Park Chan-wook: Czy AI stawia nas w sytuacji "Bez wyjścia"?

Do polskich kin wchodzi właśnie "Bez wyjścia", nowy film Koreańczyka Parka Chan-wooka, o zrealizowaniu którego reżyser marzył od 20 lat. Tym razem twórca takich tytułów jak "Oldboy", "Służąca" czy "Podejrzana" opowiada historię Man-su (znany m.in. ze "Squid Game" Byung-hun Lee), który zostaje zwolniony z firmy, gdzie pracował od 25 lat. Mężczyzna postanawia znaleźć nową posadę za wszelką cenę, dosłownie… po trupach. Film, który jest ekranizacją powieści Donalda E. Westlake’a "Ostre cięcia", walczył o Złotego Lwa podczas zeszłorocznego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji, gdzie reżyser udzielił nam wywiadu. Z reżyserem rozmawia Jakub Popielecki. W jednym z wywiadów powiedziałeś, że "Bez wyjścia" to film, nad którym pracowałeś od 20 lat. Dlaczego doprowadzenie do realizacji zajęło aż tyle czasu? Park Chan-wook: Kiedy mówię, że zajęło mi to 20 lat, mam na myśli to, kiedy po raz pierwszy przeczytałem książkę i zechciałem zrobić z niej film. Właściwą próbę ekranizacji podjąłem dopiero w 2009 roku. Początkowo chciałem zrealizować ten projekt w Ameryce. Ale miałem problem, żeby dopiąć wystarczający budżet. Można powiedzieć, że to główny powód, dla którego tamta wersja nie powstała. W międzyczasie oczywiście pracowałem nad innymi projektami i nakręciłem szereg innych filmów. A kiedy wreszcie zdecydowałem się nakręcić "Bez wyjścia" w Korei, wszystko poszło dość szybko.    Gdyby film powstał w USA, jak początkowo planowałeś, w jaki sposób zmieniłoby to historię? Jaka jest różnica między umieszczeniem akcji w Ameryce, a umieszczeniem jej w Korei? Myślę, że nie byłoby większej różnicy. Może z wyjątkiem tego, że główny bohater nie miałby drzewek bonsai. I jeszcze jedno: w amerykańskiej wersji scenariusza bohater nosił imię Howard. Więc Howard i drzewka bonsai – to byłyby dwie główne różnice (śmiech). Jest jeszcze motyw pistoletu pochodzącego z Korei Północnej… Jeśli się nie mylę, w powieści pistolet należał do ojca głównego bohatera i pochodził z czasów II wojny światowej. Ponieważ przenieśliśmy akcję do Korei, zmieniłem to na wojnę wietnamską. Wydawało się to mieć więcej sensu ze względu na wiek bohatera i miejsce akcji. Niewiele osób spoza Korei o tym wie, ale Korea Południowa uczestniczyła w wojnie u boku amerykańskich żołnierzy. Równocześnie w konflikcie nieoficjalnie brała udział również Korea Północna, po stronie przeciwnej. Była to więc wojna, w której walczyli żołnierze z obu Korei. Nasz pistolet został wyprodukowany w Korei Północnej i mógł być używany podczas wojny wietnamskiej. Ostatecznie wycięliśmy to z filmu, ale nakręciliśmy scenę, w której dwójka detektywów podczas śledztwa zastanawia się, czy w sprawę nie jest aby zamieszany rząd Korei Północnej. Rozważają najbardziej absurdalne scenariusze i zastanawiają się, jak mogło do tego dojść.   Kiedy odkryłeś, że Costa-Gavras nakręcił swoją wersję ("Ostre cięcia", 2005) i jaki miało to wpływ na twój film? Muszę zaznaczyć, że Costa-Gavras to jeden z moich ulubionych reżyserów. Bardzo go szanuję i podziwiam. Miał na mnie wielki wpływ. O jego "Ostrych cięciach" dowiedziałem się jednak stosunkowo późno. Po przeczytaniu powieści chciałem kupić prawa do ekranizacji. Ze zdziwieniem odkryłem, że nie należą one do autora Donalda E. Westlake’a, tylko do Costy-Gavrasa. Postanowiłem sprawdzić, o co chodzi. Odkryłem wówczas, że nakręcił własną ekranizację i dopiero wtedy obejrzałem jego film. Chociaż bardzo mi się podobał, pomyślałem sobie, że na szczęście mogę zrobić coś innego. Niekoniecznie lepszego, ale na pewno innego. I to pomogło mi nie zrezygnować z projektu. Ale myślę też, że nasze filmy mają kilka elementów wspólnych, na przykład komediowe podejście. Obaj wydobywamy czarny humor sytuacji – myślę, że to coś, co nas łączy. Jak bardzo zmienił się twój pomysł na film od czasu, gdy przeczytałeś książkę po raz pierwszy? Jaki wpływ na fabułę miało ostatnie 20 lat zmian społecznych i technologicznych – chociażby postępująca automatyzacja oraz rozwój sztucznej inteligencji? Faktycznie, wątek sztucznej inteligencji i automatyzacji fabryk stał się z czasem ważniejszy, nawet jeśli był uwzględniony w scenariuszu od początku. Dopiero pod koniec zdjęć postanowiliśmy dodać motyw automatycznego wyłączania świateł. Starałem się też, żeby finałowa sekwencja wycinki lasu przypominała scenę z filmu science-fiction. Jeśli przyjrzysz się uważnie, te ciężkie maszyny nie są kierowane przez ludzi. Wykreowaliśmy je przy pomocy komputerowej grafiki, żeby przypominały roboty. Chciałem stworzyć coś, co przywodzi na myśl "Terminatora". Czy myślisz, że nadchodzi przyszłość, w której sztuczna inteligencja nas zastąpi? Tak, myślę, że ten czas nadejdzie. Podejrzewam, że tylko garstka wybitnie kreatywnych ludzi przetrwa – nieważne, czy chodzi o reżyserów, kostiumografów, scenografów czy operatorów. Moim zdaniem ostatnie się tylko grupa wyjątkowych jednostek. Dotyczy to wszystkich dziedzin przemysłu, nie tylko przemysłu filmowego. Zakładam, że wykreuje to nowe nierówności między ludźmi. W twoim filmie znajdują się jednak nieoczywiste sceny, pełne pomysłów, na które "nie wpadłaby" sztuczna inteligencja. Na przykład scena bójki, w której ścieżka dźwiękowa zagłusza dialogi i potrzebne są napisy. Uznałem, że jeśli wezmę tragiczne okoliczności, w jakich znaleźli się bohaterowie, i po prostu oddam na ekranie ich smutek, nie będzie się tego dobrze oglądało. Nie będzie to interesujące i nie zsumuje się w dobry film. Dlatego postanowiłem pokazać to w mniej oczywisty sposób, wydobywając tragizm za pośrednictwem humoru. Spędziłeś dekady, opowiadając mroczne historie. Czy czujesz, że zbliżyłeś się jakoś do zrozumienia ciemnych zakamarków ludzkiej natury? Nie powiedziałbym tego. Nie jestem lekarzem ani terapeutą. Czy moje rozumienie mroku ludzkiej natury się pogłębiło? Niekoniecznie. Chcę po prostu opowiadać historie o tym, co kryje się w naszych umysłach, o mrocznych żądzach, które targają zwyczajnymi ludźmi. Ale zarazem, opowiadając te historie, chcę powiedzieć, że nie możemy rezygnować z empatii. A jaka jest twoja mroczna żądza? Może odwiedzić wszystkich innych reżyserów, którzy walczą z moim filmem o Złotego Lwa… (śmiech).    Więcej wywiadów i artykułów przeczytacie w dziale "Publicystyka" TUTAJ."Bez wyjścia" – zwiastun

"Batman 2". Gwiazda "Władcy Pierścieni" uratuje film?

W ubiegłym tygodniu informowaliśmy o tym, że Daniel Craig został kolejnym aktorem, którzy odrzucił rolę w filmie komiksowym "The Batman Part II". Jak się jednak okazuje, jest już kolejny kandydat. A w każdym razie tak twierdzi Bill Ramsey z portalu Batman On Film.Do czterech razy sztuka? Kiedyś Aragorn, teraz ojciec Dwóch Twarzy?Problemem okazała się rola Christophera Denta, czyli ojca Harveya Denta (Dwóch Twarzy). Do tej pory co najmniej trzy gwiazdy kina odmówiły jej zagrania. To Brad Pitt, Stellan Skarsgård i Daniel Craig. Bill Ramsey twierdzi jednak, że propozycję udziału w "The Batman Part II" otrzymał odtwórca Aragorna z trylogii "Władca Pierścieni" Viggo Mortensen. Czy ją jednak przyjmie, tego niestety Ramsey już nie podaje. Mortensen nie ma obecnie zbyt wiele projektów filmowych w planach. A w każdym razie my wiemy tylko o jednym. To historyczny dramat "Porto Rico", w którym główną rolę ma zagrać Bad Bunny, "The Batman Part II". O filmieOficjalnie fabuła filmu Matta Reevesa "The Batman Part II" nie została ujawniona. Wiadomo jednak, że kluczową rolę odegra w nim rodzina Dentów. Oprócz Harveya Denta (którego zagra Sebastian Stan) i jego ojca Christophera w filmie pojawia się też Gilda Dent, żona Harveya (wcieli się w nią Scarlett Johansson).  Główną rolę w filmie zagra oczywiście Robert Pattinson. W obsadzie są także: Jeffrey Wright, Colin Farrell, Barry Keoghan i Paul Dano.Zwiastun filmu zamykającego obecnie filmografię Mortensena "Martwych nie boli"

Oscary 2026: Penn nagrodzony, ale nieobecny. Powód? Ukraina

Podczas 98. gali Oscarów Sean Penn zdobył statuetkę dla najlepszego aktora drugoplanowego za rolę w filmie "Jedna bitwa po drugiej". To jego trzeci Oscar i pierwszy w kategorii drugoplanowej (wcześniej nagradzany był za główne role w "Rzece tajemnic" i "Obywatelu Milku"). Aktor nie odebrał nowej nagrody osobiście - wszystko wskazuje na to, że postanowił ominąć galę, aby udać się z wizytą na Ukrainę.Penn od kilku lat wspiera UkrainęDzień po ceremonii zdjęcie z Pennem opublikował prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski. Na fotografii widać obu mężczyzn siedzących i rozmawiających w jednym z pomieszczeń urzędowych. Prezydent podziękował Pennowi za jego konsekwentne wsparcie dla Ukrainy od początku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji i wyraził przekonanie, że aktor nadal będzie opowiadać się po stronie jego kraju.Sean, thanks to you, we know what a true friend of Ukraine is.You have stood with Ukraine since the first day of the full-scale war.This is still true today.And we know that you will continue to stand with our country and our people. pic.twitter.com/wGneO1rqJI— Volodymyr Zelenskyy / Володимир Зеленський (@ZelenskyyUa) March 16, 2026Podczas samej gali nagrodę w imieniu Penna odebrał ubiegłoroczny laureat Kieran Culkin, żartując do zgromadzonych, że Penn "nie mógł być obecny – albo nie chciał". Nieobecność aktora nie była jednak zaskoczeniem. Kilka lat temu Penn przekazał jedną ze swoich dotychczasowych statuetek właśnie Wołodymyrowi Zełenskiemu. Groził też wówczas, że przetopi swoje nagrody, jeśli organizatorzy gali nie pozwolą zabrać głosu prezydentowi Ukrainy. Penn od lat angażuje się w działania humanitarne i polityczne. Wraz z Aaronem Kaufmanem zrealizował dokument "Moc", poświęcony Ukrainie i jej prezydentowi. Wcześniej był aktywny m.in. podczas pomocy ofiarom huraganu Katrina oraz trzęsienia ziemi na Haiti w 2010 roku."Moc" - zwiastun