29 najlepszych filmów 2019 roku w Polsce

Filmweb
https://www.filmweb.pl/news/29+najlepszych+film%C3%B3w+2019+roku+w+Polsce-135986
Rozpoczął się nowy rok, pora więc po raz ostatni spojrzeć na minione 12 miesięcy. Przed Wami nasza lista najlepszych filmów, które w 2019 roku trafiły do dystrybucji w Polsce. Ponieważ jest to jubileuszowe, dziesiąte podsumowanie, najpierw przypomnijmy sobie numery jeden poprzednich list:

2018: "Nić widmo"
2017: "Manchester by the Sea"
2016: "Ostatnia rodzina"
2015: "Mad Max: Na drodze gniewu"
2014: "Wilk z Wall Street"
2013: "Grawitacja"
2012: "Musimy porozmawiać o Kevinie"
2011: "Rozstanie"
2010: "The Social Network"

W tym roku w głosowaniu na najlepsze filmy roku brali udział następujący członkowie zespołu Filmwebu: Michał Walkiewicz, Marcin Pietrzyk, Łukasz Muszyński, Jakub Popielecki, Dorota Kostrzewa, Julia Taczanowska, Maciej Łuka, Krzysztof Michałowski i Ewelina Leszczyńska.

Każda z osób została poproszona o wybranie 20 tytułów uporządkowanych od najlepszego do najmniej dobrego. Głosować można było na filmy, które premierowo trafiły do dystrybucji w Polsce między 1 stycznia a 31 grudnia 2019 roku. Co istotne, liczył się każdy rodzaj dystrybucji, można więc było głosować zarówno na filmy kinowe, jak i na te, które debiutowały bezpośrednio na rynku DVD/Blu-ray lub na platformach streamingowych.

Uczestnicy głosowania docenili w sumie 61 tytułów. Po zliczeniu punktów na naszej liście znalazło się miejsce dla 29 z nich. Oto one:




Heist movie czy kino społeczne? Arthouse czy popcorn? Joon-ho Bong po raz kolejny zabrał się za łamanie gatunkowych barier, tym razem jednak błyskotliwie zrymował dramatyczne przeskoki między konwencjami z tematem filmu. "Parasiteopowiada bowiem o swoistym mezaliansie: o rodzinie z nizin społecznych, która chytrze wkupuje się w łaski bogatych. I dla Bonga jest to tyleż pretekst do błyskotliwej zabawy językiem kina, co pretekst do opowiedzenia o społecznym pęknięciu – nie tyle nawet koreańskim, co globalnym. Jest śmiech, jest suspens, jest dyskurs. Pierwsze miejsce w naszym zestawieniu nie powinno zatem nikogo dziwić. Oto kino i na Złotą Palmę, i "dla ludzi". Kino, które łączy. 





Teoretycznie - więcej tego samego. Przepracowywanie popkulturowych fantazji, autotematyczne wędrówki po hollywoodzkim gabinecie luster, przepisywanie tragicznej, prawdziwej historii. W praktyce – najbardziej nostalgiczny z filmów Quentina Tarantino, kojarzący się z wybitną adaptacją prozy Elmore'a Leonarda, czyli "Jackie Brown". Filmowa rzeczywistość lat 60. to ponownie odmalowany z absurdalną dbałością o detale mit, ale jakimś cudem to również świat zaludnionym pełnokrwistymi postaciami, czyniący z "Pewnego razu w... Hollywood" opowieść o umierającej niewinności amerykańskiej kontrkultury. Plus wybitna rola Leonardo DiCaprio, naziści w strumieniach ognia oraz psia karma o smaku... szopa pracza. Czego tu nie kochać? 





Jorgos Lantimos zaczynał od skromnych, hermetycznych dramatów kręconych w Grecji. Może więc zdumiewać to, z jaką łatwością odnalazł się w angielskojęzycznej produkcji kostiumowej inspirowanej panowaniem brytyjskiej królowej Anny Stuart. Lantimos zdążył już udowodnić swoją reżyserską maestrię, dlatego nas zupełnie nie dziwi fakt, że "Faworyta" to majstersztyk filmowej narracji. Jest opowieścią bogatą w emocje, inspirującą do refleksji, imponującą pieczołowitą realizacją. Jednak duchem tego przedsięwzięcia są trzy wybitne kreacje aktorskie. Olivia Colman, Rachel Weisz i Emma Stone okazały się prawdziwymi królowymi kinowych ekranów.





Noah Baumbach opowiada o miłości i małżeństwie na opak, odtwarzając historię związku dwojga ludzi przechodzących przez bolesny i kosztowny rozwód. Obnaża przy okazji absurdy amerykańskiego systemu prawnego żerującego na poczuciu krzywdy małżonków i pielęgnujących w nich urazy. Jak czytamy w recenzji Małgorzaty Steciak: Twórca "Frances Ha" daje tu po raz kolejny popis w łączeniu skrajnych tonacji. Humor zostaje inteligentnie wpleciony w filmową tkankę, dodaje potrzebnego tu i ówdzie oddechu i chroni historię przed popadnięciem w koleiny patosu. Przy całej swej bezkompromisowości jest to jednocześnie kino kameralne i delikatne, pozbawione ostentacji. Swoim bohaterom Baumbach przygląda się z czułością i wyrozumiałością, nawet kiedy wzajemny szacunek i dobre maniery wydają się w ich relacji dalekim powidokiem. Odtwórcy głównych ról, Adam Driver i Scarlett Johansson, zasłużyli w tym sezonie na wszelkie możliwe nagrody.






Może i eksperyment z cyfrowym odmładzaniem nie do końca się udał: komputerowe czary-mary nie ukryło tego, że chłopcy z ferajny Scorsesego dawno już przestali być chłopcami. Ale – o ironio – jakoś koresponduje to z tematem "Irlandczyka". Filmu, w którym wielki reżyser dekonstruuje swoje własne kino i konfrontuje bohaterów z pytaniami ostatecznymi. Już sam trzyipółgodzinny metraż funkcjonuje niczym metafora mielących wszystko żaren czasu. Nieprzypadkowo: "Irlandczyk" spina przecież klamrą całą filmografię Scorsesego, gładko łącząc jej dwa bieguny: ten gangsterski i ten duchowy. A oprócz nośnych symboli, misternej narracyjnej konstrukcji i głębokiego namysłu nie zabrakło oczywiście wybitnych kreacji. Scorsese, De Niro, Pacino oraz Pesci może i mierzą się tu z przemijaniem, ale przy okazji dowodzą, że ich talenty jeszcze nie przeminęły.   






Baśń dla dorosłych? Horror o pogańskim kulcie? Czarna komedia o Amerykanach na wakacjach w Skandynawii? A może dramat psychologiczny o dogorywającym związku i zmaganiu się z rodzinnymi traumami? Tak jak w debiutanckim "Hereditary" reżyser Ari Aster rozsadza ramy kolejnych gatunków filmowych, tworząc kino wymykające się jednoznacznym interpretacjom. Przy okazji potwierdza talent aktorski Florence Pugh, która już niedługo będzie jedną z największych gwiazd młodego pokolenia.


7. "Joker"



Todd Phillips zaskoczył. Reżyser, któremu największą sławę przyniosły głupawe komedie "Ostra jazda", "Old School" i trylogia "Kac Vegas", tym razem postawił na mrok i poważne tematy. Inspirując się jednym z najbardziej rozpoznawalnych komiksowych złoczyńców zaprezentował ponurą wizję świata widzianego oczami wykluczonych, nieprzystosowanych, złamanych przez los i ludzi. To historia sugestywna, nawiązująca do klasyki kina, która zachwyca świetnymi zdjęciami Lawrence'a Shera. Największe brawa należą się jednak Joaquinowi Phoenixowi, który wykazał się odwagą i determinacją, tworząc nową, wyrazistą wersję Jokera. A przecież poprzeczka była w tym przypadku zawieszona niebotycznie wysoko.






Najlepszy film kryminalny ostatnich lat. Reżyser i scenarzysta Rian Johnson w błyskotliwy sposób odświeża tu zwietrzałą formułę opowieści o detektywie szukającym sprawcy zbrodni. "Na noże" nieustannie igra z oczekiwaniami widza: łamie utarte schematy, miesza powagę z absurdalnym humorem, sensacyjną intrygę doprawia satyrycznymi obserwacjami społecznymi. Wisienką na torcie jest wyborna rola Daniela Craiga wcielającego się w ekscentrycznego mistrza dedukcji. Agatha Christie byłaby dumna.






Chłopak z poprawczaka (wybitny Bartosz Bielenia) udaje księdza na głębokiej prowincji. Ergo – temat podniesiony z ulicy i podniesiony do poziomu filozoficznego traktatu. W "Bożym Ciele" jest wszystko: dramat i humor, proza życia i metafizyczne tęsknoty, wielka Polska maryjna oraz religijna tożsamość narodu jako przekłuty balonik. Ale przede wszystkim – niezmierzona empatia, z którą scenarzysta Mateusz Pacewicz i reżyser Jan Komasa spoglądają na swoich bohaterów. Wystawienie tego filmu do Oscara było jedyną słuszną drogą. Teraz pozostaje się modlić. 






W "Czarownicy" Robert Eggers wycisnął, ile wlezie z opowieści o dziewczynce w leśnej chatce. Tym razem wziął się za historię dwóch facetów w latarni morskiej – z równie spektakularnym efektem. "Lighthouse" to konstrukcja wielopoziomowa: od fundamentu skrupulatnie odtworzonych realiów epoki przez bogaty bagaż nawiązań (od Lovecrafta przez niemiecki ekspresjonizm po Lyncha) aż po rozbudowaną symbolikę – czy to prometejskiej epopei czy egzystencjalnego konfliktu, co kto lubi. Ten "marynistyczny horror" uwieczniony na gruboziarnistej taśmie filmowej byłby jednak niczym, gdyby nie brawurowy pojedynek aktorski w jego centrum. Kto nie leci jak ćmy do ognia kinowych odjazdów, ten mógł zobaczyć ten film po prostu dla Willema Dafoe i Roberta Pattinsona. I nie pożałował.


11. "Król"



Zrealizowany na motywach kronik Szekspira "Król" to fascynująca opowieść o tym, że dziedzictwo przodków bywa często niechcianym bagażem, który przeznaczenie każe nam wziąć na barki. Z pomocą doskonałej obsady (nasz ulubieniec to Robert Pattinson jako śliski dandys-sadysta) reżyserowi udało się tchnąć nową energię w znaną od setek lat opowieść o moralnych dylematach władcy oraz cenie, jaką płaci on za bycie panem życia i śmierci. "Król" mierzy się z wieszczem ze Stratfordu na własnych zasadach: wyciąga z niego esencję, dodając swój styl. Korona Henryka V nie jest pokryta patyną.





Nie dajcie się mylić polskiemu tytułowi, oryginalny dużo lepiej oddaje ducha rewelacyjnego dokumentu Binga Liu. "Minding the Gap" to przecież film o jeżdżeniu na desce, w którym jeżdżenie na desce jest jedynie punktem wyjścia do refleksji nad – cóż – życiem. Egzystencjalna "otchłań", na którą trzeba tu "uważać", jest otchłanią społecznych pułapek i psychologicznych spirali, ciążeniem codzienności. Liu opowiada tyleż o amerykańskich patologiach, rasizmie, przemocy i braku perspektyw, co o sprawach absolutnie uniwersalnych. Ma też niespotykaną dojrzałość, by spojrzeć na siebie samego i nie stracić przy tym reżyserskiego dystansu. "To jak darmowa terapia", mówi któryś z bohaterów. My, widzowie, musieliśmy co prawda zapłacić za bilet - ale było warto. 







Chyba niewiele jest w światowym arthousie solidniejszych nazwisk niż Hirokazu Koreeda. To w końcu jeden z tych twórców, którzy kręcą "wciąż ten sam film" – ale wciąż dobry. Oczywiście – jak to u Koreedy – jeśli spróbować opowiedzieć komuś fabułę "Złodziejaszków", trudno nie zabrnąć w banał, nie otrzeć się o melodramat. Japończyk, jak mało który reżyser, dowodzi jednak, że kino to coś więcej niż suche streszczenie fabuły. W jego przypadku chodzi przede wszystkim o pełne empatii, cierpliwe i wrażliwe spojrzenie kamery. "Złodziejaszki" pięknie przepracowują definicję rodziny, łącząc uniwersalny humanizm z lokalnym społecznym pazurkiem. Ktoś powie "nowy Loach", ktoś powie "nowy Ozu", ktoś powie "świetne kino", wszyscy będą mieli rację. 







Kto by się spodziewał, że jeden z najlepszych reżyserskich debiutów ostatnich lat wyjdzie spod ręki Jonah Hilla. Co więcej: kto by się spodziewał, że Hill podejmie rękawicę rzuconą przez takich twórców jak Larry Clark czy Gus Van Sant. "Najlepsze lata" to bowiem programowo skromny i programowo wrażliwy film o dorastaniu. Niech Was jednak nie zmylą pozory: ujmująco proste fabularne klocki i odświeżająco surowy sposób opowiadania stają się w rękach Hilla środkiem do celu: opowiedzenia o sprawach fundamentalnych, a skomplikowanych. Zaś sama otoczka lat 90. – komunikowana już w oryginalnym tytule filmu – nie jest bezwstydnie zagraną nostalgiczną kartą, tylko precyzyjnie odmierzonym generatorem melancholijnego nastroju. Najlepsze lata, najlepsze kino.



15. "To my"




Horror ze społeczną podszewką w komediowym sosie? Chyba znacie odpowiedniego człowieka do tej roboty. Drugi film Jordana Peele'a nie jest tak subtelny, spójny konstrukcyjnie oraz precyzyjny tonalnie jak "Uciekaj!", ale jeśli chodzi o skalę przedsięwzięcia, robi o wiele większe wrażenie. Historia o rodzinie mierzącej się ze spragnionymi krwi sobowtórami to również opowieść o wypartych grzechach Ameryki. Lupita Nyong'o powinna doczekać się oscarowej nominacji, operator podwyżki, a chłopaki od remiksu "I Got 5 On It" – miejsca w Alei Sław hip-hopu.  







Oscarowy komediodramat Petera Farrelly'ego ogląda się z uśmiechem od ucha do ucha, w głębokim przeświadczeniu, że świat (wbrew temu, co twierdził niegdyś Franc Maurer) jest do przyjęcia nawet na trzeźwo. A przecież zagadnienia, które twórcy biorą na warsztat – rasizm, samotność, odrzucenie własnych korzeni – do najlżejszych wcale nie należą. Opowieść o nietuzinkowej przyjaźni dwóch mężczyzn to utwór do bólu poprawny politycznie, a przy tym uroczy, mądry i niezwykle zabawny. Olbrzymia w tym w zasługa fenomenalnego tandemu aktorskiego Viggo Mortensen – Mahershala Ali. Chyba żaden film od czasów "Nietykalnych" nie roztapiał widzowskich serc z równą skutecznością.



17. "Atlantyk"




"Niezła migrena: melodramat, który wykiełkował z kina faktu, surrealistyczny trip z przystankami na społeczną diagnozę oraz opowieść o dojrzewaniu z historią o duchach w tle. Stojąca za kamerą francuska reżyserka o senegalskich korzeniach Mati Diop wierzy w najlepszą możliwą definicję pełnometrażowego debiutu: gaz do dechy, pasy bezpieczeństwa są przereklamowane" – tak pisał nasz recenzent po pierwszym, canneńskim pokazie filmu Diop. A biorąc pod uwagę, jak entuzjastycznie zareagowała reszta redakcji po tym, gdy film wylądował na Netfliksie, musimy przyznać mu rację. Nie możemy doczekać się kolejnych filmów tej reżyserki.







Trudno wyobrazić sobie lepsze zwieńczenie trwającego ponad dekadę marvelowskiego serialu o superbohaterach. "Koniec gry" to blisko trzygodzinny rollercoaster emocji, który co krok zaskakuje widza odważnymi zwrotami akcji oraz brawurową żonglerką gatunkami filmowymi. Znajdziecie tu zarówno poruszający dramat psychologiczny o pogrążonych w żałobie herosach, historię skomplikowanego napadu, przy którym "Ocean's Eleven" to zabawa w piaskownicy, wreszcie epickie kino batalistyczne. Gdy w kluczowym momencie Kapitan Ameryka rzuca z ekranu rozkaz "Avengers, Assemble!", nie sposób nie uronić łzy wzruszenia.  






Włoskie "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie" stało się kinowym fenomenem. Film podbił serca widzów i doczekał się lokalnych wersji w wielu krajach. Przyznajemy, że mimo to do polskiego remake'u podchodziliśmy sceptycznie. Zupełnie niepotrzebnie. Tadeusz Śliwa stworzył pierwszorzędną komedię obyczajową, która broni się jako dzieło autonomiczne. Pomogło osadzenie fabuły w polskich realiach i wsparcie w postaci świetnie napisanych dialogów oraz bardzo dobrze dobranej obsady. Nam w pamięci pozostała przede wszystkim Maja Ostaszewska i jej rewelacyjny monolog.



20. "Free Solo"




Najlepszy thriller mijającego roku. Alex Honnold, wspinacz nad wspinaczami, obiera za cel monumentalnego El Capitan – pionową ścianę granitu, której pokonanie bez zabezpieczeń to wyczyn niemal nadludzki. A przy okazji odsłania przed kamerą swoje wrażliwe wnętrze – balansującego na granic szaleństwa pasjonata, który poświęcił całe życie jednej z najniebezpieczniejszych profesji. Filozofia życia, którą kieruje się Honnold, musi budzić uznanie, lecz jeszcze większy podziw wzbudził sam film. Słychać tu echa mrocznych traktatów Herzoga, jest autotematyczna opowieść o cnotach dokumentalisty, wreszcie – monumentalna (dosłownie i w przenośni) historia konfrontacji człowieka z naturą. Tylko nie patrzcie w dół! 


21. "Diego"




"Senna", "Amy", "Diego" – nieformalna trylogia Asifa Kapadii dobiega końca. I to w jakim stylu! Dokument o Maradonie to dwie i pół godziny dokumentalnej epiki, ułożonej w perfekcyjną mozaikę materiałów archiwalnych, wywiadów oraz domowych nagrań. Maradona jako geniusz futbolu, złamany gwiazdor, trybik wielkiej sportowej machiny, facet do rany przyłóż, marionetka w rękach neapolitańskich bonzów, niepotrzebne skreślić. Ogląda się to wszystko jak rasowy dramat, lecz jeśli znacie Kapadię, wiecie, że nie jest to nic zaskakującego. Facet twierdzi, że kręci "dokumentalne fabuły" i wypada się z nim zgodzić – możemy oglądać je w nieskończoność. 



22. "Mirai"




Mamoru Hosoda, twórca "Wilczych dzieci" i "O dziewczynie skaczącej przez czas", po raz kolejny dowodzi, że japońskie kino familijne to nie synonim słowa "Miyazaki". "Mirai" jest "przedszkolnym" wariantem "Opowieści wigilijnej", opowieścią o 5-letnim egoiście, który w konfrontacji z kilkoma nadprzyrodzonymi gośćmi zacznie dorastać do uważności na drugą osobę. Hosoda ociera się tu o familijny ideał, inscenizując opowieść zarówno dla dużych, jak i małych. Dzieci mogły znaleźć tu historię swojego rówieśnika zmagającego się z bliskimi im problemami, rodzice – nie mogli nie docenić poetyckiego namysłu nad miejscem człowieka w skomplikowanej rodzinnej mozaice. A brawurowa animacja pogodziła wszystkich.





John Wick to prawdziwy twardziel. Podczas gdy większość serii przy trzeciej części łapie kolka, ten dzielny bohater pędzi na złamanie karku od jednej szalonej sekwencji do kolejnej. Początek "Johna Wicka 3" to kwintesencja tego, co w kinie akcji kochamy najbardziej: widowiskowe strzelaniny, szalone pościgi i niezwykle efektowne pojedynki. Wisienką na tym ekstrawaganckim torcie jest Mark Dacascos jako przeciwnik i jednocześnie wielki fanboy Johna Wicka.



24. "Słodziak"



Shia LaBeouf ma już chyba dość bycia hollywoodzkim bad boyem. Aktor na naszych oczach artystycznie dojrzewa, wykorzystując do tego swoją własną historię. "Słodziak" inspirowany jest jego relacją z ojcem i dorastaniem na planach filmowych. LaBeouf napisał scenariusz i zagrał w nim jedną z głównych ról. Efektem jest autentyczna opowieść o toksycznych relacjach rodzinnych i o tym, jak oddzielić miłość od negatywnych, destrukcyjnych emocji. "Słodziak" zapada w pamięci jako kino boleśnie intymne.






O tym filmie zapewne wielu z Was w ogóle nie słyszało. Obraz Bootsa Rileya przemknął niezauważony przez nasze kina. Wielka szkoda, bo to jeden z najbardziej odjechanych filmów roku. Equisapiens to postacie tak groteskowe, że będą Was nawiedzać w snach. Zaś scena rapowania jest jedną z najśmieszniejszych i najbardziej absurdalnych, jakie dane było nam było zobaczyć w ubiegłym roku. Nie możemy też nie wspomnieć o Armie'em Hammerze. Jest w tym filmie prawdziwym komediowym dynamitem!  






Hollywood w starym dobrym stylu. Dzieło Jamesa Mangolda to ballada o męskiej przyjaźni, gorzka opowieść o mierzeniu się z trybami korporacyjnej machiny, a dopiero na samym końcu film o samochodach. Choć sceny z tymi ostatnimi zostały sfilmowane i zmontowane po mistrzowsku, sercem utworu pozostaje szorstka relacja między parą wybitnych kierowców idących na wojnę z motoryzacyjnym światem. Grający ich Christian Bale i Matt Damon zasłużyli na to, by wziąć udział w tegorocznym wyścigu oscarowym.






Alexandre Aja wrócił do formy. Kochamy jego "Blady strach", "Piranię" i remake "Wzgórza mają oczy". Z kolei w "Pełzającej śmierci" – jak to błyskotliwie zauważył Błażej Hrapkowicz – kręci "Córkę trenera", tyle że z aligatorami. Bezpretensjonalna opowieść o łataniu rodzinnych więzi, charyzmatyczny duet Kaya Scodelario – Barry Pepper w rolach głównych, kapitalna inscenizacja, zaś w roli gwiazd wieczoru stado wygłodniałych drapieżników. To jedna z naszych definicji doskonałego kina. 







Już serial "Zadzwoń do Saula" udowodnił, że kiedy Vince Gilligan wraca do świata serialu "Breaking Bad", nie zamierza po prostu odgrzewać kotleta nostalgii. "El Camino" jest więc ponownym spotkaniem ze starym znajomym Jessiem Pinkmanem – ale spotkaniem jak najbardziej uprawnionym i jak najbardziej ekscytującym. Gilligan za jednym zamachem daje nam dwie godziny klasycznej "breakingbadowej" nerwówki, domyka niedomknięte wątki i jednak wyzyskuje emocjonalny potencjał kolejnych "ponownych spotkań". Wszystko jest tu jednak "po coś": Aaron Paul pięknie żegna się ze swoją postacią, Jesse Plemons i Robert Forster brylują na drugim planie, a my możemy cieszyć się jeszcze jednym, dodatkowym (i do tego dwugodzinnym) odcinkiem jednego z najlepszych seriali w historii. 





3...2...1...Szukam! Po pierwsze, rewelacyjny tytuł, co w polskich tłumaczeniach jest rzadkością. Po drugie, krwiste i mięsiste połączenie horroru z komedią, a przy okazji skrząca się czarnym humorem satyra na klasowe utarczki. Po trzecie, fantastyczna Samara Weaving ("Opiekunka") jako wkurzona, zdeterminowana, miotająca ironicznymi odzywkami panna młoda. To jeden z tych niepozornych filmów, które odkrywasz przypadkiem, a potem z wypiekami na twarzy opowiadasz o nich znajomym. Nie oglądajcie zwiastunów, nie czytajcie recenzji, po prostu dołączcie do zabawy. 


Poniżej znajdziecie dodatkową listę filmów, na które zagłosowały co najmniej dwie osoby, ale nie zdobyły wystarczającej liczby punktów, by znaleźć się w głównym zestawieniu.


Jutro zaprezentujemy podsumowujący odcinek "Movie się".

TUTAJ znajdziecie listę najbardziej przez nas oczekiwanych filmów 2020 roku.

A jakie Wy filmy pokazywane w Polsce w 2019 roku uważacie za najlepsze? Zachęcamy do dzielenia się Waszymi listami w komentarzach.
  
Udostępnij: