Świetny scenariusz, reżyseria na światowym poziomie i chwilami popisowe aktorstwo. Żaden polski film kinowy nie osiągnął w tym roku tak brawurowej widowiskowości. Sensacyjna historia śledztwa badającego przyczyny katastrofy promu Jan Heweliusz toczy się jak kula śniegowa, nabierając coraz większego ciężaru gatunkowego aż wreszcie staje się symbolicznym modelem życia w kraju, gdzie potrzeba przyzwoitości i prawdy spotyka się z systemowym kłamstwem i obłudą. Wszyscy protagoniści grają znakomicie, ale na ich tle Konrad Eleryk i Justyna Wasilewska zaskakują intensywnością kreacji.
Cóż, trzeci film, jak i poprzednie, skazany był na sukces od linii startu, ale nareszcie jest on zasłużony. Oto moje, Johnsonowego apostaty, wyznanie wiary.