Wywiad

TYLKO U NAS: Filmweb rozmawia z producentem "Alicji w Krainie Czarów"

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/TYLKO+U+NAS%3A+Filmweb+rozmawia+z+producentem+%22Alicji+w+Krainie+Czar%C3%B3w%22-62342
Prezentujemy Wam wywiad z Richardem D. Zanuckiem, jednym z najbardziej zasłużonych hollywoodzkich producentów. Paul Newman, Steven Spielberg, Orson Welles – to tylko niektórzy z wielkich filmowców, z którymi pracował. Nam Zanuck opowiedział o powstawaniu "Alicji w Krainie Czarów". Już od 2 lipca najnowszy film Tima Burtona będzie dostępny na DVD i Blu-Ray.

"Alicja w Krainie Czarów" zadziwia pod względem technologicznym. Czy to możliwe, że mimo olbrzymiego doświadczenia produkcja tego filmu była dla Pana wyzwaniem?

Od strony technologicznej "Alicja..." była zupełnie nowym doświadczeniem, nie tylko dla mnie, ale także dla Tima Burtona i dla aktorów, musieli oni bowiem wyobrazić sobie całą Krainę Czarów i grać tak, by dopasować się do postaci animowanych, których nie widzieli. Zdjęcia z nimi trwały tylko 40 dni i odbywały się na green screenie. A przygotowania zaczęły się półtora roku wcześniej. Większość  wizualizacji powstała na komputerach w czasie postprodukcji. Proces tworzenia był skomplikowany, a chwilami nawet bolesny, ponieważ dopiero pod sam koniec zobaczyliśmy efekt tego, co powstawało przez długi czas.

Chyba sporym ryzykiem jest zaangażować się w projekt, którego rozwoju nie można do końca kontrolować?

Ryzyka nie było żadnego, ponieważ mieliśmy Tima, a on jest geniuszem. Tylko dzięki niemu tak szalony projekt mógł się udać. Kiedy tylko powiedział mi, że jest zainteresowany adaptacją "Alicji...", pomyślałem, że z ludzi, których znam, to właśnie z nim najchętniej wybrałbym się w podróż do Krainy Czarów.

Na szczęście mieliśmy też wspaniałą ekipę techniczną, która pomogła wizję Tima przełożyć na obrazy. Nad efektami wizualnymi czuwał Ken Ralston, który ma kilka Oscarów na koncie. Pracował przy kilku częściach "Gwiezdnych Wojen" czy "Kto wrobił królika Rogera".  Widziałem "Alicję" już kilkanaście razy, ale i tak ciągle jestem pełen podziwu dla szczegółów tła, postaci, ich ruchów. Moim zdaniem stworzyliśmy wyjątkowe kino.

Dla Pana to był już piąty wspólny film z Timem Burtonem.

Zgadza się. I praca z nim za każdym razem jest dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Tim dostarcza wielu inspiracji także aktorom: każdego dnia przychodzi na plan pełen energii, ma nowe pomysły, potrafi ogarnąć całość i jednocześnie szlifować drobiazgi. Czysta przyjemność.

Jak wybraliście aktorkę do roli Alicji, Mię Wasikowską?

Mia jest absolutnie wspaniała. Ale początkowo miała dużą konkurencję. Gdy tylko ogłosiliśmy, że filmowa Alicja będzie starsza niż w książce, zgłosiły się wszystkie aktorki, nawet takie, które wiekiem kompletnie nie pasowały do tej roli... My jednak chcieliśmy znaleźć mało znaną dziewczynę, dlatego rozpoczęliśmy wielką akcję szukania Alicji po całym świecie. Najpierw zgłosiło się kilka tysięcy chętnych, potem poszukiwanie kandydatek rozpoczęli nasi specjaliści od castingów. Wybraliśmy ok. 20 dziewcząt i sprowadziliśmy je do Londynu. Potem zawęziliśmy selekcję do pięciu, potem do dwóch. Za każdym razem oznaczało to dla Mii kolejny casting, w którym uczestniczyliśmy Tim i ja, oraz podróż do Londynu. Biedna dziewczyna spędziła przez to mnóstwo czasu w samolotach, latając z Australii do Europy.



Wspólnie z Timem Burtonem planujecie teraz nakręcenie "Dark Shadows". Jak wyglądają przygotowania do tego filmu?

Wciąż nad nim pracujemy. Będzie to kolejny obraz Tima z udziałem Johnny'ego Deppa. Teraz Johnny kończy nowy film w Wenecji z Angeliną Jolie. Potem jeszcze musi skończyć kolejną część "Piratów z Karaibów". Dlatego prawdopodobnie zdjęcia do "Dark Shadows" zaczniemy pod koniec tego roku albo na początku przyszłego.

Produkował Pan tak różne filmy, jak "Szczęki" Spielberga, "Wożąc panią Daisy" czy "Drogę do zatracenia" Sama Mendesa. Skąd chęć, by ciągle brać się za coś nowego?  

Zacząłem pracować w branży filmowej, jak miałem niewiele ponad 20 lat. Teraz mam 75 lat, co oznacza, że zajmuję się produkcją już 50 lat z hakiem. I cały czas ta praca jest tak samo stymulująca jak pierwszego dnia. Produkowanie filmów nie przypomina chodzenia do tego samego biura przez długie lata. Każdy film oznacza inny sposób pracy, spotkania z innymi ludźmi, w innych miejscach. Ponieważ spotykam tak inspirujących ludzi jak Tim, kocham moją pracę.

Czy wciąż można zrewolucjonizować Hollywood, robiąc filmy  niskobudżetowe, jak za czasów pierwszych "Szczęk"?

Oczywiście.  To samo co w "Szczękach" udało nam się w "Wożąc panią Daisy". Film powstał za pięć milionów dolarów i odniósł wielki sukces, chociaż początkowo nikt w niego nie wierzył. Najtrudniejszy etap to przekonanie studia, by sfinansowało taki film. Mówiłem: - Mam świetny scenariusz, w którym główni bohaterowie to czarny szofer i starsza pani. Rzecz ma miejsce w Atlancie, w latach 50. A gość myślał tylko: - Jak pozbyć się tego faceta z mojego gabinetu?        

Czyli przyszłość kina to nie wyłącznie drogie produkcje 3D?

Nie, nie sądzę. 3D to wspaniałe wyzwanie dla filmowców i wspaniałe doświadczenie dla widzów. Zostało świetnie przyjęte. Ale jedno się nie zmieniło: widownia wciąż chce po prostu oglądać dobrze opowiedziane historie. To podstawa i mam nadzieję, że filmowcy nie zaczną kręcić wszystkiego w 3D. Technologia jest wspaniała, ale nie może być celem samym w sobie.


Udostępnij: