Box Office USA: Beat It! "Michael" wraca na pozycję lidera

W amerykańskim box offisie doszło do zmiany lidera. Nie, "Diabeł ubiera się u Prady 2" nie przegrał z żadną z dużych nowości, a z filmem, który jest w kinach o tydzień dłużej. Notując zaledwie 31-procentowy spadek na pierwsze miejsce powrócił "Michael". Muzyczny film biograficzny zgarnął 26,1 mln dolarów i nie miał najmniejszych problemów z wywalczeniem pozycji lidera. Obraz w ekspresowym tempie pędzi do 300 milionów dolarów. Granicę tę powinien przekroczyć - jako trzecia premiera tego roku - przed końcem następnego tygodnia. "Diabeł ubiera się u Prady 2" notuje z kolei dużo większych spadek od oczekiwań i film zarobił w weekend "tylko" 18 milionów dolarów. Przed tygodniem "Prada 2" pokonała "Michaela" o prawie 4 miliony dolarów, a teraz wygląda na to, że przegra z nim aż o 8 milionów. Filmy 2026 roku z wpływami powyżej 100 mln dolarów # Tytuł zarobił w sumie otwarcie liczba kin premiera VOD budżet 1 Super Mario Galaxy Film $418,6 $131,7 4284 3.04 19.05 $110 2 Projekt Hail Mary  $334,9 $80,5 4077 20.03 11.05 $190 3 Michael  $282,8 $97,2 3955 24.04 - $200 4 Diabeł ubiera się u Prady 2 (+1) $175,9 $76,7 4200 1.05 - $100 5 Hopnięci (-1) $165,8 $45,3 4000 6.03 28.04 $150 6 Krzyk 7  $121,9 $63,6 3540 27.02 31.03 $45 7 Wielka mała koza  $103,3 $27,2 3863 13.02 24.03 $90 Skąd taka duża strata? Portal Deadline wskazuje na horror - "Obsesja". Prognozy dawały filmowi zaledwie 8 mln dolarów na otwarcie, tymczasem on zgarnął (według najświeższych szacunków) aż 16,1 mln dolarów. Deadline wskazuje, że niespodziewanie bardzo duża liczba kobiet poszła na ten film, co miało zaszkodzić wynikom "Diabeł ubiera się u Prady 2". "Obsesja" zaskakuje również oceną w CinemaScore. Ma bowiem A-, podczas gdy horrory zazwyczaj mogą liczyć na oceny w zakresie B-C. Tym samym "Obsesja" okazała się drugim w tym roku kinowym hitem zrealizowanym przez YouTubera. Pierwszym był "Iron Lung" (17,8 mln dolarów). Warto jednak pamiętać, że ten drugi to ekranizacja gry wideo, tymczasem "Obsesja" bazuje na oryginalnym pomyśle. Przed tygodniem "Mortal Kombat II" mógł pobić rekord serii, ale teraz ewidentnie widać, że był frontloaderem i nie potrafi zatrzymać widzów. Film stracił aż 65% wpływów, co jednak przy słabości reszty stawki z pierwszej dziesiątki pozwoliło mu spaść tylko na czwarte miejsce.  Tyle szczęścia nie miał nowy film Jamesa Camerona "Billie Eilish - Hit Me Hard and Soft: The Tour". W jego przypadku spadek wpływów wyniósł olbrzymie 89%, co oznaczało, że film wyleciał z miejsca 5. aż na miejsce 14. "Obsesja" nie była jedyną dużą nowością. Pozostałe tytuły jednak cieszyły się skromnym zainteresowaniem. "Top Gun", który wrócił do kin z okazji 40. rocznicy, zarobił 3,1 mln dolarów. Nowy film Guya Ritchiego z Henrym Cavillem i Jakiem Gyllenhaalem "Zawodowcy" na dzień dobry był w stanie zgarnąć tylko 3 miliony dolarów. Zaś "Is God Is" wyciągnął z portfeli Amerykanów zaledwie 2,2 mln dolarów. W obu wypadkach są to wyniki słabsze od i tak mało efektownych prognoz. Z okazji 25-lecia do kin powrócił także "Shrek". Ale jego widownia była tak mała (zarobił 1,3 mln dolarów), że nie znalazł się nawet w pierwszej dziesiątce. Box Office USA: 8-10 maja 2026 # Tytuł zarobił w weekend zarobił w sumie tyg. na ekranie kina 1 Michael (+2) $26,13 $282,8 4 3560 2 Diabeł ubiera się u Prady 2 (-1) $18,0 $175,86 3 3830 3 Obsesja (NOWOŚĆ) $13,5* $16,1 1 2615 4 Mortal Kombat II (-2) $13,4 $62,23 2 3534 5 Sprawiedliwość owiec (-1) $9,32 $29,66 2 3454 6 Super Mario Galaxy Film  $4,45 $418,62 7 2793 7 Projekt Hail Mary  $3,9 $334,85 9 2177 8 Top Gun (wznowienie) $3,1 $187,27 - 2295 9 Zawodowcy (NOWOŚĆ) $3,01 $3,01 1 2018 10 Is God Is (NOWOŚĆ) $2,22 $2,22 1 1510 *wynik otwarcia z samego weekendu Największą premierą następnego tygodnia będzie oczywiście pierwszy od 2019 roku film kinowy ze świata Star Wars, czyli "Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu". Paramount liczy na to, że mimo premier "Hokum" i "Obsesji" w ostatnich tygodniach wciąż widzowie głodni są nowych horrorów i pokaże "Pasażera". Z kolei Neon pokaże komedię kryminalną "I Love Boosters", czyli pierwszy po 8-letniej przerwie film twórcy "Przepraszam, że przeszkadzam" Bootsa Rileya.

CANNES 2026: Miłość i jej trudne oblicza. Przeczytajcie nasze recenzje

Kolejny dzień w Cannes przynosi pokazy kolejnych wyczekiwanych filmów. Dziś mamy dla Was recenzje takich tytułów, jak "Gentle Monster" Marie Kreutzer z Léą Seydoux w roli głównej, najnowszego dzieła japońskiego reżysera Ryûsuke Hamaguchiego –  "All of a Sudden", francuskiego filmu z polskimi akcentami "Flesh and Fuel" – w jednej z głównych ról Julian Świerzewski, a także "The Beloved" – nowego filmu Rodrigo Sorogoyena, twórcy "Bestii".  Recenzje filmów w całości można już przeczytać na ich kartach. Recenzja filmu "Gentle Monster", reż. Marie KreutzerPogarda autorka: Daria Sienkiewicz Pisząc scenariusz do "Gentle Monster", Marie Kreutzer zadała sobie jedno bardzo ważne pytanie: czego lękam się w życiu najbardziej?. "Krzywdy mojego dziecka albo tego, że mój partner popełni jakąś okropną zbrodnię" – przyznała w wywiadzie dla Hollywood Reporter. Gdy w 2020 roku do ręki wpadł jej reportaż ujawniający, że sprawcami przemocy seksualnej wobec dzieci są najczęściej członkowie najbliższej rodziny, poczuła, że nie może pozostać na ten temat obojętna. Trzy lata później Austriaczka doznała szoku, dowiadując się, że Florian Teichtmeister, aktor, z którym współpracowała przy "W gorsecie", został skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu za posiadanie i produkcję pornografii dziecięcej. Wahając się nad porzuceniem projektu, doszła do wniosku, że "Gentle Monster" musi powstać – jako ostrzeżenie oraz wyraz niezgody na przemoc, która nadal objęta jest tabu i co gorsza – pozostaje niewidoczna dla oczu. Kreutzer interesuje to, co ukryte jest pod powierzchnią, dlatego ziarno niepewności zasiewa w widzu już na początku filmu. W otwierającej scenie "Gentle Monster" Lucy (Léa Seydoux)  błądzi palcami po klawiszach fortepianu, śpiewając pod nosem "Would I Lie to You?" duetu Charles & Eddie. Jej kojący, przepełniony smutkiem głos po chwili zagłusza czyjś ciężki i nierówny oddech. Jej mąż ma właśnie atak paniki. Lucy uspokaja Philipa (Laurence Rupp) i chwilę później wraca do instrumentu, by wyśpiewać jeszcze kilka linijek refrenu. Wówczas nie wie jeszcze, że piosenka, którą wybrała do swojego koncertowego repertuaru okaże się zwierciadlanym odbiciem jej małżeństwa.  Całą recenzję filmu "Gentle Monster" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.Recenzja filmu "All of a Sudden", reż. Ryûsuke HamaguchiHamagunitude autor: Łukasz Mańkowski Niektóre rzeczy biorą cię z zaskoczenia. Bez zapowiedzi, bez przygotowania – po prostu wydarza się coś dobrego, coś tak dziwnie pięknego, że na chwilę przesuwa to rzeczywistość o kilka centymetrów. Tak właśnie dzieje się w życiu bohaterek "All of a Sudden". I tak samo zadziałał na mnie nowy Hamaguchi. To absolutny masterclass z jego kina: tematów, emocjonalnych napięć i poetyki, które japoński reżyser rozwija od lat. Film będący nie tyle kolejnym etapem kariery, co potwierdzeniem pełnej krystalizacji stylu twórcy, który już dawno wyrósł na jednego z największych współczesnych mistrzów kina. Bo umówmy się – takie rzeczy zazwyczaj się nie udają. Te wszystkie próby łączenia Zachodu ze Wschodem, gdy azjatyccy twórcy wchodzą na obcy grunt kulturowy – albo, co gorsza, zachodni twórcy próbują "opowiadać Azję" – kończą się najczęściej albo karkołomną próbą kulturowej translacji, albo bezpiecznym kinem środka, często podszytym orientalizującym spojrzeniem. Dzień wcześniej oglądam w Cannes nowego Farhadiego ("Historie równoległe") i jednocześnie marzę, by Hamaguchi nie poszedł tą samą drogą. Na szczęście mówimy o twórcy, który jest dziś na zupełnie innym etapie. Każdy kolejny film potwierdza jego nieustanny rozwój, a francuski kontekst okazuje się dla niego twórczą pożywką, nie pułapką. Zaprasza do jeszcze bardziej intelektualnie nasyconego dialogu – i Hamaguchi korzysta z tego zaproszenia z imponującą swobodą. Historia "All of a Sudden" przypomina trochę finałową nowelę z "W pętli ryzyka i fantazji" – tę, w której dwie kobiety przypadkiem mijają się na ruchomych schodach i przez krótką chwilę obie są przekonane, że rozmawiają z kimś znajomym. Bardzo szybko okazuje się, że żadna nie ma racji, ale pomiędzy pomyłką a rozmową rodzi się coś znacznie ciekawszego: fascynacja drugim człowiekiem i jego życiorysem. Całą recenzję filmu "All of a Sudden" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.Recenzja filmu "Flesh and Fuel", reż. Pierre Le Gall,Tirowcy (Grupa zamknięta) autor: Jan Tracz Restauracja. Przy stoliku siedzą mężczyzna i kobieta. Zamawiają jedzenie i wino. Rozmawiają. On jest wyraźnie zakłopotany. Ona ewidentnie zaintrygowana. Widać, że oboje się znają. Powoli wyłapujemy kolejne fakty: to, że on jest uznanym reżyserem, a ona aktorką skazaną na role w serialach, w których nie dostaje przestrzeni na złożone kreacje. Mężczyzna mówi, że dostrzega w niej talent; że być może ma to w genach – w końcu jest córką reżysera i aktorki filmowej. Dopiero chwilę później dadzą nam do zrozumienia, że tym ojcem jest niejaki Esteban Martinez (Javier Bardem) – światowej sławy reżyser hiszpańskiego pochodzenia, nagradzany Oscarami i Złotą Palmą. Ten sam, który przez większość jej życia był w nim zasadniczo nieobecny. Ten sam, którego nie widziała od ponad dekady. I ten sam, który właśnie siedzi przy stoliku i drży przed decyzją swojej córki.  W podobny sposób relacje swoich bohaterów Rodrigo Sorogoyen rozpisywał już w "Bestiach", swoim poprzednim filmie, pokazywanym w 2022 roku w sekcji Cannes Premiere: odpalamy kamerę, wrzucamy bohaterów, a stopniowo ujawniane informacje z ich przeszłości zmuszają nas do przewartościowania wszystkich ich dotychczasowych interakcji. W efekcie "Bestie", choć nie zaskakiwały fabularnie, poprzez grę z emocjonalnym stosunkiem widza do tego, co na ekranie, były w stanie dostarczyć (!) to, co często lubimy nazywać mianem katharsis. I chyba największym problemem "The Beloved", jego najnowszego projektu – pokazywanego już prawilnie w sekcji konkursowej canneńskiego festiwalu – jest jego niezdolność do wywracania oczekiwań. O ile w "Bestiach" Sorogoyen wyrzucał asy z rękawa na przestrzeni całego metrażu, o tyle w "The Beloved" wszystkie karty umieszcza na stole już w pierwszych minutach. Całą recenzję filmu "Flesh and Fuel" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.Recenzja filmu "The Beloved", reż. Rodrigo SorogoyenPlan zadośćuczynienia autor: Kacper Rydzewski Restauracja. Przy stoliku siedzą mężczyzna i kobieta. Zamawiają jedzenie i wino. Rozmawiają. On jest wyraźnie zakłopotany. Ona ewidentnie zaintrygowana. Widać, że oboje się znają. Powoli wyłapujemy kolejne fakty: to, że on jest uznanym reżyserem, a ona aktorką skazaną na role w serialach, w których nie dostaje przestrzeni na złożone kreacje. Mężczyzna mówi, że dostrzega w niej talent; że być może ma to w genach – w końcu jest córką reżysera i aktorki filmowej. Dopiero chwilę później dadzą nam do zrozumienia, że tym ojcem jest niejaki Esteban Martinez (Javier Bardem) – światowej sławy reżyser hiszpańskiego pochodzenia, nagradzany Oscarami i Złotą Palmą. Ten sam, który przez większość jej życia był w nim zasadniczo nieobecny. Ten sam, którego nie widziała od ponad dekady. I ten sam, który właśnie siedzi przy stoliku i drży przed decyzją swojej córki.  W podobny sposób relacje swoich bohaterów Rodrigo Sorogoyen rozpisywał już w "Bestiach", swoim poprzednim filmie, pokazywanym w 2022 roku w sekcji Cannes Premiere: odpalamy kamerę, wrzucamy bohaterów, a stopniowo ujawniane informacje z ich przeszłości zmuszają nas do przewartościowania wszystkich ich dotychczasowych interakcji. W efekcie "Bestie", choć nie zaskakiwały fabularnie, poprzez grę z emocjonalnym stosunkiem widza do tego, co na ekranie, były w stanie dostarczyć (!) to, co często lubimy nazywać mianem katharsis. I chyba największym problemem "The Beloved", jego najnowszego projektu – pokazywanego już prawilnie w sekcji konkursowej canneńskiego festiwalu – jest jego niezdolność do wywracania oczekiwań. O ile w "Bestiach" Sorogoyen wyrzucał asy z rękawa na przestrzeni całego metrażu, o tyle w "The Beloved" wszystkie karty umieszcza na stole już w pierwszych minutach. Całą recenzję filmu "The Beloved" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.

Czy to on zagra nowego Jamesa Bonda?

Tom Francis, który zdobył rozgłos dzięki występowi u boku Nicole Scherzinger w głośnym wznowieniu musicalu "Bulwar zachodzącego słońca", znalazł się w gronie aktorów ubiegających się o rolę nowego Jamesa Bonda.Tom Francis: kim jest nowy kandydat do roli Jamesa Bonda?Jak podaje Variety, 26-letni brytyjski aktor miał już wziąć udział w przesłuchaniu. Proces castingu wciąż trwa, a nad wyborem nowego agenta 007 czuwa legendarna reżyserka castingu Nina Gold ("Gra o tron", "Gwiezdne wojny"). Ani przedstawiciele Francisa, ani wytwórnia Amazon MGM Studios nie skomentowali doniesień.  Młody aktor dołącza do długiej listy nazwisk typowanych do przejęcia schedy po Danielu Craigu. Wśród najczęściej wymienianych kandydatów znajdują się m.in. Jacob Elordi, Aaron Taylor-Johnson oraz Callum Turner. W mediach pojawiło się również ostatnio nazwisko Cosmo Jarvisa, jednak jego przedstawiciele zaprzeczyli, jakoby brał udział w castingu. Choć Tom Francis pozostaje przede wszystkim aktorem teatralnym, jego kariera nabiera tempa. Za rolę w "Bulwarze" zdobył prestiżową nagrodę Olivier  oraz nominację do Tony. Echem odbiła się zwłaszcza scena, w której wykonując główny utwór musicalu, aktor spacerował po Broadwayu, śledzony przez kamery transmitujące występ na żywo. Dorobek ekranowy Francisa jest na razie skromny. Aktor pojawił się niedawno w filmie "Jay Kelly", a wkrótce zobaczymy go także w wojennym dramacie sportowym "The Mosquito Bowl" u boku Nicholasa Galitzine i Billa Skarsgårda. Zadebiutował również w telewizji w finałowym sezonie serialu "Ty". Przypomnijmy: nowy film o Jamesie Bondzie wyreżyseruje Denis Villeneuve według scenariusza Stevena Knighta. Stanowiska producentów piastują Amy Pascal i David Heyman. Występ Toma Francisa w "Bulwarze zachodzącego słońca"