Pożytki rozkoszy. Powrót do thrillera erotycznego
Na ekrany polskich kin wrócił właśnie "Nagi instynkt" Paula Verhoevena z Sharon Stone i Michaelem Douglasem w rolach głównych. Skąd wziął się gatunek thrillera erotycznego i dlaczego – razem z seksem – zniknął z ekranów kin? Pisze Dorota Jędrzejwska-Szpak. "Wszyscy są piękni, ale nikt nie jest napalony" – pisała w 2021 roku RS Benedict w viralowym artykule opublikowanym na łamach "Blood Knife", zarzucając współczesnemu kinu akcji (zwłaszcza dominującemu wówczas kinu superbohaterskiemu) fetyszyzację ciał przy jednoczesnym ich odseksualizowaniu. Autorka zwróciła uwagę na zjawisko, o którym dotychczas niewiele się mówiło – seks niemalże zniknął z hollywoodzkiego kina. Chwytliwa diagnoza szybko przerodziła się w szerszą debatę. O "śmierci sceny erotycznej" pisano w kolejnych latach na łamach m.in. BBC, "The New York Timesa", "New Yorkera", "Time’a" czy "Vogue’a". Intuicję RS Benedict potwierdziły statystyki. Zlecone przez "Playboya" badania Kate Hagen wykazały, że spośród ponad 148 tysięcy filmów fabularnych powstałych od 2010 do 2019 roku zaledwie 1,21% zawierał sceny seksu – to najniższy wynik od lat 60. Skąd ta posucha? Jednymi z przyczyn zdają się związane z pazernością branży przemiana i dominacja blockbusterów, jakie nastąpiły po 2000 roku. W Hollywood najbardziej pożądane stały się wysokobudżetowe produkcje skierowane do całych rodzin, w stylu "Gladiatora" (2000), "Władcy Pierścieni" (2001), animacji Pixara czy, z czasem – kina superbohaterskiego. Element potencjalnie wykluczający dziecięcą część widowni (głównie seks, rzadziej przemoc), a tym samym ograniczający zyski, był pierwszą rzeczą, z której rezygnowano na wczesnym etapie projektów. Czarna Wdowa | MarvelDo tego dochodzi ostrożność wynikająca z doświadczeń ruchu #MeToo, zmieniające się deklaracje widowni (zwłaszcza pokolenia Z, które częściej niż poprzednicy dystansuje się wobec ekranowej erotyki), a także logika współczesnego obiegu medialnego, premiująca bezpieczeństwo (a więc powielanie sprawdzonych pomysłów) i unikanie kontrowersji. Kino mainstreamowe zaczęło coraz silniej dążyć do komfortu: do wygładzenia doświadczenia, które nie powinno nikogo urazić ani zaniepokoić. Średniobudżetowe filmy dla dojrzałej widowni weszły – przynajmniej w głównym nurcie – w fazę kryzysu. Kiedyś to było…Tymczasem lata 90. – złoty okres thrillera erotycznego – wyglądały zupełnie inaczej. Wówczas ekranowa erotyka była czymś tak naturalnym, że aż nieuniknionym: integralnym składnikiem narracji, niemal równorzędnym wobec intrygi kryminalnej. Nagie ciała co rusz wyskakiwały z wielkiego ekranu i telewizora. Rodzice ćwiczyli się w refleksie, by na czas zakryć niewinnym pociechom oczy. Seks napędzał akcję, komplikował relacje, współistniał z przemocą. Filmy takie, jak "Fatalne zauroczenie" (1987) Adriana Lyne’a czy "Nagi instynkt" (1992) Paula Verhoevena nie tylko definiowały estetykę epoki, ale też przyciągały masową widownię. W końcu jednak przestały. "Fatalne zauroczenie""W Stanach Zjednoczonych doszło w pewnym momencie do jakiegoś nieporozumienia w kwestii seksualności" – mówił przy okazji premiery "Benedetty" (2021) Verhoeven w rozmowie z "Variety", nie pierwszy raz wytykając Amerykanom purytanizm i hipokryzję. Jego twórczość – od wczesnych, naturalistycznych filmów holenderskich, przez hollywoodzkie, podszyte ironią produkcje gatunkowe, po późne, bardziej intymne realizacje w Europie – konsekwentnie eksploruje obszary tabu. Reżyser słynie z tego, że dosłownie w każdym jego filmie pojawia się nagi biust, czasem coś więcej; obnażani są również mężczyźni. Ta dosadność obrazowania nie jest jednak u Holendra pustą fantazją czy bezmyślną prowokacją. Seks zostaje splątany z władzą, ciało – z utowarowieniem; świat to przestrzeń eksploatacji, w którym człowiek jest wykorzystywany lub sam wykorzystuje – by dominować, ale też przetrwać. "Showgirls"Wyzywający, przesiąknięty sarkazmem i kodami kulturowymi Ameryki styl najpierw przyniósł Verhoevenowi popularność (szczytową w okresie premiery "Nagiego instynktu"), a potem klęskę. W drugiej połowie lat 90. w Hollywood zamknęło się jakieś okno. Po chłodnym przyjęciu kolejno: "Showgirls" (1995), "Żołnierzy kosmosu" (1997) i "Człowieka widmo" (2000) reżyser został odrzucony w USA. Nieprzypadkowo swoje nowsze filmy – "Elle" (2016) i Benedettę" – zrealizował w bardziej liberalnej Europie.Szczytowanie Premiera "Nagiego instynktu" przypadła na szczytowy okres popularności thrillerów erotycznych. Jak dowodzą badania Anthony’ego Penty, samozwańczego specjalisty gatunku, najwięcej tego typu filmów nakręcono w 1994 roku, po czym konwencja w szybkim tempie zaczęła się wypalać. Za symboliczny koniec należy uznać premierę "Oczu szeroko zamkniętych" (1999) Stanleya Kubricka, filmu chłodno przyjętego zarówno przez widzów, jak i media. "Oczy szeroko zamknięte"Thriller erotyczny był głęboko zakorzeniony w kontekście społecznym swojej epoki. Powstawał w rozgorączkowanym momencie, latach przejściowych znaczonych sprzecznościami: między afirmacją konserwatywnych wartości promowanych w czasach reaganizmu a fascynacją tym, co zakazane; między lękiem przed seksem związanym z epidemią AIDS a jego wszechobecnością w kulturze; między kryzysem męskości a rozpędzonym feminizmem. Seks rzadko był wówczas neutralny: niósł ze sobą ciężar winy drżących o przyszłość przedstawicieli klasy średniej, był uwikłany w paradygmaty płci, klasy i władzy. Jednocześnie pozostawał źródłem przyjemności, ekscytacji, ale też zagrożenia. Najciekawsze przykłady gatunku operowały niejednoznacznością, podważały prosty podział na "moralne" i "niemoralne", pokazując raczej świat, w którym pragnienia i lęki przenikają się nawzajem. Początkowo, w latach 80., thrillery erotyczne jednocześnie eksponowały seksualność i ją demonizowały. Debiutujące pod koniec dekady "Fatalne zauroczenie" stanowi tu modelowy przykład. Pozamałżeński romans zostaje w nim przedstawiony jako śmiertelne zagrożenie i zamach na nuklearną rodzinę, a kochanka (Glenn Close), niezależna, bezdzietna, samotna kobieta sukcesu wiodąca na pokuszenie niewiernego męża (Michael Douglas) – za swoją wolność, przyćmioną pragnieniem bliskości, zostaje ukarana śmiercią. To właśnie film Lyne’a, za sprawą swojej ogromnej popularności, rozpoczął modę na thrillery erotyczne, które do mainstreamu przeciskały się już od jakiegoś czasu: prekursorskie dzieła gatunku to m.in. "Amerykański żigolak" (1980) Paula Schradera, "Blue Velvet" (1986) Davida Lyncha, "W przebraniu mordercy" (1980) i "Świadek mimo woli" (1984) Briana De Palmy czy "Żar ciała" (1981) Lawrence’a Kasdana. "Blue Velvet"Pean na cześć złych kobiet Wysokobudżetowy thriller erotyczny najczęściej realizowany był w konwencji neo-noir, a więc posiadał też wiele elementów zaczerpniętych z klasycznego czarnego kryminału. Filmy te fetyszyzowały konkretne przedmioty i obiekty (jak buty na obcasach, elementy bielizny, wyszminkowane usta, papierosy, żaluzje i falujące firanki, piękne domy na przedmieściach i strzeliste wieżowce, walizka pełna pieniędzy), nawiązywały do psychoanalizy, także do Hitchcocka. Poza tym były przesiąknięte fatalizmem, złem o nieokreślonym źródle, koncentrując się wokół postaci femme fatale – kobiety zepsutej i wyzwolonej, manipulującej mężczyzną i prowadzącej go na manowce, czerpiącej przyjemność z seksu. Na przestrzeni lat 80. i 90. figura kobiety fatalnej rosła w siłę – coraz częściej, zamiast ginąć na końcu filmu, zaczynała triumfować. Bohaterki takie, jak Catherine Trammel (Sharon Stone) z "Nagiego instynktu" czy Bridget Gregory (Linda Fiorentino) z "Ostatniego uwiedzenia" (1994) Johna Dahla nie tylko wykorzystywały seksapil jako narzędzie władzy – niecne postępki po prostu uchodziły im na sucho. "Ostatnie uwiedzenie"W znakomitej i jednocześnie niesławnej scenie przesłuchania w "Nagim instynkcie" Trammel ujawnia się jako kobieta niemal magiczna, czarownica czy też diablica – jej seksapil pozbawia przepytujących ją detektywów siły, omamia próbującego wyjść na prostą Nicka Currana (Michael Douglas). Facet znowu zaczyna palić i pić, wyłazi z niego agresja. Bohaterka zdaje się mieć nadprzyrodzoną intuicję, rozgrywa nierozgarniętych gliniarzy, igra z nimi, zawsze wyprzedza o krok. Verhoeven zadrwił w ten sposób z kowbojskiej męskości, celowo przejaskrawił osadzoną w płci słabość mężczyzn wobec silnej kobiety. Dziś pod tym względem wypada nadzwyczaj świeżo. W podobny sposób porządek genderowy wywraca znakomite, choć mniej znane "Ostatnie uwiedzenie" Johna Dahla. Tutaj kobieta fatalna również swobodnie manipuluje mężczyzną, który jej pożąda. Jeszcze bardziej otwarcie niż Trammel traktuje go instrumentalnie, spychając w miejsce zarezerwowane dotąd, zwłaszcza w klasycznym kinie, dla płci przeciwnej. Jednocześnie – jak chyba żadna inna bohaterka – w sposób dziki i radosny afirmuje seks.Podziemny świat thrillera erotycznegoNie jest to wiedza powszechna, tym bardziej warto o tym wspomnieć – znaczna większość powstałych w tamtym okresie około 700 thrillerów erotycznych (jak wyliczył Penta) realizowana była z myślą o obiegu kaset VHS. Choć były to filmy niejako "podpinające się" pod fenomen ukształtowany na wielkim ekranie przez kolejne, również mniej udane tytuły (m.in. "Sliver" Phillipa Noyce’a, "Barwy nocy" Richarda Rusha, "Sidła miłości" Ulego Edela), to miały wyraźnie inny, bardziej figlarny charakter. Tworzono je z myślą o intymnych, domowych warunkach odbioru, kierowano do par lub kobiecej widowni. Sceny erotyczne są w nich dłuższe, częstsze, odważniejsze, przy tym nierzadko "miękkie" czy nawet delikatne. Intrygi bywają absurdalne, czasem nieporadne, a nawet dowcipne, samoświadome. To głównie kobiety są w tych filmach narratorkami. Sceneria to upalne Los Angeles. Estetyka jest teledyskowa, barwna, senna, hipnotyzująca. "Sidła miłości"Przykładowo: jeden z czołowych reżyserów B-klasowej erotyki z dreszczykiem, Gregory Dark (tworzący również pod nazwiskami: Brown oraz Hippolyte), wyspecjalizował się w swego rodzaju erotycznych, utopijnych baśniach. Ich protagonistki – kobiety znudzone, smutne lub niedoceniane przez mężów – emancypują się w nich przez "niebezpieczny seks". W rozkoszy znajdują ukojenie, dreszczyk emocji wypełnia je życiem. Podobnie jak Dark, tak i inni płodni przedstawiciele tego fascynującego nurtu: Jag Mundhra, Fred Olen Ray, Andrew Stevens oraz jego kobiece gwiazdy (Shannon Tweed czy Shannon Whirry) dzisiaj niewiele mówią szerokiej widowni. Śmieciowe thrillery erotyczne, mimo imponującej mnogości tytułów, zostały zaklęte w kasetach VHS, zapominane czy wyparte, oglądane głównie przez retromaniaków i torrenciarzy. Najwięcej wielbicieli i wielbicielek ich specyficznego uroku znaleźć można w serwisie Letterboxd, gdzie wciąż są odkrywane i doceniane (ja sama posiadam małą vhs-ową kolekcję). Warto jednak pamiętać, że w swoim czasie zarabiały duże pieniądze. Takie serie jak "Zwierzęcy instynkt", "Potajemne igraszki" czy "Nocne oczy" były w USA nieoficjalnymi hitami wypożyczalni. Po co nam sceny erotyczne? Thrillery erotyczne – operujące głównie męską perspektywą i pokazujące (w krzywym zwierciadle, ale wciąż) pewien określony wyimek rzeczywistości, świat białej, zwykle heteroseksualnej i uprzywilejowanej Ameryki – miały swoje ambicje. Nie opowiadały po prostu o seksie. Za pomocą pożądania odwzorowywały zasupłaną dynamikę międzyludzkich relacji i zachodzące w nich dysproporcje. Współcześni twórcy (czy raczej zachowawczy producenci) zdają się zapominać, że scena seksu może nieść ze sobą ogrom emocji i znaczeń. Seks to zarówno spektakl, jak i bałagan, perwersja i proza życia, banał i eksces, niuans i nuda. "Grzesznicy"Coś jednak, wraz z kryzysem superbohaterskich przygód, zaczęło się w tej kwestii zmieniać. Skoro nawet zachowawczy obyczajowo Christopher Nolan zdecydował się w "Oppenheimerze" (2023) na scenę erotyczną, coś musi być na rzeczy. I faktycznie, gdy spojrzymy zwłaszcza na streamingową ofertę, znajdziemy zarówno ambitne filmy przywołujące echa dawnej erotyki ("Fair Play" czy "Kochanek Lady Chatterley"), jak i rzeczy bardziej pulpowe, podobnie jak w latach 90. VHS-y skierowane do żeńskiej części użytkowniczek ("Pragnę tylko ciebie", "Zdrada to nie problem"). Jeszcze wyraźniej widać to w serialach ("Na całego", "Kwestia seksu i śmierci", ale też "Sex/Life" czy "Tell Me Lies"), które przejęły część funkcji dawnego kina gatunkowego i chętniej eksplorują temat seksualności w całym jego skomplikowaniu. Tendencja zatacza coraz szersze kręgi – mało kto zauważył, że "Grzesznicy" (2025) Ryana Cooglera są nie tylko jednym z pierwszych fetowanych na Oscarach horrorów, ale też filmów prezentujących odważne sceny erotyczne. Jak dać upust bezczelnie seksualnej fantazji, pokazała, nie bez kontrowersji, Emerald Fennell w "Wichrowych wzgórzach" (2026), wcześniej Halina Reijn w "Babygirl" (2024) jawnie nawiązywała do niegdysiejszych erotycznych melodramatów ("Niewierna" i "9 ½ tygodnia"). "Nagi instynkt"Być może więc problem nie polega na tym, że kino "nie potrzebuje" seksu, lecz na tym, że długo nie wiedziało, co z nim zrobić. W tym sensie thriller erotyczny – wraz z powrotem na ekrany swojego największego arcydzieła, "Nagiego instynktu" – pozostaje cennym punktem odniesienia. Więcej artykułów znajdziecie w dziale PUBLICYSTYKA pod LINKIEM TUTAJ.

















































































































