23 najlepsze filmy 2017 roku w polskich kinach

Filmweb
https://www.filmweb.pl/news/23+najlepsze+filmy+2017+roku+w+polskich+kinach-126430
Dwa tygodnie temu zaprezentowaliśmy Wam listę filmów, na które w redakcji Filmwebu czekamy w 2018 roku (znajdziecie ją TUTAJ). Teraz nastał ten dzień, kiedy podsumowujemy ofertę polskich dystrybutorów. Przed Wami lista najlepszych filmów 2017 roku, które mogliście oglądać w kinach w naszym kraju.

Wyboru dokonali członkowie zespołu Filmwebu w składzie: Michał Walkiewicz, Marcin Pietrzyk, Łukasz Muszyński, Jakub Popielecki, Dorota Kostrzewa, Julia Taczanowska i Maciek Łuka. Każde z nich sporządziło własną listę dwudziestu najlepszych premier kinowych ubiegłego roku w kolejności od najlepszej do najgorszej. Na podstawie tych indywidualnych głosów powstało zestawienie, które znajdziecie poniżej.

W głosowaniu uwzględniliśmy wyłącznie tytuły, które trafiły po raz pierwszy do dystrybucji w Polsce między 1 stycznia a 31 grudnia 2017 roku.


***


1. "Manchester by the Sea"

O filmie Kennetha Lonergana mówi się często, że to małe wielkie kino. Przeraźliwie smutne, a przy tym momentami nieodparcie zabawne, fenomenalnie zagrane, szeptem mówiące o depresji i cierpieniu, którego nigdy nie uda się uśmierzyć. Wizytówką "Manchester" może być scena, w której na ulicy spotykają się przypadkowo bohaterowie Caseya Afflecka i Michelle Williams. Byli małżonkowie próbują wyrazić swoje emocje, ale nie potrafią znaleźć odpowiednich słów. Jak pisał nasz recenzent: W filmie bezbłędnie uchwycony jest impas komunikacyjny, trud nazwania i przekazania drugiej osobie własnych zawiłych uczuć, niemożliwość oddania im pełnej sprawiedliwości. Na szczęście Lonerganowi sprawiedliwość możemy oddać bez problemu: nakręcił dzieło, które będziemy długo pamiętać. 



***


2. "John Wick 2"

Film Chada Stahelskiego dołączył do niezwykle ekskluzywnego grona – kontynuacji równie dobrych, a może i lepszych, od oryginałów. Reżyserowi udało się zachować wszystko to, co pokochaliśmy w części pierwszej. Są więc efekciarskie walki i szalone pościgi. Akcja działa tu skuteczniej niż adrenalina aplikowana dosercowo. Jednocześnie Stahelski oczyścił kontynuację z niemal wszystkich błędów, jakie pojawiły się w jedynce. Mamy więc fantastyczny klimat, ciekawie rozbudowaną mitologię, a przede wszystkich Keanu Reevesa, który w pełni wykorzystuje swoje ekranowe talenty. Aktor udowadnia, że urodził się do grania takich bohaterów jak John Wick.



***


3. "The Square"

Szwed Ruben Ostlund znalazł się na naszym radarze już po doskonałych "Mimowolnie" oraz "Grze", a klasę potwierdził docenionym także w Polsce "Turystą". W "The Square" kontynuuje wiwisekcję szwedzkiego społeczeństwa. Z mieszaniną przekory, ironii oraz sympatii wobec bohaterów portretuje klasowe rozwarstwienia, a konflikt natury z kulturą wpisuje w ramy trzymającej w napięciu czarnej komedii. Doskonałe role Claesa Banga i Elisabeth Moss oraz zasłużona Złota Palma w Cannes.    



***


4. "Sieranevada"

Posadź przy stolę rodzinę, uderz w stół i czekaj, aż odezwie się wielkie kino. Proste? Niekoniecznie. Żeby z ekranu biło aż taką prawdą, trzeba nie lada reżysersko-operatorsko-scenariopisarsko-aktorskiego kunsztu. Cristi Puiu pięknie pokazuje tu, na czym wyrósł sukces rumuńskiej nowej fali: z jednej strony na realizacyjnej maestrii, a z drugiej - na umiejętności opowiadania o społeczeństwie przez pryzmat jednostek. Nie tylko zresztą o społeczeństwie rumuńskim. Bo czy i u nas nie ma takich rodzinnych spędów? 



***


5. "Dunkierka"

Obstawiamy, że gdyby Christopher Nolan przyszedł do szefostwa Warner Bros. z propozycją ekranizacji "Plastusiowego pamiętnika" metodą wycinanek, studio z radością wyłożyłoby na realizację 100 milionów dolarów. Twórca "Mrocznego Rycerza" jest w tej chwili jednym z nielicznych reżyserów, którzy w Hollywood mogą kręcić wysokobudżetowe kino autorskie. "Dunkierka" to jedyny w swoim rodzaju spektakl wojenny: nie ma w nim bohatera jednostkowego, nawet przez moment na ekranie nie pojawia się armia przeciwnika, a fabuła i dialogi są szczątkowe. Mimo to film ogląda się w nieustającym napięciu, chyląc czoła przed fenomenalną inscenizacją i chirurgicznie precyzyjnym montażem. Musi być Oscar za reżyserię!



***


6. "Jackie"

Nie tyle biografia czy "rekonstrukcja", co fascynujący rzut oka za kulisy medialnego spektaklu. "Jackie" to opowieść o próbie stworzenia współczesnego mitu, pisanego na równi językiem polityki co telewizji. Niemalże awangardowa forma, z wirującą wokół Natalie Portman kamerą i ekscentryczną muzyką Miki Levi na czele, sprawia, że – zdawałoby się: wyczerpany – temat brzmi wciąż świeżo. W obiektywie Chilijczyka Pablo Larraina Biały Dom wygląda jak z innej planety, a Portman daje jedną z najlepszych ról w karierze. Efekt? Nowy, fascynujący rozdział starego mitu. 



***


7. "Aquarius"

W głosowaniu redakcji aż trzy osoby umieściły "Aquariusa" na pierwszym miejscu zestawienia najlepszych filmów 2017 roku. Nic dziwnego. Brazylijczyk Kleber Mendonca Filho jest świetnym reżyserem (jego "Sąsiedzkie dźwięki" to pozycja obowiązkowa!), a na planie nowego filmu wspomaga go wielka Sonia Braga. Znana z "Pocałunku kobiety pająka" oraz wielu hollywoodzkich filmów aktorka wciąż jest piękna, charyzmatyczna i potrafi skraść cały ekran dla siebie. W "Aquariusie" – opowieści o ocalającej sile wspomnień i przeszłości zaklętej w pozornie martwych przedmiotach – skradła również nasze serca. Dwie i pół godziny czystego dobra, chcemy więcej! 



***


8. "La La Land"

Damien Chazelle wyskoczył niczym diabeł z pudełka i w ciągu zaledwie dwóch lat wyrósł na nowego mistrza amerykańskiego kina. "La La Land" to zarówno brawurowy musical w duchu złotej ery Hollywoodu, jak i kameralna historia o uczuciu pary marzycieli. Hymn na cześć tytułowego miasta oraz doprawiony goryczką ironii portret przemysłu rozrywkowego. Baśń o spełnianiu snów i słodko-gorzką opowieść o akceptowaniu tego, co nieodwracalne. Zawieszony między tradycją a nowoczesnością, rozmachem klasycznych widowisk a intymnością kina niezależnego "La La Land" to również triumf odtwórców głównych ról. Chyba na żaden inny ekranowy nie patrzyło nam się w zeszłym roku tak dobrze jak na Ryana Goslinga i Emmę Stone



***


9. "Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi"

Wygląda na to, że cała galaktyka jest podzielona w ocenie najnowszej odsłony gwiezdnej sagi. W redakcji Filmwebu byliśmy jednak zgodni – "Ostatni Jedi" to nie tylko świetny blockbuster i Kino Nowej Przygody, na jakie czekaliśmy, ale również ciekawa reinterpretacja formuły "Gwiezdnych wojen". Rian Johnson nie bał się eksperymentów, nie pokłonił się również ortodoksyjnym entuzjastom cyklu i nie zamienił swojego filmu w przegląd fanowskich teorii. To odważny i fenomenalnie zrealizowany film – hołd dla wieloletniej tradycji i zarazem zwiastun intrygującej przyszłości.



***


10. "Mięso"

Debiutująca w pełnym metrażu Julia Ducournau przypomniała nam w tym roku, dlaczego kochamy horrory i francuskie kino. Opowieść o młodocianych kanibalkach to jednocześnie świetna historia inicjacyjna oraz spełnione kino grozy; pochwała siostrzanej miłości i przestroga przed mrocznymi instynktami; feministyczny manifest oraz przemyślana kontrargumentacja. Do tego wybitne role Garance Marillier i Elli Rumpf oraz soundtrack, którego słuchamy do dziś. Mniam! 
 


***


11. "Moonlight"

W tym roku – jak rzadko kiedy – Amerykańska Akademia trafiła w dziesiątkę. Nagrodzony Oscarem dla najlepszego filmu dramat Barry'ego Jenkinsa to przecież tak zwany "instant classic". Realistyczny niczym "The Wire", poetycki niczym "Spragnieni miłości", panoramiczny niczym "Boyhood", a przy tym wciąż oryginalny. Z nietypową ścieżką dźwiękową, ze świetnymi rolami Mahershali Alego i Naomie Harris oraz z genialnym castingiem, w którym zmiany między kolejnymi odtwórcami tej samej roli są nie tylko realizacyjną koniecznością, ale i kluczowym elementem opowieści. Dojrzałe, stuprocentowo "kinowe" kino o dojrzewaniu. 



***


12. "Patti Cake$"

Klasyczne kino niezależne i musical rapowy w jednym? Na papierze taka mieszanka brzmi jak gotowy przepis na klapę. A jednak w rękach Geremy'ego Jaspera zmieniła się w jedno z największych zaskoczeń tego roku. Reżyser ujął nas szczerością, z jaką opowiada o marzeniach ludzi z trudem łączących koniec z końcem. Świetnie też manipulował emocjami, a to wzruszając widzów, to znów ich rozśmieszając. Sukces "Patti Cake$" w dużej mierze jest jednak zasługą Danielle Macdonald. Jej brawurowa kreacja sprawia, że tytułowa Patti staje się duszą filmu. Zwieńczeniem dzieła są zaś doskonałe piosenki. Gwarantujemy, że "PBNJ", "Comma Sutrę" czy "Tuff Love" będziecie nucić jeszcze długo po obejrzeniu filmu. 



***


13. "Blade Runner 2049"

Dzieło Denisa Villeneuve'a wydaje się anomalią, błędem w systemie. Jak to możliwe, że we współczesnym, zinfantylizowanym Hollywood znaleźli się ludzie, którzy odważyli się wydać prawie 200 milionów dolarów na trzygodzinny futurystyczny kryminał z zacięciem filozoficznym i kategorią wiekową R?! Twórcy "Sicario" udała się rzecz niemożliwa: nakręcił film, który pod wieloma względami dorównuje kultowemu oryginałowi, a także w inteligentny sposób rozwija jego fabułę. Jeśli autor zdjęć do nowego "Blade Runnera", 13-krotnie nominowany do Oscara Roger Deakins, nie zgarnie w tym roku złotej statuetki, to prawdopodobnie nie zdobędzie jej już nigdy. W 2017 roku nie było bowiem filmu, który stanowiłby większą ucztę dla oczu widza. 



***


14. "The Florida Project"

Nowy film Seana Bakera to przede wszystkim popis subtelnej reżyserii: mówienia o poważnych sprawach niewprost oraz wyciskania pełnoprawnych ról z naturszczyków. Na poły utrzymana w landrynkowej tonacji barwnej opowieść o beztrosce dzieciństwa, na poły ponure rozliczenie z amerykańskim snem. Co jednak najważniejsze, twórca pamiętnej "Mandarynki" po raz kolejny patrzy na swoich bohaterów bez uprzedzeń. Nie ma tu narzucającego się protekcjonalnego moralizatorstwa. Jest za to głęboka empatia i umiejętność cieszenia się drobnymi sprawami. Mały film, duży film. 



***


15. "Uciekaj!"

Kosztujący niecałe pięć milionów dolarów reżyserski debiut Jordana Peele'a zarobił na całym świecie ćwierć miliarda. Przy okazji wyrósł na jednego z faworytów tegorocznego wyścigu oscarowego. Z jednej strony "Uciekaj!" to przewrotna opowieść o rasowych napięciach w Stanach Zjednoczonych. Z drugiej – świetne kino grozy, które inteligentnie gra z oczekiwaniami widza i w harmonijny sposób łączy dreszczyk emocji z humorem. Z seansu wyjdą więc zadowoleni zarówno poszukiwacze głębszych wartości w filmach, jak i ci, którzy w kinie szukają po prostu rozrywki. 


***


16. "Elle"

Isabelle Huppert dołożyła do pieca. Jej oscarowa rola z "Elle" to niezły paradoks: mistrzostwo subtelności i przesady, psychologicznych niuansów i komiksowej drapieżności. Sam film z kolei jest powrotem do formy jednego z naszych ulubionych reżyserów, czyli Paula Verhoevena. Holender błądził w Hollywood przynajmniej od czasu "Showgirls", ale odkąd wrócił na Stary Kontynent, nie przestaje zaskakiwać – najpierw świetną "Czarną Księgą", a teraz "Elle". Dramat, thriller, szczypta Bunuela i dwie uncje Polańskiego. Jesteśmy na tak!
 


***


17. "American Honey"

Rok 2017 należał w kinie do filmów niezależnych opowiadających o ponurej rzeczywistości i ludzkich marzeniach o lepszej przyszłości. Obraz Andrei Arnold idealnie komponuje się z "Patti Cake$" czy "The Florida Project", które także znalazły się w naszym zestawieniu. Podobnie jak one, "American Honey" prezentuje depresyjny obraz Ameryki, w której nieliczni mają wszystko, podczas gdy reszty nie stać nawet na porządny posiłek. A jednak nawet w takich warunkach jest miejsce na radość, zabawę, poczucie (czasem złudne) wolności. Arnold stworzyła film piękny i mądry, emocjonalną jazdę bez trzymanki i intelektualną pożywkę do wielogodzinnych kontemplacji. 



***


18. "To"

Możecie spać spokojnie – długo oczekiwana, nowa wersja "Tego" na podstawie prozy Stephena Kinga stanie w szeregu raczej obok "Christine", "Lśnienia" i "Misery", niż "1408" i "Mrocznej Wieży". Ma styl, wdzięk i klimat kojarzący się ze "Stranger Things" (co działa na korzyść filmu Andresa Muschiettiego, który rozpoczynał pracę na planie, kiedy bracia Duffer dopiero kończyli produkcję pierwszego sezonu serialu). Bill Skarsgard jest świetny jako tańczący klaun Pennywise, dzieciaki grają bez pudła, pozostaje tylko czekać na finał historii.



***


19. "Zło we mnie"

Najlepsze strachy to te, które wyskakują na nas kompletnie niespodziewane. Zupełnie jak debiut Oza Perkinsa (tak, z TYCH Perkinsów), który pojawił się znikąd, po cichu, w całej swojej horrorowej maestrii. "Zło we mnie" to przede wszystkim świetna gra ze znajomymi schematami kina grozy, i to bez cynicznego puszczania oka do widza. Skupiony, obezwładniający atmosferą film, który dyskretnie – i fascynująco – przewartościowuje moralną wykładnię gatunku. Ktoś powie "post-horror", ktoś inny – "anty-horror", a wystarczy po prostu: świetny horror. 



***


20. "Coco"

Pixar kolejny raz triumfuje, snując wzruszającą historię o rozterkach artysty, przemijaniu i skomplikowanych relacjach rodzinnych. Jak twierdzi nasz recenzent: lekkość oraz inteligencja, z jaką scenarzyści oraz reżyser Lee Unkrich opowiadają o tak poważnych sprawach, przywodzi na myśl najlepsze filmy Pixara – od "Odlotu" przez "Ratatuja", po "Toy Story 3". To z jednej strony imponujący pomnik wystawiony kulturze Meksyku, z drugiej –komputerowy odlot, najnowsza wizytówka wysokobudżetowej animacji z Hollywood. "Coco" jest bardzo spoko. 



***


21. "Lekarstwo na życie"

Chyba żaden inny film w naszym zestawieniu nie wywołuje równie skrajnych reakcji. Wydaje się, że obraz Gore'a Verbinskiego można jedynie kochać lub nienawidzić. Jest to dzieło monumentalne. Reżyser stworzył horror gotycki na bogato. Rzuca się w oczy rozdmuchana forma, niespieszna narracja i fabularne pomysły, które wystawiają cierpliwość widzów na ciężką próbę. Verbinski podąża śladami największych reżyserów (Francisa Forda Coppoli w "Draculi", Kennetha Branagha we "Frankensteinie"), stawiając przede wszystkim na klimat i wizualne doznania. Czasami nic więcej nie potrzeba do szczęścia. 



***


22. "Piękna i Bestia"

To prawda, animowany oryginał jest filmem lepszym. A jeśli ktoś chce obejrzeć świetny baśniowy (i do tego aktorski) musical, to powinien sięgnąć po serial "Galavant". Nie zmienia to jednak tego, że "Piękna i Bestia" jest wspaniałym filmowym przeżyciem. Przede wszystkim dlatego, że jest to Disney w stanie czystym: nie liczy się tu nowatorstwo i oryginalność, ważne jest tylko to, by nie popełniać błędów. I właśnie perfekcją wykonania zachwyca "Piękna i Bestia" w pierwszej kolejności. Cudowne kostiumy i scenografia budują perfekcyjny baśniowy klimat. Piękni i utalentowani aktorzy udowadniają, że potrafią też śpiewać. A Bill Condon wraz z całą swoją ekipą wspiął się na wyżyny realizatorskiego kunsztu. Najlepszym tego przykładem jest sekwencja przygotowana do piosenki "Be Our Guest" – już choćby dla tej jednej sceny warto film obejrzeć. 



***


23. "A Ghost Story"

Gdyby opowiedzieć komuś "A Ghost Story", ten popukałby się w głowę: Casey Affleck łażący w prześcieradle, Rooney Mara jedząca przez 10 minut ciasto, godny Terrence'a Malicka metafizyczny rozmach? To nie mogło się udać, a jednak się udało. Davidowi Lowery'emu wyszedł film-wiersz, skromna i wzniosła zarazem przypowieść o tym, że trwamy w niewoli naszych przyzwyczajeń długo po tym, jak minęła nasza data przydatności. Kiedy wydawało się, że w kwestii historii o duchach nic nowego już się nie objawi, wtem! 



***


Nie są to oczywiście wszystkie filmy, na które członkowie zespołu Filmwebu oddali swoje głosy. W sumie w ubiegłym roku naszą uwagę przykuło aż 67 premier kinowych.

Poniżej znajdziecie listę tych filmów, które zdobyły co najmniej dwa głosy, lecz otrzymały za mało punktów, by trafić do głównego zestawienia.

"Nie jestem twoim murzynem"
"Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie"
"mother!"
"Thor: Ragnarok"
"Split"
"Wojna o planetę małp"
"Spider-Man: Homecoming"
"Logan: Wolverine"
"Auta 3"
"Na pokuszenie"
"Cicha noc"


A jakie są Waszym zdaniem najlepsze filmy 2017 roku w polskich kinach?
Udostępnij: