Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/CANNES+2019%3A+Zombie+na+salonach-133064

CANNES 2019: Zombie na salonach

  • autor: Michał Walkiewicz
  • Relacja
72. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes ruszył pełną parą. Już dziś późnym popołudniem rozpoczyna się rywalizacja konkursowa, w której wezmą udział m.in. bracia Dardenne, Ken Loach, Quentin Tarantino, Xavier Dolan i Terrence Malick. Na początek jednak inny klasyk światowego kina oraz film otwarcia, czyli Jim Jarmusch i jego "The Dead Dont Die". Przeczytajcie recenzję Michała Walkiewicza

***

My, żywe trupy

Zombie Jima Jarmuscha charczą, sapią i drepczą w rytmie jego największych przebojów. Chociaż potrafią błyskawicznie rzucić się do gardła, raczej nigdzie im się nie spieszy. Mimo że ociekająca krwią wątroba to dla nich łakomy kąsek, przehandlują każdy rarytas za dzbanek świeżej kawy. Powykręcane stawy, nadgniła skóra i bielmo na oczach tylko dodają im uroku. Szkoda, że odziera ich z niego wyeksploatowana na wszystkie możliwe sposoby metafora konsumpcjonizmu.

untitled.png


Akcja filmu rozgrywa się w Ameryce, a raczej w "Ameryce w pigułce", czyli gdzieś w zabitej dziurami mieścinie na wschodzie. Po ulicach szusuje wóz patrolowy, za kółkiem nudzi się para gliniarzy: zbliżający się do emerytury Cliff (Bill Murray) oraz jego młody zastępca Ronald (Adam Driver). Na komisariacie czeka już na nich zahukana służbistka (Chloë Sevigny), na podmiejskiej farmie z dubeltówką gania zwolennik białej Ameryki (Steve Buscemi), zaś w hotelu nieopodal uroki prowincji odkrywa tercet wielkomiejskich hipsterów (z Seleną Gomez na czele). Jest jeszcze las, a w nim wyciągnięty rodem z "Waldenu" Thoreau pustelnik i opiekun przyrody (Tom Waits). Kiedy za sprawą ludzkiej bezmyślności oraz kosmicznego kontrataku Matki Natury umarli powstaną z grobów i zrobią sobie z miasta stołówkę, przeżyją ci, którzy widzieli najwięcej filmów o zombie. "To nie może skończyć się dobrze" – powtarza jak mantrę Ronald. 

Chociaż gatunkowe ramy są dość szerokie, a w kwestii logistyki eliminacji żywych trupów Jarmusch ma coś do dodania, reżysera nie interesuje ani krwawy spektakl (zombie rozpadają się tutaj na popiół), ani nakręcanie spirali grozy (chyba nie liczyliście na coś innego niż offbeatową komedię?). Wspominany kilkukrotnie George Romero oraz rozkopujący własny grób Samuel Fuller to dla niego ikony bezkompromisowej satyry, zaś kinofilska zabawa to w jego wykonaniu bezwstydny autotematyzm – objawiający się przede wszystkim w nadświadomych, wyczulonych na gatunkowe klisze bohaterach oraz zabawnej, narracyjnej arytmii. Wszyscy mają tutaj świadomość konwencji, na apokalipsę są doskonale przygotowani, wiedzą, że trzeba celować w głowę i zawsze mieć za plecami ścianę. Show kradnie – oczywiście! – Tilda Swinton. Otulona new ageową aurą, ze szkockim akcentem i mieczem samurajskim na plecach jest jak popkulturowe wyobrażenie na swój własny temat.  

Całą recenzję Michała Walkiewicza można przeczytać TUTAJ


zobacz też: