Orgia antysemityzmu ogarnęła Zachód. Tak twierdzi László Nemes

László Nemes jest w Cannes, gdzie pokaże swój nowy film "Moulin". To biografia francuskiego bohatera ruchu oporu Jeana Moulina. Jednak w wywiadzie udzielonym brytyjskiemu "Guardianowi" cofa się do swoich wcześniejszych filmów "Syn Szawła" i "Orphan". W obu historia skupiała się na bohaterach żydowskiego pochodzenia.Nemes twierdzi, że dziś "Syn Szawła" nie odniósłby międzynarodowego sukcesuW 2016 roku "Syn Szawła", pokazujący rzeczywistość obozu koncentracyjnego w Auschwitz, zdobył Oscara dla filmu nieanglojęzycznego. Jedna w wywiadzie dla "Guardiana" Nemes twierdzi, że dziś film ten nie mógłby liczyć nawet na nominację w tej kategorii. Jako dowód podaje los swojego filmu z ubiegłego roku "Orphan", który opowiada historię żydowskiego dziecka szukającego swojego ojca. Twierdzi, że film został zignorowany na festiwalu w Wenecji, nie dostał się do walki o Oscara, a w wielu krajach nie ma do dziś dystrybutora. Dlaczego tak jest? Nemes stawia sprawę jasno: To wszystko wina upolitycznienia kina. Reżyser twierdzi, że w obecnym klimacie nikt nie chce nawet kijem dotknąć filmu, który ma cokolwiek wspólnego z tematyką żydowską. Nemes nie kryje się też ze swoją krytyką artystów, którzy w reakcji na działania Izraela w Stefie Gazy podpisali się pod bojkotem kraju. Reżyser nazywa to "regresją antyhumanistyczną". Żydzi zawsze stawiani byli w roli wewnętrznego wroga. Wydaje mi się, że obecnie na Zachodzie traktowanie Żydów jako wewnętrznych wrogów osiągnęło tak wysoki poziom antysemityzmu, jaki był w Niemczech tuż przed przejęciem władzy przez narodowych socjalistów - diagnozuje Nemes. Ludzie pytają mnie o Gazę zamiast o film - kontynuuje Nemes. - Męczy mnie słuchanie uprzywilejowanych przedstawicieli Hollywood robiących wykłady z moralności wśród swoich wygodnych posiadłości z basenami. Swój wywiad skwitował stwierdzeniem, że rolą filmowców jest tworzenie dobrych filmów, a nie uleganie zdradliwej, destrukcyjnej mocy systemu wytwórni filmowych.Fragment filmu "Moulin"

Nie żyje Alicja Wolska. Grała m.in. w "Czterdziestolatku" i "Zmiennikach"

Nie żyje Alicja Wolska. Aktorka znana widzom m.in. z ról w kultowych polskich serialach miała 83 lata. Informację o jej śmierci przekazano wczoraj, powołując się na rodzinę artystki. Według doniesień Wolska od dłuższego czasu zmagała się z ciężką chorobą.Role Alicji Wolskiej Urodzona 21 marca 1943 roku aktorka przez lata pojawiała się na ekranie w rolach drugoplanowych. Wystąpiła między innymi w serialach "07 zgłoś się", "Zmiennicy" (scena powyżej), "Teściowie", "M jak miłość" i "Na dobre i na złe". Sympatię publiczności zdobyła także dzięki roli w "Czterdziestolatku", gdzie wcieliła się w koleżankę z pracy Magdy Karwowskiej. W "Krótkim filmie o zabijaniu" zagrała sekretarkę.  Kariera Alicji Wolskiej nie ograniczała się jednak do telewizji czy filmie. Była absolwentką warszawskiej PWST i występowała na scenach teatrów w Zielonej Górze, Sosnowcu i Warszawie, między innymi w Teatrze Syrena oraz Teatrze Rampa. W latach 90. założyła także własną agencję artystyczną (Alissę), przygotowującą spektakle dla dzieci. W 2015 roku została odznaczona medalem "Zasłużony dla Kultury Polskiej", doceniającym jej dorobek artystyczny.Na skróty: "Krótki film o zabijaniu"

Cannes 2026. Czy to jest faworyt do Złotej Palmy?

Kto zdobędzie Złotą Palmę? Na to pytanie odpowiedź poznamy już w sobotę, jednak media próbują odgadnąć decyzje jury na wszelkie sposoby. W ostatnich latach jednym z popularniejszych wskaźników stała się długość owacji po premierze filmu. Biorąc pod uwagę ten wskaźnik, wygląda na to, że poniedziałkowa premiery na festiwalu w Cannes stała się faworytami do nagród.12-minutowe owacje dla dwóch filmów pokazanych w poniedziałekNajpierw na pozycję faworyta wysunął się "Fjord". To nowy film zdobywcy Złotej Palmy Cristiana Mungiu i zarazem pierwszy zrealizowany w języku angielskim. Jego gwiazdami są Sebastian Stan i Renate Reinsve. Film jest historią rumuńsko-norweskiego małżeństwa, które wraca do rodzinnej wioski kobiety. Ich spokojna egzystencja zostaje zaburzona, kiedy nawiązują relację z sąsiadami, którzy mają zupełnie inne spojrzenie na świat. "Fjord" został nagrodzony najdłuższą owacją tegorocznej edycji festiwalu w Cannes, trwającą aż 12 minut. W amerykańskich mediach już mówi się o tym, że jest to główny kandydat do Złotej Palmy. Exuberant applause for Fjord and stars Renate Reinsve and Sebastian Stan- ovation continues #Cannes pic.twitter.com/kvBjaI8LwU— Deadline (@DEADLINE) May 18, 2026 Ale kolejna poniedziałkowa premiera wyrównała osiągnięcie "Fjordu". Także 12-minutową owacją nagrodzono nowy film Nicolasa Windinga Refna "Jej piekło". Jego film co prawda Złotej Palmy nie zdobędzie (nie jest w konkursie głównym), ale inne nagrody może. To pierwszy film reżysera po przejściu przez niego operacji serca. Artysta nawiązał do tego w wystąpieniu przed widownią, w którym stwierdził, że doświadczenie to zmieniło go i że jest bardzo wdzięczny mogąc znów być w Cannes. "Jej piekło" rozgrywa się w futurystycznym hotelu, w którym gromadzi się grupa pięknych kobiet. To obsada widowiska sf w stylu "Barbarelli". Jednak kobiety znalazły się na celowniku nieuchwytnego seryjnego zabójcy znanego jako Leather Man. Podobnie jak Mungiu, Refn ma już na swoim koncie nagrodę w Cannes. W 2011 roku został uznany najlepszym reżyserem za swój film "Drive" (który wtedy otrzymał 15-minutową owację).Zwiastun filmu "Jej piekło"