Austin Butler w biografii mistrza sportu, który oszukał miliony fanów

Austin Butler zagra główną rolę w biografii okrytego niesławą mistrza kolarstwa Lance'a Armstronga. Za kamerą stanie Edward Berger ("Konklawe"), a scenariusz napisze Zach Baylin ("King Richard: Zwycięska rodzina"). Lance Armstrong: od bohatera do oszustaProjekt określany jest jako połączenie "F1: Film" oraz "Wilka z Wall Street". Przypomnijmy: w 1996 roku u Armstronga zdiagnozowano zaawansowanego raka jąder. Sportowcowi udało się pokonać chorobę i w glorii chwały powrócić do kolarstwa - w latach 1999-2005 siedem razy z rzędu zwyciężył w prestiżowym wyścigu Tour de France. Jego spektakularną karierę w 2012 roku przerwało niespodziewane oskarżenie o stosowanie dopingu. Zaowocowało  to dożywotnią dyskwalifikacją i odebraniem wszystkich trofeów.  Co ciekawe, film powstaje we współpracy z samym Armstrongiem, który sprzedał hollywoodzkiemu producentowi Scottowi Stuberowi prawa do opowiedzenia swojej historii na ekranie. Sportowiec zdecydował się na ten krok, mimo że twórcy od początku zastrzegali, iż zamierzają pokazać wszystkie jasne i ciemne strony jego kariery. Przypomnijmy: historia Armstronga została już raz przeniesiona na ekran. W "Strategii mistrza" z 2015 roku rolę upadłego kolarza zagrał Ben Foster. Tamta produkcja była jednak nieautoryzowaną biografią.    Do najbardziej znanych filmów z udziałem Austina Butlera należą: "Elvis" (nominacja do Oscara za tytułową rolę), "Diuna: Część druga" i "Pewnego razu... w Hollywood".  W ubiegłym roku aktora mogliśmy podziwiać w dwóch tytułach: sensacyjnym "Złodzieju z przypadku" oraz czarnej komedii "Eddington". W tym roku powinny rozpocząć się zdjęcia do nowej kinowej wersji "Miami Vice", w której Butler zagra detektywa Sonny'ego Crocketta.Zwiastun filmu "Strategia mistrza"

Jak połączyć hokej i romans? Zdradza twórca hitowego serialu

Sześcioodcinkowa "Gorąca rywalizacja", niespodziewany hit kanadyjskiego serwisu streamingowego Crave, debiutuje dziś w Polsce na platformie HBO Max. To opowieść o dwóch gwiazdach hokeja, które stają w obliczu nowego wyzwania, gdy rodzi się między nimi uczucie. Z twórcą serialu, Jacobem Tierneyem, rozmawia Agnieszka Pilacińska.   Ogromnie gratuluję sukcesu Twojego serialu. Jak czujesz się w obliczu reakcji, jaką wywołał on na arenie międzynarodowej? Jacob Tierney: Nie spodziewałem się tego. Nie sądzę, żebym mógł się tego spodziewać. Jestem bardzo wdzięczny, a jednocześnie podekscytowany, że ludzie tak reagują na tę historię. To bardzo satysfakcjonujące. Moim marzeniem i celem było stworzenie czegoś radosnego, pełnego nadziei i miłości. Odbiór publiczności przekracza moje oczekiwania i przewidywania. Jestem za to naprawdę bardzo wdzięczny.     Czy mógłbyś opowiedzieć o tym, jak trafiłeś na materiał źródłowy, cykl powieści Rachel Reid, i jak na niego zareagowałeś? W którym momencie stwierdziłeś, że stanowi on idealną historię na serial telewizyjny?         Książki Rachel Reid znalazłem na Audible. I praktycznie od razu stałem się ich fanem. Po prostu zakochałem się w nich tak jak wszyscy. Czyta się je z przyjemnością. Są zabawne i oczywiście bardzo pikantne. Mają wspaniałych bohaterów. Szczerze mówiąc, początkowo nie przyszło mi do głowy, że można na ich podstawie stworzyć serial telewizyjny, głównie przez ich ładunek seksualny. Natomiast im więcej o tym myślałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, dlaczego do tej pory nie zostały zekranizowane – mimo wielkiego sukcesu wydawniczego. Ponieważ nie są traktowane poważnie. I ta świadomość motywowała mnie coraz bardziej do rozpoczęcia prac nad tym projektem. Chciałem także oddać szacunek literackiemu pierwowzorowi, bo uważam, że romans nie cieszy się należytą estymą. Myślę, że nie docenia się tego, jak bardzo ludzie kochają opowieści o miłości, jak dobrze na nie reagują, jak ważna jest dla nich radość, którą niosą one ze sobą. Dlatego bez żadnych skrupułów postanowiliśmy stworzyć rasowy romans. Kto był pierwszą osobą w Twoim otoczeniu, której przedstawiłeś ten pomysł i z jaką reakcją się spotkałeś? Był to mój partner produkcyjny, Brendan Brady. Był on dość zaskoczony, ponieważ po spędzeniu dziesięciu lat nad realizacją dwóch innych seriali: "Letterkenny" (2016-2023) i "Shoresy" (2022-), w których było dość dużo hokeja, powiedziałem mu, że nie chcę już zajmować się tą dyscypliną sportową. To była moja jedyna zasada. Był zatem zdziwiony, ale zrozumiał moją fascynację zaraz po przeczytaniu scenariusza. Czy trudno było odnaleźć równowagę między stworzeniem pikantnego serialu rozrywkowego a poważnym zgłębianiem tematów miłości, pożądania, męskości i queerowości? Szczerze mówiąc, nie było to trudne. Seks jest bowiem integralną częścią tego serialu. I dla mnie był on od początku językiem tej opowieści, nośnikiem fabuły, ale też sposobem na zrozumienie bohaterów. Nie rozdzielałem zatem tak naprawdę tych elementów. Intymność, więź fizyczna i seksualność postaci były ściśle zintegrowane z innymi aspektami historii. Nie było to zatem wyzwaniem. Wyzwaniem natomiast było wymyślenie, jak sprawić, by ludzie to odczytali i zrozumieli, do czego dążę, ponieważ żyjemy w czasach, w których w filmach i produkcjach telewizyjnych nie ma zbyt wiele seksu, zwłaszcza tak radosnego i zmysłowego, jaki my pokazujemy. Serial bardzo odważnie portretuje relację od strony seksualnej. Podobno w związku z mnogością scen erotycznych napotkaliście problemy z pozyskaniem producentów w Ameryce. Co jest o tyle zaskakujące, że 26 lat temu premierę miała amerykańsko-kanadyjska produkcja "Queer as Folk", która była najodważniejszym serialem queerowym w historii. Jego twórcy nie bali się scen nieheteronormatywnego seksu. Jaka była Wasza reakcja na taką pruderię? Czy w którymś momencie pojawiła się myśl o ewentualnym kompromisie, czy może cały czas kierowaliście się przekonaniem, że albo zrobicie to na własnych zasadach, albo wcale? Nie chodziło tylko o Amerykanów, ale także o Kanadyjczyków. Myślę, że ludzie w ogóle boją się seksu na ekranie, ale także seksualności grup marginalizowanych. Nie są do tego przyzwyczajeni. Dla mnie było oczywiste, że seks jest integralną częścią tej historii i jeśli go nie pokażemy, nie opowiemy jej należycie, nie oddamy sprawiedliwości materiałowi źródłowemu, który przecież jest tak popularny właśnie ze względu na ten aspekt. Oczekiwania czytelników i widzów musiały zostać spełnione się także w tym obszarze. Zatem przekonanie niektórych producentów, że wiedzą lepiej od widzów, było protekcjonalne i fałszywe. Nie ma możliwości stworzenia czegoś oryginalnego i prawdziwego bez ryzyka. Ja to ryzyko podjąłem, ale miałem też ogromne szczęście, że znalazłem dobrych producentów kreatywnych, którzy mnie wspierali i chcieli od tego serialu tego samego, co ja. Od początku trzymałem się swojego zdania. Nigdy nie brałem pod uwagę wersji bez seksu, czyli jakiegokolwiek kompromisu czy ugięcia się pod presją. Szczerze mówiąc wiedziałem, że im bardziej pikantny będzie serial, tym większą uwagę przyciągnie. Szczególnie, że nie mieliśmy nic innego: wielkiego budżetu, gwiazd, możliwości. W takich warunkach był to tak naprawdę jedyny sposób na odniesienie sukcesu. Odnośnie pruderii, chcę, żeby to jasno wybrzmiało: nie uważam, że winna jest konkretnie Ameryka, choć jej sytuacja polityczna nie pomaga, a wręcz pogłębia ten problem. Natomiast strach przed queerową seksualnością, ale także kwestią kobiecego czy gejowskiego pożądania jest wszechobecny. Łatwo jest przypiąć Ameryce konserwatywna łatkę, ale wydaje mi się, że Amerykanie nie są bardziej konserwatywni niż reszta świata. Mają tylko większy wpływ. Jak myślisz, w czym tkwi sekret tego, że Hudson Williams i Connor Storrie tak dobrze współpracują jako para? Jak upewniłeś się, że znalazłeś dwóch aktorów, którzy naprawdę mają chemię potrzebną do opowiedzenia tej historii? Trafiony casting jest pragnieniem każdego reżysera, ale tak naprawdę nigdy nie wiemy, co wyjdzie "w praniu". W tym przypadku chemia między aktorami była widoczna już podczas czytania scenariusza. Była wręcz wybuchowa. Przeprowadziliśmy także bardzo dużo rozmów. Starałem się upewnić, że każdy aktor, który brał udział w castingu, przeczytał dokładnie scenariusz i zrozumiał, jakie są wobec niego oczekiwania. Nie chodziło tylko o seks. To serial, w którym jest dużo nagości i fizyczności pod wieloma względami. Jest hokej, który wymaga wytrenowania ciała. To są konkretne warunki do spełnienia. Wymagaliśmy od tych osób naprawdę bardzo dużo. Natomiast, co jest niesamowicie istotne, bardzo polubiłem Hudsona i Connora jako ludzi. Obydwaj są zabawni, inteligentni, od początku byli podekscytowani tym projektem i bardzo się w niego zaangażowali. Potem pozostało nam już tylko trzymanie kciuków, żeby wszystko się udało, ponieważ nigdy nie ma pewności – sztuka to nie matematyka. Albo jest magia, albo jej nie ma. Zachwyca mnie także ich przyjaźń. Łączy ich piękna relacja. Są blisko siebie, dobrze się dogadują, bardzo sobie ufają. To właśnie ich wzajemne zaufanie pozwoliło im być szczerymi, wrażliwymi, fizycznymi i intymnymi. Wiem, że odegrałem pewną rolę w stworzeniu im przestrzeni, w której czuli się bezpieczni i mogli wydobyć z siebie maksimum swoich możliwości. Ale chemia, którą obserwujemy i czujemy jest tak niesamowita tylko dzięki nim. Czy uważasz, że serial może pomóc sportowcom, w szczególności hokeistom, w dokonywaniu coming-outów? Mam ogromną nadzieję, że serial pomoże w dokonywaniu coming-outów. Reakcje widzów są dla mnie tak zdumiewające, że myślę, że jest to bardzo możliwe. Gdyby jeszcze miesiąc temu zadano mi to pytanie, odpowiedziałbym: "Nie, oczywiście, że nie. To absurdalne. Ten serial nie zrobi niczego takiego!". Ale ta produkcja bezustannie mnie zaskakuje. Bez wątpienia byłoby to wspaniałe. Mam nadzieję, że jeśli ktoś zdobędzie się na ogromną odwagę dokonania coming-outu, a dodam, że potrzeba do tego ogromnej odwagi, zostanie przyjęty z miłością i wsparciem, na jakie zasługuje. Czy dla Kanadyjczyków kontrowersyjne było nadanie ich sportowi narodowemu queerowego charakteru? Wydaje mi się, że nie. Widzę o wiele więcej reakcji pozytywnych niż negatywnych. Wiele drużyn, na przykład Montreal Canadiens, Toronto Maple Leafs czy Boston Bruins puszczało nasze piosenki podczas swoich meczów. Ponadto w Vancouver Canucks grał Robbie G.K., który wcielił się w rolę Kipa. Hokej to wielka sprawa w Kanadzie, ale Kanada jest też prawdziwie liberalną demokracją. Myślę, że wiele osób zaciekawiła i podekscytowała możliwość spojrzenia na tę dyscyplinę z innej perspektywy, ponieważ ciągle mamy do czynienia z tym samym, bardzo heteronormatywnym i męskim podejściem. Zmienia je rosnąca popularność hokeja wśród kobiet oraz coraz lepsze wyniki Profesjonalnej Ligi Hokeja Kobiet (PWHL). Wielokrotnie powtarzałem także, że zarówno Rachel Reid, autorka książek, jak i ja jesteśmy wielkimi fanami tej dyscypliny. Mam ogromną nadzieję, że widać to w serialu. Nie chcieliśmy rzucać w ten sport koktajlami Mołotowa, ale nadać mu inny wymiar, ulepszyć poprzez miłość. Czy w związku z narodowością jednego z głównych bohaterów, Ilji Rozanowa, miałeś wątpliwości, jak w dobie wojny w Ukrainie zostanie on odebrany przez widzów, zwłaszcza z Europy Środkowej i Wschodniej? Wiem, jak skomplikowane i złożone są relacje Europy Wschodniej z Rosją. Byłem w Rosji. Byłem w Europie Wschodniej, spędziłem tam dużo czasu. Kiedy byłem dzieckiem jeździłem z rodziną do Jugosławii. Spędzaliśmy wakacje w Chorwacji u naszych serbskich przyjaciół. Miałem przyjaciela w Budapeszcie. Byłem w wielu miejscach i wiem, że jak złożona jest ta relacja. Natomiast ten serial nie ma nic wspólnego z obecną sytuacją, z tym momentem dziejowym. Akcja dzieje się wcześniej. Oczywiście wspieram Ukrainę. Rosja nie jest w końcu przyjaznym krajem, nie tylko dla osób queerowych. Ponadto nie każdy członek społeczeństwa odzwierciedla postawę władz. Rosjanie są przecież także represjonowani i karani przez własny rząd. Mogę więc tylko powiedzieć, że słyszę to i przyjmuję do wiadomości. I na pewno nie próbuję udawać, że nie ma problemu. Myślę, że historia Ilyi jest raczej historią ucieczki z Rosji, ponieważ nie jest to miejsce dobre, gościnne czy dające szczęście. Nie jest to miejsce, w którym on, również jako osoba queerowa, może istnieć, w którym może żyć. Co uważasz za największe osiągnięcie serialu, biorąc pod uwagę, że spotkał się on z nieoczekiwaną, ale zasłużoną, pozytywną reakcją na całym świecie? Jest w końcu bardzo popularny wśród kobiet, zarówno queerowych, jak i heteroseksualnych. Nie wiem, jakie jest największe osiągnięcie, ale chciałabym, aby serial przypominał o wzajemnym powiązaniu perspektywy kobiet i perspektywy queerowej, jako ciągle marginalizowanych. W pewnym sensie jesteśmy deptani przez te same osoby. Myślę, że im szybciej zrozumiemy, że jesteśmy sojusznikami i łączy nas wspólny punkt widzenia, również co do rozwoju sztuki i świata, tym lepiej dla nas wszystkich. Wiem, że dyskusje w internecie mogą być nieco przesadzone, ale uważam, że fakt, iż serial przemawia zarówno do społeczności queerowej, jak i kobiet heteroseksualnych, a także heteroseksualnych mężczyzn, jest bardzo pozytywny. Nie do opisania jest świadomość, że ludzie zbliżają się do siebie dzięki historii miłosnej i rozumieją, że miłość, choć brzmi to banalnie, naprawdę pomaga przekraczać granice i bariery, zarówno te społeczne, jak i własne.

"Predator: Strefa zagrożenia" wreszcie w ramach subskrypcji Disney+

Fani Predatora mają powody do radości. Ci, którzy posiadają subskrypcję Disney+, jeszcze przed walentynkami będą mogli obejrzeć bez dodatkowych opłat widowisko "Predator: Strefa zagrożenia"."Predator: Strefa zagrożenia" w końcu w ofercie Disney+"Predator: Strefa zagrożenia" to najbardziej kasowa część cyklu (bez uwzględnienia inflacji). Film trafił do kin na początku listopada i zarobił globalnie ponad 184 mln dolarów. Na początku stycznia "Predator: Strefa zagrożenia" pojawił się w ofercie wypożyczenia lub kupna wersji cyfrowej platform streamingowych. Teraz znamy datę premiery na Disney+ w ramach abonamentu. Nastąpi to już 12 lutego. "Predator: Strefa zagrożenia" to trzeci film w uniwersum Predatora, który wyreżyserował Dan Trachtenberg. Dwa poprzednie miały jednak premierę w streamingu. Przyszłość. Odległa planeta. Wyklęty przez własny klan młody Predator (Dimitrius Schuster-Koloamatangi) zostaje wystawiony na ekstremalnie niebezpieczną próbę. Jego jedyną nadzieją na przetrwanie okazuje się zaskakujący sojusz z tajemniczą Thią (Elle Fanning). Razem wyruszają w podróż, która prowadzi ich do starcia z wrogiem godnym prawdziwego łowcy. Oceniamy film "Predator: Strefa zagrożenia"