WENECJA 2025: Czy "Frankenstein" to dzieło geniusza?

Filmweb
https://www.filmweb.pl/news/WENECJA+2025%3A+%22Frankenstein%22+%E2%80%93+recenzja+filmu-162709
WENECJA 2025: Czy "Frankenstein" to dzieło geniusza?
źródło: materialy promocyjne
Dopiero co skończyły się owacje po premierze "Frankensteina" – reanimacji klasycznego gotyckiego horroru od twórcy "Kształtu wody", Guillermo del Toro. Jak w tym wysmakowanym wizualnie filmie odnaleźli się Oscar Isaac, Mia Goth i Jacob Elordi? Czy del Toro powielił sensy oryginału, czy wszedł z nimi w dialog? Na te pytania odpowiada Daria Sienkiewicz w swojej entuzjastycznej recenzji.

"Frankenstein" – recenzja filmu



Ojców się nie wybiera
autorka: Daria Sienkiewicz

"Tkanka pozbawiona jest emocji" – z wyższością prawi małemu Victorowi (Oscar Isaac) ojciec, gdy ten z nieskrywaną fascynacją wertuje stronice podręcznika do anatomii. Mężczyzna o sercu z kamienia nigdy nie okazał mu choć krzty ciepła, zwłaszcza w chwili śmierci jego matki. Od czasu tego traumatycznego wydarzenia Victor ogarnięty jest obsesją śmierci – zrobi wszystko, by przerosnąć Boga, ojca i wszystkich uczonych tego świata. Powoła do życia "potwora" tylko po to, by udowodnić sobie własną wielkość. Guillermo del Toro bierze na tapet jedną z najsłynniejszych powieści grozy na świecie i czyni z niej iście freudowskie studium męskiej pychy i ojcowskiej miłości. To wciąż przestroga przed ludzkim ego i tragicznymi konsekwencjami zabawy w Stwórcę, a także stara jak świat baśń o walce dobra ze złem i potworności absolutyzmu władzy. Wydobywając z pierwowzoru to, co najlepsze – gotycki nastrój, egzystencjalizm i polityczną alegorię – tworzy majestatyczne dzieło przewyższające chwilami wyobraźnię samej Mary Shelley



Del Toro w przeciwieństwie do doktora Frankensteina nie cierpi na kompleks niższości. Nie siłuje się z autorką ani nie próbuje jej przewyższyć, zamiast tego wchodzi z nią w dialog. Przetwarza wizję Shelley z szacunkiem i wyobraźnią, wzbogacając ją w największe niepokoje naszych czasów. Zabiera książkowemu bohaterowi szczęśliwe dzieciństwo i szansę na miłość; karmi chorymi ambicjami; wiąże jarzmem patriarchatu. Podsumowując: hoduje potwora. Musztrowany przez ojca chłopak zapomina, że ludzkie ciało to coś więcej niż kupa mięśni i mózg. W tym drugim upatruje kartezjańską wyższość człowieka nad wszystkim, co go otacza. Umysł zawsze będzie wyżej od serca – przynajmniej w hierarchii Victora, dlatego mężczyzna, kreując swoje boskie dzieło zapomina całkowicie o duszy. Emocje wydają mu się zbędne, a bliskość, od czasu śmierci matki, po prostu niemożliwa. 

Frankenstein w wykonaniu Oscara Isaaca to taki mały, krwiożerczy awanturnik pokroju najgorszych dyktatorów świata. W tej ekspresyjnej i porywającej roli szalonego demiurga, Isaac udowadnia, że mistrzowsko odnalazłby się w biografii jakiegoś wpływowego polityka czy snobistycznego tech-brosa. Po części pokazał to już w "Ex Machinie", wcielając się w Nathana – zimnego i chciwego korporacyjnego demiurga, który przywołuje na świat humanoidalną Avę (Alicia Vikander). Nathan z filmu Alexa Garlanda wiele ma z resztą wspólnego z dr. Frankensteinem del Toro. Obaj to nieznośni narcyzy, egocentrycy i maniacy kontroli. Victor to postać z grubsza antypatyczna, ale jednocześnie wielowymiarowa i ludzka, przechodząca w produkcji Netflixa złożone psychologiczne metamorfozy. Epicką wizualnie, acz naznaczoną fatum drogę bohatera poznajemy z perspektywy samego dr Frankensteina.

CAŁĄ RECENZJĘ PRZECZYTACIE KLIKAJĄC TUTAJ.

"Frankenstein" – zwiastun filmu