Artykuł

Bilety do strefy 51

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Bilety+do+strefy+51-74691
"Super 8" to filmowy powrót do przeszłości. J.J. Abrams nie tylko korzysta garściami z fantastycznego kina Spielberga, ale też pozwala widzom wrócić do świetnie znanej lokacji – słynnej Strefy 51.


Nawet jeśli Strefa 51 nie jest miejscem spotkania przedstawicieli różnych cywilizacji, to na pewno spotykają się tu ludzie żyjący w sieci popkultury. Dla kinomanów, fanów fantastyki, wielbicieli teorii spiskowych, to wspólny azyl przed rzeczywistością. Niezależnie od tego, ile dzieli nas kilometrów w realu, w Strefie 51 wszyscy byliśmy, znamy jej tajemnice, historię, a czasem nawet topografię. Jak przystało na każdą wielką tajemnicę – zna ją na wylot połowa ludzkości. Strefa ma bogato opracowana stronę na Wikipedii i można ją zobaczyć na Google Maps. Ciężko zaprzeczyć istnieniu miejsca na ziemi posiadającego długość i szerokość geograficzną (okolice wyschniętego jeziora Groom – sprawdźcie współrzędne 37°14'10" N, 115°49'04" W). Mit Strefy jest nie tylko znakomicie osadzony w fikcji, ale i w rzeczywistości.

"To najsłynniejsza na świecie instytucja militarna, która oficjalnie nie istnieje" – pisała w 2009 roku w "L.A. Times" Annie Jacobsen. "Gdyby istniała, można by ją znaleźć 100 mil od Las Vegas, na pustyni w Nevadzie, wciśniętą między bazę amerykańskich sił powietrznych i opuszczony teren testów nuklearnych". Przede wszystkim jednak – Strefa wciśnięta jest pomiędzy setki legend. W 1994 roku rząd USA podzielił się informacjami z opinią publiczną, ale kogo interesowałaby nudna rzeczywistość? Prawdziwie fascynującą monografię miejsca tworzyli przez lata twórcy popkultury. Strefa 51 jest tu ogniwem spajającym niezwykłe teorie. Miejscem,  w którym można ulokować swoje fascynacje i nadzieje na spotkanie z nieznanym. Kolektywnym schowkiem na tajemnice.

Do zbyt łatwo zdobytej wiedzy wypada mieć zdrowy dystans. Strefa 51 może być – jak sugerują niektóre źródła – zaledwie przykrywką dla o wiele bardziej tajnej Strefy 52. Internetowi tropiciele z Tvtropes.org podsuwają jeszcze inną możliwość – kosmiczne historie mają za zadanie jedynie ukryć to, jak nudną instytucją w rzeczywistości są prawdziwe bazy rządowe.

ROSWELL, NOWY MEKSYK

Na początku teren był prawdopodobnie poligonem dla  prób nuklearnych. Miejsce oddane do dyspozycji CIA ożywić miał sławny incydent z Roswell, w stanie Nowy Meksyk, gdzie rozbił się statek z obcą formą życia na pokładzie. Data tej katastrofy, 1947, to początek nowoczesnej ufologii – tropiciele nie mają wątpliwości, że to, co ocalało z katastrofy, zostało przetransportowane do Strefy 51 i zapoczątkowało badania nad kosmiczną technologią, a być może także anatomią. Jeden ze szczegółowych opisów zdarzenia można znaleźć w filmie o tajemniczym tytule "Roswell" (1994) z niezawodnym w kosmicznych awanturach Kylem MacLachlanem w roli głównej. To, że zdarzenie miało długofalowe skutki i przerosło ramy "incydentu", dowodzi m.in serial o tym samym tytule. Tak zwana "katastrofa" była najprawdopodobniej elementem długofalowego planu – w "Roswell: W kręgu tajemnic" obcy przybierają postać ziemskich nastolatków i czekają na właściwy moment, by dopełnić swego przeznaczenia. Równie diaboliczny plan odkrywają twórcy serialu "Wybrańcy obcych" wyprodukowanego przez Stevena Spielberga (armia już dawno powinna się zainteresować wiedzą tego człowieka w dziedzinie UFO).

 
"Roswell: W kręgu tajemnic"

Najsłynniejszym filmem dotykającym tajemnicy Roswell jest jednak najprawdopodobniej głośny "materiał źródłowy" – nagranie z sekcji zwłok obcego, przeprowadzonej przez amerykańskich naukowców. Filmik obiegł świat w 1995 roku, powodując wzrost ciśnienia u zapaleńców, dość szybko okazało się jednak, że ten twardy dowód został wyprodukowany przez brytyjskiego artystę Raya Santillego. Santilli długo utrzymywał, że był w posiadaniu autentycznej taśmy, a po jej tajemniczym zniszczeniu, najzwyczajniej ją zrekonstruował. Tak oczywistego materiału na komedię kino nie mogło oczywiście zaprzepaścić ("Alien Autopsy").

E.T. GAVE US WIFI

W jednym z odcinków rozgrywającego się w wiktoriańskim Toronto serialu "Detektyw Murdoch", wzięty za UFO obiekt okazuje się nowoczesnym samolotem skonstruowanym do spółki przez rządy Stanów Zjednoczonych i Kanady. W odcinku pojawia się sugestia, że podobne eksperymenty zostaną teraz już przeniesione gdzieś na amerykańską pustynię. A więc jednak wszystko zaczęło się wiele lat przed Zimna Wojną.


"Z archiwum X"

Czasowym ramom nie można jednak do końca ufać, bo obecność obcych i ich technologia sprzyja czasowym zawirowaniom. Już w pierwszym odcinku "Archiwum X" przekonuje o tym swoją sceptyczną partnerkę agent Fox Mulder, kiedy podczas dziwnego błysku "gubią" nagle 9 minut. Niebezpieczne zabawy z czasem są też osią konstrukcyjną, rozgrywającego się na pustyni w Nevadzie filmu "Retrospekcja" (reż. Louis Morneau), a cofający się czas dla scenarzysty stał się jednocześnie osią konstrukcyjną filmu, w którym James Belushi gra zupełnie przyziemną szowinistyczną świnię. Tego, że kosmiczna technologia ocalona w Roswell posunęła gwałtownie do przodu badania nad podróżowaniem w czasie, dowodzi także serial "Misja w czasie". Człowiek od zadań specjalnych, Louis Morneau, wykonuje tu na zlecenie rządu skoki w przeszłość, by zapobiegać katastrofom.


"Z archiwum X"

Lata 50. były szczególnie dobrym czasem na "bliskie spotkania". W czasie Zimnej Wojny kosmici mogli liczyć na to, że ich powietrzne harce zostaną przypisane któremuś z wielkich przeciwników. A Amerykanie i Rosjanie nie pogardziliby jakąś potężną obcą technologią, która dałaby im nieoczekiwaną przewagę nad drugą stroną. Możecie nie wierzyć w istnienie poruszającego się z pięciokrotną prędkością dźwięku mitycznego samolotu Aurora. Możecie nie łączyć z kosmiczną technologią powstałych na terenie bazy słynnych "Blackbirdów". Ale czy dacie głowę, że umilające nam życie codzienne mikrokomputery, mikrofalówki i programowalne lokówki do włosów nie są owocem szabrowania kosmicznych wraków? "E.T. dał nam Wi-Fi" przekonują zwolennicy teorii, że na wiele rozwiązań człowiek bez pomocy z zewnątrz po prostu by nie wpadł.

HANGAR 18

Na długo przed sfabrykowanymi zdjęciami autopsji obcego, złaknioną cudów wyobraźnię karmiło zdjęcie satelitarne bazy, wykonane w latach 60. przez radzieckiego satelitę szpiegowskiego. Znawcy tematu są jednak zgodni, że wszystko, co istotne, i tak kryje się pod powierzchnią ziemi (jeśli wierzyć Mike’owi Mignoli, tam prawdopodobnie spędził dzieciństwo jego najsłynniejszy bohater – Hellboy). Jednak także na powierzchni znajduje się obiekt, który przyciąga uwagę zapaleńców – największy budynek w bazie – tajemniczy Hangar 18.

Tak jak do Strefy 51 prowadziło zapewne większość tropów, jakimi podążała niezmordowana para agentów "Archiwum X", tak zapewne do Hangaru 18 trafiały wszystkie szokujące dowody, które pod koniec każdego odcinka były im wykradane (po tymczasowym przechowaniu w piwnicach Pentagonu). Kiedy jednak detektyw Fox Mulder dostaje się wreszcie w szóstym sezonie do swojej ziemi obiecanej dziwów, jest srodze zawiedziony. Jak wygląda sam hangar od środka, wiemy dzięki najnowszej części przygód Indiany Jonesa, w której to w ramach rebusu został on przechrzczony na "Hangar 51". "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki" rozwiązuje także zagadkę z przeszłości – to w tym miejscu ukryto niegdyś niebezpieczną Arkę Przymierza.


Nie dajcie się zwieść oficjalnie uwalnianym informacjom na temat przeznaczenia bazy – prawdziwe "otwarcie Strefy 51 na świat" pokazują filmy. W telewizyjnym projekcie "Groom Lake", posiadający niewątpliwie kosmiczne przecieki William Shatner (pamiętny kapitan Kirk ze "Star Treka" i okazjonalnie reżyser) opowiada o zamknięciu bazy po zakończeniu Zimnej Wojny. Amerykanie śmieją się w filmie, że dzięki plotkom o UFO Rosjanie nigdy nie dotarli do prawdziwych tajemnic – testowanych tu eksperymentalnych modeli nowoczesnych samolotów. A jednak okazuje się, że o kosmicznych niespodziankach kryjących się w tym miejscu mało wiedzą nawet ci, którym wydaje się, że nim zarządzają. Finał jest taki, jak w wyreżyserowanym przez Jasona Connery’ego "51", którego fabułę świetnie streszcza hasło promocyjne: "Przez 60 lat ludzie próbowali dostać się do środka. Dziś w nocy zrobią wszystko, by wydostać się na zewnątrz".

ŚCIEMNIONA STRONA KSIĘŻYCA

Jak się rzekło, gdy Mulderowi udaje się w szóstym sezonie przekroczyć bramy Strefy, czeka go kolejne rozczarowanie. Cuda, które mu się tam przydarzają, niczego nie wyjaśniają (Mulder pod wpływem dziwnej anomalii "zamienia się na ciała" z pracownikiem bazy). Może agent dociera tu już po prostu za późno – jest to już jeden z tych autoironicznych epizodów. Okazuje się, że upublicznianie kosmicznych tajemnic jest tak naprawdę na rękę amerykańskiemu rządowi. To wszystko kontrolowane wycieki – historie wymyślane przez pracowników Strefy dla łaknącej sensacji gawiedzi. W ten sposób tytuł odcinka i jedna z nazw Strefy – "Dreamland" – najlepiej tłumaczyłby się jako "Kraina bajek".

Sensacyjne doniesienia o Roswell i kosmicznych technologiach badanych przez amerykańskich naukowców wyśmiewa zresztą w "Dniu Niepodległości" sam prezydent o szczerym obliczu Billa Pullmana. Bohaterowie filmu Rolanda Emmericha pokpiwają tu sobie z "Archiwum X", jednak w obliczu inwazji obcych doradcy prezydenta wyjawiają mu prawdę – strefa rzeczywiście dysponuje statkiem kosmicznym i ciałami obcych, a głowa państwa po prostu nie powinna o tym wiedzieć.

 
"Paul"

Nawet gdyby w Strefie zajmowano się wyłącznie projektowaniem bajek dla mas – tym bardziej warto byłoby ją odwiedzić. Może zamiast "mitów dodatnich", takich jak Roswell, odkrylibyśmy wówczas "mity ujemne" – takie, jak lądowanie na Księżycu. Jak sugeruje m.in. jeden z odcinków "Futuramy" – odbyło się ono właśnie w Strefie 51 (i jak dowodzi mockumentary "Dark Side of the Moon" – wyreżyserował je Stanley Kubrick). Może już dawno strefa stała się komercyjnym studiem filmowym, w którym za parę groszy każdy może nakręcić marny film albo umieścić jeden z poziomów gry wideo (gry kochają to miejsce, by przypomnieć tylko "Perfect Dark" czy "Duke Nukem").

Z komedii Grega Mottoli "Paul" możemy się dowiedzieć, że najlepsze historie o słynnej bazie i kosmitach wymyślane były przez lata przez… kosmitę (mówiącego głosem Setha Rogena). To on, zamknięty w ciemnych pomieszczeniach bazy, doradzał Stevenowi Spielbergowi przy jego hitach i to on wymyślił Agenta Muldera. Gdy mu się to jednak znudziło, uciekł z dwoma fanami komiksów i zjawisk nadprzyrodzonych, granymi przez Simona Pegga i Nicka Frosta. Z jego perspektywy prawdziwą skarbnicą najdziwniejszych dziwów jest Ziemia. To tutaj, na Nevada State Route 375, przy słynnej "czarnej skrzynce pocztowej" (która w rzeczywistości jest biała) zbierają się najwięksi z dziwaków, by wypatrywać latających spodków. Kosmiczni bohaterowie kreskówki "Lilo i Stitch" mówili o tym już wcześniej – nasza dziwna planeta znajduje się dokładnie w Strefie 51 kosmosu.