Artykuł

GRANICE KINA: Małe jest martwe

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/GRANICE+KINA%3A+Ma%C5%82e+jest+martwe-74979
I Pan rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. A kino posłuchało i nie czyniło dzieciom krzywdy na ekranie. Zazwyczaj.

Uwaga! Poniższy tekst pełen jest tycich, krwawych spoilerów

Pierwszy raz widziałem tę scenę w dzieciństwie. Choć trwała niecałe dwie minuty, przez następne noce na samo jej wspomnienie nie mogłem ze strachu zmrużyć oka. Kilkuletni chłopiec w żółtym płaszczyku biegnie za łódeczką, którą porwała deszczówka spływająca ulicą. Łódeczka wpada do studzienki kanalizacyjnej. Gdy wszystko wydaje się stracone, z mroków studzienki wyłania się klaun. W ręku trzyma zgubioną zabawkę. Chłopiec wyciąga po nią rękę. W tej chwili klaun chwyta go za przegub dłoni i odsłania swoje upiornie ostre zęby. Obraz rozmazuje się, a w tle słychać krzyk.


Opisana powyżej scena pochodzi, oczywiście, z telewizyjnego horroru "To" (1990), opartego na prozie Stephena Kinga. Sądząc po liczbie wyświetleń na YouTubie, nie tylko mi przeorała ona za małolata psychikę. Co ciekawe, oglądając film Tommy'ego Lee Wallace'a po latach, bałem się z zupełnie innego powodu. Kiedyś chodziło o klauna, który, zamiast rozdawać baloniki i potykać się o własne buty, rzucał się na chłopca. Dziś przeraża mnie wiek ofiary. Wstrzymuję oddech, bo klaun chce rozszarpać dziecko. I akurat w tym odczuciu nie jestem osamotniony.

O odpowiedź, dlaczego nie mamy problemów z przemocą wobec dorosłych w filmach, a tak bardzo nie lubimy uśmiercania małoletnich, nie trzeba wcale prosić psychologa. Dziecko to przecież uosobienie niewinności: jeszcze bezbronne i nieskażone złem tego świata. Już w Biblii możemy znaleźć odpowiednie pouczenie na ten temat. W Ewangelii Świętego Mateusza Jezus stwierdza: Zaprawdę, powiadam wam: "Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". W poszukiwaniu informacji do tego tekstu natrafiłem w Internecie na ciekawą dyskusję dotyczącą reakcji widzów na filmową rzeź niewiniątek. Użytkowniczka o ksywie RedBedroom pisze: "(...) straciliśmy dorosłych w naszych życiach... przyjaciół, dziadków, rodziców, ciocie i wujków. Ale tylko niewiele z nas straciło dziecko i to jest nasz najgorszy strach. Ponadto nasze dzieci nie powinny nigdy umrzeć przed nami. Nie mam  zamiaru płacić za to, by ktoś uświadomił, że  może się jednak stać inaczej". Na podstawie tej wypowiedzi można wysnuć następującą tezę: zabicie przed kamerą dziecka zabija iluzję. Potrzeba więc nielichej reżyserskiej odwagi, by stawić czoła temu zagrożeniu.


W 1931 roku Fritz Lang nakręcił swój pierwszy dźwiękowy film pt. "M – Morderca". Jego scenariusz oparł na autentycznej historii mordercy z Düsseldorfu, którego ofiarami padali najmłodsi. W otwierającej ten wciąż wyśmienity thriller sekwencji mała dziewczynka, Elsie, wraca ze szkoły, odbijając od chodnika piłkę. Ta sama piłka potoczy się bezwolnie po trawie, gdy małą „zajmie się” się tytułowy zbrodniarz. Nie widzimy, co jej zrobił. Wiemy tylko, że jest martwa.

Metodę Langa – polegającą na sugerowaniu, a nie pokazywaniu śmierci dziecka – będą wykorzystywać kolejne pokolenia filmowców. W "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" (1968) najpierw widać lufę rewolweru skierowaną w kierunku syna McBaina, a potem słychać odgłos wystrzału. Nie widać padającego ciała. W krwawych "Nietykalnych" (1987) zobaczymy tylko, jak dziewczynka podnosi teczkę z bombą i podąża w stronę wyjścia sklepiku, by dogonić jej właściciela. Potem następuje nakręcona z zewnątrz eksplozja. W jeszcze bardziej krwawym "Leonie Zawodowcu" (1994) skorumpowany detektyw Stansfield (Gary Oldman) razem ze swoją dziką bandą w brutalny sposób rozprawia się z rodziną Matyldy (Natalie Portman). Kamera nie pokaże jedynie, jak kula dosięga braciszka bohaterki. W "Piratach z Karaibów: Na krańcu świata" wyrostek zostaje skazany na powieszenie za korsarstwo. Z głośników pobrzmiewają towarzyszące egzekucji werble, słyszymy odgłos otwierającej się zapadni, a na końcu widzimy zwisające nogi. Reszta konającego w męczarniach ciała pozostaje niewidoczna.

 
W Hollywoodzie – głównym dostarczycielu celuloidowej pożywki dla oczu – ukatrupianie w wersji „full frontal” osobników bez świadectwa ukończenia podstawówki jest wciąż tematem tabu. Niby nikt nikomu oficjalnie tego nie zabrania, ale mało kto się odważy. W końcu, od czego są ci wszyscy bohaterowie i superbohaterowie? Mają ratować niewinne istnienia, nieprawdaż?  Z surowych reguł, jakimi kierują się wielkie amerykańskie wytwórnie, zażartował sobie Robert Rodriguez w "Planet Terror" (2007). Konwencja B-klasowego, grindhouse'owego kina usankcjonowała  zrobienie krwawej dziury w głowie synka dzielnej doktor Block.

Jeszcze śmielej wykpili sprawę twórcy horroru "Czy zabiłbyś dziecko?". Ta nakręcona w 1977 roku roku skromna hiszpańska produkcja zaczyna się od obrazów obozów koncentracyjnych i komentarza narratora, wymieniającego okrucieństwa, jakich na przestrzeni lat dopuścili się dorośli w stosunku do milionów dzieci. Poruszający prolog okazuje się jednak zasłoną dymną dla historii wyspy, gdzie milusińscy bez skrupułów mordują dorosłych. Nikt z atakowanych nie próbuje się bronić, ponieważ nie chce zranić małych przeciwników. Widz czuje się zdezorientowany. Komu mu w takim razie kibicować? Dzieciom, które wreszcie wyrwały się spod jarzma opiekunów, czy prześladowanym dorosłym? Wszakże przemoc pozostaje przemocą niezależnie od tego, kto jej się dopuszcza.


Wielu kinomanów (w tym niżej podpisany) lubuje się w oglądaniu slasherów o psychopatach szlachtujących bez opamiętania nastolatków. Ostatnio zastanowiło mnie, jaki wiek muszą przekroczyć ofiary, aby żaden z widzów nie traktował ich już jak dzieci i nie zasłaniał ze zniesmaczeniem oczu podczas scen mordu. Piętnaście lat? A może nie o wiek, ale o wygląd chodzi? Czy chłopcom muszą urosnąć mięśnie, a dziewczynom biusty (zazwyczaj przy pomocy skalpela chirurgicznego)? A co z Justinem Bieberem, zastrzelonym przez policję w serialu "Kryminalne zagadki Las Vegas"?  W trakcie kręcenia odcinka miał już szesnaście lat, ale nadal wyglądał jak dzieciak.

Tematem na osobny tekst, a tutaj wartym jedynie wspomnienia, jest kwestia zabijania dzieci w grach komputerowych. Obrońcy moralności robią się czerwoni jak cegła na widok takich tytułów jak "Grand Theft Auto", "Bioshock", "Fallout" czy "Dante's Inferno". W tym ostatnim szlachtuje się nieochrzczone bobaski z piekła rodem.


Na koniec zostawiłem sobie chyba jedyny film, w którym śmierć dziecka rozbawiła mnie, zamiast przejąć. Chodzi o wyprodukowaną przez Judda Apatowa komedię Idź twardo: historia Deweya Coxa. Tytułowy bohater niechcący przecina na pół brata za pomocą maczety. Scena została nakręcona w tak rozbrajający sposób, że żaden cenzor nie byłby się w stanie do niej przyczepić. Niestety, postulowanie o więcej humoru i dystansu w filmach z obrazami uśmiercania maluchów raczej nie spotka się z aprobatą.
Udostępnij: