Finał "Euforii" przyciągnął miliony widzów. HBO podało wyniki

Finałowy odcinek serialu "Euforia" okazał się dużym sukcesem pod względem oglądalności. Jak poinformowało HBO, zakończenie trzeciego sezonu (będące jednocześnie finałem całej serii) przyciągnęło przed ekrany 8,7 mln widzów w Stanach Zjednoczonych w ciągu pierwszych trzech dni od premiery.Świetny wynik "Euforii" To nieznacznie lepszy wynik od pierwszego odcinka sezonu, który w analogicznym okresie przyciągnął 8,5 mln odbiorców. Nie był to jednak najchętniej oglądany epizod ostatniej serii. Rekord należy do trzeciego odcinka, który osiągnął poziom 8,9 mln widzów. HBO podało również, że trzeci sezon serialu obejrzało dotychczas 25 mln widzów na całym świecie. Oznacza to wzrost o 17 procent względem drugiego sezonu, który osiągnął wynik 21,5 mln odbiorców. Twórca serialu, Sam Levinson, w finałowym sezonie zdecydował się na szereg dramatycznych zwrotów akcji, w tym uśmiercenie ważnych bohaterów. W rozmowie z podcastem "Popcast" Levinson wyjaśnił, że po śmierci Angusa Clouda (serialowego Feza) musiał na nowo przemyśleć kierunek historii. Jego zdaniem nie da się dziś opowiadać o uzależnieniu bez pokazania jego najpoważniejszych konsekwencji. Twórca zwrócił szczególną uwagę na zagrożenia związane z fentanylem, podkreślając, że współczesny kryzys narkotykowy wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze w czasach jego dorastania. Levinson uznał, że pokazanie tragicznych skutków uzależnienia było odpowiedzialnym rozwiązaniem. "Euforia" zadebiutowała w 2019 roku i przez siedem lat pozostawała jedną z najpopularniejszych produkcji HBO, pomagając wypromować takie gwiazdy jak Zendaya, Sydney Sweeney, Jacob Elordi czy Hunter Schafer."Euforia" - zwiastun 3. sezonu

Tarantino miażdży współczesne kino. Zachwycił go tylko jeden nowy film

Na łamach magazynu "Sight and Sound" ukazał się nowy tekst Quentina Tarantino, w którym reżyser nie ukrywa rozczarowania kondycją współczesnego kina. Twórca takich filmów jak "Pulp Fiction" czy "Bękarty wojny" stwierdził, że coraz trudniej znaleźć mu nową produkcję, która naprawdę zrobiłaby na nim wrażenie. Znalazł się jednak wyjątek. Tarantino krytykuje współczesne filmy Reżyser przyznał, że od czasu pandemii w każdym filmie znajduje liczne wady: Nieprawdopodobne rozwiązania, schlebianie publiczności, źle dobrani aktorzy albo po prostu głupoty zwykle pogrążają każdy nowy film wychodzący z fabryki pozbawionych smaku kiełbas, która kiedyś nazywała się Hollywood. Zdaniem filmowca sytuacja jest na tyle zła, że samo pojęcie współczesnego filmu częściej budzi w nim niechęć niż ekscytację. Dodał nawet, że dzisiejsze kino sprawia, iż lata 80. wyglądają przy nim jak złota era Hollywood. Tarantino przyznał, że po pandemii obejrzał kilka produkcji, które mu się podobały, między innymi "West Side Story" oraz "Horyzont", ale nie wywołały one w nim dawnego zachwytu. Twórca w ostatnim czasie woli czytać książki. Wspomnianym we wstępie wyjątkiem jest thriller "Łup" w reżyserii Joego Carnahana. Produkcja z udziałem Matta Damona i Bena Afflecka miała całkowicie pochłonąć uwagę Tarantino. Filmowiec pochwalił reżyserię, obsadę, zdjęcia oraz scenariusz, określając go jako wyjątkowo udany thriller policyjny z oryginalnym pomysłem i satysfakcjonującą realizacją. Tymczasem sam Tarantino skupia się obecnie na nowym projekcie. Reżyser pracuje nad swoją pierwszą sztuką teatralną zatytułowaną "The Popinjay Cavalier", która ma zadebiutować na londyńskim West Endzie w 2027 roku. Produkcja zapowiadana jest jako pełna humoru opowieść inspirowana klasycznymi przygodowymi widowiskami znanymi ze sceny i kina. Wciąż czekamy też na dziesiąty - w domyśle ostatni - pełnometrażowy film reżysera. Jego ostatnim dokonaniem jest "Pewnego razu... w Hollywood" sprzed ośmiu lat. Poniżej zwiastun: