Artykuł

Kto wymyślił Shakespeare'a

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Kto+wymy%C5%9Bli%C5%82+Shakespeare%27a-79538
Na to nie trzeba nawet szczególnie przekonujących dowodów – łatwiej uwierzyć, że Shakespeare nie istniał, niż w to, że w jednym umyśle zmieściło się tyle geniuszu.

Geniusz to rzecz podejrzana, a genialna twórczość rzuca cień na autora. Bo może to nie geniusz, ale kosmita? Agent Mossadu? Albo zwykły figurant? W przypadku Shakespeare’a ta ostatnia opcja rozpala umysły od dawna, a domysły padają na żyzną glebę, bo historia sławy pisarza i jego biografia zawiera sporo białych plam, które entuzjaści ochoczo wypełnili spekulacjami. Można więc się dziwić, że "Anonimus" Rolanda Emmericha jest pierwszym filmem, który sięga po ten motyw. Wśród mitomanów, frustratów i wielbicieli teorii spiskowych znalazły się i nazwiska, które ciężko jest zlekceważyć. Do zwolenników teorii, że za dziełami Shakespeare'a stoi jakaś inna tajemnicza postać, należeli m.in.: Mark Twain, Walt Whitman i Zygmunt Freud. Wśród kandydatów na "prawdziwego autora" "Makbeta" najczęściej wymienia się kolegę po piórze – Christophera Marlowe’a, filozofa Francisa Bacona czy brytyjskiego szlachcica Edwarda de Vere’a, a nawet samą Elżbietę I. Istnieje też koncepcja, jakoby William Shakespeare był pseudonimem zbiorczym i na wielki geniusz składało się kilka mniej monstrualnych. 

 
"Anonimus"


WILLIAM, CZYLI ROMEO

"Po dziesięciu latach badań i przeczytaniu praktycznie każdej książki na ten temat, jestem przekonany, że Shakespeare był biznesmenem. Nie był pisarzem". Reżyser "Anonimusa" przytacza na potwierdzenie swych słów kilka powszechnie znanych faktów. "Nigdy nie dowiemy się, co się wtedy dokładnie działo, ale żadna z prac nie jest znana w jego własnoręcznym odpisie. Istnieje sześć różnych podpisów Shakespeare’a". Z tych kontrowersji płyną nieocenione korzyści dla tekstów, które zostały drobiazgowo prześwietlone w nadziei, że gdzieś między wersami znajduje się odpowiedź czekająca na sensacyjne odkrycie.

Emmerich i jego scenarzysta – John Orloff – nie pierwsi próbują sprzedać ten pomysł popkulturze. Posłużyła się nim kilka lat temu Jennifer Lee Carrell w "Szyfrze Szekspira". Sukces powieści równie wiele zawdzięcza bestsellerom Dana Browna, co drobiazgowym studiom literaturoznawczym. Autorka, doktor literatury angielskiej, napisała kryminał oparty na koncepcie, że teksty mistrza to tylko część wielkiego dzieła, jakim było jego życie. Całkowicie fikcyjną intrygę oparła na naukowych badaniach, oryginalnych tekstach i istniejących rekwizytach, naginając niekiedy fakty, by uspójnić opowieść, a fantazję podszyła pozorami prawdopodobieństwa.


Jednak nawet bez takiej kreatywności jest się czego w życiu Barda chwycić, więc pojawiał się on jako postać na ekranie wielokrotnie. Inspirują "stracone lata" – okres o którym milczą kroniki, a rozpisują się spekulanci. Bardzo filmowym motywem jest też awans społeczny, który udało mu się wypracować, a który dla teoretyków spisku jest ciosem w plecy. Zdobycie tytułu szlacheckiego było dla poety prawdopodobnie znacznie istotniejszym osiągnięciem życiowym, niż którakolwiek ze sztuk. A to tłumaczyłoby jego słabo udokumentowaną sławę pisarską w XVI-wiecznej Anglii. Prawdopodobnie o mniej prestiżowy rozgłos literata po prostu Shakespeare nie zabiegał.

W Barda wcielali się Colin Firth, Hugh Laurie, David Suchet, Eric Idle i dziesiątki innych aktorów – najczęściej jednak były to komiczne epizody. Na najbardziej rozbudowany portret miał szansę Tim Curry w brytyjskim miniserialu "William Shakespeare – jego życie i czasy". Ale najbardziej znany w popkulturze jest pewnie pisarz o twarzy Josepha Fiennesa z "Zakochanego Szekspira". Autor scenariusza, Tom Stoppard, dramaturg i szekspirolog, zamienił swojego bohatera w romantycznego kochanka zmagającego się z blokadą twórczą. Podobnym tropem starali się pójść twórcy komedii "Miguel i William", którzy konfrontują pisarza z Miguelem Cervantesem, rywalizującym z nim o wdzięki pięknej Hiszpanki. Żaden z twórców romantycznych biografii nie uwzględnił faktu, że adresatem większości słynnych sonetów miłosnych autor uczynił pięknego chłopca.

 
"Zakochany Szekspir"

Narzucającym się pomysłem na filmowy portret twórcy "Hamleta" wydaje się wpisanie życia w kontekst jego twórczości i przedstawienie go jako bohatera własnej sztuki. Innym sposobem jest zderzenie go z wielkimi umysłami epoki. Jeśli nie Cervantesem, to – jak w słynnej sztuce Esther Vilar "Królowa i Shakespeare" – z Elżbietą I. Wśród osób, z którymi miał się poznać podczas "straconych lat", są m.in. Michel de Montaigne czy Giordano Bruno. Do modelu podróżnika, mędrca i kochanka Emmerich dorzuca teraz także biznesmena.

OSCAR DLA SHAKESPEARE'A

Miał jednak Shakespeare nieszczęście stać się klasykiem. To skojarzenie ze szkolną nudą na pewno zmartwiłoby pisarza, dla którego głównym wyznacznikiem udanej pracy był poklask publiczności. Gdyby miał szansę czerpać dziś ze swego dorobku finansowe korzyści, powtórzyłby może za Liberacem, że płakał całą drogę do banku. Bo najbardziej płodni i rozchwytywani scenarzyści mogą tylko skromnie westchnąć, przeglądając "filmografię" angielskiego pisarza, zawierającą setki pozycji, każdego roku powiększającą się średnio o kilkanaście tytułów. (Odrębną kwestią pozostaje) Czy da się ekranizować Shakespeare’a tak, by widzowie nie posnęli z nudów?

Strategii jest kilka, bo przecież nie trzeba trzymać się realiów wykorzystywanych stulecia temu przez mistrza. Można przenieść opowieść w czas i miejsce w historii, które z jakichś powodów wydają odpowiednie (jak robił to Akira Kurosawa, przeszczepiając Shakespeare’a w rzeczywistość feudalnej Japonii). Można też sprawdzić, jak głęboką prawdę skrywa twierdzenie, że Shakespeare jest wiecznie współczesny, przenosząc historie w realia metropolii albo amerykańskiego liceum. W "O-Otello" Tim Blake Nelson umiejscowił akcję "Otella" w świecie sportu, podkreślając szczególnie motyw rasowy. "Zakochana złośnica" to udane przepisanie niestrawnego dziś już nieco "Poskromienia złośnicy" na energetyczną młodzieżową komedię. "Moje własne Idaho" Gusa Van Santa przenosi akcję kronik z dworu w świat męskich prostytutek na ulicach Portland. I nawet jeżeli czasem tłumaczenia "jeden do jednego" się udają (zamienię: królestwo na korporację, króla na mafioza, miecz na karabin), to robi się ciekawiej, gdy scenarzysta stara się ocalić centralny motyw, pisząc tekst całkowicie od nowa.


"Fifteen Minute Hamlet"

W ten sposób da się zrealizować nie tylko musical ("West Side Story"), ale też kino kopane ("Romeo musi umrzeć") czy science-fiction ("Zakazana planeta" z Lesliem Nielsenem – jeszcze przed tym, jak stał się królem filmowej parodii – to nic innego, jak "Burza" przeniesiona w kosmos). Tom Stoppard z sukcesem udowodnił, że da się wystawić "Hamleta" w kwadrans, w drewnianej szopie. W "Fifteen Minute Hamlet" Philip Seymour Hoffman w biegu przeskakuje pomiędzy trzema kreowanymi postaciami, a wcielający się w Ofelię Todd Louiso widowiskowo topi się w misce wody.

WYKRĘCIĆ KLASYKA

Komedia Stopparda jest oczywiście skierowana do widza, który zna treść oryginalnego dramatu, ale biletem wstępu do dobrej zabawy jest wiedza na poziomie szkolnego bryku. Podobnie jest w "Tromeo i Julii" – filmie, który zgodnie z najlepszymi wzorcami słynnej Tromy wypełniony jest tanimi efektami okaleczania ciała, gadającymi penisami, ponętnymi piersiami i makaronem udającym ludzkie wnętrzności. Inną zasługą Stopparda jest niewątpliwie "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją", w którym na plan pierwszy wysunięci zostają drugoplanowi bohaterowie "Hamleta", ukazując ograną historię z zupełnie nowej perspektywy.

Nie brakuje odczytań eksperymentalnych i dziwacznych. "Scotland, PA" to "Makbet" w wersji prowincjonalnej z siecią fast foodów jako królestwem, dla którego warto zabijać. "Król Lear" w wersji Jean-Luca Godarda jest intertekstualną grą, w której osobą dramatu staje się nie tylko pisarz (William Shaksper (!) Junior Piąty), ale i sam francuski reżyser. U Dereka Jarmana w "Jubilee" (znów "Burza") główną bohaterką jest królowa Elżbieta I przeniesiona w czasie do XX wieku, gdzie ogląda swoje królestwo przejęte przez punk-rockową młodzież. Podróż w czasie pojawia się też w komedii "Hamlet 2" (trzeba jakoś wybrnąć w problematycznej śmierci wszystkich bohaterów w końcówce części pierwszej). Dramaturg-amator grany przez Steve’a Coogana ma więcej oryginalnych pomysłów na ugryzienie klasyki. W jego sztuce pojawią się też miecze świetlne Jedi, Seksowny Jezus Chrystus i Hillary Clinton.

 
"Tromeo i Julia"

Cóż bardziej szekspirowskiego niż motyw teatru w teatrze (czy teatru w filmie)? Także specjaliści od filmowego Shakespeare’aKenneth Branagh, Julie Taymor czy Stoppard – rozumieją, że wiążąc teksty Barda gorsetem klasycznej interpretacji, robi mu się krzywdę. Tym bardziej, że mistrz ze Stratfordu tak sprytnie objął w swojej twórczości życie, że unikanie "szekspirowskich motywów" byłoby dla kina wyczynem akrobatycznym. Dobrze, że z klasyki kraść można bez konsekwencji, bo gdyby jakaś komisja z linijką sprawdzała poprawność literackich inspiracji, kino musiałoby obyć się bez "Wściekłych psów" i "Króla Lwa". A nawet "Mody na sukces".
Udostępnij: