Nie tylko "Znachor". Filmowe hity, które zobaczysz w TV w Wielkanoc

Przed nami Wielkanoc, czyli dwa dni błogiego lenistwa i ucztowania w towarzystwie rodziny. W przerwach pomiędzy kolejnymi kęsami świątecznych pyszności zapewne niejedna osoba sięgnie po pilota, licząc na ciekawą propozycję w telewizji. Fanów przygód profesora Rafała Wilczura uspokajamy: w święta będzie można zobaczyć na małym ekranie "Znachora". I to nie raz! Jeśli ciekawi Was, jakie inne warte uwagi filmy znalazły się w ramówkach stacji, sprawdźcie nasz krótki przewodnik telewizyjny na niedzielę i poniedziałek.  NIEDZIELA, 5 KWIETNIA"Noe: Wybrany przez Boga", TV Puls, godz. 12:00 Zainspirowany biblijną historią o sile ducha, poświęceniu i nadziei Darren Aronofsky przekłada na język filmu osobistą wizję opowieści o Noem. Russell Crowe wciela się w niej w postać człowieka, który został wybrany do podjęcia wielkiej misji uratowania rodzaju ludzkiego oraz zwierząt przed apokaliptycznym potopem, który ma zniszczyć zepsuty świat. Film podejmuje towarzyszące człowiekowi od zarania dziejów tematy dobra i zła, zniszczenia i miłosierdzia, nadziei oraz rodziny.  "Znachor" - TVP 1, godz. 13:40 / TVN, 16:15 Film Jerzego Hoffmana kończy w tym roku 45 lat, ale jego wyjątkowa popularność stworzyła z niego kino ponadczasowe. Choć nie jest seansem dla całej rodziny, pojawia się na telewizyjnych ekranach w każde święto państwowe, gdy wszyscy pozostają w domach. Z powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza wyciągnięto historię profesora Rafała Wilczura, która zastąpiła poczytną książkę w świadomości Polaków. Utalentowany lekarz ucieka w alkohol, gdy zostawia go żona i córka. Zostaje pobity, traci pamięć i dokumenty. Aby przeżyć, kradnie akt urodzenia i jako Antoni Kosiba ukrywa się na wsi. Jego umiejętności leczenia pomagają lokalnym mieszkańcom, ale także zwracają uwagę niepożądanych oczu. W rolach głównych: Jerzy Bińczycki, Anna Dymna, Artur Barciś.   "Znachor" - Polsat, godz. 14:35 Niedziela wielkanocna przyniesie nam pojedynek "Znachorów". Podczas gdy TVP1 i TVN pokażą klasyczną adaptację Jerzego Hoffmana, Polsat wyemituje zrobiony dla Netfliksa, równie udany film z 2023 roku. W tytułową rolę wciela się tym razem Leszek Lichota, a partnerują mu m.in. Maria Kowalska, Ignacy Liss, Anna Szymańczyk, Izabela Kuna oraz Artur Barciś. Scenariusz napisali Marcin Baczyński i Mariusz Kuczewski (seria "Listy do M."), zaś za kamerą stanął Michał Gazda ("Wataha"). "Shrek Trzeci" - TVN7, godz. 20:00 Shrek i jego małżonka Fiona przebywają na zamku w Zasiedmiogórogrodzie. Nieoczekiwanie króla Harolda dopada ciężka choroba. Władca doskonale zdaje sobie sprawę, iż jego dni są policzone, dlatego postanawia przekazać całe królestwo we władanie swojego zięcia. Shrek jednak nie potrafi wyobrazić sobie ogra zasiadającego na tronie i pełniącego najważniejszą rolę w państwie. Po śmierci teścia wyrusza więc w podróż, której celem ma być odnalezienie dalekiego krewnego, Artura. Towarzyszy mu wierny kot w butach oraz zabawny, choć czasem irytujący do granic wytrzymałości osioł. Tuż przed rozpoczęciem wyprawy Shrek dowiaduje się o ciąży swej żony. Od tej pory gromadka dzieci staje się głównym tematem nocnych koszmarów ogra. Tymczasem królestwu grozi niebezpieczeństwo. Podły Książę z bajki usiłuje podporządkować sobie mieszkańców i zagarnąć królewską koronę. "Uwierz w ducha" - TVN, godz. 21:25 Sam Wheat (Patrick Swayze) i Molly Jensen (Demi Moore) są jak para idealna. Młodzi zakochani nie widzą poza sobą świata, planują wspólną przyszłość. Jednak wszystko kończy się nagle, gdy mężczyzna ginie w trakcie napadu. Jednak pozostaje na ziemi w niewidocznej dla innych formie ducha. Aby ochronić swoją partnerkę, musi porozumieć się z żywym człowiekiem. Wybór pada na spirytystkę Odę Mea Brown (Whoopi Goldberg). "Uwierz w ducha" można traktować jak klasyczny wyciskacz łez, który nie ukrywa swojego melodramatycznego tonu. A kultowa scena z kołem garncarskim? Wzruszający film Jerry'ego Zuckera o przezwyciężaniu śmierci wygrał również z próbą czasu i nadal potrafi dotknąć czułych emocji. "Miłość jak miód" - TVP 2, godz. 22:35 Majkę (Agnieszka Suchora) i Agatę (Edyta Olszówka) równie dużo łączy, co dzieli. Obie są po pięćdziesiątce, przechodzą menopauzę i nie wierzą, że w ich życiu cokolwiek zmieni się na lepsze. Jedna mieszka nad Bałtykiem, druga w Tatrach. Jedna prowadzi cukiernię, druga jest wziętą architektką wnętrz. Jedna jest wdową, drugą partner właśnie zostawił dla młodszej. Jedna poświęca się dzieciom i wnukom, kompletnie zapominając o sobie, druga nie ma rodziny i dba o duchowy rozwój. Pewnego dnia przyjaciółki spotykają się na pogrzebie koleżanki z liceum. Agata namawia Majkę do spontanicznego wyjazdu w góry, sama zaś zostaje nad morzem. Nieoczekiwana zamiana ról przynosi szereg komplikacji, zabawnych zwrotów akcji i wyzwań, którym kobiety będą musiały stawić czoła. Czy uda im się przezwyciężyć przyzwyczajenia, uprzedzenia i lęki? Czy zdobędą się na odwagę, żeby otworzyć się na miłość i rozpocząć nowy rozdział w życiu? Czy naprawdę nigdy na nic nie jest za późno? PONIEDZIAŁEK, 6 KWIETNIA"Rozważna i romantyczna" - TVP 1, godz. 9:30 Nagrodzona Oscarem adaptacja klasycznej powieści Jane Austen. Był to anglojęzyczny debiut wybitnego reżysera z Tajwanu, Anga Lee. Umiera właściciel ziemski Henry Dashwood. W testamencie, zgodnie z ówczesnym prawem, przekazuje cały swój majątek najstarszemu męskiemu potomkowi rodu. Henry odchodzi w przeświadczeniu, że John Dashwood (James Fleet), jego syn z pierwszego małżeństwa, odpowiednio zabezpieczy macochę i trzy przyrodnie siostry. Tymczasem dziedzic rodowej fortuny nie zamierza się dzielić majątkiem, w czym zresztą popiera go jego samolubna i chciwa żona Fanny (Harriet Walter). Rodzinna posiadłość Norland Park w Sussex przechodzi więc na własność małżonków, a wdowa i jej córki muszą znaleźć nowy dom. Dla zubożałych panien na wydaniu jedyną szansą na lepszą przyszłość jest teraz odpowiednia partia małżeńska. Życzliwy kuzyn Sir John Middleton (Robert Hardy) proponuje kobietom dach nad głową w swojej posiadłości w Devon. Przed wyjazdem z Norland Park panny Dashwood poznają brata Fanny, Edwarda Ferrarsa (Hugh Grant). Między nieśmiałym i wrażliwym młodzieńcem a najstarszą z sióstr nawiązuje się nić sympatii, z której rodzi się głębsze uczucie. Elinor Dashwood (Emma Thompson) jest rozważna i inteligentna, poważnie myśli o przyszłości. Oszczędnie okazuje swoje uczucia i emocje, jest ostrożna w wydawaniu pochopnych sądów. "Za duży na bajki" - TVN7, 13:50 W życiu Waldka (Maciej Karaś), wypełnionym głównie grami komputerowymi, następuje prawdziwe trzęsienie ziemi. Na czas nieobecności mamy (Karolina Gruszka) zostaje pod opieką szalonej i nieprzewidywalnej ciotki (Dorota Kolak), która wprowadza, obcą mu jak dotąd, dyscyplinę i narzuca nowe obowiązki. Ale choć nietuzinkowa krewna funduje Waldkowi prawdziwy obóz przetrwania, chłopak otrzymuje od niej przy okazji najcenniejszą lekcję życia. Dzień z animacjami Disneya w Polsacie: "Ratatuj" (9:35), "Kraina lodu" (11:50), "Vaiana: Skarb oceanu" (14:05), "Zwierzogród" (16:35) i "W głowie się nie mieści 2" (20:35)  W wielkanocny poniedziałek czeka nas całodniowy maraton megahitów studia Myszki Miki. Rozpocznie go "Ratatuj", czyli opowieść o sympatycznym szczurze marzącym o byciu szefem kuchni w Paryżu. Następnie przeniesiemy się do magicznego świata "Krainy lodu", gdzie księżniczki Anna i Elsa będą próbowały nareperować nadszarpniętą siostrzaną więź. Wczesnym popołudniem czeka nas morska przygoda w towarzystwie "Vaiany", a następnie wizyta w pełnym kryminalnych zagadek "Zwierzogrodzie". Dzień zakończymy seansem zrealizowanego przez Pixara filmu "W głowie się nie mieści 2".  "Hrabia Monte Christo" - TVN, 19:45 Marsylia, rok 1815. Awansowany do rangi kapitana statku Edmond Dantès może w końcu poślubić miłość swojego życia, piękną Mercedes. Niestety sukces młodego marynarza budzi zazdrość wielu osób. Zdradzony przez rywali i potępiony jako członek spisku popierającego Napoleona, Dantès zostaje uwięziony i bez procesu osadzony w ponurym zamczysku If. Po czternastu latach, dzięki pomocy i tajnym instrukcjom współwięźnia – księdza Farii, udaje mu się zbiec i zdobyć legendarny skarb ukryty na wyspie Monte Christo. Wchodząc w posiadanie ogromnej fortuny, Dantès wciela w życie przebiegły plan eliminacji swych wrogów – dziś wysoko postawionych dygnitarzy. Jednak cena wyrafinowanej zemsty stanie się piętnem dla jego duszy... "Wybuchowa para" - TV Puls, 20:00 "Wybuchowa para" to spektakularna komedia akcji, w której Tom Cruise wciela się w rolę tajnego agenta, a Cameron Diaz gra kobietę wciągniętą w śmiertelnie groźną rozgrywkę służb specjalnych. Porwanie w biały dzień, strzelanina na autostradzie, przymusowe lądowanie samolotu na polu kukurydzy, ucieczka na motorze przed stadem rozwścieczonych byków. Tajny agent Roy Miller (Cruise) zapewni June Havens (Diaz) przygodę, która odmieni jej życie. Ona jemu też… Kiedy June wsiada do samolotu, którym ma lecieć na ślub młodszej siostry, poznaje przystojnego i tajemniczego Roya. Samolot nie dolatuje do celu – Roy zabija pilotów i sprowadza maszynę na ziemię… Życie June nabiera rumieńców – przemierza pół świata, cudem unikając czyhających na każdy kroku śmiertelnych niebezpieczeństw. Oczywiście nie jest sama – towarzyszy jej Roy, który kryje niejedną tajemnicę. W wirze szalonych wydarzeń zorientują się, że mogą liczyć tylko na siebie, a stąd już tylko krok do płomiennego romansu… "Planeta singli" - godz. 22:30, TVP 2 Pierwsza odsłona kasowej serii komedii romantycznych w gwiazdorskiej obsadzie. Ania (Agnieszka Więdłocha) jest uroczą, romantyczną, ale niezbyt pewną siebie nauczycielką, poszukującą idealnego mężczyzny na internetowych portalach randkowych. Przypadkiem, w walentynkowy wieczór, spotyka showmana Tomka (Maciej Stuhr), który prowadzi najpopularniejszy i najbardziej kontrowersyjny program telewizyjny w kraju. Zachwycony niepoprawnym romantyzmem Ani, proponuje jej, żeby została bohaterką jego show – ona będzie umawiać się na randki przez internet, a on w swoim programie pokaże prawdziwą twarz facetów flirtujących w sieci i wyśmieje naiwność kobiet szukających tam ideału. Szalone randkowe przygody Ani szybko stają się wielkim przebojem. Jednak pewnego dnia Ania nieoczekiwanie spotyka… idealnego faceta – Antoniego (Michał Czernecki). Naciskany przez bezwzględną szefową stacji (Ewa Błaszczyk) Tomek musi ratować oglądalność programu. A może i własne uczucie do Ani?

Pożytki rozkoszy. Powrót do thrillera erotycznego 

Na ekrany polskich kin wrócił właśnie "Nagi instynkt" Paula Verhoevena z Sharon Stone i Michaelem Douglasem w rolach głównych. Skąd wziął się gatunek thrillera erotycznego i dlaczego – razem z seksem – zniknął z ekranów kin? Pisze Dorota Jędrzejwska-Szpak. "Wszyscy są piękni, ale nikt nie jest napalony" – pisała w 2021 roku RS Benedict w viralowym artykule opublikowanym na łamach "Blood Knife", zarzucając współczesnemu kinu akcji (zwłaszcza dominującemu wówczas kinu superbohaterskiemu) fetyszyzację ciał przy jednoczesnym ich odseksualizowaniu. Autorka zwróciła uwagę na zjawisko, o którym dotychczas niewiele się mówiło – seks niemalże zniknął z hollywoodzkiego kina. Chwytliwa diagnoza szybko przerodziła się w szerszą debatę. O "śmierci sceny erotycznej" pisano w kolejnych latach na łamach m.in. BBC, "The New York Timesa", "New Yorkera", "Time’a" czy "Vogue’a".  Intuicję RS Benedict potwierdziły statystyki. Zlecone przez "Playboya" badania Kate Hagen wykazały, że spośród ponad 148 tysięcy filmów fabularnych powstałych od 2010 do 2019 roku zaledwie 1,21% zawierał sceny seksu – to najniższy wynik od lat 60. Skąd ta posucha? Jednymi z przyczyn zdają się związane z pazernością branży przemiana i dominacja blockbusterów, jakie nastąpiły po 2000 roku. W Hollywood najbardziej pożądane stały się wysokobudżetowe produkcje skierowane do całych rodzin, w stylu "Gladiatora" (2000), "Władcy Pierścieni" (2001), animacji Pixara czy, z czasem – kina superbohaterskiego. Element potencjalnie wykluczający dziecięcą część widowni (głównie seks, rzadziej przemoc), a tym samym ograniczający zyski, był pierwszą rzeczą, z której rezygnowano na wczesnym etapie projektów.  Czarna Wdowa | MarvelDo tego dochodzi ostrożność wynikająca z doświadczeń ruchu #MeToo, zmieniające się deklaracje widowni (zwłaszcza pokolenia Z, które częściej niż poprzednicy dystansuje się wobec ekranowej erotyki), a także logika współczesnego obiegu medialnego, premiująca bezpieczeństwo (a więc powielanie sprawdzonych pomysłów) i unikanie kontrowersji. Kino mainstreamowe zaczęło coraz silniej dążyć do komfortu: do wygładzenia doświadczenia, które nie powinno nikogo urazić ani zaniepokoić. Średniobudżetowe filmy dla dojrzałej widowni weszły – przynajmniej w głównym nurcie – w fazę kryzysu. Kiedyś to było…Tymczasem lata 90. – złoty okres thrillera erotycznego – wyglądały zupełnie inaczej. Wówczas ekranowa erotyka była czymś tak naturalnym, że aż nieuniknionym: integralnym składnikiem narracji, niemal równorzędnym wobec intrygi kryminalnej. Nagie ciała co rusz wyskakiwały z wielkiego ekranu i telewizora. Rodzice ćwiczyli się w refleksie, by na czas zakryć niewinnym pociechom oczy. Seks napędzał akcję, komplikował relacje, współistniał z przemocą. Filmy takie, jak "Fatalne zauroczenie" (1987) Adriana Lyne’a czy "Nagi instynkt" (1992) Paula Verhoevena nie tylko definiowały estetykę epoki, ale też przyciągały masową widownię. W końcu jednak przestały. "Fatalne zauroczenie""W Stanach Zjednoczonych doszło w pewnym momencie do jakiegoś nieporozumienia w kwestii seksualności" – mówił przy okazji premiery "Benedetty" (2021) Verhoeven w rozmowie z "Variety", nie pierwszy raz wytykając Amerykanom purytanizm i hipokryzję. Jego twórczość – od wczesnych, naturalistycznych filmów holenderskich, przez hollywoodzkie, podszyte ironią produkcje gatunkowe, po późne, bardziej intymne realizacje w Europie – konsekwentnie eksploruje obszary tabu. Reżyser słynie z tego, że dosłownie w każdym jego filmie pojawia się nagi biust, czasem coś więcej; obnażani są również mężczyźni. Ta dosadność obrazowania nie jest jednak u Holendra pustą fantazją czy bezmyślną prowokacją. Seks zostaje splątany z władzą, ciało – z utowarowieniem; świat to przestrzeń eksploatacji, w którym człowiek jest wykorzystywany lub sam wykorzystuje – by dominować, ale też przetrwać.  "Showgirls"Wyzywający, przesiąknięty sarkazmem i kodami kulturowymi Ameryki styl najpierw przyniósł Verhoevenowi popularność (szczytową w okresie premiery "Nagiego instynktu"), a potem klęskę. W drugiej połowie lat 90. w Hollywood zamknęło się jakieś okno. Po chłodnym przyjęciu kolejno: "Showgirls" (1995), "Żołnierzy kosmosu" (1997) i "Człowieka widmo" (2000) reżyser został odrzucony w USA. Nieprzypadkowo swoje nowsze filmy – "Elle" (2016) i Benedettę" – zrealizował w bardziej liberalnej Europie.Szczytowanie  Premiera "Nagiego instynktu" przypadła na szczytowy okres popularności thrillerów erotycznych. Jak dowodzą badania Anthony’ego Penty, samozwańczego specjalisty gatunku, najwięcej tego typu filmów nakręcono w 1994 roku, po czym konwencja w szybkim tempie zaczęła się wypalać. Za symboliczny koniec należy uznać premierę "Oczu szeroko zamkniętych" (1999) Stanleya Kubricka, filmu chłodno przyjętego zarówno przez widzów, jak i media.   "Oczy szeroko zamknięte"Thriller erotyczny był głęboko zakorzeniony w kontekście społecznym swojej epoki. Powstawał w rozgorączkowanym momencie, latach przejściowych znaczonych sprzecznościami: między afirmacją konserwatywnych wartości promowanych w czasach reaganizmu a fascynacją tym, co zakazane; między lękiem przed seksem związanym z epidemią AIDS a jego wszechobecnością w kulturze; między kryzysem męskości a rozpędzonym feminizmem. Seks rzadko był wówczas neutralny: niósł ze sobą ciężar winy drżących o przyszłość przedstawicieli klasy średniej, był uwikłany w paradygmaty płci, klasy i władzy. Jednocześnie pozostawał źródłem przyjemności, ekscytacji, ale też zagrożenia. Najciekawsze przykłady gatunku operowały niejednoznacznością, podważały prosty podział na "moralne" i "niemoralne", pokazując raczej świat, w którym pragnienia i lęki przenikają się nawzajem. Początkowo, w latach 80., thrillery erotyczne jednocześnie eksponowały seksualność i ją demonizowały. Debiutujące pod koniec dekady "Fatalne zauroczenie" stanowi tu modelowy przykład. Pozamałżeński romans zostaje w nim przedstawiony jako śmiertelne zagrożenie i zamach na nuklearną rodzinę, a kochanka (Glenn Close), niezależna, bezdzietna, samotna kobieta sukcesu wiodąca na pokuszenie niewiernego męża (Michael Douglas) – za swoją wolność, przyćmioną pragnieniem bliskości, zostaje ukarana śmiercią. To właśnie film Lyne’a, za sprawą swojej ogromnej popularności, rozpoczął modę na thrillery erotyczne, które do mainstreamu przeciskały się już od jakiegoś czasu: prekursorskie dzieła gatunku to m.in. "Amerykański żigolak" (1980) Paula Schradera, "Blue Velvet" (1986) Davida Lyncha, "W przebraniu mordercy" (1980) i "Świadek mimo woli" (1984) Briana De Palmy czy "Żar ciała" (1981) Lawrence’a Kasdana.  "Blue Velvet"Pean na cześć złych kobiet  Wysokobudżetowy thriller erotyczny najczęściej realizowany był w konwencji neo-noir, a więc posiadał też wiele elementów zaczerpniętych z klasycznego czarnego kryminału. Filmy te fetyszyzowały konkretne przedmioty i obiekty (jak buty na obcasach, elementy bielizny, wyszminkowane usta, papierosy, żaluzje i falujące firanki, piękne domy na przedmieściach i strzeliste wieżowce, walizka pełna pieniędzy), nawiązywały do psychoanalizy, także do Hitchcocka. Poza tym były przesiąknięte fatalizmem, złem o nieokreślonym źródle, koncentrując się wokół postaci femme fatale – kobiety zepsutej i wyzwolonej, manipulującej mężczyzną i prowadzącej go na manowce, czerpiącej przyjemność z seksu. Na przestrzeni lat 80. i 90. figura kobiety fatalnej rosła w siłę – coraz częściej, zamiast ginąć na końcu filmu, zaczynała triumfować. Bohaterki takie, jak Catherine Trammel (Sharon Stone) z "Nagiego instynktu" czy Bridget Gregory (Linda Fiorentino) z "Ostatniego uwiedzenia" (1994) Johna Dahla nie tylko wykorzystywały seksapil jako narzędzie władzy – niecne postępki po prostu uchodziły im na sucho.  "Ostatnie uwiedzenie"W znakomitej i jednocześnie niesławnej scenie przesłuchania w "Nagim instynkcie" Trammel ujawnia się jako kobieta niemal magiczna, czarownica czy też diablica – jej seksapil pozbawia przepytujących ją detektywów siły, omamia próbującego wyjść na prostą Nicka Currana (Michael Douglas). Facet znowu zaczyna palić i pić, wyłazi z niego agresja. Bohaterka zdaje się mieć nadprzyrodzoną intuicję, rozgrywa nierozgarniętych gliniarzy, igra z nimi, zawsze wyprzedza o krok.  Verhoeven zadrwił w ten sposób z kowbojskiej męskości, celowo przejaskrawił osadzoną w płci słabość mężczyzn wobec silnej kobiety. Dziś pod tym względem wypada nadzwyczaj świeżo. W podobny sposób porządek genderowy wywraca znakomite, choć mniej znane "Ostatnie uwiedzenie" Johna Dahla. Tutaj kobieta fatalna również swobodnie manipuluje mężczyzną, który jej pożąda. Jeszcze bardziej otwarcie niż Trammel traktuje go instrumentalnie, spychając w miejsce zarezerwowane dotąd, zwłaszcza w klasycznym kinie, dla płci przeciwnej. Jednocześnie – jak chyba żadna inna bohaterka – w sposób dziki i radosny afirmuje seks.Podziemny świat thrillera erotycznegoNie jest to wiedza powszechna, tym bardziej warto o tym wspomnieć – znaczna większość powstałych w tamtym okresie około 700 thrillerów erotycznych (jak wyliczył Penta) realizowana była z myślą o obiegu kaset VHS. Choć były to filmy niejako "podpinające się" pod fenomen ukształtowany na wielkim ekranie przez kolejne, również mniej udane tytuły (m.in. "Sliver" Phillipa Noyce’a, "Barwy nocy" Richarda Rusha, "Sidła miłości" Ulego Edela), to miały wyraźnie inny, bardziej figlarny charakter. Tworzono je z myślą o intymnych, domowych warunkach odbioru, kierowano do par lub kobiecej widowni. Sceny erotyczne są w nich dłuższe, częstsze, odważniejsze, przy tym nierzadko "miękkie" czy nawet delikatne. Intrygi bywają absurdalne, czasem nieporadne, a nawet dowcipne, samoświadome. To głównie kobiety są w tych filmach narratorkami. Sceneria to upalne Los Angeles. Estetyka jest teledyskowa, barwna, senna, hipnotyzująca.   "Sidła miłości"Przykładowo: jeden z czołowych reżyserów B-klasowej erotyki z dreszczykiem, Gregory Dark (tworzący również pod nazwiskami: Brown oraz Hippolyte), wyspecjalizował się w swego rodzaju erotycznych, utopijnych baśniach. Ich protagonistki – kobiety znudzone, smutne lub niedoceniane przez mężów – emancypują się w nich przez "niebezpieczny seks". W rozkoszy znajdują ukojenie, dreszczyk emocji wypełnia je życiem. Podobnie jak Dark, tak i inni płodni przedstawiciele tego fascynującego nurtu: Jag Mundhra, Fred Olen Ray, Andrew Stevens oraz jego kobiece gwiazdy (Shannon Tweed czy Shannon Whirry) dzisiaj niewiele mówią szerokiej widowni.  Śmieciowe thrillery erotyczne, mimo imponującej mnogości tytułów, zostały zaklęte w kasetach VHS, zapominane czy wyparte, oglądane głównie przez retromaniaków i torrenciarzy. Najwięcej wielbicieli i wielbicielek ich specyficznego uroku znaleźć można w serwisie Letterboxd, gdzie wciąż są odkrywane i doceniane (ja sama posiadam małą vhs-ową kolekcję). Warto jednak pamiętać, że w swoim czasie zarabiały duże pieniądze. Takie serie jak "Zwierzęcy instynkt", "Potajemne igraszki" czy "Nocne oczy" były w USA nieoficjalnymi hitami wypożyczalni. Po co nam sceny erotyczne?  Thrillery erotyczne – operujące głównie męską perspektywą i pokazujące (w krzywym zwierciadle, ale wciąż) pewien określony wyimek rzeczywistości, świat białej, zwykle heteroseksualnej i uprzywilejowanej Ameryki – miały swoje ambicje. Nie opowiadały po prostu o seksie. Za pomocą pożądania odwzorowywały zasupłaną dynamikę międzyludzkich relacji i zachodzące w nich dysproporcje. Współcześni twórcy (czy raczej zachowawczy producenci) zdają się zapominać, że scena seksu może nieść ze sobą ogrom emocji i znaczeń. Seks to zarówno spektakl, jak i bałagan, perwersja i proza życia, banał i eksces, niuans i nuda.  "Grzesznicy"Coś jednak, wraz z kryzysem superbohaterskich przygód, zaczęło się w tej kwestii zmieniać. Skoro nawet zachowawczy obyczajowo Christopher Nolan zdecydował się w "Oppenheimerze" (2023) na scenę erotyczną, coś musi być na rzeczy. I faktycznie, gdy spojrzymy zwłaszcza na streamingową ofertę, znajdziemy zarówno ambitne filmy przywołujące echa dawnej erotyki ("Fair Play" czy "Kochanek Lady Chatterley"), jak i rzeczy bardziej pulpowe, podobnie jak w latach 90. VHS-y skierowane do żeńskiej części użytkowniczek ("Pragnę tylko ciebie", "Zdrada to nie problem"). Jeszcze wyraźniej widać to w serialach ("Na całego", "Kwestia seksu i śmierci", ale też "Sex/Life" czy "Tell Me Lies"), które przejęły część funkcji dawnego kina gatunkowego i chętniej eksplorują temat seksualności w całym jego skomplikowaniu. Tendencja zatacza coraz szersze kręgi – mało kto zauważył, że "Grzesznicy" (2025) Ryana Cooglera są nie tylko jednym z pierwszych fetowanych na Oscarach horrorów, ale też filmów prezentujących odważne sceny erotyczne. Jak dać upust bezczelnie seksualnej fantazji, pokazała, nie bez kontrowersji, Emerald Fennell w "Wichrowych wzgórzach" (2026), wcześniej Halina Reijn w "Babygirl" (2024) jawnie nawiązywała do niegdysiejszych erotycznych melodramatów ("Niewierna" i "9 ½ tygodnia").  "Nagi instynkt"Być może więc problem nie polega na tym, że kino "nie potrzebuje" seksu, lecz na tym, że długo nie wiedziało, co z nim zrobić. W tym sensie thriller erotyczny – wraz z powrotem na ekrany swojego największego arcydzieła, "Nagiego instynktu" – pozostaje cennym punktem odniesienia. Więcej artykułów znajdziecie w dziale PUBLICYSTYKA pod LINKIEM TUTAJ. 

Pierwsze opinie o nowym "Resident Evil": "Mocna rzecz"

Po sukcesie "Zniknięć" Zach Cregger został zwerbowany przez Sony na stanowisko reżysera rebootu "Resident Evil". Studio zapłaciło mu 20 milionów dolarów i zapewniło pełną kontrolę artystyczną nad projektem. Strategia ta najwyraźniej się opłaciła. Zach Cregger na premierze "Zniknięć"Są pierwsze opinie o "Resident Evil" Zacha CreggeraJak podaje blog World of Reel, reakcje po pierwszych pokazach testowych są bardzo pozytywne. Cregger podobno nie zrobił typowej adaptacji gry wideo. Jego "Resident Evil" określany jest jako zwięzły (metraż to 90 minut) i bezkompromisowy, a jedna z osób, które miały okazję zobaczyć film, stwierdziła, że dzieło Creggera jest dla "Resident Evil" tym, czym "Na drodze gniewu" jest dla "Mad Maksa". Główną rolę gra Austin Abrams, z którym Cregger współpracował już przy "Zniknięciach". Wciela się on w kuriera Bryana. W trakcie epidemii śmiertelnego wirusa ma on przetransportować tajemniczą teczkę do szpitala w Racoon City. Postać ta została zbudowana na podobnej zasadzie jak grany przez niego James ze "Zniknięć" – nieco ekscentryczny chłopak zmagający się z uzależnieniem, który niespodziewanie zostaje wciągnięty w serię dziwacznych wydarzeń. W "Resident Evil" Bryan funkcjonuje jak awatar gracza – po prostu prowadzi widzów od jednej koszmarnej sceny do kolejnej. Austin Abrams jako James w "Zniknięciach" Dowiadujemy się też, że Cregger postawił na dynamikę, do minimum ograniczając ekspozycję i rozwój postaci. Mamy dostać dużo scen akcji, dużo potworów i dużo brutalności (film z pewnością zostanie wprowadzony do dystrybucji w Stanach Zjednoczonych z kategorią R). Dominują praktyczne efekty specjalne.  W jednym z ostatnich wywiadów Cregger przyznał, że nie widział wcześniejszych adaptacji gry. Otwarcie powiedział też, że jego wersja nie będzie ściśle trzymać się fabuły oryginału (mamy dostać tylko kilka Easter eggów i rozpoznawalnych potworów), a jako swoją inspirację wymienił "Martwe zło 2". Film trafi na ekrany kin 18 września tego roku.Zobacz zwiastun "Zniknięć""Zniknięcia" trafiły na ekrany w sierpniu ubiegłego roku. Wcielająca się w ciotkę Gladys Amy Madigan została nagrodzona Oscarem w kategorii najlepsza aktorka drugoplanowa. Przypominamy zwiastun: