.

Specjaliści wyliczyli, ża MPAA cztery razy częściej przyznaje najwyższą kategorię wiekową filmom z powodu erotyki niż przemocy. Nikomu nie przeszkadzało, że bohater "American Psycho" (2000) urządza krwawą łaźnię przy użyciu ostrych narzędzi. Wzburzenie wywołała za to znajdująca się w filmie scena miłosnego trójkąta. Przeciwnicy MPAA od lat zastanawiają się, dlaczego widok nagich ciał w większym stopniu wypacza psychikę młodego odbiorcy niż obraz brutalnych mordów. W odpowiedzi słyszą na przykład, że pierwsi Amerykanie byli cnotliwymi pielgrzymami zmuszonymi bronić się przed dzikimi zwierzętami i Indianami. Przemoc jest więc wpisana w amerykańską tożsamość, podczas gdy seksualność jako źródło moralnego zepsucia była tępiona od samych narodzin kraju. We wspomnianym już dokumencie "Filmy na cenzurowanym" aktorka Maria Bello ("Cooler", "Historia przemocy") podsumowuje całą sprawę w następujący sposób: Zawsze podobało mi się, jak europejscy filmowcy pokazują seksualność, która dotyczy prawdziwych ludzi i prawdziwych ciał. Jest częścią naszej natury. W tym kraju seks został zdeseksualizowany. Usunęliśmy go z naszego codziennego życia, z naszego człowieczeństwa,  bo się go boimy!


"American Psycho"

Rygorystyczna polityka MPAA podoba się większości Amerykanów, toteż tamtejsi reżyserzy nie mają co liczyć na poluzowanie gorsetu moralności. Jedyne, co im pozostaje, to czekać, aż ich filmy, opatrzone etykietą "unrated" (nieocenzurowany), zostaną wydane na DVD. Tylko w kinie domowym nie poczują na gardle ostrza cenzorskich nożyc.


***

Więcej tekstów publicystycznych znajdziecie w dziale "Filmweb24 Magazyn", gdzie regularnie będą się ukazywały eseje, felietony, recenzje, wywiady i relacje z festiwali filmowych.
Udostępnij: