Artykuł

GRANICE KINA: Kochajmy się jak bracia

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/GRANICE+KINA%3A+Kochajmy+si%C4%99+jak+bracia-87571
Matki nierzadko stanowią obiekt erotycznej fascynacji, zakazany przedmiot pożądania młodocianych bohaterów. Nas jednak interesują najbardziej w kontekście "Bez wstydu" filmy pokazujące kazirodcze relacje między rodzeństwem. Przeważnie są to opowieści o wielkim, przeklętym uczuciu, które nie ma szans na spełnienie i musi zostać zniszczone. Anatema, jaka ciąży nad taką miłością, dodaje jej intensywności i tragizmu. 

O debiutanckim filmie Filipa Marczewskiego "Bez wstydu" mówi się, z pewną taką nieśmiałością, że "łamie tabu", opowiada bowiem o "grzesznej miłości"  brata i siostry. Przed pokazem prasowym dystrybutor wyraźnie zaznaczył, że scenariusz konsultowano z profesorem Lwem-Starowiczem, ten zaś zdradził twórcom wstrząsający sekret. Otóż, może tak się zdarzyć, iż zakochane w sobie rodzeństwo odbędzie stosunek seksualny. Efektem owego epokowego odkrycia jest  1 (słownie: jedna), bardzo zresztą oględna scena erotyczna  w filmie. Polskie kino osiągnęło zaawansowany stopień hipokryzji – do łóżka idzie tylko z autorytetem. Żeby jednak ktoś czegoś zdrożnego o autorach nie pomyślał, na wszelki wypadek obdarzają oni bohaterów różnymi ojcami. Czyli kazirodztwo, ale nie za bardzo. I jeszcze ten tytuł z jednoznaczną intencja moralizatorską! 

  
"Bez wstydu"

Dworuję sobie z "Bez wstydu", jednak po raz kolejny wszystko mi opada na widok asekuranckich gestów "młodych, bezkompromisowych". Zamiast "łamać tabu", Marczewski ze scenarzystą Grzegorzem Łoszewskim co najwyżej niemrawo kopie w drzwi, które zostały przez sztukę już dawno, jeśli nie wyważone, to na pewno  uchylone. Bowiem opowieści o związkach kazirodczych, obarczonych wciąż obowiązującym zakazem kulturowym towarzyszą ludzkości od czasów antycznych – dość przywołać mit o królu Edypie.

W kinie kazirodczy ojcowie czy – szerzej – mężczyźni ucieleśniają przeważnie bezwzględną i bezkarną władzę. Gwałt na członkach własnej rodziny jest tej władzy drastycznym przejawem. Ma nie tylko odebrać godność osobom stojącym niżej w hierarchii, ale także wykastrować (albo wysterylizować) je z chęci buntu, myśli o nieposłuszeństwie. Postępują w ten sposób m.in.: grany przez Johna Hustona patriarcha w "Chinatown" Polańskiego, głowa rodu w "Festen" Vinterberga, męscy przedstawiciele przemysłowej rodziny Vangerów w obu ekranizacjach powieści "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", czy też młody nazista Martin von Essenbeck (Helmut Berger), bohater "Zmierzchu bogów" Viscontiego – nim przejmie pełną kontrolę nad rodziną, zgwałci własną matkę, doprowadzając ją  w ten sposób do szaleństwa.

Matki nierzadko stanowią obiekt erotycznej fascynacji, zakazany przedmiot pożądania młodocianych bohaterów.  "To się zdarzyło raz i nigdy się nie powtórzy, to będzie nasz sekret" – mówi w ponoć autobiograficznym dziele Louisa Malle’a "Szmery w sercu" Clara (Lea Massari) do swego nastoletniego syna Laurenta (Benoit Ferreux) po wspólnie spędzonej nocy. "Transgresyjny" związek 17-latka (Louis Garrel) z czterdziestoletnią, promiskuistyczną rodzicielką (Isabelle Huppert) jest tematem filmu "Moja matka" Christophe'a Honore'a, ekranizacji głośnej powieści George'a Bataille’a.  Także prezentowane na ostatnim festiwalu w Berlinie queerowo-artystowskie porno "Mommy is coming" (co należałoby przełożyć – "Mamusia dochodzi") Cheryl Dunye ilustruje fantazję wielu ponoć lesbijek o seksie z własną matką. Tragicznie za to kończą się zabawy - w opartych na faktach "Uwikłanych" Toma Kalina – Barbary Daly Baekeland (Julianne Moore), która zaciąga do łóżka swojego syna.

  

Nas jednak interesują najbardziej w kontekście "Bez wstydu" filmy pokazujące kazirodcze relacje między rodzeństwem. Przeważnie są to opowieści o wielkim, przeklętym uczuciu, które nie ma szans na spełnienie i musi zostać zniszczone. Anatema, jaka ciąży nad taką miłością, dodaje jej intensywności i tragizmu. W kręgu kultury europejskiej wzorzec dla podobnych opowieści stanowi dramat z XVII wieku angielskiego pisarza, Johna Forda,  "Szkoda, że jest dziwką", przedstawiający zakończone masakrą dzieje uczucia, jakie połączyło Giovanniego i Annabellę. W 1966 roku premierę miał nawiązujący do tego utworu szwedzki film Vilgota Sjomana "Moja siostra, moja miłość" z Bibi Andersson i Perem Oscarssonem w rolach głównych. Sjoman przeniósł akcję do XVIII-wiecznej Szwecji w czasy zmagań oświeceniowego racjonalizmu z religijnym fanatyzmem, całość zaś rozegrał w bergmanowskich tonach. Zamiast więc krwawego melodramatu jesteśmy świadkami etycznych i egzystencjalnych rozterek kazirodczej pary. 

Znacznie bardziej dosłowną ekranizacją dramatu Forda jest włoski film "Addio fratello crudele" ("Żegnaj, okrutny bracie") z roku 1971. Reżyserował Giuseppe Patroni Griffi, a w głównych rolach wystąpili Oliver Tobias i młodziutka Charlotte Rampling. Osadzone w realiach późnego włoskiego renesansu, wystylizowane i plastycznie wysmakowane (zdjęcia Vittoria Storaro!) dzieło kończy się malowniczą jatką, która stanowczo powinno zainspirować Quentina Tarantino. Dodać jeszcze można, że do historii teatru przeszła paryska inscenizacja "Szkoda, że jest dziwką" dokonana przez Luchina Viscontiego w roku 1961 z udziałem Romy Schneider i Alaina Delona.

Visconti cztery lat później zrobił film "Błędne gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy",  w którym – z charakterystyczną dla siebie, wspaniałą operową egzaltacją – opowiada o kazirodczej miłości Gianniego (Jean Sorel) do swojej siostry, Sandry (Claudia Cardinale). Bohaterka odwiedza po latach rodzinną posiadłość w Volterze,  toskańskim miasteczku, gdzie ziemia dosłownie zapada się pod stopami. Stare budowle rozpadają się w oczach, osuwają po zboczach gór. Nad miastem wisi także cień faszystowskiej przeszłości. Ojciec Sandry i Gianniego zginął w Auschwitz, najprawdopodobniej zadenuncjowany przez żonę i jej kochanka. Prześladowane przez ojczyma dzieci uciekły przed wrogim światem w swoje ramiona. Dorosła Sandra wyszła za  Amerykanina z nadzieją, że zapomni o przeszłości. Jednak Gianni wciąż ma obsesję na punkcie siostry, nadal karmi się wspomnieniem dawnej namiętności. Powracające przez cały film motywy "Preludium, chorału i fugi" Cesara Francka wyrażają "miłość, która nie śmie wypowiedzieć swego imienia" i zwiastują nieuchronną tragedię.


Kazirodztwo często bywa znakiem dekadencji, upadku, rozpadu  rodziny. Oraz  zapowiedzią zbrodni. Tak jest  w filmie Georges'a Lautnera "Droga do Saliny" (1970), znanym głównie z tego, że jedną z ostatnich ról zagrała tutaj Rita Hayworth. Kreowana przez nią  Mara, właścicielka stacji benzynowej na odludziu, bierze włóczącego się po kraju hipisa Jonasa (Robert Walker Jr.) za swego zaginionego syna, Rocky’ego. O dziwo, tę mistyfikację ochoczo podtrzymuje również jej córka, Billie (Mimsy Farmer), którą łączył  z bratem romans. Ostatnie ujęcie filmu przedstawia zrozpaczoną Marę stojącą w strugach deszczu. Daremnie błaga ona Jonasa, by jej nie opuszczał.  Samotność będzie dla niej karą za to, że biernie przyglądała się zbrodniom namiętności.

"Droga do Saliny" jest rzadkim przykładem "kazirodczego" filmu,  w którym to siostrą włada miłosna obsesja. Przeważnie – od Sjomana do Marczewskiego – bardziej pragną mężczyźni. Kobiety przynajmniej próbują zerwać z "grzeszną" relacją, ustatkować się, wyjść za mąż. Jak Natalie (Saskia Reeves), bohaterka filmu Stephena Poliakoffa "Z zamkniętymi oczami" (1991), która de facto dopiero po ślubie z Sinclairem (Alan Rickman) uświadamia sobie, że tak naprawdę żywi namiętność do swego młodszego brata, Richarda (Clive Owen), chociaż (a może właśnie dlatego?) nigdy nie byli ze sobą blisko (ich rodzice się rozwiedli i rozdzielili dzieci między siebie).  Po pewnym czasie ona także stara się przerwać romans, co doprowadza Richarda niemalże do obłędu. Różnica między filmami z lat 60. i 70. a rozgrywającym się współcześnie dramatem Poliakoffa polega na tym, że choć u niego kazirodztwo nadal jest tabu, to jednak nie prowadzi już do tragedii. Problem "co zrobimy z tą miłością?" muszą rozwiązać sami zainteresowani.

Ciekawie wygląda w filmach portret "tego trzeciego": męża czy narzeczonego kobiety uwikłanej w kazirodczy związek. W sztuce Forda i filmie Griffiego szykuje on kochankom okrutną zemstę. U Sjomana wiedza o wstydliwym sekrecie żony daje mu nad nią poczucie władzy i kontroli. W melodramacie Viscontiego solidny i bezbarwny Andrew próbuje zapewnić Sandrze stabilną i nieco nudną relację, schronienie przed wszystkimi traumatycznymi wydarzeniami, które ją w życiu spotkały. U Marczewskiego Anka wiąże się z obłudnym, kłamliwym przywódca neofaszystów, z miejsca budzącym antypatię. Z kolei, w "Z zamkniętymi oczami" Sinclair to snob z zamożnej rodziny, nieco irytujący, ale w gruncie rzeczy poczciwy gaduła. Interesujący układ mamy w  rumuńskim filmie "Love Sick" Tudora Giurgiu, w którym bohaterka ucieka od kazirodczego związku w quasi-lesbijską więź z koleżanką.

Niekoniecznie jednak kazirodztwo musi oznaczać tragedię miłosną. W filmie Andrew Birkina "Cementowy ogród" (1993) małoletni Jack (Andrew Robertson) i jego nieco starsza siostra, Julie (Charlotte Gainsbourg, która, nota bene, jako 13-latka nagrała z ojcem, Sergem, utwór "Lemon Incest") niejako rekonstruują po śmierci taty i mamy rodzinną strukturę. Tyle że z pewnymi modyfikacjami. Teraz oni będą pełnić rolę męża i żony, a więc także opiekować się młodszym rodzeństwem, w tym braciszkiem, który decyduje się zostać dziewczynką. 

  
"Cementowy ogród"

O rok późniejszy niż "Cementowy ogród" poruszający film Nancy Meckler "Siostro, moja siostro" nawiązuje do prawdziwych wydarzeń (swego czasu zainspirowały one Jeana Geneta do napisania dramatu "Pokojówki").  W latach 30. XX wieku w prowincjonalnym francuskim miasteczku dwie siostry zamordowały brutalnie panią, u której służyły, i jej córkę. Meckler prawie nie wychodzi z kamerą poza obręb  domu, gdzie pracują bohaterki. W jego dusznej, opresyjnej atmosferze kazirodcza miłość staje się dla Lei (Jodhi May) i Christine (Joely Richardson) jedynym schronieniem przed megalomanią, pogardą i klasowymi uprzedzeniami madame Danzard (Julie Walters). Jedyną  wolnością.  Cichym protestem przeciwko niesprawiedliwościom tego świata.

Czy zmiany obyczajowe nadwyrężyły tabu kazirodztwa na tyle, że można już je pokazać jako… sielankę?  Wygląda na to, że można, przynajmniej w wersji… homo. Próbuje tego dowieść brazylijski reżyser, Aluizio Abranches w filmie "Od początku do końca" (2009), w którym dwóch braci od dzieciństwa sobie bliskich postanawia nie rozstawać się także w wieku dorosłym. Wizja reżysera nie jest przekonująca, bo zbyt ckliwa. Abranches neutralizuje wszelkie konflikty i problemy, jakie mogłyby przeszkodzić uczuciu. Cały świat zdaje się wspierać braci w ich miłosnym dziele. Nawet jeśli "Od początku do końca"   to głównie fantazja erotyczna, zauważyć trzeba ów lżejszy ton w mówieniu o kazirodztwie. Jest on zresztą też obecny w filmie Marczewskiego. Kto wie, może szykuje nam się kolejna rewolucja seksualna?
Udostępnij: