Ryan Gosling wskrzesił swój zespół po 17 latach przerwy

Czy wiecie, że Ryan Gosling miał kiedyś zespół muzyczny o nazwie Dead Man's Bones? Większość z Was zapewne odpowiedziała na to pytanie "nie". I jest to całkowicie zrozumiałe. Zespół przestał istnieć 17 lat temu... a w każdym razie tak mogło się wydawać.Ryan Gosling z piosenką na HalloweenDead Man's Bones wydało bowiem tylko jeden album. Miało to miejsce w 2009 roku. Od tamtej pory projekt leżał zapomniany. Teraz jednak został wskrzeszony. Do sieci trafił pierwszy po 17-letniej przerwie singiel zatytułowany "Lost In The Night". Za Dead Man's Bones odpowiadają Ryan Gosling i Zach Shields. Gosling to rzecz jasna wielka gwiazda filmowa, aktor znany z takich produkcji jak "Barbie" czy "Projekt Hail Mary". Z kolei Shields to producent i scenarzysta filmowy. Odpowiadał za filmy o Godzilli i Kongu, a teraz pracuje nad scenariuszem filmu o Gladys z ubiegłorocznego hitu kinowego "Zniknięcia". Premierze "Lost In The Night" towarzyszy teledysk, w którym pojawiają się aktorzy dobrze znani fanom. Są to Rain Spencer i Noah Jupe. Spencer to rzecz jasna gwiazda serialowego hitu "Tego lata stałam się piękna". Z kolei Jupe wystąpił w dobrze przyjętym dramacie "Hamnet".Zobacz teledysk do piosenki "Lost In The Night" zespołu Dead Man's Bones

Tarantino wyobrażał sobie serię książek o tym bohaterze

Już wkrótce premiera "Dalszych perypetii Cliffa Bootha", które kontynuują losy bohatera z "Pewnego razu... w Hollywood" Quentina Tarantino.  Twórca wyjaśnił, dlaczego postanowił wrócić do tego świata i samego Bootha. Co miał do powiedzenia? Tarantino o sympatii do "Pewnego razu... w Hollywood" Podczas spotkania z widzami reżyser stwierdził: Uwielbiam postać Cliffa Bootha. Uwielbiam to, jak zagrał go Brad. Jest w nim coś z bohatera taniej powieści. Wyobrażałem sobie całą serię takich książek, w których Cliff wpada w tę czy inną przygodę. Z czasem pomysł przerodził się w kolejny scenariusz. Reżyser podkreślił też, że przez lata rozbudowywał w wyobraźni świat przedstawiony w filmie, zarówno przed jego realizacją, jak i po premierze. Dzięki temu zna jego historię znacznie szerzej, niż pokazano na ekranie. Tarantino przyznał również, że "Pewnego razu... w Hollywood" to ten film z jego filmografii, do którego najchętniej wraca. Ceni go między innymi za to, że nie opiera się na tradycyjnie rozumianej fabule, lecz pozwala widzom po prostu spędzać czas z bohaterami. Ważne jest dla niego także połączenie prawdziwych postaci i wydarzeń z historią, którą sam wymyślił, tak aby granica między faktami a fikcją nie zawsze była oczywista.Co jeszcze planuje Quentin Tarantino?W ramach spotkania pokazano również pierwsze 17 minut "Dalszych perypetii Cliffa Bootha". Film wyreżyserował David Fincher, a tytułowy bohater pracuje w nim jako hollywoodzki specjalista od rozwiązywania problemów. Akcja rozgrywa się w 1977 roku. Tarantino opowiedział też o swoim kolejnym przedsięwzięciu - sztuce teatralnej "The Popinjay Cavalier", w której wystąpi Sacha Baron Cohen. Próby mają rozpocząć się pod koniec listopada, pokazy przedpremierowe zaplanowano na luty, a oficjalną premierę na marzec 2027 roku. Choć Tarantino od dawna mówił o ograniczeniu swojej kariery reżyserskiej do dziesięciu filmów, nie zamierza rezygnować z pisania. Jak sam przyznał, pracuje nad scenariuszami, książkami i sztukami teatralnymi."Dalsze perypetie Cliffa Bootha" - zwiastun

Na czym chce się skupić twórca ekranizacji "Call of Duty"?

Peter Berg, reżyser filmowej adaptacji "Call of Duty", zapowiada poważniejsze podejście do popularnej serii gier. W rozmowie z serwisem ComicBook wyjaśnił, dlaczego inspiracją dla produkcji będą odsłony "Modern Warfare" i dlaczego nie chce, by jego film kojarzono z adaptacjami komiksów.Berg komentuje swoją adaptacjęBerg stwierdził: Jeśli przyjrzeć się misjom, fabułom i postaciom takim jak kapitan Price, Soap, Ghost czy Alex, widać, że to skomplikowani ludzie. Bez urazy dla nikogo, ale to nie są bohaterowie kreskówek ani komiksów. Reżyser podkreślił, że w uniwersum "Modern Warfare" interesuje go przede wszystkim ludzki wymiar wojny. Choć gry nie stronią od przemocy, ich historie mają według niego opowiadać również o cenie, jaką płacą żołnierze. Twórcy przyglądają się kosztom wojny i temu, co oznacza bycie wojownikiem, który z jakiegoś powodu postanowił stanąć między realnym zagrożeniem a resztą z nas. Pokazują ciężar, jaki dźwigają ci ludzie.Peter Berg says his 'CALL OF DUTY' movie is all about the 'cost of having to be a warrior.' "These are not – and no disrespect – cartoon characters or comic books. These are very nuanced storylines; there’s a real soul to the Modern Warfare universe… Yes, there’s violence – but underneath it I think the game, and the creators of the game, are really looking at the cost of war, the cost of having to be a warrior who’s, for whatever reason, chosen to put himself between real danger and the rest of us, and the burden that these guys carry.” Peter Berg is the Writer/Director of The Mosquito Bowl, releasing in theaters on October 30, 2026, and on Netflix on November 25, 2026. #TheMosquitoBowl @netflix #CallOfDuty— ComicBook.com (@ComicBook) October 23, 2026Za scenariusz filmu odpowiada Taylor Sheridan, znany między innymi z "Sicario" i serialu "Yellowstone". Na razie nie ogłoszono obsady produkcji. Zainteresowanie udziałem w niej wyraziła jednak Inde Navarrette, która wcześniej streamowała rozgrywki "Call of Duty" na Twitchu. Aktorka przyznała, że jest wielką fanką serii i bez zastanowienia zgodziłaby się na występ. Film powstaje dla Paramount Pictures, a jego premierę zaplanowano na 30 czerwca 2028 roku. Tymczasem 25 listopada na Netfliksie zobaczymy najnowszy film Berga, "The Mosquito Bowl"."The Mosquito Bowl" - zwiastunPo ataku na Pearl Harbor cztery gwiazdy amerykańskiego futbolu uniwersyteckiego zaciągają się do wojska, gdzie poznają siłę braterskich więzi i koszmar wojny.