Film, jakiego potrzebujemy? Recenzujemy "Odyseję"

Czy Christopher Nolan znowu podbije świat? Czy "Odyseja" wytrzymuje porównanie z poprzednimi filmami twórcy "Mrocznego Rycerza" i "Interstellar"? Czy Nolan pokazał, że w Hollywood wciąż jest miejsce na ambitne blockbustery? Jakub Popielecki widział już "Odyseję" i pisze, czy jest to film, którego potrzebujemy – czy może film, na który zasługujemy. Przeczytajcie jego recenzję. Recenzja filmu "Odyseja" Jak pisze Jakub Popielecki w swojej recenzji, Christopher Nolan w swojej "Odysei" po prostu ubiera znajome klocki w (chwilowo równie znajome) twarze Matta Damona, Anne Hathaway czy Toma Hollanda. A przecież i on testował to pole już wcześniej: mimochodem, po trochu. W jego dotychczasowej filmografii nie brakuje kolejnych odysei wokół globu, kolejnych popularnych herosów, kolejnych szkatułkowych narracji, kolejnych facetów pędzących w stronę Anne Hathaway. Znamienne, że "Odyseja" w sumie przypomina bardziej "Króla Edypa" Pasoliniego albo "Satyricon" Felliniego niż "Troję", "Starcie tytanów" czy nawet "Gladiatora". Momentami czuć tu wręcz nuty malickowskie: wiecie, bohater patrzy tęsknie w dal i monologuje z offu, a kamera maluje światłem jakiś pejzaż.  A gdyby koniecznie chcieć szukać powinowactw ze współczesnym amerykańskim kinem gatunkowym, trzeba by chyba sięgnąć po… kino grozy. Niby tylko na poziomie pojedynczych scen – ale wciąż. Nolan (słusznie) inscenizuje kolejne spotkania Odyseusza z czymś Niesamowitym, kładąc akcent na straszność, dziwność. Cyklop wygląda więc, jak gdyby wyszedł z kubistycznego portretu (albo teledysku Toola), a w gościnie u Kirke czeka bohaterów prawdziwie cronenbergowski body horror. Ale "Odyseja" nie jest tylko filmową zabawką, której autor czerpie frajdę z tego, że nakręca i odkręca sprężynkę spektaklu (jak w "Tenet"). Nolan potrafi wywołać prawdziwe emocje, a nie tylko wygłosić ich definicję (jak w "Interstellar"). Moment rozpoznania Odyseusza przez Telemacha jest tu przecież prawdziwe wzruszający – również dlatego, że reżyser perfidnie wplątuje w scenę psa. Aktorzy w "Odysei" nie mają jednak do grania wielkich dramatycznych ról, są raczej ciałami niosącymi silne emocje. Matt Damon jako Odyseusz jest styrany, Tom Holland jako Telemach jest gorliwy, Robert Pattinson jako zalotnik Antinous jest oślizgły. Niczym u Homera – każdy ma swój epitet. Ale pozostają w tym ludzcy, nie przypominają byle trybików w machinie mitu. Ciekawe zresztą, że najpotężniejsze role u etatowo chłopackiego Nolana grają tym razem dwie kobiety: Anne Hathaway jako Penelopa i Samantha Morton jako Kirke.   Całą recenzję autorstwa Jakuba Popieleckiego przeczytacie TUTAJ."Odyseja" – zwiastun

Ujawniono przyczynę śmierci Sama Neilla

Kilka dni temu świat kina zasmuciła informacja o tym, że w wieku 78 lat zmarł Sam Neill. Teraz do sieci trafiły wieści o przyczynie śmierci aktora.Walka Neilla z chorobą Jak podaje TMZ, powołując się na menedżera aktora (Philipa Grenza), Neill zmarł na zapalenie płuc. Informacja ta może zaskakiwać, ponieważ jeszcze w kwietniu Neill ogłosił, że dzięki terapii CAR-T jest wolny od nowotworu. Aktor od 2022 roku zmagał się z chłoniakiem angioimmunoblastycznym z komórek T - rzadkim nowotworem krwi - jednak po nowoczesnym leczeniu pokonał chorobę. Gdy kilka dni temu poinformowano o jego śmierci, określono ją jako nagłą i niespodziewaną. Rodzina przekazała, że Neill zmarł 13 lipca w Sydney, otoczony przez najbliższych. W opublikowanym oświadczeniu podziękowano personelowi szpitala St Vincent’s Private Hospital za opiekę oraz podkreślono, że aktor odszedł, pozostając wolnym od nowotworu. Menedżer aktora ujawnił również, że zgodnie z jego wolą nie odbędzie się publiczna uroczystość pożegnalna. Zamiast tego rodzina zorganizuje prywatne nabożeństwo na należącej do Neilla farmie w Nowej Zelandii. Bliscy poprosili osoby chcące uczcić pamięć aktora, by zamiast kwiatów przekazywały datki na organizacje, które były mu szczególnie bliskie. Wśród nich znalazły się fundacje wspierające nowozelandzkie szpitale oraz instytucje zajmujące się ochroną przyrody. Sam Neill zdobył światową sławę rolą doktora Alana Granta w serii "Park Jurajski". Wystąpił również m.in. w filmach "Opętanie", "Polowanie na Czerwony Październik", "W paszczy szaleństwa" i "Ukryty wymiar", a także serialach "Merlin", "Dynastia Tudorów" i "Peaky Blinders"."Park Jurajski" - zwiastun

Tak wygląda Anthony Ippolito jako młody Sylvester Stallone. Zwiastun "I Play Rocky"

Amazon zaprezentował pierwszy zwiastun filmu "I Play Rocky". Zobaczcie historię, która zmieniła kino.O czym opowiada "I Play Rocky"?"I Play Rocky" to film biograficzny opowiadający o tym jak młody Sylvester Stallone stał się legendą kina grają boksera Rocky'ego Balboę. Aktor bez kasy, z częściowo sparaliżowaną twarzą i wadą wymowy pisze scenariusz, który chce kupić wielkie studio filmowe. Ale on mówi: "Nie sprzedam, chyba że zagram główną rolę". Odrzuca ofertę, która mogłaby ustawić go na resztę życia. Zamiast tego kręci film za grosze, ale z sobą w roli głównej. Efekt? Film staje się największym hitem 1976 roku, zgarnia 10 nominacji do Oscarów i zdobywa statuetkę dla Najlepszego Filmu. Oto prawdziwa historia powstania legendarnego "Rocky’ego". W roli Stallone'a w filmie zobaczymy Anthony'ego Ippolito, dla którego będzie to najważniejsza pozycja w jego dotychczasowej filmografii. Aktora możecie kojarzyć m.in. z melodramatu "Purpurowe serca". W obsadzie są także: P.J. Byrne, Toby Kebbell, Tracy Letts, Jay Duplass i Matt Dillon. Całość wyreżyserował Peter Farrelly ("Green Book"). Premiera zaplanowana jest na listopad.Zwiastun filmu "I Play Rocky"