Polecamy filmy fantasy inne niż "Władca Pierścieni"

Filmweb autor: Jakub Popielecki /
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/news/Polecamy+filmy+fantasy+inne+ni%C5%BC+%22W%C5%82adca+Pier%C5%9Bcieni%22-137686
Polecamy filmy fantasy inne niż "Władca Pierścieni"
Choć gatunek fantasy jest całkiem popularny w świecie seriali (wystarczy wspomnieć chociażby "Grę o tron", "Wiedźmina" czy "Mroczne Materie"), na dużym ekranie wciąż pozostaje w gigantycznym cieniu "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona. Co wcale nie znaczy, że w świecie kina nie znajdziemy ciekawych realizacji tej konwencji. Poniżej znajdziecie 5 tytułów, które pomogą Wam przenieść się w krainę - tak bardzo dziś potrzebnej - fantazji.

***



Klasyk humorystycznej fantasy i pierwowzór podejścia do fantasy, na jakim karierę zrobił m.in. "Shrek". Już rama narracyjna jest rewelacyjna: oto dziadek (Peter Falk) czyta choremu wnuczkowi (Fred Savage) książkę, a reżyser Rob Reiner wykorzystuje ich napiętą relację do wyśmiania idei "ramy narracyjnej". Fabularny punkt wyjścia jest zresztą dość prosty: Buttercup (Robin Wright), przyszła żona pewnego antypatycznego księcia, zostaje porwana przez trzech rzezimieszków, a ich tropem rusza tajemniczy mężczyzna w masce. Sednem filmu jest jednak ironiczna zabawa z konwencją, jaką prowadzi reżyser. Poza tym mamy tu też rewelacyjny szermierski pojedynek w duchu filmów z Errolem Flynnem oraz kultowy cytat, w którym Inigo Montoya (Mandy Patinkin) obiecuje się zemścić. Trzeba znać.


***

"Legenda" (Amazon Prim Video)


Nieco zapomniany film Ridleya Scotta, którego wizjonerstwo z nawiązką równoważy wszelkie fabularne niedostatki. Reżyser bierze konwencję fantasy absolutnie na serio i przeciera ścieżkę dla tego, co 16 lat później miał zrobić Peter Jackson ze światem Tolkiena. Przede wszystkim Scott komponuje szereg niezapomnianych obrazów, skutecznie zanurzając widza w zapiętym na ostatni realizacyjny guzik świecie przedstawionym. I nawet jeśli rola "leśnego chłopaka", Jacka, nie jest najlepszą w karierze Toma Cruise'a, to rogaty i zębaty Pan Ciemności w wykonaniu Tima Curry'ego pozostaje absolutnym aktorsko-charakteryzatorskim spełnieniem. Chociażby dla niego - oraz wizualnego doznania - warto ten film zobaczyć.

***



Z racji "fantazyjnej" natury gatunku nie powinno dziwić, że łatwiej spełnić mu się nie w kinie aktorskim, tylko w animacji. Albo - jak w tym przypadku - w anime. "Księżniczka Mononoke" to jedno z absolutnych arcydzieł Hayao Miyazakiego (być może nawet największe - sprawa do dyskusji). Reżyser brawurowo równoważy tu wartką akcję z ekologicznym przesłaniem i namysłem nad konfliktem między cywilizacją a naturą. Odrzuca jednak czarno-biały podział ról: oddaje sprawiedliwość wszystkim stronom sporu, efekt jest więc zarówno humanistyczny, jak i posthumanistyczny. Mimo to - przy całej swojej powadze - "Księżniczka Mononoke" pozostaje zapierającym dech w piersi widowiskiem o dzielnych książętach, jeżdżących na wilkach dziewczynkach i tajemniczych duchach lasu.


***

"Harry Potter i więzień Azkabanu" (HBO GO, Player.pl)


Harry'ego Pottera nikomu przedstawiać nie trzeba. Nie można jednak zapominać, że kinowy serial o młodym czarodzieju nie jest wcale po serialowemu jednolity. A "Więzień Azkabanu" pozostaje jego najciekawszym, najbardziej filmowo spełnionym odcinkiem - w sumie nic dziwnego, biorąc pod uwagę fakt, że za kamerą stanął Alfonso Cuarón. Choć cykl miał w przyszłości stać się jeszcze bardziej mroczny, to Cuarón najskuteczniej z całego grona Potterowych reżyserów przepisał ten mrok na filmową metaforę okresu dojrzewania, pełnego moralnych ambiwalencji, cielesnych transformacji i czasowych zawirowań. Gdybyście jakimś cudem nie znali tej serii i jakimś cudem postanowili obejrzeć tylko jednego "Pottera" - to musi być ten.


***

"Pentameron" (Chili)


A jeśli Potter - nawet w wersji Cuaróna - wydaje się Wam zbyt ugrzecznioną, hollywoodzką wersją fantasy, zawsze zostaje Włoch Matteo Garrone, który, zahartowany mafijną "Gomorrą", postanowił wybrać się do krainy za siedmioma górami. Jego "Pentameron" wykorzystuje baśniową kanwę, ale nie miejcie złudzeń: nie wszyscy będą tu żyli długo i szczęśliwie. To taka baśń, w której krew leje się strumieniami, w powietrzu wisi seksualne napięcie, a damy dworu zajadają się zakrwawionym, pulsującym sercem. "Pentameron" to fantasy jako freak show, fantasy jako surrealizm, fantasy jako kino autorskie. Na pewno warto odwiedzić tę krainę - oczywiście, na własną odpowiedzialność.


***

Po więcej sugestii, co oglądać, zapraszamy do zakładki #ZOSTAŃWDOMU!
Udostępnij: