"Diabeł ubiera się u Prady 2" rozbija bank – podsumowanie maja w polskich kinach

W ubiegłym miesiącu w polskich kinach liczył się tak naprawdę jeden film – "Diabeł ubiera się u Prady 2". Po premierze w długi weekend majowy, podczas którego komedia odnotowała czwarte najlepsze otwarcie w tym roku, przebój z Meryl Streep i Anne Hathaway notował niewielkie spadki i spędził na szczycie weekendowego zestawienia jeszcze dwa kolejne tygodnie. Do końca miesiąca zobaczyło go ponad 930 tys. widzów, a ostatecznie uda mu się przekroczyć pułap miliona.         To, że właśnie hollywoodzka komedia będzie pierwszym i jak dotąd jedynym tegorocznym "milionerem" w polskich kinach, jest niemałą sensacją. Jeszcze kilka miesięcy temu raczej mało kto spodziewał się aż tak mocnego wyniku. Nawet miesiąc przed premierą szanse na tytuł dotychczas najchętniej oglądanego filmu 2026 roku wydawały się niewielkie. Tymczasem "Diabeł ubiera się u Prady 2" bez problemu wyprzedził najpopularniejszą do tej pory premierę roku, "Piep*zyć Mickiewicza 3" (blisko 860 tys. widzów). Do końca maja zgromadził już ponad dwukrotnie większą widownię niż część pierwsza. W 2006 roku "Diabeł ubiera się u Prady" zainteresował w sumie 440 tys. osób. Sukces filmu "Diabeł ubiera się u Prady 2" wynika po części również z faktu, że w swojej kategorii tytuł ten nie miał bezpośredniej konkurencji. Uwagę widzów od komedii mógł odciągnąć przede wszystkim "Michael", który na ekrany kin trafił tydzień wcześniej. Jednak w Polsce biografia "Króla Popu" cieszy się z przyczyn trudnych do jednoznacznego określenia mniejszą popularnością niż w większości innych krajów. Od premiery w ostatni weekend kwietnia zobaczyło ją wprawdzie ponad pół miliona widzów, w tym ok. 300 tys. w samym maju, ale zainteresowanie jest znacznie mniejsze niż w przypadku kontynuacji perypetii Mirandy Priestly. Tymczasem w Ameryce komedia zdecydowanie przegrała pojedynek z filmem o Michaelu Jacksonie. Szacuje się, że jej wynik końcowy wyniesie ok. $230 mln. Z kolei "Michael" może finalnie zbliżyć się do pułapu $400 mln, a globalnie ma on szansę na miliard dolarów. "Diabeł ubiera się u Prady 2" według obecnych prognoz może zakończyć wyświetlanie w okolicach $700 mln dolarów, co dla filmu, którego budżet wyniósł $100 mln, będzie i tak fenomenalnym osiągnięciem. Jeśli chodzi o filmy, które na ekrany kin trafiły w kwietniu, ale gromadziły jeszcze sporą widownię w maju, to oprócz "Michaela" należy wspomnieć "Super Mario Galaxy Film". Przed premierą animacja była typowana jako mocny kandydat do przekroczenia pułapu miliona widzów. Ostatecznie nie uda jej się go jednak przekroczyć. Do końca maja tytuł ten zgromadził szacunkowo ok. 850 tys. widzów, a po Dniu Dziecka frekwencja na nim będzie już raczej niewielka. Film jest wyświetlany od początku kwietnia, a w ostatni weekend maja na ekrany trafiło kilka innych propozycji dla najmłodszych widzów, m.in. "Tom i Jerry: Przygoda w muzeum" (blisko 50 tys. widzów na otwarcie) oraz "Drzewo magii" (ponad 35 tys.). W minionym miesiącu uwagę od "Super Mario Galaxy Film" mogły nieco odwrócić także inne skierowane do raczej młodszej i familijnej widowni propozycje: "Pucio" (ok. 60 tys. widzów w samym maju i ponad 180 tys. od premiery) czy "Sprawiedliwość owiec" (ok. 80 tys.). Maj to również początek sezonu letniego w Hollywood, okresu charakteryzującego się zazwyczaj dużą ilością premier wysokobudżetowych produkcji. W ostatnich latach sezon ten otwierały głównie ekranizacje komiksów. Jednak w tym roku, po przesunięciu premiery "Avengers: Doomsday" z pierwszego weekendu maja na grudzień, miejsce filmu otwierającego sezon letni zajął nie inny film o superbohaterach, a właśnie "Diabeł ubiera się u Prady 2". Z perspektywy polskich kin trafną decyzją okazało się ustalenie otwarcia komedii na pierwszy weekend maja. Film ten zgromadzi finalnie trzykrotnie większą widownię niż zeszłoroczna nowość majówkowego weekendu, "Thunderbolts*" (w sumie 340 tys. widzów). Pod względem hollywoodzkich widowisk tegoroczna oferta w maju była jednak ogólnie uboga, na ekranach pojawiły się bowiem tylko dwa tytuły, które można byłoby zaliczyć do tej kategorii: "Mortal Kombat II" oraz "Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu". Ten pierwszy, którego budżet wyniósł $80 mln, zgromadzi w polskich kinach jedynie ok. 150 tys. widzów. Względem poprzednika z 2021 roku, którego przy znaczących obostrzeniach pandemicznych zobaczyło w sumie 70 tys. widzów, oznacza to i tak znaczący wzrost. Znacznie lepiej niż ekranizacja gry spisują się kinowe przygody Mandaloriana i Grogu. Wyniki notowane przez ten tytuł wskazują jednak na to, że zainteresowanie nim – przynajmniej po drugim weekendzie wyświetlania – jest jeszcze mniejsze niż w przypadku "Han Solo: Gwiezdne wojny – historie", który w 2018 roku został uznany za sporą porażkę finansową. Po pierwszych dziesięciu dniach wyświetlania tamten film posiadał na swoim koncie 380 tys. sprzedanych biletów, przy czym trzeba zaznaczyć, że na drugi weekend wyświetlania przypadł wtedy Dzień Dziecka, który miał pozytywny wpływ na frekwencję. W tym roku święto to wypadło w poniedziałek po drugim weekendzie wyświetlania tej nowości, więc efekt był znacznie mniejszy. Do końca maja "Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu" zgromadził niespełna 270 tys. widzów. W tym momencie realny staje się scenariusz wyniku poniżej 500 tys. W maju wyniki wielu filmów w polskich kinach były mocno uzależnione od pogody, a ta była przez większość miesiąca bardzo ładna. Negatywny wpływ wysokich temperatur na frekwencję w polskich kinach nie jest niczym nowym, tak samo zresztą jak fakt, że najbardziej odpornym gatunkiem na niesprzyjające z perspektywy kin warunki pogodowe jest horror. Brak dużej konkurencji, a także pozytywne recenzje krytyków i oceny widzów pozwoliły właśnie "Obsesji" stać się jednym z najchętniej oglądanych filmów minionego miesiąca. Choć dokładny wynik nie jest znany, to – podobnie jak w Ameryce i wielu innych krajach – zainteresowanie tym tytułem rosło w Polsce z tygodnia na tydzień. W naszym kraju zabrakło jednak podwójnego uderzenia ze strony filmów grozy, do którego doszło w ostatni weekend maja w światowych kinach za sprawą "Backrooms. Bez wyjścia". W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie tytuł ten zarobił ponad $80 mln, a kolejne $37 mln dołożył z rynku zewnętrznego. Także u nas, mimo trzytygodniowego opóźnienia, powinien on stać się dużym przebojem, choć już jako premiera czerwcowa. Wraz z innymi nowościami najbliższych tygodni – "Strasznym filmem", "Dniem objawienia", "Ojczyzną" i przede wszystkim "Toy Story 5" – czerwiec, przynajmniej na papierze, zapowiada się mocniej niż maj.

"Gorączka 2". Los filmu zależy od Leonarda DiCaprio

Jak informowaliśmy na stronach Filmwebu, Michael Mann szykuje się do nakręcenia "Gorączki 2". Jednak do realizacji filmu jest jeszcze daleka droga. Problemem okazuje się już sam casting.Wszyscy czekają na Leonarda DiCaprio, a ten się wahaJak twierdzi Kris Tapley, na chwilę obecną jedyny potwierdzony angaż do filmu to Christian Bale jako Vincent Hanna. W oryginalnej "Gorączce" postać tę grał Al Pacino. Bliski angażu jest też ponoć Jason Clarke, któremu ma przypaść rola Nate'a. W "Gorączce" wcielił się w niego Jon Voight. Jest jednak grupa aktorów, która może zagrać w filmie, ale ich los zależy od decyzji Leonarda DiCaprio. Gwiazdor rozważa zagranie Neila McCauleya (Robert De Niro grał go w oryginalne) lub Chrisa Shiherlisa (Val Kilmer grał go w oryginale). Problem w tym, że DiCaprio nie potrafi się zdecydować na to, ile czasu jest w stanie poświęcić na film Manna. Reżyser planuje spędzić na realizacji zdjęć 6-7 miesięcy. Rola Chrisa jest bardziej rozbudowana, więc oznaczałaby dłuższy pobyt DiCaprio na planie. Jeśli więc DiCaprio będzie chciał ograniczyć swój czas w filmie Manna, to wybierze rolę Neila. A to uruchomi całe domino castingowych zmian. Bo Neila chciałby też zagrać Adam Driver. Jednak w przypadku przekazania roli DiCaprio, Driver jest gotów zagrać inną postać. A to oznacza, że kandydat do tej roli będzie musiał albo film opuścić albo zagrać kogoś innego. Jeśli DiCaprio w ogóle zrezygnuje z filmu, to wtedy cały projekt stanie pod znakiem zapytania. "Gorączka 2" jest wyjątkowo drogim przedsięwzięciem. Budżet szacowany jest na 200 milionów dolarów. Podobno Amazon MGM Studios dało projektowi zielone światło tylko ze względu na DiCaprio. Nie jest więc jasne, czy bez niego wytwórnia dalej będzie skłonna wyłożyć na niego tak dużą kasę. Sam Michael Mann najwyraźniej pozostaje optymistą. Jest właśnie w Meksyku, gdzie szuka lokacji dla kręcenia filmu.Zwiastun filmu "Gorączka"

Pracowała przy "Obsesji". Jest wściekła, że film zarobi 250 milionów dolarów

Kiedy mały, niezależny, zrobiony za grosze film staje się kinowym przebojem, wydawać by się mogło, że sukces będzie cieszyć wszystkich, którzy przy nim pracowali. Tak jednak nie jest. Wystarczy spojrzeć na wpis scenografki Sally Choi, która pracowała przy "Obsesji".Scenografka "Obsesji" żałuje, że nie zniszczyła filmu, kiedy miała okazjęPrzypomnijmy, że "Obsesja" została zrobiona za 750 tysięcy dolarów. Tymczasem w kinach zarobił już prawie 180 milionów dolarów, a prognozy sugerują, że może w sumie zgarnąć nawet 250 milionów. Widząc takie kwoty Sally Choi poczuła się sfrustrowana tym, ile sama za pracę przy nim dostała. Choi mówi wprost, że pluje sobie w twarz, że zgodziła się pracować za 300 dolarów dziennie. Ujawnia, że po opłaceniu podatków, zostało jej 6741 dolarów i 36 centów. Choi dopiero zbiera doświadczenie jako scenografka. "Obsesja" to jej pierwsza praca przy filmie pełnometrażowym. I choć w 20 dni zarobiła więcej niż wynosi średnia płaca zwykłego pracownika, to i tak uważa, że została wykorzystana. W opublikowanym poście na Instagramie narzeka, że jak każdy pracujący przy niezależnej produkcji, oprócz swoich oficjalnych obowiązków pełniła też różne inne funkcje, za które nie otrzymywała żadnej rekompensaty. Twierdzi, że mogła doprowadzić do zamknięcia produkcji, ale została przekonana, by tego nie robić. Teraz, widząc, ile film zarabia, ma do siebie żal, że nie walczyła o większe zarobki. Post Choi znajdziecie poniżej: Wyświetl ten post na InstagramiePost udostępniony przez °•°sally•°•♡ (@kiwisupreez) Na razie nie wiemy, jak jej post został przyjęty w Hollywood.