Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/16.+Millennium+Docs+Against+Gravity%3A+Pami%C4%99%C4%87+o+Putinie-133017

16. Millennium Docs Against Gravity: Pamięć o Putinie

  • autor: Gabriel Krawczyk, Marcin Stachowicz
  • Relacja
W tegorocznym programie Millennium Docs Against Gravity możemy zobaczyć dokumenty "Świadkowie Putina" (reż. Witalij Manski) oraz "Igrzyska pamięci" (reż. Janet Tobias i Claus Wehlisch). Filmy recenzują Marcin Stachowicz i Gabriel Krawczyk.

a46845ea-a72d-458d-9d59-67bf7d539211.jpg


Szary obywatel Putin ("Świadkowie Putina", reż. Witalij Manski)

Oblicze pozbawione wyrazu, nieodgadnione, puste i marsowe. A może jednak twarz człowieka wrażliwego, zatroskanego losem współobywateli i z nadzieją spoglądającego w przyszłość rosyjskiej demokracji? Obserwowanie Władimira Putina u progu oficjalnej kariery politycznej przypomina seans spirytystyczny – jego uczestnicy przywołują ducha przeszłości z nadzieją, że ten odpowie na pytania i rozwieje wszystkie teraźniejsze wątpliwości. Widmo jednak uporczywie milczy i tylko na nowo odgrywa te rzeczy, które już doskonale o nim wiemy: że kiedyś było i że było takie, a nie inne.

Jeżeli oczekujemy, że "Świadkowie Putina" opowiedzą nam historię o zainstalowaniu w Rosji państwa autorytarnego, będziemy nieco rozczarowani. Putinizm wyłania się tutaj jako coś nie do końca określonego, niepewnego, lecz mimo wszystko – bez dzisiejszej wiedzy i doświadczeń – umocowanego w ramach porządku mniej lub bardziej demokratycznego. Jest to wprawdzie demokracja słaba, rachityczna i już na poły fasadowa, ale jednak wciąż demokracja. Wartością materiałów historycznych zgromadzonych przez Witalija Manskiego nie jest zatem fakt, że w jakiś wyjątkowy sposób wzbogacają czy wręcz redefiniują naszą dotychczasową wiedzę. Nic z tych rzeczy. Chodzi raczej o rodzaj subtelnej profetyczności, o dogłębne wejrzenie w język, gesty i niuanse, które już na tym wczesnym etapie – i w konfrontacji z tym, co stało się później – mogły stanowić swego rodzaju ostrzeżenie i prognozę na przyszłość. Manski zmontował swój film z zakulisowych obrazów kręconych głównie na przełomie 90. i 00. Kamera towarzyszy Putinowi w trakcie jego pierwszej w życiu kampanii prezydenckiej, wchodzi na konferencje prasowe i do biur sztabu wyborczego. Odwiedza w domu schorowanego Borysa Jelcyna, który zachwala kandydata jako "gwarancję ładu i demokracji" i "strażnika wolnych, niezależnych mediów". To jednak nie koniec – po zwycięskich wyborach Manski wchodzi z Putinem na Kreml i rejestruje gabinetową codzienność. Trochę na zasadzie obsesyjnego kamerowania nowonarodzonego dziecka okiem zafascynowanych rodziców.

Kontekst osobistego zaangażowania twórcy ma tutaj oczywiście kapitalne znaczenie. Unikalne materiały prawdopodobnie nigdy nie ujrzałyby światła dziennego, gdyby nie fakt, że Manski pracował w latach 90. jako szef działu dokumentalnego w rosyjskiej telewizji publicznej. Odpowiadał nie tylko za realizację programów o Putinie-kandydacie, ale doradzał przyszłemu prezydentowi, jak dobrze prezentować się przed kamerą i budować nowoczesny wizerunek polityczny. Nakręcił też oficjalny dokument z pierwszego roku urzędowania nowej głowy państwa. Dzisiaj reżyser jest wielkim krytykiem putinowskiego reżimu, popadł w totalną niełaskę władz, a z Rosji przeniósł się na Litwę. "Świadkowie..." są więc nie tylko historycznym freskiem, ale przede wszystkim osobistym rozliczeniem, dowodem własnej naiwności i krótkowzroczności, czego Manski ani przez chwilę nie ukrywa, komentując większość filmowych kadrów zrezygnowanym, melancholijnym głosem z offu. "To jest właśnie cena, jaką musiałem zapłacić za błędne mniemanie, że jestem tylko świadkiem tamtych wydarzeń" – mówi reżyser. I ma zapewne na myśli nie tylko emigrację, załamanie kariery i demontaż rosyjskiej demokracji, ale również to, że w Rosji prawdopodobnie nikt jego filmu nie obejrzy.
 
Całą recenzję Marcina Stachowicza przeczytacie TUTAJ.


Pamięć absolutna ("Igrzyska pamięci", reż. Janet Tobias i Claus Wehlisch

Pamięć? Konia z rzędem temu, kto podsunie wdzięczniejszy temat do dyskusji. Wspomnieniami piszemy własną biografię, dzięki nim wyróżniamy się z tłumu i wchodzimy w relacje z innymi. To one decydują o naszym człowieczeństwie. Humanista stwierdzi, że jednostka bez pamięci to zwierzę bez kultury. Neurobiolog postraszy: Wyłącz pamięć, a nawet nie zawiążesz butów! Informatyk w rozmowie o pamięci w ogóle pominie człowieka. Historyk złoży jej pokłony. Psycholog w tym momencie zapyta o ludzkie cierpienie: Jak ćwiczyć pamięć, by umieć zapominać? Istny temat-rzeka. Można w niej zatonąć.

mg_19.jpg

Świadomi tego ryzyka dokumentaliści Janet Tobias i Claus Wehlisch wolą nie wypływać na szerokie wody. W "Igrzyskach pamięci" amerykańsko-niemiecki reżyserski duet przedkłada informacyjny konkret nad filozoficzne czy naukowe dysputy. Miłośnicy głębszych niż Bajkał Herzogowskich zagwozdek będą więc nieusatysfakcjonowani. Kto z kolei odczuwa słabość do "pięknych umysłów", Rain Manów, ścisłowców-synestetyków w rodzaju Daniela Tammeta czy innych geniuszy popkultury, w trakcie seansu z przyjemnością poprzeciera oczy ze zdumienia. Uwagę twórców przykuwa bowiem pamięć jako konkurencja sportowa, a co za tym idzie – rekordy w zapamiętywaniu. Na pierwszym planie filmowcy umieszczają pięcioro tytanów w tej dziedzinie, ludzi zdolnych na poczekaniu zapisać w głowach takie ilości informacji, od których nas, maluczkich głowa tylko rozboli. Trafiamy na Mistrzostwa Świata Pamięci, gdzie w dziesięciu sprinterskich kategoriach wśród międzynarodowej konkurencji bohaterowie próbują przekroczyć kolejne granice ludzkich możliwości. Przy ich mózgach nasze mózgi to inwalidzi. Gdyby tamte biegły maraton, nasze leżałyby przed telewizorem z pilotem i puszką piwa w dłoniach. Gdy tamte zwiedzają wesołe miasteczka, nasze kulą się w szarej celi bez okien.

Liczby, słowa, twarze, obrazki, kolory, układy i kombinacje. Utrwalenie w umyśle kilkuset danych to wyczyn; dokonanie tego w kilka/kilkanaście minut to już sztuka. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie, gdy poszczególni bohaterowie tłumaczą autorskie mnemotechniki, a animacje ilustrują kolejne ciągi ich – nieraz absurdalnie śmiesznych – skojarzeń. Znane serialowemu Sherlockowi, a opisane już przez Cycerona tzw. "pałace pamięci" to bodaj najpopularniejsza z metod przyswajania długich informacji. Poznajemy też rozmaite gry słów, kojarzące liczby z obrazami haki pamięciowe i wiele, wiele innych sztuczek, od których włos się jeży, a serce bije z zazdrością. Sportowcy przekonują jednak, że w tych konkurencjach bez odpowiedniego (odpowiedniej długości) treningu wrodzony geniusz na wiele się nie przyda. Zazdrość też nikomu się nie przysłuży. Życiorysy zawodników wystarczają za dowód, że sporty pamięciowe uprawiać może niemal każdy. Yanjaa, szwedzka feministka urodzona w Mongolii, wygląda jak zbuntowana nastolatka. Weteran zawodów, Johannes Mallow cierpi na zanik mięśni i zawody spędza na wózku. Wielki jak dąb Nelson Dellis to miłośnik fitnessu i alpinizmu. Simon Reinhard i Alex Mullen – wydawałoby się, zwyklaki, jakich wiele. Wszyscy oni kryją pod czachami perfekcyjnie funkcjonujące, bo regularnie oliwione trybiki.

Całą recenzję Gabriela Krawczyka przeczytacie TUTAJ.

zobacz też: