Najbardziej poważny-niepoważny film w karierze Andersona. Tragikomedia na miarę tragikomicznych czasów. Reżyser pręży muskuły w nowych dyscyplinach (film akcji, pościg samochodowy), a DiCaprio się rozluźnia, grając bez aktorskiego ego, za to w szlafroczku.
Autentycznie niepokojący, frenetyczny, a przy tym bezbrzeżnie smutny. Horror, którego groza wyraża się lękiem nie przed śmiercią, ale przed życiem bez miłości.
Horror? Dramat? Komedia? Baśń? Tak. Cregger daje aktorom pograć, świetnie żongluje perspektywami, powoli obrysowując kształt zła i – inaczej niż w „Barbarzyńcach” – dowozi też w finale.