Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/news/Siedem+box-office%27owych+wspomnie%C5%84+o+filmowym+lecie-129838

Siedem box-office'owych wspomnień o filmowym lecie

  • Filmweb, Filmweb
  • autor: Marek Pilarski
  • Filmy, Box office
Poniżej znajdziecie siedem box-office'owych wspomnień o zakończonym filmowym lecie, czyli przegląd tego, co wydarzyło się w amerykańskich kinach.

***


Ubiegły weekend nie tylko kończył okres wakacyjny w Polsce, ale także sezon letni w amerykańskich kinach. Podczas gdy na wielu światowych rynkach trwający od połowy czerwca do połowy lipca Mundial spowodował opóźnienia w premierach oraz skutecznie – wraz z przepiękną, często upalną pogodą – zniechęcał potencjalnych widzów do spędzania wolnego czasu w kinie, Amerykanie zostawili od pierwszego weekendu maja do końca sierpnia w kasach kinowych około 4,37 miliarda dolarów. I choć osiągnięte wpływy nie są rekordowe, to pokazują znaczny – około 14-procentowy – wzrost w porównaniu do poprzedniego roku, który był pod tym względem najsłabszym od 11 lat. Poniżej znajdziecie siedem box-office'owych wspomnień o zakończonym filmowym lecie, czyli przegląd tego, co wydarzyło się w amerykańskich kinach, gdy w Polsce czarno-biała "Zimna wojna" zgromadziła prawie 800 tysięcy widzów, stając się czwartym najbardziej popularnym filmem wakacji, a "Wyszczekanych" zobaczyło ponad pół miliona osób.

maxresdefault.jpg


Przyspieszone lato


W tym roku lato filmowe rozpoczęło się tydzień wcześniej. Choć pierwotnie amerykańska premiera "Avengers: Wojna bez granic" została ustalona na pierwszy weekend maja, czyli weekend, który od dwudziestu lat zwyczajowo rozpoczyna sezon letni w amerykańskich kinach, Disney zdecydował się wprowadzić widowisko Marvela do północnoamerykańskich kin podczas ostatniego weekendu kwietnia. W tym samym terminie pojawiło się ono na większości światowych rynków. Ostatecznie przesunięcie to miało przede wszystkim wymiar symboliczny, a rekordowy wynik otwarcia – 257,7 mln dolarów – potwierdzał to, o czym od jakiegoś czasu mówi się w kontekście box officeu: Data premiery i "prestiżowe" weekendy (pierwszy weekend maja lub świąteczny weekend z Memorial Day) nie mają już tak dużego jak niegdyś znaczenia na wpływy filmu, jeżeli jest on z innych powodów uważany za wydarzenie, którego nie można przegapić w kinie. "Wojna bez granic", czyli podsumowanie pierwszych dziesięciu lat Marvel Cinematic Universe, niewątpliwie takim wydarzeniem było. Choć w statystykach figuruje jako premiera kwietniowa, a przez to wiosenna, to jednak połowę swoich całkowitych, wynoszących 678 mln dolarów wpływów, zarobiło już w sezonie letnim. To czwarty najbardziej dochodowy film wszech czasów w amerykańskich kinach oraz jeden z czterech filmów, które na całym świecie zarobiły ponad 2 miliardy dolarów.

Dominacja superbohaterów


Skoro już mowa o jednym filmie superhero, to warto wspomnieć o trzech kolejnych, które pojawiły się w kinach tego lata. W połowie maja premierę miał "Deadpool 2", który zarobił 318,4 mln dolarów. Choć jest to wynik o 45 mln dolarów słabszy od końcowego rezultatu pierwszej części, to i tak oznacza on mniejszy spadek względem oryginału niż w przypadku zarobków drugich części innych popularnych franczyz (np. "Jurassic World: Upadłe królestwo"). Poza tym przy budżecie wynoszącym 110 mln dolarów, taki rezultat gwarantuje zysk już na poziomie dystrybucji kinowej w samej Ameryce. Inna produkcja superhero – choć podana w formie animacji – zarobiła podczas premierowego weekendu w czerwcu 182,7 mln dolarów, co oznacza najlepsze otwarcie wszech czasów dla filmu animowanego. "Iniemamocni 2" przekroczy ostatecznie – jako trzecia tegoroczna premiera, ale także jako trzecia tegoroczna produkcja Disneya oraz trzeci w tym roku film superhero – pułap 600 mln dolarów. Jest to także najbardziej dochodowa animacja w historii amerykańskiego box office'u. 

disney.jpeg

"Ant-Man i Osa" natomiast wpisuje się w schemat zarobków drugich części "solowych" filmów MCU, który oznacza wpływy wyższe niż w przypadku części pierwszych (jedynym wyjątkiem był "Iron Man 2"). Tymczasem film o najmniejszym superbohaterze świata wygeneruje ostatecznie wpływy wynoszące nieco ponad 215 mln dolarów, co będzie oznaczało ich wzrost względem "Ant-Mana" o 35 mln dolarów. Jeżeli na ostatniej prostej nie zostanie wyprzedzony przez "Mission: Impossible - Fallout", które – sądząc po aktualnych zarobkach – celuje jednak w nieco wyższy rezultat końcowy, "Ant-Man i Osa" zajmie piąte miejsce w zestawieniu najbardziej dochodowych filmów tego lata w amerykańskich kinach. Oznaczać to będzie, że cztery z pięciu filmów w top 10 będą reprezentantami kina superhero. Suma wpływów tych filmów osiągniętych między pierwszym weekendem maja a Labor Day wynosi prawie 1,47 miliarda dolarów, co oznacza, że niemalże 35% kwoty wydanej w tym okresie na kino, Amerykanie przeznaczyli na filmy o superbohaterach.

Solo: A Star Wars Flop

Podczas gdy dla niejednej, kosztującej nawet ponad 100 mln dolarów produkcji zarobki w amerykańskich kinach na poziomie 213 mln dolarów oznaczałyby (duży) sukces, dla filmu z serii "Star Wars" są synonimem finansowego rozczarowania, a nawet porażki. "Han Solo: Gwiezdne wojny – historie" to po "Imperium kontratakuje", które prawie 40 lat temu zarobiło zaledwie 4 mln dolarów mniej przy znacznie niższych cenach biletów, najmniej dochodowy film aktorski spod szyldu "Star Wars" na amerykańskim rynku. Biorąc pod uwagę wpływy światowe, czyli 392 mln dolarów (w tym zaledwie 179 mln dolarów na rynku zewnętrznym), znajduje się on na szarym końcu. Tymczasem szacuje się, że jego budżet wyniósł nawet 300 mln dolarów, co wynika z obszernych dokrętek, których po zmianie reżysera film wymagał. 

758134_1.1.jpg


Tak małe zainteresowanie i wynikającego z tego stosunkowo niskie wpływy można tłumaczyć na wiele sposobów. Ostatecznie jest to jednak wypadkowa wielu różnych czynników: mocno nagłośnionych w mediach problemów produkcyjnych, późno rozpoczętej kampanii marketingowej (pierwszy zwiastun pojawił się na nieco ponad 3 miesiące przed premierą kinową), czy też niezadowolenia z powstania filmu o bardzo lubianej postaci, której nie odgrywa aktor jednoznacznie z nią kojarzony. Duży wpływ mogła też mieć niewielka, niespełna półroczna przerwa po "Ostatnim Jedi", który z jednej strony wyraźnie podzielił widownię oraz nie usatysfakcjonował części fanów "Gwiezdnych wojen", a z drugiej mógł odebrać filmowi o młodym Hanie Solo status wydarzenia filmowego. 

Czerwiec wszech czasów

Zazwyczaj to lipiec jest najmocniejszym miesiącem sezonu letniego pod względem wpływów. W tym roku to jednak w czerwcu kwota ze sprzedaży biletów była najwyższa. Gdy w wielu krajach kina zaczęły pustoszeć w związku z mistrzostwami świata w piłce nożnej, w Ameryce, za sprawą takich megahitów jak "Iniemamocni 2" i "Jurassic World: Upadłe królestwo", a także kilku innych, w tym także majowych premier, odnotowano rekordowe wpływy. Poprawiony został wynik z czerwca 2013 roku, kiedy to sprzedano bilety na kwotę 1,25 miliarda dolarów. Animacja Pixar, czyli najbardziej dochodowy film tego lata, zarobił do końca miesiąca 425,5 mln dolarów, natomiast czerwcowe wpływy kontynuacji "Jurassic World" stanowiły niemalże 60% jej wyniku końcowego, czyli 246 mln dolarów. Bardzo dobrze spisało się także "Oceans Eight", w przypadku którego 112,4 mln dolarów (z końcowych 139 mln dolarów) zostały zarobione w czerwcu. Spore wpływy notowały również jeszcze "Solo: A Star Wars Story" (87,2 mln dolarów) oraz "Deadpool 2" (78 mln dolarów).

Sequele wygrywają

Gdy porówna się wyniki filmów osiągnięte podczas zeszłorocznego i tegorocznego sezonu letniego w Ameryce, łatwo można dojść do wniosku, że to tak naprawdę postawa kontynuacji wielkich serii oraz kolejnych części uniwersów filmowych (spin-offów lub prequeli) decyduje o tym, czy dane lato pod względem box officeu jest słabe (2017) czy mocne (2018). Rok temu 11 filmów osiągnęło wpływy przekraczające 100 mln dolarów, z czego trzy były oryginalnymi produkcjami. Dwa filmy stanowiły części mniej lub bardziej dochodowych uniwersów filmowych, natomiast sześć z nich to podręcznikowe kontynuacje. W tym roku było podobnie. Ostatecznie trzynaście filmów będzie mogło pochwalić się przekroczeniem pułapu 100 mln dolarów. Dwie produkcje można uznać za oryginalne, dwie kolejne są spin-offami dochodowych serii, a pozostała ósemka to sequele. Rożnica jest taka, że przed rokiem, poza "Strażnikami Galaktyki vol. 2" (389,7 mln dolarów), wszystkie kontynuacje odnotowały wpływy mniejsze od swoich poprzedników: o 20% w przypadku "Aut 3" (151,5 mln dolarów), jednak aż o 47% w przypadku "Transformers: Ostatni rycerz" (130,2 mln dolarów). Tym razem było nieco inaczej. 

tmp_mqkyii_dc002daf6c7542d1_MCDANMA_EC139.jpg

Największy spadek wpływów względem poprzednika zaliczyło "Jurassic World: Upadłe królestwo" (-37%). Dwa pozostałe filmy, których zarobki są nieco mniejsze niż w przypadku oryginału, to "Deadpool 2" (-12%) oraz "Mamma Mia! Here We Go Again" (-16%). "Bez litości 2" oraz "Hotel Transylwania 3" odnotowują wpływy na poziomie poprzedników, a nieco lepiej pod tym względem spisują się "Ant-Man i Osa" (+19%) oraz "Mission: Impossible – Fallout", które ostatecznie stanie się najprawdopodobniej najbardziej dochodową częścią liczącej już 22 lata serii (bez uwzględnienia inflacji). Największym zwycięzcą – choć nie tylko pod względem skoku wpływów – jest Pixar i jego "Iniemamocni 2". Animacja sprzedała się lepiej od oryginału o niemalże 120%. Choć przed rokiem w branży głośno mówiono o "sequelitis", czyli "chorobie", która miała dotknąć niegdyś popularne serie hollywoodzkich studiów filmowych, którymi widzowie, szczególnie w Ameryce, rzekomo zmęczyli się, to w tym roku okazuje się, że było to jednak co najwyżej "lekkie przeziębienie".

Azjatycki sierpień

Jeszcze w lipcu wiele wskazywało na to, że to "Mission: Impossible – Fallout" będzie ostatnim hitem sezonu letniego w amerykańskich kinach. Wydawało się, że hollywoodzkie studia nie przygotowały na sierpień filmu, który mógłby okazać się dużym przebojem na zakończenie wakacji, takim jak "Strażnicy Galaktyki" (332 mln dolarów) w 2014 roku czy "Legion samobójców" (325,1 mln dolarów) dwa lata później. Choć Warner Bros. miało w swoich zapowiedziach wysokobudżetowe "Meg", analitycy amerykańskiego rynku oczekiwali porażki finansowej na miarę zeszłorocznej "Mrocznej wieży" (50,7 mln dolarów) czy "Fantastycznej czwórki" (56,1 mln dolarów) z 2015 roku. Poza tym produkcja ta – w dużej mierze ze względu na miejsce, w którym rozgrywa się akcja tego filmu, ale także na międzynarodową obsadę, w której oprócz Jasona Stathama w znaczących rolach wystąpili chińscy aktorzy – przynajmniej w teorii miała bardziej celować w rynki azjatyckie, szczególnie Chiny. Tymczasem "Meg" zarobił podczas premierowego weekendu w amerykańskich kinach 45,2 mln dolarów, podwajając tym samym prognozy specjalistów od box officeu oraz stając się zamiast największej finansowej porażki sezonu jedną z największych jego pozytywnych niespodzianek. 

the-meg-trailer.jpg

"Meg"

Kilka dni po premierze "Meg" do kin weszła inna produkcja Warner Bros., kosztująca 30 mln dolarów ekranizacja bestsellerowej powieści, której tytuł wyraźnie wskazuje na główną grupą docelową tego filmu, "Bajecznie bogaci Azjaci". Odsetek Amerykanów o azjatyckim pochodzeniu podczas premierowego weekendu na tym filmie był ponad czterokrotnie wyższy niż zwykle, wpływy także przebiły oczekiwania. Komedia romantyczna zarobiła podczas pierwszych pięciu dni wyświetlania ponad 35 mln dolarów, a podczas minionego weekendu zaliczyła kolejny niewielki spadek wpływów,  przekraczając jednocześnie jako druga sierpniowa premiera po "Meg" pułap 100 mln dolarów.

Warner Bros. kontra Disney

Dzięki sukcesom "Meg" oraz "Bajecznie bogatych Azjatów" Warner Bros. może pochwalić się dwoma premierami w jednym miesiącu z zarobkami przekraczającymi 100 mln dolarów. I choć w ciągu ostatnich czterech miesięcy wpływy filmów Disneya wynoszące niemalże 1,5 miliarda dolarów są trzykrotnie wyższe niż dochody filmów Warner Bros. osiągnięte w tym czasie, to jednak to drugie studio nie zaliczyło tym razem ani jednej finansowej wpadki (w przeciwieństwie do Disneya i jego "Hana Solo: Gwiezdnych wojen - historii"). Być może dwie produkcje New Line, "Dusza towarzystwa" (52,9 mln dolarów), która nawet nie była pokazywana w polskich kinach, oraz "Berek" (54,4 mln dolarów) nie należą do najbardziej dochodowych komedii wszech czasów, ale ich rozsądne budżety na poziomie 30 mln dolarów sprawiły, że nie przyniosły strat finansowych. Podobnie jest w przypadku animacji "Młodzi Tytani: Akcja! Film". Jej zarobki rzędu 30 mln dolarów nie wskazują na ogromny hit, jednak budżet na poziomie 10 mln dolarów sprawia, że przynosi ona studiu zyski już na poziomie dystrybucji kinowej. Trzy pozostałe premiery Warner Bros. w tym sezonie letnim, "Oceans 8", wspomniane wcześniej "Meg", a także "Bajecznie bogaci Azjaci" to filmy, które nie tylko przyciągnęły do kin wielu widzów, ale które być może również zapoczątkowały nowe, dochodowe serie. Strategia Warner Bros. podczas dobiegającego końca lata była więc dość ryzykowna. W rozkładzie nie było ani jednego filmu należącego do popularnych serii tego studia. Postawiono natomiast na zróżnicowane kino, które niekoniecznie wpisuje się w definicję letniego blockbustera. Opłacało się.

bajecznie-bogaci-azjaci-3.jpg

Tegoroczny sezon letni to jednak znacznie więcej niż tylko te siedem wyżej opisanych wspomnień. To także mniejsze i większe sukcesy niezależnych filmów w limitowanej dystrybucji: tych dokumentalnych ("RBG", "Wont You Be My Neighbor?", "Three Identical Strangers", "Whitney"), jak i fabularnych ("Sorry to Bother You", "Eighth Grade", "Leave No Trace" czy "Blindspotting"). To także słabe wyniki oryginalnych produkcji, które przegrały w walce o zainteresowanie widowni z popularnymi franczyzami ("Drapacz chmur", "Szpieg, który mnie rzucił", "41 dni nadziei", "Mile 22", "Alpha", "Mroczne umysły"). To także te średnie hity, których wpływy były zbyt niskie, by się nimi ekscytować, a za wysokie, żeby móc je uznać za porażki finansowe ("Pozycja obowiązkowa", "Dziedzictwo. Hereditary", "Krzysiu, gdzie jesteś?"). Sezon letni 2018 i odnotowane w tym czasie wpływy pokazują przede wszystkim, że oferta kinowa jest nadal bardzo zróżnicowana i sprzyja wypadom do kina, które – mimo regularnie powracających pesymistycznych prognoz – ma się całkiem dobrze.

zobacz też: