Jerzy Stuhr: Przypominamy słynne role mistrza polskiego kina

Filmweb
https://www.filmweb.pl/news/Jerzy+Stuhr%3A+Przypominamy+najwi%C4%99ksze+role+mistrza+polskiego+kina-156393
Jerzy Stuhr: Przypominamy słynne role mistrza polskiego kina
Pożegnaliśmy Jerzego Stuhra, jedną z najważniejszych postaci w historii polskiego kina, wielokrotnego laureata m.in. Złotych Lwów i Orłów. Zagrał w takich filmach jak m.in. "Amator" (1979), "Seksmisja" (1983), "Trzy kolory: Biały" (1994), "Kiler" (1997). Jako reżyser nakręcił m.in. filmy "Historie miłosne" (1997), "Duże zwierzę" (2000), "Obywatel" (2014).      

By uczcić pamięć o nim przygotowaliśmy zestawienie jego najważniejszych i najbardziej pamiętnych ról. 

Jerzy Stuhr: najważniejsze role



Na tle przeróżnych wcieleń Jerzego Stuhra rola Lutka Danielaka z "Wodzireja" na zawsze pozostanie perłą w koronie jego aktorskich przeobrażeń. W filmie Feliksa Falka obiecujący, ale wciąż nierozpoznany szerzej mistrz ceremonii koresponduje w końcu z sytuacją trzydziestoletniego wówczas Stuhra – rzeczywistość układów, znajomości i przysług to nie tylko świat imprezowych i balowych wodzirejów, ale rzecz jasna wielka metafora pozycjonowania się w PRL-owskich strefach wpływów. Falk w swoim filmie, wychodząc od ciasnoty systemu i skostniałego mechanizmu wymiany elit, dochodzi do szerszej refleksji na temat piramid indywidualnego sukcesu. Danielak to człowiek, który na swoją piramidę wspina się z bezwzględnym ciśnieniem i motywacją przysłaniającą horyzont człowieczeństwa. Rola Stuhra to popis efektowanego balansu; zawieszona między kokieteryjną przyjaznością a jadowitym egoizmem, postać naraz godna współczucia i pogardy. Do tego osadzona w interesującym paradoksie: oto człowiek, którego pracą jest tworzenie iluzji relacji z drugim człowiekiem, okazuje się zimnokrwistym bydlakiem, łamiącym serca swoich bliskich jak zapałki w imię własnej pozycji na niespisanej tabeli prestiżu. Jak w tym memie – mamy swojego "Wilka z Wall Street" w domu, ale inaczej niż w tym memie – nasz jest równie piękny, niejednoznaczny i magnetyczny, co tamten.

W nowe millenium Stuhr wchodził przewrotnie – czarno-białym filmem we własnej reżyserii i z własną rolą główną, w dodatku na podstawie niezrealizowanego scenariusza Krzysztofa Kieślowskiego. Mało? To powiedzmy jeszcze, że obserwacyjne "Duże zwierzę" wychodzi w momencie wzmożonej fascynacji przemysłu filmowego wartką akcją i społecznym zaangażowaniem. Komediowo-gorzki obraz Stuhra jednym okiem zerka na "czarną serię" polskiego dokumentu spod znaku Karabasza i Hoffmana, z drugiej – na wciąż głęboko zagnieżdżoną komunistyczną mentalność tłumu, nieprzepracowaną mimo czasowego dystansu od dokonanej już transformacji. Choć film rozgrywa się poza określonym czasem i przestrzenią, odpryski społecznej podejrzliwości spadają gradowo na rodzinę Sawickich, nie pozwalając im nawet na krótki moment oddechu od oceny innych. "W tym kraju wciąż nie ma miejsca na indywidualizm" – krzyczy jak gdyby sam Stuhr, kierując kamerę na własną rękę trzymającą na uwięzi wielbłąda. Po co? Dlaczego? W jaki sposób? A co was to wszystkich obchodzi…


Jeśli kultowość danej roli mierzyć ilością popularnych cytatów, jakich dostarczyła, rola Jerzego Stuhra w "Seksmisji" plasuje się gdzieś w czołówce polskiej kinematografii. "Ciemność, widzę ciemność", "Kobieta mnie bije", "Nas? Bohaterów? Prądem?", "Kierunek wschód. Tam musi być jakaś cywilizacja"... Długo by wymieniać. Grany przez Stuhra Maks Paradys to chodząca kopalnia bon motów, bo mocny jest przede wszystkim w gębie. Maksiu to postać śmieszno-żałosna, ale przy tym heroicznie ludzka – również dzięki temu, że Stuhr precyzyjnie odmierza tu aktorskie proporcje. Tym ciekawsze, że przed tym filmem nie był kojarzony z komediami. Oczywiście: w swoim czasie oglądana przede wszystkim jako kino walczące z systemem, dziś "Seksmisja" jest raczej widziana jako kino walczące z feminizmem. Mimo to pozostaje wzorcowym (i względnie unikatowym) przykładem polskiego kina gatunkowego, które działa (komedia łączy się tu z science-fiction!). Na dodatek to film nie tylko oglądalny, ale wciąż oglądany. 

W drugim wyreżyserowanym i napisanym przez siebie filmie pełnometrażowym Jerzy Stuhr podążył ścieżką wytyczoną przez Krzysztofa Kieślowskiego. "Historie miłosne" to bliska późnym produkcjom mistrza opowieść, która łączy narracyjny koncept z zadumą nad sprawami najważniejszymi. Stuhr wciela się w czterech bohaterów czterech prowadzonych równolegle opowieści: każdy z nich staje przed dylematem moralnym i musi dokonać życiowego wyboru. To ewidentny pokaz realizatorsko-aktorskiego prężenia muskułów (cztery role!), ale też zaproszenie do dyskusji z własnym wizerunkiem. Film chwalono też za to, że – nietypowo w przestrzeni polskiej kinematografii – pokazuje mężczyznę uwikłanego w dylematy natury miłosnej, a nie tylko seksualnej. Czyżby opowiadając o kryzysie męskości w późnych latach 90., Stuhr wyprzedził swój czas?


Jeśli chcecie poznać pełne spektrum niesamowitych umiejętności Jerzego Stuhra, to musicie sięgnąć po film "Pogoda na jutro". Stuhr jest reżyserem, współautorem fabuły oraz odtwórcą głównej roli. I w każdej funkcji spełnił się fantastycznie. Jako reżyser zdołał zbudować prostą, lecz jakże świeżą, mądrą i wzruszającą opowieść, która jest nie tylko zwierciadłem współczesności, lecz również podnoszącą na duchu kontemplacją tego, co w życiu naprawdę się liczy. Jako aktor stworzył świetną kreację mężczyzny zagubionego w świecie obcym mu kulturowo i mentalnie. Jako Józef Kozioł jest człowiekiem, z którym utożsamiać się może każda zagubiona jednostka. To postać skomplikowana, ułomna, a zarazem mądra, wrażliwa, lecz przecież nie pozbawiona wad, co widać szczególnie w relacjach z dziećmi bohatera. "Pogoda na jutro" to kino artystycznie spełnione, a Jerzy Stuhr jest jego duszą i naszym przewodnikiem na drodze do rozwoju i akceptacji.
 

Jerzy Stuhr był niewątpliwie skarbem narodowym polskiej kinematografii. Zdarzało mu się jednak pracować również za granicą. Szczególną miłością darzył Włochy. Jedną z najbardziej pamiętnych kreacji stworzył właśnie we włoskim obrazie "Habemus Papam – mamy papieża". Za kamerą stanął zdobywca Złotej Palmy Nanni Moretti. Jego film jest zaskakującym obrazem życia watykańskich elit. Film, dla którego fabularnym punktem wyjścia jest wybór nowego papieża, staje się ciekawą opowieścią o duchowości, osobistych pragnieniach i obowiązkach wobec społeczności. Jerzy Stuhr wciela się tu w postać obrotnego rzecznika Watykanu. Na pierwszy rzut oka wydaje się to postać stworzona w kontrze do jego typowego filmowego wizerunku. W rzeczywistości skrywa w sobie tę samą mieszankę przekory i mądrości, za którą kochamy go z innych ról. To dowód na to, że Stuhr i Moretti mówią – przynajmniej w tym filmie – tym samym językiem kina.


Polski dubbing nie ma sobie równych. Symbolem jego sukcesu jest sympatyczny Osioł ze "Shreka", któremu w polskiej wersji językowej głosu użyczył Jerzy Stuhr. Nie przesadzimy, twierdząc, że swoją interpretacją przyćmił on wcielającego się w tę postać w oryginale Eddiego Murphy'ego (serio, serio). Bartosz Wierzbięta, autor polskich dialogów zadbał, by w kwestiach bohatera znalazły się odniesienia do twórczości aktora – jak choćby parafraza piosenki "Śpiewać każdy może". Jerzy Stuhr stworzył autoironiczną kreację, w której bawił i wzruszał jak nikt inny. Nic dziwnego, że zdobył serca zarówno młodych, jak i nieco starszych widzów, a wymawiane przez niego kwestie trafiły do języka potocznego. Nie wyobrażamy sobie w tej roli nikogo innego. Tym samym informacje o produkcji "Shreka 5" i poświęconego Osłu spin-offu mają dla nas gorzki smak.


Rola w wyreżyserowanym przez Krzysztofa Kieślowskiego dramacie psychologicznym "Amator" przyniosła Jerzemu Stuhrowi pierwszą z licznych nagród na festiwalu w Gdyni. Aktor w przejmujący sposób oddał przemianę Filipa Mosza – młodego zaopatrzeniowca, którego życie niespodziewanie zmienia się, gdy kupuje amatorską kamerę. Gadżet początkowo ma służyć do filmowania nowo narodzonej córki. Sprawy przybierają niespodziewany obrót, gdy wieść o sprzęcie rozchodzi się w zakładzie pracy bohatera. Zostaje on zaangażowany do zrealizowania filmu upamiętniającego pięciolecie przedsiębiorstwa. Z pozoru niewinne zadanie przyczynia się do rewolucyjnych zmian w sposobie, w jaki Mosz patrzy na świat.

Masz być jak bulterier! Jak wściekły byk! Jak Tommy Lee Jones w "Ściganym"! – domaga się w "Kilerze" komendant policji, powierzając komisarzowi Rybie misję złapania groźnego płatnego mordercy. Grany przez Jerzego Stuhra Ryba bardzo chce być jak hollywoodzcy stróże prawa. Na przesłuchanie z podejrzanym przychodzi w rękawicach bokserskich. W bagażniku samochodu wozi gangsterów. No i zawsze ma na podorędziu jakąś chwytliwą odzywkę ("Pomyłka? Może żona miała na drugie pomyłka"). Nieważne jednak, jak bardzo by się starał, nie sposób traktować go poważnie. W jednej ze scen Ryba śpiewa za Varius Manx: widziałam orła cień, do góry wzbił się niczym ptak. W "Kilerze" Jerzy Stuhr wzbił się na wyżyny komediowego talentu.


Współpraca z Krzysztofem Kieślowskim, która okazała się jednym z ważniejszych artystycznych doświadczeń w karierze Jerzego Stuhra, rozpoczęła się od "Spokoju". Aktor wcielił się w nim w byłego więźnia Antoniego Gralaka, który po opuszczeniu zakładu karnego próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Bohater znajduje pracę na budowie, bierze ślub i wkrótce zostaje ojcem. Robotę mam. Spać, jeść. Dobrze mam, co? Teraz popatrz: kobieta, dzieci, własny kąt, obiad zawsze w domu – mówi w jednej ze scen Antoni. Nie spodziewa się, że już wkrótce nad jego głową zbiorą się ponownie czarne chmury. Stuhr odegrał niezwykle ważną rolę w realizacji "Spokoju". Nie tylko wymyślił znaczną część dialogów, ale też pomógł reżyserowi w obsadzeniu większości postaci. W efekcie powstał film uważany dziś za klasyk kina moralnego niepokoju. Pesymistyczna w wymowie opowieść o jednostce, która pada ofiarą skorumpowanego systemu.


Pobierz aplikację Filmwebu!

Odkryj świat filmu w zasięgu Twojej ręki! Oglądaj, oceniaj i dziel się swoimi ulubionymi produkcjami z przyjaciółmi.
phones