"Stań przy mnie" 28 października o godz. 20 w kinie Iluzjon

Filmweb, Filmoteka Narodowa - Instytut Audiowizualny oraz stołeczne Kino Iluzjon zapraszają na kolejny pokaz z cyklu "Wielkie kino na wielkim ekranie". 28 października (środa) o godz. 20:00 zobaczymy jedną z najlepszych adaptacji Stephena Kinga - komediodramat "Stań przy mnie" w reżyserii Roba Reinera.  Tradycyjnie przed seansem odbędzie się prelekcja redaktora naczelnego Filmwebu, Łukasza Muszyńskiego. Na publiczność czekają również niespodzianki. Bilety na pokaz dostępne są online oraz w kasie kina Iluzjon. Normalny bilet kosztuje 25, a ulgowy - 20 złotych. Możecie je nabyć, klikając TUTAJ.        "Stań przy mnie" to adaptacja opowiadania "Ciało" ze zbioru "Cztery pory roku". Czterech nastolatków - Gordie (Wil Wheaton), Chris (River Phoenix), Teddy (Corey Feldman) i Vern (Jerry O’Connell) - dorasta razem w fikcyjnym miasteczku Castle Rock w Oregonie. Pewnego dnia Vern dowiaduje się, że starsi chłopcy znaleźli przy torach zwłoki zaginionego rówieśnika, ale nie powiadomili policji. Przyjaciele postanawiają odnaleźć ciało na własną rękę, licząc na sławę. Wyprawa, która miała być wielką przygodą, staje się dla nich doświadczeniem zmieniającym ich spojrzenie na przyjaźń, dorastanie i własne miejsce w świecie. Reżyser Rob Reiner ("Misery", "Kiedy Harry poznał Sally") znakomicie wyczuł ton literackiego pierwowzoru, unikając zarówno przesadnego sentymentalizmu, jak i typowej dla kina o młodych bohaterach naiwności i egzaltacji. "Stań przy mnie" to film o końcu dzieciństwa i konfrontowaniu się ze stratą, ale opowiedziany z lekkością, humorem i ogromną czułością dla wszystkich bohaterów. Duża w tym zasługa kwartetu nieprawdopodobnie utalentowanych głównych aktorów, którzy mają tyle naturalności i wdzięku, że mogliby nimi obdzielić obsady kilku podobnych produkcji. Więcej o filmie dowiecie się, oglądając poniższy odcinek "Na skróty".

Wybieramy najlepsze filmy o nauczycielach

W dzisiejszym rankingu wybieramy najlepsze filmy o nauczycielach. Z doświadczenia wiemy, że dobry nauczyciel potrafi zmienić całe życie swoich uczniów. Przywołujemy tych filmowych pedagogów, których chcielibyśmy spotkać, czego i Wam życzymy. Koniecznie sprawdźcie też nasze wcześniejsze zestawienia. Znajdziecie w nich m.in. najlepsze filmy o snajperach, najlepsze filmy o rekinach, najlepsze filmy motywacyjne i wiele innych. NAJLEPSZE FILMY O NAUCZYCIELACH Kino dostarczyło nam mnóstwo przykładów filmów o nauczycielach z misją, którzy w swoich uczniach dostrzegli nie tylko problematyczną młodzież, ale przede wszystkim młodych ludzi z potencjałem. Dzięki swoim pedagogicznym umiejętnościom odmienili życie swoich podopiecznych i zainspirowali wielu nauczycieli w prawdziwym życiu. Na naszej liście znajdziecie takie kultowe filmy, jak "Stowarzyszenie umarłych poetów", "Młodzi gniewni" czy coś z nowszego repertuaru, jak "Whiplash" czy "Przedszkolanka". Niektóre z nich wzbudzają kontrowersje, inne służą za żelazny wzór do naśladowania dla każdego, kto wiąże swoją przyszłość z nauczaniem. Dajcie znać, jakie tytuły o nauczycielach jeszcze przychodzą Wam do głowy, i które z nich lubicie najbardziej.

WMFF 2026: Terapia potrzebna od zaraz. Recenzujemy

42. WMFF zbliża się do połowy, ale wciąż przed nami kilka dni satysfakcjonujących seansów. Nie przegapcie tej szansy. Część z nas praktycznie z kina nie wychodzi, a wszystko po to, by dzielić się z Wami wrażeniami po obejrzeniu najciekawszych filmów. Dziś mamy dla Was recenzje dwóch tytułów: norweskiego dramatu "Niezbyt wygórowane oczekiwania", który przygląda się różnym aspektom depresji i poczucia niedopasowania, oraz polskiego "Przez ścianę" nagrodzonego Złotym Lwem na tegorocznym festiwalu w Gdyni.  Fragmenty recenzji znajdziecie poniżej, całe można przeczytać na kartach filmów. recenzja filmu "Niezbyt wygórowane oczekiwania", reż. Eivind LandsvikNajgorszy człowiek na świecie autor: Agnieszka Pilacińska Kino amerykańskie przyzwyczaiło nas do bohaterów zaczynających dzień od tabletki antydepresantu popijanej szklanką wody. Kino skandynawskie, kontynuujące spuściznę Ingmara Bergmana, największego psychologa w dziejach kinematografii, do wnikliwej, wręcz psychoterapeutycznej analizy stanów emocjonalnych. Jest coś wyjątkowego w lekkości, bezpretensjonalności i trafności, z jaką szwedzcy czy norwescy twórcy portretują niuanse ludzkiej natury, opowiadając o chorobach tak ciężkich, jak chociażby depresja, bez fałszywych nut i udawania, że mają receptę na całe zło tego świata. "Niezbyt wygórowane oczekiwania" to kolejny tytuł przyglądający się kruchej kondycji człowieka w świecie rozpędzonej kapitalistycznej machiny, ciągłego pośpiechu, niemożliwych do spełnienia oczekiwań i wyrastającej z nich autocenzury. Centralną postacią opowieści jest Maja (Marie Ulven grająca samą siebie), artystka, która w młodym wieku zrobiła dość błyskawiczną i znaczącą karierę muzyczną. Równie niespodziewanie zniknęła jednak z medialnej mapy świata, przygnieciona ciężarem ciągłej uwagi i presją, głównie wewnętrzną, na utrzymanie statusu władczyni rzędu dusz. Liczne podróże, tłumy na koncertach i prestiżowe studia nagraniowe zamieniła na pokój na piętrze w domu swojej matki, Astrid (Tone Beate Mostraum) oraz pół etatu w lokalnym liceum. Poznajemy ją w trakcie wykonywania nowych obowiązków zawodowych, które na pierwszy rzut oka nie przynoszą niespełna trzydziestolatce radości, natomiast dają formę spokoju pozwalającą przetrwać codzienność. I tutaj w zasadzie można – i należy – postawić kropkę w kwestii zarysu fabuły. Ponieważ głównym przedmiotem duńsko-norweskiego dzieła są właśnie zmagania z ową codziennością. Debiutujący pełnym metrażem Eivind Landsvik, podzielając twórcze credo takich twórców, jak Béla Tarr czy Harmony Korine, narrację traktuje jako narzędzie całkowicie wtórne, wręcz sztuczne. Koncentruje się przede wszystkim na kreśleniu portretów psychologicznym swoich bohaterów, ładunku emocjonalnym i klimacie filmu, upatrując w nich przestrzeni rezonującej z widzem dużo bardziej niż wymierzone linijką punkty zwrotne i czas między nimi. Chwała mu za to.  Cała recenzja filmu "Niezbyt wygórowane oczekiwania" dostępna jest POD LINKIEM TUTAJ.  ***recenzja filmu "Przez ścianę", reż. Maciej SobieszczańskiPoza ciało autor: Michał Piepiórka Czarno-białe zdjęcia, kwadratowy format ekranu, historia miłosna w czasach stalinowskiego terroru. Już od pierwszych kadrów "Przez ścianę" samo zastawia na siebie pułapkę. Język, którym usiłuje mówić, sprawy, o których opowiada, wydają się zbyt bliskie kina Pawła Pawlikowskiego. Ale Maciej Sobieszczański się tym nie przejmuje – całkowicie ignoruje ewentualne porównania, może nawet zarzuty o naśladownictwo. On doskonale wie, co i dlaczego robi, do czego potrzebny mu jest kontrast czerni i bieli, kameralne zacieśnienie kadru, wielkie emocje wyartykułowane w milczeniu. Jest w tym konsekwentny. I odważny – wręcz niewiarygodne, jak niewiarygodna jest historia, którą opowiada.  Trwają stalinowskie czystki. Na Rakowieckiej można zgnić w celi za znalezione w mieszkaniu 50 dolarów. Z powodu posiadania takiej sumy Wiesława zostaje oskarżona o próbę obalenia systemu i przesiaduje kilka miesięcy w nieludzkich warunkach w celi więzienia. Surowe, drewniane prycze, brud, okruchy chleba i jedna miska wody: jedyne, czego można doświadczyć w tych dehumanizujących warunkach, to niedogodność własnego ciała. Człowiek przestaje być wolą, uczuciem, świadomością. Staje się jednowymiarowy, jest ciałem, które można upokarzać, obnażać, głodzić, wychładzać i bić. Człowiek nawet nie jest winą – bo tej, jak mówi jedna z oprawczyń, wcale nie potrzeba, by skazać kogoś na sczeźnięcie w celi.  Sobieszczański skupia się właśnie na tym aspekcie totalitarnego terroru. Operując bardzo silnym kontrastem wydobywa na niejednokrotnie obnażanych ciałach więźniarek wszelkie skazy, siniaki, rany i brudy, których nie da się zetrzeć, szorując je w lodowatej wodzie. Jolanta Dylewska, operatorka filmu, skupia się na fakturach, drobinkach, które podkreślają obecność, materialność doświadczanego świata, w którym marksistowski materializm stał się przecież niepodważalną doktryną. Równie realne, niepodważalne i fizyczne są twarde prycze, rozsypywane sienniki, skąpe racje żywności. Od nadmiaru bycia i materii można oszaleć i wykrwawić realną krwią z faktycznie rozprutej żyły. Wiara, uczucie, emocja stają się nieosiągalną walutą, za którą można wykupić odrobinę nadziei. Cała recenzja filmu "Przez ścianę" dostępna jest POD LINKIEM TUTAJ.