WENECJA 2026: Polska, Gaza, Musk – czyli świat

Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji jest zaiste międzynarodowy. Na Lido pokazano dokument laureata Oscara Alexa Gibneya "Musk", poświęcony oczywiście Elonowi Muskowi, który już zdążył obrazić się na ten projekt. W Konkursie Głównym zadebiutował nowy film twórców oscarowego "Nie chcemy innej ziemi": "NAZA" opowiada o kulisach życia w Tel Awiwie w cieniu tego, co dzieje się w Strefie Gazy. Nie zabrakło też polskiego akcentu: Grzegorz Dębowski, autor udanego "Tyle co nic", zaprezentował w sekcji Orizzonti "Cudze rzeczy". Recenzują Małgorzata Steciak, Jakub Popielecki i Adam Kruk. recenzja filmu "Musk", reż. Alex GibneyMaska Muska autorka: Małgorzata Steciak Podczas seansu "Muska" przypomniała mi się klątwa "obyś żył w ciekawych czasach". Nie tylko dlatego, że tytułowy bohater ewidentnie przyczynia się do tego, że nasze czasy do nudnych nie należą. Powiedzenie nabiera głębszego, bardziej posępnego wymiaru, kiedy zestawimy je z przekonaniem południowoafrykańskiego przedsiębiorcy, że prawdopodobnie żyjemy w symulacji. W takiej sytuacji przetrwać bowiem mogą wyłącznie te wersje rzeczywistości, które są... najciekawsze, bo dostarczają rozrywki istotom kontrolującym nasz świat. Inne zostaną wyłączone. Jeśli potraktujemy tę hipotezę serio, możemy założyć, że Alex Gibney, reżyser "Muska" znalazł odpowiedź na pytanie, jakie zadaje sobie wiele osób: co się stało z szefem Tesli i SpaceX? Zwrot miliardera w stronę MAGA to jedna z najbardziej spektakularnych i przerażających transformacji politycznych ostatniej dekady. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że najbogatszy człowiek świata deklarujący ratowanie planety i rozwijanie biznesów opierających się w dużej części na odnawialnych źródłach energii stoi raczej po jaśniejszej stronie mocy. Można było go traktować jak nieco ekscentrycznego i nie zawsze wiarygodnego wizjonera (tak, obiecywał nam kolonizacją Marsa przed 2026 rokiem), który jednak rzuca wyzwanie status quo. Nikt nie wierzył w sukces elektrycznych samochodów, kiedy Musk się za to zabierał. Idea opłacalnych rakiet wielokrotnego użytku była raczej domeną science fiction niż realną strategią biznesową. Dzisiaj Tesle stały się na tyle popularne, że jeździ nią nawet reżyser dokumentu, mimo że jego właściciel nazwał go "dupkiem" i odmówił udziału w filmie.  "Musk" – zwiastunGibneya od lat interesują tematy na styku technologii i władzy. Twórca ma w swoim porfolio tytuły poświęcone Elizabeth Holmes, Steve'owi Jobsowi czy scjentologom. Dlatego nie dziwi, że reżyser chciał zrobić film o Musku jeszcze na długo przed jego zwrotem w stronę Trumpa. Spektakularna przemiana tytułowego bohatera to pod wieloma względami najpiękniejszy prezent dla dokumentalisty. Ta historia ma w sobie wszystkie niezbędne zwroty akcji: od nieszczęśliwego, naznaczonego przemocą ze strony ojca i bullyingiem dzieciństwa, po ambitne pierwsze biznesowe próby, porażki i w końcu spektakularne sukcesy oraz popadnięcie w szaleństwo. Na drugim planie związki z ekscentrycznymi artystkami, śmierć dziecka, a także ego, które napędza do rzeczy wielkich i realnie zmieniających losy świata. Gibney próbuje ustalić, w jaki sposób Musk zdobył tak dużo wpływów i jak mu na to pozwoliliśmy. No bo jak to w końcu jest z tą władzą: korumpuje czy może po prostu ujawnia naszą prawdziwą naturę?  Całą recenzję filmu "Musk" można przeczytać POD LINKIEM TUTAJ.  ***recenzja filmu "NAZA", reż. Yuval Abraham, Rachel SzorJak daleko stąd, jak blisko autor: Jakub Popielecki Kolega odwiedził kiedyś Izrael i był pod wrażeniem rozświetlających tamtejsze nocne niebo fajerwerków – dopóki ktoś nie powiedział mu, że to nie fajerwerki. Tak to już bywa: czasem się widzi, a jakby się nie widziało. Czasem ktoś musi wskazać ci, na co zwrócić uwagę i nazwać rzecz po imieniu. Szkopuł w tym, że równie ważne, CO się mówi, jest to, JAK się mówi. Izraelska okupacja Strefy Gazy stanowi w tej kwestii nie lada zagwozdkę. Jak przebić się przez zwały uprzedzeń, propagandy, emocji, dezinformacji? Jak uniknąć retorycznej pułapki, że ludobójstwo stanowi koniec języka i siłą rzeczy wymyka się opisowi? "NAZA" Głośny "Głos Hind Rajab" (2025) moim zdaniem nieco "przegrzewał" temat. Reżyserka Kaouther Ben Hania pokazywała ludzi, którzy płaczą do kamery na dźwięk tytułowego głosu, jakby nie wierzyła, że sam głos wystarczy, że nie trzeba nam jeszcze podpowiadać reakcji. W "Tak" (2025) Nadava Lapida emocja była już na swoim miejscu: głęboko w trzewiach sfrustrowanego swoją niemocą Izraelczyka. Ale wybrana przez reżysera forma godardowskiego kabaretu wydała mi się zbyt symboliczna i hermetyczna, stawiała przed widzem ścianę: oglądając, czułem się jak ktoś spoza Polski próbujący rozszyfrować arcypolski "Dzień świra". Ben Hania była zbyt dosłowna, Lapid zbyt ironiczny: raz za blisko, raz za daleko. Porównanie jest o tyle nie fair, że "Głos Hind Rajab" to dokudrama, a "Tak" – film fabularny. Nie wyciągałbym jednak zbyt daleko idących wniosków. Inna sprawa, że – przynajmniej moim zdaniem – dopiero "NAZA", dokument pełną gębą, trafia we właściwy ton. Co ciekawe, Yuval Abraham i Rachel Szor, współtwórcy oscarowego "Nie chcemy innej ziemi" (2024), zupełnie unikają tu emocji. Ich film ma spokojną, wyciszoną, jakby zrezygnowana tonację. Raptem w finale pojawia się dramatyczne nagranie z Gazy: zrozpaczony ojciec szuka dzieci pod zwałami gruzu, a nad nim wisi złowrogo niepozorny dron. Czy taki obrazek opisuje "dobrze", co dzieje się w Palestynie? Co to w ogóle znaczy "opisuje dobrze"? Całą recenzję filmu "NAZA" można przeczytać POD LINKIEM TUTAJ.  *** recenzja filmu "Cudze rzeczy", reż. Grzegorz DębowskiPolska w dużych dawkach autor: Adam Kruk Na tegorocznym festiwalu w Wenecji A.D. 2026 polskiego kina było niewiele: świetnie, że pokazano "Popiół i diament" w odrestaurowanej wersji; z projektem "Listy" przyjechał Andrei Kutsila, w końcu zaś – nowy film Grzegorza Dębowskiego zaprezentowany został tu w sekcji Orizzonti. Wpisuje się w nią zresztą idealnie, bo lubi się w niej społeczne zaangażowanie, ciężar (dla mnie o kilka kilo za dużo) i próby opisania świata jeszcze filmowo niewyeksploatowanego, z różnych, najlepiej dalekich od Włoch, stron świata. Polska może przestała już być krajem egzotycznym, ale Dębowski potrafi tyleż ukazać jej zwyczajność, ileż poskrobać nieco po jej powierzchni – by wydobyć coś niezwykłego, spojrzeć na nią z nowej perspektywy. W "Cudzych rzeczach" czuć więc pomysł i niewątpliwy talent reżysera do opowiadania trudnych historii prostych ludzi. Jednocześnie jest to jednak dzieło, które zdecydowanie łatwiej docenić, niż pokochać albo chociaż trochę się w nim rozgościć.  "Cudze rzeczy"To film raczej chłodny i na zimno się też go ogląda. Kryje się za tym pewna metoda czy wręcz misja skupienia uwagi na wycinku świata ostentacyjnie wręcz nieefektownym, niedomagającym się zauważenia, co mimo to reżyser robi i wzywa widza do tego samego. Szlachetny gest dojrzenia tych, którzy zazwyczaj są przezroczyści (a może i odpychający), obecny jest tu w każdym aspekcie filmu – począwszy od scenariusza koncentrującego się na działających w ukryciu drobnych złodziejaszkach, już w pierwszej scenie znajdujących się na progu eksmisji (kto chciałby lokatorów, którzy nie płacą?). Widzimy to także we wnętrzach, kostiumach, dekoracjach (tak normcore’owych, że naprawdę trzeba się przyglądać, by je dojrzeć), a także wyborach obsadowych. Brak tu gwiazd, które później tańczyć będą z gwiazdami albo wystąpią w tuzinie innych produkcji, co stanowi siłę filmów Dębowskiego, oferującego polskiemu kinu niezgrane twarze. Widzieliśmy to już w jego debiucie "Tyle, co nic": liczy się realizm, zbliżenie do tzw. szarego człowieka. Wiąże się jednak z tym ryzyko wielkiej smuty, bo polską szaroburość serwuje się tu w dużych dawkach – dla mnie niekiedy wręcz przytłaczających. Całą recenzję filmu "Cudze rzeczy" można przeczytać POD LINKIEM TUTAJ.

Trwają zdjęcia do nowego "Prison Break". Pokazano zapowiedzi

Fani "Prison Break" mają powody do radości. Hulu rozpoczęło zdjęcia do nowej odsłony popularnego cyklu. Serial nosi tytuł "Prison Break: Black Creek", a wraz z informacją o rozpoczęciu produkcji pokazano dwa teasery.Nowe "Prison Break" w drodzeMateriał nie zdradza jeszcze zbyt wiele. Widzimy pomieszczenie w więzieniu, a metalowy stolik stojący przy ścianie może sugerować, że ktoś próbuje przedostać się przez znajdującą się za nim przeszkodę. W drugim nagraniu pojawia się kobieta, która desperacko uderza w szybę.Wyświetl ten post na InstagramiePost udostępniony przez Prison Break: Black Creek (@prisonbreak)"Prison Break: Black Creek" będzie rozgrywać się w tym samym uniwersum co oryginalny serial, ale przedstawi zupełnie nowych bohaterów. W głównej roli wystąpi Emily Browning, a w obsadzie znaleźli się również Lukas Gage, Drake Rodger, Clayton Cardenas, JR Bourne, Georgie Flores, Kelli Berglund i Myles Bullock. Do produkcji dołączyli ostatnio także Noah Emmerich, Catfish Jean, Augie Duke, Brad Beyer, Greg Vrotsos, Daniel David Stewart i Michael Mosley. Według opisu fabuły główną bohaterką będzie była żołnierka, która podejmuje pracę jako funkcjonariuszka więzienna w jednym z najniebezpieczniejszych zakładów karnych w USA. Kobieta będzie chciała udowodnić, jak daleko jest w stanie się posunąć dla osoby, którą kocha. Nowa seria ma być przy tym znacznie mroczniejsza od oryginału.Wyświetl ten post na InstagramiePost udostępniony przez Prison Break: Black Creek (@prisonbreak)Za "Prison Break: Black Creek" odpowiada Elgin James, pełniący funkcję scenarzysty i showrunnera. Producentem wykonawczym jest między innymi Paul Scheuring, twórca oryginalnego "Prison Break" (w Polsce znanego jako "Skazany na śmierć"). Nowa produkcja Hulu powstaje od 2024 roku. Początkowo zamówiono odcinek pilotażowy, a jesienią ubiegłego roku projekt otrzymał zamówienie na pełny sezon. Data premiery jest jeszcze nieznana."Skazany na śmierć: Sequel" - zwiastun"