Świeży i spółka wracają! Byliśmy na planie "100 dni: Misja Zeus"

"100 dni: Misja Zeus" - kontynuacja jednego z najgłośniejszych młodzieżowych filmów ostatnich lat -  w kinach od 11 września. Tym razem bohaterowie wychodzą poza szkolne mury, a stawka jest większa niż kiedykolwiek wcześniej - choć oni sami nie czują się na nią gotowi. Kapsel i jego ekipa stawiają pierwsze kroki w dorosłym życiu. Jedni ruszyli już dalej, inni próbują poukładać życie po swojemu, a Kapsel… nie potrafi się odnaleźć. Mieszka z rodzicami, w pracy pożegnał się z ambicjami i coraz częściej zadaje sobie pytanie, czy najlepszy czas ma za sobą. Kiedy jednak na horyzoncie pojawia się misja, od której może zależeć przyszłość wielu ludzi, nie ma czasu na wątpliwości.

Scenarzysta nowego "Bonda" wie, kto zagra agenta 007

Steven Knight, scenarzysta nowego filmu o Jamesie Bondzie, dał do zrozumienia, że wie już, kto wcieli się w agenta 007. Twórca "Peaky Blinders" przyznał, że poznanie nazwiska następcy Daniela Craiga ułatwiło mu pracę nad scenariuszem. Nie zamierza jednak zdradzać, o kogo chodzi.Kto jest faworytem do roli Bonda? Knight pojawił się w programie "Today" BBC Radio 4, gdzie zaznaczył, że nie może za wiele mówić na ten temat. Zapytany, czy pisze scenariusz z myślą o konkretnym aktorze, czy raczej opiera się wyłącznie na postaci Bonda, odpowiedział jednak: Trochę jedno i drugie. Zawsze łatwiej, kiedy wie się, kto zagra, ale trzeba pisać postać, a nie aktora. Dopytany, kiedy dowiedział się, kto zastąpi Daniela Craiga, Knight nie dał się jednak namówić na ujawnienie żadnego szczegółu i odesłał do swojej poprzedniej odpowiedzi.  O tym, że nowy Bond został już wybrany, mówił niedawno także Gary Oldman. Wśród aktorów, którzy w ostatnich tygodniach wymieniani byli jako kandydaci do roli, pojawiali się między innymi Jack Lowden, Jack Barton, Callum Turner, Jacob Elordi i Harris Dickinson. Lowden jest obecnie faworytem bukmacherów. Decyzję w sprawie obsady podejmują Amy Pascal i David Heyman oraz Denis Villeneuve, który wyreżyseruje film. Knight przyznał, że stara się nie zwracać uwagi na ogromne zainteresowanie projektem, a jako brytyjski scenarzysta czuje, że wykonuje swój obowiązek wobec króla i kraju. Nowy "Bond" będzie pierwszym filmem serii od czasu "Nie czas umierać" z 2021 roku, który był piątym i ostatnim występem Craiga w roli agenta 007. "Nie czas umierać" - zwiastun

WENECJA 2026: Bardem i Cruz w "Bunkrze", Affleck za kamerą

We wtorek w Konkursie Głównym festiwalu w Wenecji zobaczyliśmy "Bunkier" Floriana Zellera, twórcy "Ojca", oraz "Company" w reżyserii Caseya Afflecka. W pierwszym z filmów Javier Bardem i Penelope Cruz wcielają się w parę małżeńską w kryzysie. Drugi jest zaś szkatułkową opowieścią w opowieści w opowieści. Filmy recenzują Adam Kruk i Jakub Popielecki.recenzja filmu "Bunker", reż. Florian Zeller, 2026Odwrócona piramida autor: Adam Kruk To zdecydowanie ich rok. Javier Bardem dowiódł swej wielkości fantastyczną rolą w "Naturze miłości", za którą powinienem był dostać nagrodę w Cannes. Penélope Cruz ozdobiła pokazywaną tam "Czarną kulę", a także skradła show w "Zaproszeniu". Tymczasem na festiwalu w Wenecji premierę miała kolejna produkcja złotej pary hiszpańskiego kina (ozłoconej także w Stanach Oscarami) – od "Szynki, szynki" (1992) ich dziewiąta wspólna. Jest nią najnowsze dzieło Floriana Zellera, który wcześniej dwukrotnie przenosił na ekran własne sztuki teatralne, tym razem jednak pierwszy raz stworzył tekst specjalnie dla kina. "Bunkier" nosi przy tym cechy wcześniejszych dzieł reżysera: zarówno pod względem inteligentnej konstrukcji pamiętnej z "Ojca", jak i słabości "Syna" – szczególnie pewnej sztuczności, przeszkadzającej w pełnym zaangażowaniu widza w historię. "Bunker"Jeżeli jednak w poprzednim filmie Zellera wynikała ona z wyabstrahowania ze świata, o którym niby chciał opowiedzieć, zawężenia go do elit, w "Bunkrze" podobny zabieg służy sproblematyzowaniu świata architektury – społecznej i nie tylko. Bardem i Cruz grają tu Miguela i Sofię, majętną parę z siedemnastoletnim stażem i dwójką dzieci, mieszkającą obecnie w Londynie. Jak mówi jednak Miguel w wywiadzie rozpoczynającym film (dystrybucja informacji nie jest tu zbyt subtelna, trąci teatrem), gdy jest w Nowym Jorku, czuje się jego mieszkańcem, a gdy w Berlinie – berlińczykiem. Power couple zglobalizowanego świata, kwiat klasy kreatywnej: wzięty architekt i pracowniczka topowego wydawnictwa. Kiedyś mieszkali w Madrycie i, jak twierdzi Sofia, tam byli najszczęśliwsi; reguły gry są jednak nieubłagalne – trzeba wiecznie piąć się w górę i bogacić. Otaczać podobnymi sobie, chronić przed zazdrosnymi spojrzeniami. Ostatecznym potwierdzeniem sukcesu Miguela staje się propozycja zbudowania luksusowego bunkra dla miliardera z Doliny Krzemowej – i to właśnie w tym momencie pojawiają się wątpliwości. Czy aby wszystko nie poszło za daleko? Czy etycznie jest konstruować schron na wypadek apokalipsy dla kogoś, kto aktywnie się do niej przyczynia? A przede wszystkim: czy oznaczać miałoby to dla rodziny kolejną przeprowadzkę, i to w momencie, kiedy uwiła sobie ona w Londynie więcej niż komfortowe (i bardzo designerskie) gniazdko? Komfort ten zasadza się w dużej mierze na absolutnej prywatności – ich dom, choć nie znajduje się pod ziemią, to także rodzaj bunkra. Jego osobność i samowystarczalność zostaje jednak zaburzona przez sąsiada (Stephen Graham), który postanawia wybić w swojej ścianie okno. Z widokiem na ich ogród (w ich perspektywie) lub (według niego) doprowadzający nieco światła do magazynu, który przerobić zamierza na kawalerkę. Całą recenzję filmu "Bunker" można przeczytać POD LINKIEM TUTAJ.  ***recenzja filmu "Company", reż. Casey AffleckOff-off-off-topic autor: Jakub Popielecki Kiedy Hamlet mówił, że "za długo siedzi na słońcu", był to Szekspirowski kalambur, grający podobieństwem słów "sun" (słońce) i "son" (syn). Kiedy duńskiego księcia cytuje młody Caleb (Atticus Affleck) w scenie z filmu "Company", językowy niuans znika. Dwuznaczność, jeśli w ogóle jest intencjonalna, w najlepszym wypadku stanowi tu porozumiewawcze mrugnięcie. Wypowiadający tę kwestię aktor jest przecież synem stojącego za kamerą Caseya Afflecka. Linijka z dramatu Szekspira funkcjonuje jednak w filmie dużo bardziej dosłownie, chociaż w toku fabuły nabiera dodatkowych znaczeń. Szkopuł w tym, że "Company" siedziało nie tyle za długo na słońcu, co raczej za krótko w piekarniku. Jeśli "Company" o czymś opowiada, to przede wszystkim o opowiadaniu historii. Tajemnicza dziewczyna w czerni (Emily Alyn Lind) znienacka pojawia się na domowym przyjęciu i proponuje, że zabawi gości anegdotą. Bohaterką anegdoty jest tajemnicza dziewczyna w czerni (Caylee Cowan), którą znajduje w śniegu mieszkający na odludziu mężczyzna (Nick Nolte). Ta w podzięce postanawia zabawić go anegdotą. Bohaterem anegdoty jest tajemniczy chłopak w czerni, Caleb, którego znajduje w śniegu mieszkające na odludziu małżeństwo (Adelaide Clemens i Scoot McNairy)… "Company"Affleck, który wyreżyserował film i napisał go w duecie z Ronem Hansenem, snuje tu narrację szkatułkową na podobieństwo choćby "Rękopisu znalezionego w Saragossie". Jedna postać opowiada historię drugiej postaci, która opowiada historię trzeciej postaci – i tak dalej. Raz na jakiś czas wracamy z fabularnego parteru na wyższe piętra narracji, co tylko wzmacnia rymy między poszczególnymi poziomami opowieści. Affleck dodatkowo gra z gatunkami: jest tu trochę westernu, trochę baśni i nawet odrobinka horroru. Najważniejsza z historii toczy się jednak właśnie "najniżej". To rozegrana w czasach Dzikiego Zachodu opowieść o parze farmerów, którzy przygarniają tajemniczego Caleba, podczas gdy w okolicy dochodzi do serii brutalnych mordów. Chłopak jest bardzo buńczuczny i byroniczny, farmer patrzy więc na niego z ukosa, ale jego żona jest przychylna gościowi. Między trojgiem osób w czterech ścianach leśnej chatki zaczyna powoli iskrzyć, a w powietrzu zawisa pytanie: jaki jest związek tej historii z dwiema opowieściami ramowymi? Całą recenzję filmu "Company" można przeczytać POD LINKIEM TUTAJ.