Czytelnia FILMu: Turystyka filmowa w Polsce

  • FILM
  • Inne
1 sierpnia w kioskach całego kraju pojawił się nowy numer miesięcznika "FILM". Jeżeli jeszcze nie zakupiliście go do swojej kolekcji, być może poniższy artykuł was do tego zachęci. Zapraszamy również do odwiedzenia czytelni FILMu na Filmwebie. Znajdziecie tam więcej artykułów z tego znakomitego miesięcznika. Czytelnię znajdziecie TUTAJ. Miłej lektury.

Polska nakręcona
Turystyka filmowa w Polsce
Mariola Wiktor

Wszędzie. Czyli w Polsce. Ostatni miesiąc wakacji i ostatnia szansa dla niezdecydowanych. Może więc warto rzucić w diabły egzotyczne oferty biur podróży i przypomnieć sobie, że Polska potrafi być piękna jak diabli. W dodatku bywa nie tylko Polską, ale też Hiszpanią, Bośnią, Dzikim Zachodem, Saksonią, Węgrami, Litwą, Kaszmirem, a nawet bajkową Narnią. Cudze chwalicie, swego nie znacie. Od lat udowadniają nam to polscy, i nie tylko polscy, filmowcy.

Jura Krakowsko-Częstochowska
Bogactwo krajobrazów i zamki lub ich ruiny malowniczo rozrzucone na wapiennych skałach sprawiają, że Jura Krakowsko-Częstochowska to prawdziwy raj dla filmowców. Te plenery "zagrały" m.in.: Hiszpanię, Bośnię, Dziki Zachód oraz XVII i XIX-wieczną Polskę.

O filmowej magii tego miejsca przekonał się już z górą 40 lat temu wielki wizjoner polskiego kina Wojciech Jerzy Has, realizując tutaj zdjęcia do "Rękopisu znalezionego w Saragossie". Jura Krakowsko-Częstochowska z powodzeniem zastąpiła hiszpańskie góry Sierra Morena, przez które samotnie podróżował młody kapitan gwardii Alfons van Worden (w tej roli niezapomniany Zbigniew Cybulski), a ruiny zamku w Olsztynie koło Częstochowy zamieniły się w siedzibę tajemniczego Kabalisty.
Olsztyńskie mury widziały niejedno. W nakręconym wiele lat później, w 1997 roku, filmie Władysława Pasikowskiego "Demony wojny wg Goi", opowiadającym o losach oddziału polskiego stacjonującego w Bośni – w ruinach "zakwaterowano" żołnierzy, którzy statystowali, udając podwładnych obozu wojskowego majora Kellera, granego przez Bogusława Lindę. Widowiskowa, apokaliptyczna scena finałowa płonącej wsi też nie została skręcona w Bośni, tylko na jurze w pobliżu wsi Kobylany w Dolinie Kobylańskiej. Tam właśnie powstała wieś, którą przed kamerą kilkakrotnie palono, a w przerwach między ujęciami – odbudowywano. Z kolei producenci polsko-amerykańskiego westernu "Summer Love" w reż. Piotra Uklańskiego uznali, że sceneria Jury Krakowsko-Częstochowskiej doskonale "zagra" kowbojskie miasteczko. Do wybudowania dekoracji wybrali kamieniołom znajdujący się w Jaworznie, z którego kiedyś wydobywano dolomity. Obecnie znajduje się tam baza płetwonurków. Kiedy okazało się, że spod końskich kopyt nie wzbija się w powietrze kurz (w końcu to jednak nie Dziki Zachód), znaleziono i na to sposób. Wystarczyło rozpylić mąkę. Po czymś takim zdobycie zabytkowej lokomotywy ze składem to już pestka. Sceny na parowozie zrealizowano w kopalni piasku w Jaworznie-Szczakowej.

Innym lubianym przez filmowców miejscem na jurze są malownicze ruiny zamku w Ogrodzieńcu niedaleko Krakowa. To tutaj Andrzej Wajda umieścił podzieloną murem posiadłość Cześnika i Rejenta w filmie "Zemsta". Imponująca kubatura budowli z basztą i rycerskim dziedzińcem do dziś świadczy o świetności tego miejsca. Niestety, po pięknej sali balowej i innych pomieszczeniach pozostały jedynie ślady. Dlatego sceny rozgrywające się we wnętrzach nakręcono w dekoracjach atelier warszawskiej wytwórni.
Do Jury Krakowsko-Częstochowskiej zalicza się także zamek w Pieskowej Skale, w okolicach Ojcowa. Choć ta sceneria "zagrała" w wielu filmach, mnie najbardziej kojarzy się to miejsce z serialem TVP pt. "Janosik". Dla dzielnego Harnasia w wykonaniu Marka Perepeczki nawet ta, wydawałoby się, twierdza nie do zdobycia nie stanowiła problemu. Zwłaszcza gdy chodziło o uwolnienie porwanej przez niecnego hrabiego Horvatha i więzionej na zamku Maryny, ukochanej Janosika.

Dolny Śląsk
Z Jurą Krakowsko-Częstochowską o palmę pierwszeństwa rywalizują dolnośląskie plenery. Jest tam nawet takie miejsce, o którym mówi się "polskie Hollywood", bo "zagrało" aż w ośmiu filmach.

To Lubomierz, miasteczko oddalone zaledwie pół godziny jazdy autobusem od Jeleniej Góry. Warto się tam wybrać zawsze, ale szczególnie polecam połowę sierpnia, kiedy odbywają się w Lubomierzu ogólnopolskie festiwale filmów komediowych. Największą sławę przyniosła Lubomierzowi trylogia polskich komedii wszech czasów: "Sami swoi", "Nie ma mocnych" i "Kochaj albo rzuć" w reż. Sylwestra Chęcińskiego. W latach 90. burmistrz podupadającego miasteczka wpadł na wielce szczęśliwy pomysł przypomnienia legendy miejsca. Tak powstało Muzeum Kargula (Władysław Hańcza) i Pawlaka (Wacław Kowalski), w którym można obejrzeć m.in. rower Witii, jedyny garnek ocalały z tłuczenia przy płocie oraz kawałek spornego płotu. Ten cenny "rekwizyt" pochodzi z Dobrzykowic pod Wrocławiem, gdzie do dziś stoją, opatrzone tablicami pamiątkowymi, oryginalne filmowe chałupy Kargula i Pawlaka.

Jeśli wybieracie się na Dolny Śląsk, to koniecznie odwiedźcie zamek Czocha. Znajduje się zaledwie kilka kilometrów od Lubania i Gryfowa Śląskiego. To miejsce z charakterem. Ma swoje tajemnice i duchy (Białą Damę). W 2004 roku Bogusław Wołoszański zrealizował tutaj w ramach cyklu "Sensacje XX Wieku" odcinek, w którym starał się odkryć jedną z tajemnic zamku Czocha. W czasie II wojny światowej Niemcy pracowali tu nad rakietami V. W zamku mieściła się także szkoła szyfrantów niemieckiej Abwehry. Prawdopodobnie tu także znajdowała się maszyna szyfrująca, nazwana przez wywiad amerykański "swordfish", czyli ryba-miecz.

Producenci serialu telewizyjnego "Tajemnica Twierdzy Szyfrów" nie mieli wątpliwości, że to idealna sceneria do ich filmu. Część zdjęć do serialu zrealizowano również w plenerach ogromnego zamku Książ koło Wałbrzycha. Ten obiekt, liczący aż 400 pomieszczeń, maksymalnie wykorzystał Jerzy Antczak, kręcąc w nim zdjęcia do "Hrabiny Cosel". Książ udawał jednocześnie drezdeński zamek Augusta Mocnego, pałac hrabiny Cosel, posiadłość hrabiego Hoyma w Laubegast, a wreszcie, zamek Stolpen (miejsce uwięzienia Cosel). Nawet park okalający zamek nie uszedł obiektywowi kamery. Nakręcono tam wiele scen plenerowych.

Filmowe walory pereł Dolnego Śląska, czyli Karkonoszy, Gór Stołowych i wodospadu Kamieńczyka, docenili także filmowcy z Hollywood. Już w pierwszej części "Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa" pojawiło się kilka scen nakręconych w Polsce, ale w o wiele większym stopniu rodzime krajobrazy "zagrały" w "Opowieściach z Narnii. Książę Kaspian". W Górach Stołowych i Szklarskiej Porębie zrealizowano sceny pełne rozmachu. Pracowała nad nimi aż 600-osobowa ekipa, która m.in. wybudowała... cały las pełen przywiezionych specjalnie w tym celu z Włoch wysokich brzóz, które nie występują w Polsce. Co więcej, naprzeciw naturalnej ściany wodospadu Kamieńczyka Amerykanie wznieśli jego sztuczną kopię.

Bałtyk, Hel, Sopot
Dziś już nadmorskie plenery Polski mniej ekscytują filmowców niż kiedyś. Nie są jedynymi atrakcjami. A może jest i tak, że tamte "stare" filmy z lat 50. i 60. z plażą i Bałtykiem w tle mocniej zapadały w pamięć.
Kiedy na przykład myślę "Hel", to natychmiast kojarzy mi się z nim "Pociąg" Jerzego Kawalerowicza. A w nim ostatnie sceny filmu, kiedy to Lucyna Winnicka, filmowa Marta, wygląda przez okno pociągu, który dotarł właśnie do stacji końcowej. Szyny, pusta plaża, spokojne morze. Wielka woda po obu stronach kolejowego nasypu. Zaledwie na wyciągnięcie ręki. To niby miasto Hel. A tak naprawdę wielka filmowa fikcja. Dworzec PKP Hel znajduje się prawie w centrum miasta i nawet z bocznicy nie ma możliwości wyjścia na plażę. Taki widok, i owszem, możliwy jest na półwyspie helskim, ale wcześniej, w okolicach Kuźnicy, w najwęższym punkcie mierzei.

"Dwaj ludzie z szafą" Romana Polańskiego, czyli Henryk Kluba i Jakub Goldberg, wędrują po piaskach sopockiej plaży. Męczą się z nieporęcznym meblem dość długo, zanim znikną z nim w morzu, bo plaża jest w tym miejscu bardzo szeroka. Mnie jednak najbardziej uwiódł w tej etiudzie widok ryb "lecących" po błękicie nieba na tle białych obłoków. A to nic innego, tylko ryby leżące na lustrze szafy, które odbijało niebo.

Kiedy Tadeusz Konwicki kręcił w 1958 roku swój debiutancki film "Ostatni dzień lata", nad Bałtykiem spotkać można było plaże czyste, piękne i bezludne. Dziś Konwicki miałby z taką lokalizacją o wiele więcej kłopotów. Położona 25 km od Łeby koło Choczewa plaża w Szklanej Hucie, choć nazwa nie brzmi zachęcająco, okazała się wspaniałą scenerią dla dramatu samotności i bezradności dwojga ludzi: mężczyzny z przeszłością i kobiety po przejściach. Tylko ich dwoje, a wokół piasek, morze, niebo i wydmy.
A jak wydmy w Łebie, to tylko " O dwóch takich, co ukradli księżyc". I wcale nie z powodu braci Kaczyńskich w tytułowych rolach Jacka i Placka, ale kilku fantastycznych, zapadających w pamięć scen. Jak na przykład tej, w której chłopcy postanawiają wejść na najwyższą wydmę i zarzucają z niej sieć, a w nią "łowią" pyzaty księżyc.

Białostocczyzna, Podlasie
Są też tacy, którzy w wakacje szukają przysłowiowej zapadłej dziury. Jak najdalej od cywilizacji i jak najbliżej natury. Jeśli ktoś zechce powędrować śladami "Konopielki", wyreżyserowanej przez Witolda Leszczyńskiego, to z pewnością znajdzie takie magiczne miejsce we wsi Taplary. To tutaj powstały zdjęcia do filmu o zderzeniu dwóch światów: młodego chłopa Kaziuka i obcych, reprezentowanych przez nową nauczycielkę i prelegenta z miasta.

Podlasie najbardziej spopularyzował filmowo Jacek Bromski w komedii "U Pana Boga za piecem". Na fali jej popularności zrodził się później fenomen m.in. "Plebanii" czy "Rancza". Miasteczko Królowy Most, w którym rozgrywa się akcja "U Pana Boga za piecem" oraz kolejnego filmu Bromskiego "U Pana Boga w ogródku", w rzeczywistości nie istnieje. "Gra" je kilka podlaskich miejscowości: Wierzchlesie, Supraśl, Tykocin, Sokółka. Polską prowincję oglądamy oczami przybyszów, co w komedii prawie zawsze się sprawdza. Ale Bromskiemu chodzi o coś jeszcze. O melodyjny język mieszkańców tego regionu, ich kresowy zaśpiew. Dla fanów kresów w polskim kinie wyprawa obowiązkowa.

Warmia, Mazury, Suwalszczyzna
Gdyby zapytać o najbardziej światową filmową promocję Giżycka, to odpowiedź może być tylko jedna: "Nóż w wodzie" Romana Polańskiego. W Giżycku kręcono wprawdzie tylko sceny lądowe, ale to i tak powód do dumy dla okolicznych mieszkańców. Tu właśnie dziennikarz w kreacji Leona Niemczyka dociera swoim naówczas szpanerskim peugeotem 404 (miał być mercedes, ale za bardzo kojarzony był z prominentnymi partyjnymi bossami, więc z niego zrezygnowano). Jacht, na którym rozgrywa się zasadniczy dramat i którym bohaterowie żeglują po mazurskich jeziorach, mimo że należał kiedyś do samego Hermana Goeringa okazał się za mały, by pomieścić cały sprzęt i ekipę. Do jachtu przymocowano więc specjalną tratwę, na której pływała kamera.

W prawdziwie wakacyjny nastrój wprowadza stara komedia z lat 60. "Kochajmy syrenki" z Bohdanem Łazuką i Jackiem Fedorowiczem, której bohaterowie – spędzając lato na Mazurach (zdjęcia m.in. w Mrągowie i okolicach) – kupują używaną syrenkę. Do spłaty samochodu brakuje im jeszcze trochę kasy, więc podejmują pracę akwizytorów u impresario Koszajtisa, który z imprezą "Jeździmy z humorkiem" objeżdża okoliczne miejscowości letniskowe.

Filmowcy młodszych pokoleń nieco inaczej postrzegają Warmię i Mazury. Są jak najdalej od perspektywy żaglówki i turystycznych szlaków. Ich uwagę zajmuje codzienne, mało kolorowe życie mieszkańców tych popeegierowskich regionów, ich bieda, bezrobocie, alkoholizm, patologie społeczne.

Piotr Trzaskalski, który realizował zdjęcia na Pojezierzu Iławskim do filmu "Mistrz", tak opisał jedno z tych miejsc: "Górowo Iławieckie to upadające miasteczko o bardzo wysokim bezrobociu. Z kamienic odpadają tynki i nigdzie nie widać ani jednej reklamy, choćby coca-coli. Ubóstwo jest tu takie, że jakikolwiek billboard nie miałby medialnego przełożenia. Nie musieliśmy niczego zmieniać ani budować jakichkolwiek dekoracji". Wprawdzie ta sytuacja dotyczy okresu sprzed czterech lat, ale podobno okolica niewiele się zmieniła.

Andrzej Wajda, realizując część zdjęć do "Pana Tadeusza" na Suwalszczyźnie, nie musiał zaprzątać sobie głowy takimi problemami. Miał inne, ale mógł sobie za to pozwolić na zachłyśnięcie się urodą miejscowych krajobrazów i sentymentalny stosunek do nich. Przemarsz wojsk filmował etapami. Najpierw w Łomiankach, a potem w swoich rodzinnych stronach, czyli na bardzo "litewskiej" z wyglądu Suwalszczyźnie, w Smolnikach. Uznał, że ten pofałdowany teren, tworzący liczne wzniesienia i wąwozy, w których często widać oczka wodne, jest jakby żywcem wyjęty z opisów Mickiewicza. Dzięki temu Smolniki-Dubeninki nie kojarzą się już tylko z pobliskimi najwyższymi w Polsce wiaduktami w Stańczykach i skokami bungee.

Tatry
Wysokie góry jako ucieczka od własnej fizyczności, niepodległość ducha. To przede wszystkim "Spirala" Zanussiego, choć wątki tatrzańskie pojawiają się także w innych jego filmach, takich jak "Iluminacja" czy "Constans". "Spirala" zaczyna się na drodze do schroniska w Morskim Oku. Turysta grany przez Jana Nowickiego wysiada z samochodu i wrzuca kluczyki od auta do wodospadu Wodogrzmoty Mickiewicza. Wkrótce wraz ze swoją tajemnicą dociera do starego, zabytkowego schroniska, w którym toczy się akcja filmu.

Tatry to także miejsce, które często udaje inny region świata. Dwa lata temu, zimą, za sprawą bollywoodzkich filmowców, nasze poczciwe Tatry "zagrały" Kaszmir. Ze względu na konflikt z Pakistanem kręcenie w Kaszmirze stało się zbyt niebezpieczne dla producentów i ekipy filmu "Fanaa", na czele z wielkimi gwiazdami – Kajol i Aamirem Khanem. Żadna z indyjskich firm ubezpieczeniowych nie chciała podjąć się tego ryzyka. A krajobrazy alpejskie już przejadły się widzom hinduskim.

Kiedy ostatecznie wybór padł na polskie Tatry, okazało się, że dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego, gdzie miały być realizowane zdjęcia, w obawie o przyrodę, zażądała od Hindusów bardzo wyśrubowanych stawek za każdy dzień zdjęciowy. W tej sytuacji polscy koproducenci znaleźli miejsca poza terenem parku: w Roztokach nad Czarnym Dunajcem, na Płazówce ponad Witowem, na polanie pod Butorowym Wierchem, w Małym Cichym oraz na lotnisku w Nowym Targu.

Górale liczą na to, że opętani kinem Hindusi będą pielgrzymować w Tatry, by zobaczyć miejsca, w których kręcono "Fanaa". I to wcale nie jest naiwne myślenie. Tak było w Szwajcarii. Nawet prezydent Indii przyjechał. Takich egzotycznych ceprów jeszcze w Zakopanem nie było!

Pieniny, Beskid Niski, Bieszczady
Jeśli Wasze wakacyjne wędrówki zaprowadzą Was w Pieniny, to warto zajrzeć do zamku w Niedzicy. Obiekt ten wystąpił w kilku telewizyjnych serialach, z których największą popularność przyniosły mu dwa: "Janosik" (na zamku znajduje się sala tortur, która "zagrała" w filmie o przygodach dzielnego Harnasia) oraz "Wakacje z duchami".

Polscy filmowcy zaczynają też ostatnio odkrywać uroki niedalekiego Beskidu Niskiego. Krzysztof i Joanna Krauze zdjęcia do filmu "Mój Nikifor" zrealizowali w Krynicy Górskiej. Jednak nie wszystkie sceny udało się nakręcić w ich autentycznej lokalizacji. Uzdrowisko i jego okolice zmieniły się w ciągu 40 lat, które upłynęły od śmierci Nikifora. Dlatego na przykład scena, w której bohater umiera, nakręcona została na sali Nowych Łazienek w Krynicy, choć w rzeczywistości Nikifor zmarł w sanatorium w Foluszu. Natomiast większość zdjęć plenerowych powstała w okolicach Starego Domu Zdrojowego oraz na dworcu PKP w Krynicy.

Nie wiem, czy w okolicach Krosna, Jaślisk, Dukli, bo chyba nie w Magurskim Parku Narodowym, można gdzieś skosztować wina truskawkowego. W tych właśnie regionach Dariusz Jabłoński zrealizował polsko-słowacki film "Wino truskawkowe", ale myślę, że i tak warto się tam wybrać. Nie tylko za sprawą samego filmu, ale i książki Andrzeja Stasiuka "Opowieści galicyjskie", na podstawie której powstał scenariusz. To wyprawa w świat prawdziwego środka Europy, w mało znane rejony prowincji, w której krzyżują się i ścierają rozmaite wpływy i zaszłości historyczne. Magię tych miejsc podkreślają w wielu miejscach wciąż jeszcze zachowane stare kapliczki i cmentarze: polskie, łemkowskie, austriackie, żydowskie. To już także Bieszczady, które ostatnio przeżywają swój filmowy renesans. Pierwsze filmy o tym regionie i w jego plenerach powstały w latach 60., m.in. "Ogniomistrz Kaleń", "Rancho Texas", "Wilcze echa". Niedawno z kamerą w Bieszczady powrócił Jerzy Stuhr, który w scenerii takich wsi, jak Bereżki, Łokieć i Beniowo umieścił część akcji filmu "Korowód".

Z Korczyny koło Krosna pochodzi Wojciech Smarzowski, który w Komańczy realizował zdjęcia do obsypanego nagrodami "Wesela", a obecnie przygotowuje się do kolejnej tragikomedii, w której także "zagrają" Bieszczady.

Za to zagraniczni filmowcy upodobali sobie skansen Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Na obszarze aż 38 ha tego parku etnograficznego znaleźć można niemal wszystko, co wiąże się z kulturą ludową Łemków, Bojków, Pogórzan Wschodnich i Zachodnich oraz Dolinian. Węgrzy nakręcili tutaj film "Flisacy", a w ubiegłym roku, latem, w Sanoku powstały zdjęcia do pierwszej polsko-izraelskiej koprodukcji "Wiosna 42" w reż. Uri Barbasha i na motywach opowiadań Idy Fink.

Sierpc, Malbork, Chęciny, Kazimierz i pustynia
Filmowa mapa Polski nie byłaby pełna bez skansenu Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu, niedaleko Płocka. To tu powstały zdjęcia przed karczmą Jankiela oraz sekwencje z życia szlachty dobrzyńskiej do "Pana Tadeusza". Na terenie skansenu w Sierpcach wyczarowano także dwór w Rozłogach wraz z obejściem i całą wsią, które "zagrały" w "Ogniem i mieczem". "Krzyżaków" w reż. Aleksandra Forda nie można było zrealizować gdzie indziej niż na zamku w Malborku (woj. pomorskie).

W okolicach Starogardu Gdańskiego trzeba było wybudować filmowe miasteczko, w którym na stałe przebywało 1000 osób i 350 koni. Zamek w Malborku "zagrał" także np. w "Wiedźminie", "Królu Olch" oraz w serialach: "Królowa Bona", "Pan Samochodzik i Templariusze", "Kopernik".
Jeśli planujecie wypad w Góry Świętokrzyskie, to zajrzyjcie koniecznie do ruin zamku w Chęcinach. Ogromnym kosztem finansowym zrekonstruowano tam twierdzę kamieniecką, wybudowano miasteczko Raszków oraz fortyfikację chreptiowską. A wszystko to na potrzeby filmu "Pan Wołodyjowski" w reż. Jerzego Hoffmana.

Kazimierz nad Wisłą ma wielu popularyzatorów, ale w polskim kinie nikt chyba tak bardzo nie ukochał tego miejsca jak Andrzej Barański. W filmie "Dwa księżyce", adaptacji opowiadania Marii Kuncewiczowej pod tym samym tytułem, Barański z wielką czułością odtwarza atmosferę przedwojennego Kazimierza z jego letnikami i miejscowymi. Kazimierski klasztor Franciszkanów "zagrał" także w innym filmie Barańskiego ("Braciszek").

Jeśli marzą się Wam piaski pustyni w te wakacje, a nie stać Was na wyjazd do Egiptu, to proponuję Dąbrowę Górniczą. W roku 1965 Jerzy Kawalerowicz kręcił na piaskach z okolic Błędowa zdjęcia do "Faraona". Nie do odróżnienia – choć od czasu filmu w części już zarosła – od egipskiej pustyni!