WENECJA 2025: George Clooney vs Julia Roberts, Baumbach vs Guadagnino

Filmweb
https://www.filmweb.pl/news/WENECJA+2025%3A+George+Clooney+vs+Julia+Roberts%2C+Baumbach+vs+Guadagnino-162688
WENECJA 2025: George Clooney vs Julia Roberts, Baumbach vs Guadagnino
źródło: materialy promocyjne
autor: Variety
W programie Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji starcie hollywoodzkich gwiazd. George Clooney przyjechał na wyspę Lido z nowym filmem Noaha Baumbacha, a Julia Roberts jest gwiazdą filmu Luki Guadagnina. Ten pierwszy, "Jay Kelly", opowiada o aktorze, którzy postanawia naprawić swoje nadwyrężone relacje z bliskimi. Ten drugi, "Po polowaniu", to opowieść o akademickiej pani profesor, która musi stawić czoła aferze spod znaku #metoo. Filmy recenzują Małgorzata Steciak i Jakub Popielecki.

Recenzja filmu "Jay Kelly" (reż. Noah Baumbach)



Zagraj to jeszcze raz, George
autorka: Małgorzata Steciak

Najnowszy film Noah Baumbacha otwiera cytat z dzienników Sylvii Plath: "po pierwsze, to niesamowita odpowiedzialność - być sobą. O wiele łatwiej być kimś innym albo zupełnie nikim". Twórca "Historii małżeńskiej" tym razem prześwietla branżę filmową i rozkłada na czynniki pierwsze gwiazdorstwo. Kim jest aktor pozbawiony publiczności? Czy osoba, która większość życia spędza na udawaniu kogoś, kim nie jest, może w ogóle być sobą? Jak znaleźć równowagę między sceną a "zwykłym życiem" kiedy jesteś facetem, z którym ludzie robią sobie selfie kiedy wychodzisz z kumplem na drinka?

Co ciekawe "Jay Kelly" to kolejny film prezentowany w weneckim konkursie, stawiający w centrum odnoszącego sukcesy zawodowe starzejącego się mężczyznę, który zastanawia się nad przemijaniem, naturą sukcesu i swoimi życiowymi wyborami. Tegoroczną edycję festiwalu otworzył "La Grazia" Paolo Sorrentino o szykującym się do emerytury prezydencie. Obydwaj panowie zapraszają nas na wycieczkę śladami wspomnień, dawnych romansów, błędów i ich konsekwencji. O ile jednak film Włocha ugina się pod ciężarem dłużyzn i oczywistych rozwiązań, o tyle Baumbachowi w większości przypadków udaje się uniknąć tych wszystkich inscenizacyjnych pułapek. Jego okazjonalną prostotę, a wręcz scenariuszowe oczywistości równoważy pewność reżyserskiej ręki i talent aktorów. 



"Jay Kelly" zaczyna się jak odcinek serialu "Studio" Setha Rogena i Evana Goldberga, zaglądającego pod podszewkę hollywoodzkiej machiny filmowej. Typowy rozgardiasz na planie, nerwowa bieganina i przygotowania do sceny, rozpisane na baumbachowski dialog-słowotok bohaterów wchodzących sobie w słowo i podążającą za nimi kamerę. Jay Kelly, grany przez George'a Clooneya wielki gwiazdor filmowy, najpierw przerywa ujęcie, potem prosi reżysera o jeszcze jeden dubel. Chciałby spróbować czegoś innego, upewnić się, czy na pewno wyszło w porządku. Wszyscy wymieniają porozumiewawcze spojrzenia, ewidentnie to nie pierwszy raz, kiedy coś takiego się wydarza. Czy to brak pewności siebie, problem z zaufaniem do reżysera, czy po prostu egocentryczna próba sabotażu zdjęć i uprzykrzenia życia ekipie szykującej się do wyjścia do domu? Niezależnie od intencji, takie zachowanie to po prostu dodatkowa uciążliwość dla pionu produkcyjnego. Na szczęście reżyser od razu wie, jak zareagować, uspokaja aktora, przekonuje go, że wszystko jest pod kontrolą. Wszyscy oddychają z ulgą, można spokojnie wrócić do swoich spraw. Aż do następnego kryzysu.

Kariera Jaya to wypisz wymaluj spełniony "american dream". Wielkie ambicje, determinacja, przełom podczas przypadkowego castingu i ponad trzydzieści lat nieprzerwanego pasma sukcesów. Kiedy bohater Clooneya pod wpływem impulsu postanawia wycofać się z kolejnego projektu i wyruszyć w podróż po Europie, jego współpracownicy traktują to jak kolejny kaprys, załamanie nerwowe, które minie po kilku dniach. Tym razem wydaje się jednak, że sprawa jest poważniejsza. Kelly przebąkuje coś o końcu kariery, zaczyna rozpamiętywać swoje wybory życiowe, chce spędzić czas z młodszą córką, która zaraz wyprowadzi się z domu (ze starszą prawie nie ma kontaktu). W tle majaczy potężny wizerunkowy kryzys spowodowany spotkaniem z przyjacielem sprzed lat, podbite oko. Zespół aktora przegrupowuje się i kupuje bilety na pociąg do Włoch, by zminimalizować szkody, jakie spowoduje ta ucieczka.

W centrum opowieści o aktorze Baumbach stawia pytania na temat genezy sukcesu. Czy chodzi o talent, determinację, bycie w odpowiednim miejscu, odpowiednim czasie? Granie według zasad czy naginanie ich w imię artystycznej brawury? Ile tak naprawdę warto poświęcać w imię sztuki? Symptomatyczne, że snując rozważania na temat aktorstwa, w roli "ostatniego wielkiego gwiazdora kina" Baumbach obsadza George'a Clooneya, człowieka-instytucję, nagradzanego aktora, reżysera, aktywistę, którego nazwisko i twarz są w równym stopniu rozpoznawalne przez fanów kina, jak i osoby całkowicie niezainteresowane tematem. To rola skrojona pod emploi aktora, wchodząca na powierzchownym poziomie w dialog z jego aktorskim wizerunkiem (w jednej ze scen w ramach retrospektywy Kelly'ego pojawiają się nawet fragmenty prawdziwych filmów z udziałem Clooneya). Trudno jednak powiedzieć, żeby Baumbach miał oprócz tego jakiś bardziej przemyślany pomysł na głównego bohatera – Kelly jest jednak głównie amalgamatem dość zgranych klisz na temat gwiazd Hollywood. Może dlatego znacznie ciekawszy jest tutaj drugi plan, gdzie pojawia się cała plejada gwiazd, od Laury Dern (wspaniała scena z Sandlerem na dworcu), Grety Gerwig, Patricka Wilsona, Riley Keough, Alby Rohrwacher po Billy'ego Crudupa. Nie da się jednak ukryć, że Clooneya całkowicie przyćmiewa Adam Sandler wcielający się w menadżera Kelly'ego Rona. Jego pęczniejąca od nagromadzonych przez lata frustracji relacja z Jayem to najciekawsza część filmu – szkoda że Baumbach więcej czasu poświęca na dość banalne retrospekcje, w których Kelly rozpamiętuje kluczowe wydarzenia ze swojego życia. 

CAŁĄ RECENZJĘ FILMU PRZECZYTAJCIE TUTAJ.

Zwiastun filmu "Jay Kelly"




Recenzja filmu "Po polowaniu" (reż. Luca Guadagnino)



Books and All
autor: Jakub Popielecki

"Po polowaniu" otwiera tykanie zegara. Oglądamy migawkę scenek z życia uniwersyteckiej pani profesor: pobudki, wykłady, dyskusje ze studentami, spacery kampusowymi uliczkami. Odmierzające czas wskazówki i montażowe cięcia pulsują unisono, w jednym rytmie, kreując wrażenie porządku: oto świat sylabusów i planów lekcji, ważnych książek i szczytnych idei, praw i obowiązków. Idylla? Niekoniecznie. Porządek jednej osoby może być przecież opresją drugiej: posegregowany według linijki świat to w końcu świat rygoru, klatka zakazów i zasad. Poza tym tykanie zegara przypomina też odliczanie do eksplozji. W swoim najnowszym filmie Luca Guadagnino zabiera nas do nominalnie bezpiecznej przestrzeni uniwersyteckiego kampusu i pokazuje moment zaburzenia ładu. 


A prościej: tym razem Guadagnino nakręcił coś w pół drogi między "Tár" Todda Fielda a filmem Woody’ego Allena. Już czołówka "Po polowaniu" jest perfidnym żartem: w tle gra kojący jazzowy standard, a na czarnych planszach pojawiają się nazwiska gwiazd wypisane białą czcionką w kolejności alfabetycznej. Zupełnie, jakbyśmy oglądali nowy film twórcy "Annie Hall". I faktycznie: fabuła "Po polowaniu" bazuje na Allenowskim motywie inteligenckich mezaliansów i transgresji. Całkiem niedaleko stąd do takiego "Nieracjonalnego mężczyzny", w którym profesor filozofii niezbyt etycznie romansował ze studentką. "Po polowaniu" też rozgrywa się w środowisku akademickim i z grubsza można go nazwać "filmem Guadagnina o #metoo". W jednej ze scen podchmieleni profesorowie zabawiają się zresztą wymienianiem wielkich nazwisk, które nie zdałyby dziś egzaminu z nieskazitelności moralnej. Nietzsche, Hegel, Heidegger, Schmitt… Miejsce dla Allena też by się w tym gronie znalazło. Albo dla Lydii Tár – gdyby rzeczywiście istniała. 



Główną bohaterką "Po polowaniu" jest Alma Inhoff (Julia Roberts), szanowana pani profesor filozofii z Uniwersytetu Yale. Znacie ten typ: szykowna marynarka na plecach, Foucault na ustach, tom "Buddenbrooków" przy łóżku, Miles Davis w Spotify. W ślad za nią kroczy jej wierna uniwersytecka świta: mąż Frederik (Michael Stuhlbarg), kolega Hank (Andrew Garfield), studentka Maggie (Ayo Edebiri). Towarzystwo wzajemnej adoracji, którego członkowie mogliby w nieskończoność spijać sobie z dzióbków. Alma i Hank rywalizują jednak o stałą uniwersytecką posadę, tzw. tenure. Niestety: zanim którekolwiek z nich zdąży otrzymać akademicki immunitet, zegar przestaje tykać i wybucha bomba. Maggie, pupilka Almy, wyznaje swojej mentorce, że Hank wykorzystał ją seksualnie. Profesorka reaguje jednak podejrzanie ostrożnie, jakby sama miała coś za uszami – i w efekcie zawodzi zaufanie podopiecznej. Tymczasem oskarżony wykładowca wdaje się ze studentką w pojedynek na dwie wersje prawdy, zarzucając jej próbę odwrócenia uwagi od plagiatu. "He said, she said", klasyka.  

"He said, she said" również w tym sensie, że scenariusz autorstwa Nory Garrett aż kipi od potencjału na kino tak zwane przegadane. Główny konflikt "Po polowaniu" to przecież pojedynek na argumenty, dociążony jeszcze balastem akademickiego żargonu: jest poststrukturalizm, jest postkolonializm i wszystkie inne fajne -izmy. Stare pokolenie akademików sugeruje, że polityczna poprawność młodych zmieniła społeczeństwo w Foucaltowski panoptykon: w więzienie bez strażników, gdzie kontrolę sprawują nad sobą sami więźniowie, szafując na lewo i prawo moralizującymi wyrokami. Starzy zarzucają młodym, że ci przesadnie celebrują swój ból, skrupulatnie rozliczając każdy centymetr doświadczonej opresji. Że nie dadzą nawet człowiekowi posłuchać The Smiths bez wzmianki o ideowych grzechach Morrisseya. Młodzi z kolei kontrują, że według starych największą ofiarą społeczeństwa niezmiennie pozostaje biały heteroseksualny mężczyzna, że nie wyobrażają sobie emancypacji innej niż ich własna, że manifestują równość, ale cichaczem akceptują szereg systemowych wykluczeń. "They said, they said", klasyka.

CAŁĄ RECENZJĘ FILMU ZNAJDZIECIE TUTAJ.

Zwiastun filmu "Po polowaniu"