Wygląda na to, że wszystko jest już gotowe, by zacząć prace nad widowiskiem "King Conan". Dobre informacje dla fanów miał ostatnio producent Fredrik Malmberg."Bez przebaczenia" Eastwooda z epickimi bitwami"King Conan" to rzecz jasna film, na który fani "Conana Barbarzyńcy" czekają od wielu, wielu lat. Fredrik Malmberg twierdzi, że wszystkie kontrakty zostały już podpisane i przygotowany plan zakłada, że zdjęcia realizowane będą w przyszłym roku. Gwiazdą filmu będzie oczywiście Arnold Schwarzenegger, który nowy film porównuje do arcydzieła Clinta Eastwooda "Bez przebaczenia", tyle że z dodatkiem bitew. Cała idea "King Conan" polega na tym, że Conan jest królem już od 40 lat. Postarzał się. Nie jest już w takiej kondycji, jak w czasach "Conana Barbarzyńcy". Ludzie to zauważają i próbują się go pozbyć. Sam Conan też jest już zmęczony życiem króla i chce coś zmienić. Za reżyserię będzie odpowiadać Christopher McQuarrie, który ostatnie lata spędził na realizowaniu kolejnych części "Mission: Impossible". Teraz jednak McQuarrie i Cruise postanowili od siebie odpocząć i tak reżyser związał się z widowiskiem fantasy.Zwiastun filmu "Conan Barbarzyńca"
Wielkimi krokami zbliża się premiera serialu platformy Prime Video "Spider-Noir". Z tej okazji Amazon zaprezentował aż dwa nowe zwiastuny: po jednym na każdą z wersji serialu.Spider-Man do wyboru, do koloru"Spider-Noir" opowiada historię Bena Reilly’ego (Nicolas Cage), doświadczonego, ale pechowego prywatnego detektywa z Nowego Jorku lat 30. Po głęboko osobistej tragedii mężczyzna zmuszony jest zmierzyć się ze swoją przeszłością jako jedyny superbohater miasta. Punktem wyjścia dla serialu "Spider-Noir" jest postać Petera Parkera z lat 30., która pojawiła się w animacji "Spider-Man Uniwersum". Jednak na potrzeby serialu imię bohatera zmieniono na Ben Reilly. W komiksach jest to klon Parkera znany jako Scarlet-Spider. Co ciekawe, ta postać pojawia się w kontynuacji "Spider-Man Uniwersum" i użyczał jej tam głosu Andy Samberg. Serial będzie miał swoją premierę na Prime Video 27 maja. Składa się z ośmiu odcinków. "Spider-Noir" będzie można oglądać w dwóch wersjach: czarno-białej i kolorowej. Każda z nich dostała swój własny zwiastun:Czarno-biały zwiastun serialu "Spider-Noir" Kolorowy zwiastun serialu "Spider-Noir"
Dziś prosto z Cannes mamy dla Was recenzje dwóch filmów. Jednym z nich jest koreańskie "Hopeu", o którym Łukasz Mańkowski pisze: Sto sześćdziesiąt minut filmowego ekstremum. Bez chwili wytchnienia, ale bez zadyszki, a wszystko na jednym wdechu. Czy wobec tego twórcy "Lamentu" znowu wyszło arcydzieło? Maciej Satora oglądał natomiast dzieło László Nemesa o bohaterskim francuskim rewolucjoniście Jeanie Moulinie i zapewnia, że: Żaden tytuł z tegorocznego konkursu w Cannes nie wyglądał tak pięknie. Fragmenty obu recenzji znajdziecie poniżej. Całe są dostępne na ich kartach. Kolejne recenzje canneńskich premier już niedługo!Recenzja filmu "Hopeu", reż. Na Hong-jinDwadzieścia cztery ssibal na sekundę autor: Łukasz Mańkowski Ssibal. Słowo, które zaczyna i kończy właściwie każdy dialog w „Hope”. Jeśli Koreańczycy i Polacy mają coś wspólnego – a mają wiele – to zamiłowanie do klnięcia jest jedną z tych rzeczy. W świecie Na Hong-jina człowiek odnajduje się więc jak w domu. Jego powrót po genialnym „Lamencie” należy do tych absolutnie nieoczekiwanych: „Hope” dosłownie wjeżdża w canneńską stawkę i po drodze demoluje wszelkie oczekiwania oraz konkursowe średniaki. Po posępnych kryminałach i szamańskich horrorach przyszła pora na maksymalistyczne monster movie – takie, jakiego nie było od czasu „The Host”. Mam też wrażenie, że Na przy okazji ustanowił nowy rekord ekranowych przekleństw w koreańskim kinie. "Hopeu" – zwiastunSto sześćdziesiąt minut filmowego ekstremum. Bez chwili wytchnienia, ale bez zadyszki, a wszystko na jednym wdechu. Intensywność „Hope” jest wręcz fizyczna – podobno jeden z krytyków oglądał film na stojąco w Bazin, bo nie był w stanie wysiedzieć tego tempa. I coś w tym jest, bo po seansie sam czułem się, jakbym przez kilka godzin biegał w VR-owym headsecie, a żeby wrócić z canneńskiego pałacu do mieszkania, potrzebowałem GPS-a. Najlepsza wiadomość tegorocznego Cannes? Na Hong-jin is back. Przez pierwsze czterdzieści minut jesteśmy w znakomitym tropicielskim thrillerze. W samym środku fikcyjnego portu Hopeu, który leży przy koreańskiej strefie zdemilitaryzowanej. Najpierw biegniemy tropem tajemniczego monstrum, które demoluje wszystko na swojej drodze, a chwilę później sami zaczynamy przed nim uciekać. Tak wygląda pierwsza godzina filmu – nieustanny sprint, podczas którego cały czas czuć na karku oddech ludzi desperacko próbujących obronić Hopeu. Trochę jak w najlepszym survival horrorze, tylko że wszystkim steruje Na Hong-jin w swojej absolutnie najwyższej formie. Całą recenzję filmu "Hopeu" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.Recenzja filmu "Moulin", reż. László NemesJeszcze nie zginęła, kiedy my… autor: Maciej Satora Ikonografia kina wojennego nauczyła nas, że aktywny opór przeciw nazistowskiej okupacji posiada dwa dominujące oblicza: palącego papierosa spiskowca i krwawiącego każdym centymetrem ciała więźnia. Z życiorysu Jeana Moulina (w filmie granego przez Gillesa Lellouche’a) – francuskiego bohatera narodowego odpowiedzialnego za zjednoczenie w 1943 roku rozproszonych po kraju organizacji podziemnych – László Nemes z sukcesem potrafi wyciągnąć je oba. Jego najnowszy projekt może i przez długi czas wygląda jak stylowe kino noir o panach z kapeluszami na głowach, ideałami w sercu i fałszywymi dokumentami w portfelach, ale nie dajcie się zwieść gatunkowym atrybutom. Autor „Syna Szawła” znowu wstał i wybrał przemoc. Spotkania po latach częściej niż wspomnienia wydobywają różnice, zgrzyty z wyrytym w pamięci obrazem. W kinie Nemesa obraz ten wydawał się dotąd jasno zdefiniowany przez duchotę i klaustrofobię kadru. Kamera blisko przyciśnięta do ramienia bohaterów, jakby szukająca za nim kryjówki, budowała portrety opresyjnych czasów zarówno w jego oscarowym debiucie, jak i późniejszym „Schyłku dnia”, stając się głównym znakiem rozpoznawczym stylu reżysera. „Moulin” otwiera jednak szeroka panorama kręconego nocą rozlewiska: malarski krajobraz, zaburzony przez dwa malutkie spadochrony powiewające na horyzoncie. Członkowie francuskiego ruchu oporu wlatują w kadr niespiesznie, ale nawet gdy już się w nim znajdą, film nie zawęża swojego kąta patrzenia. Dopóki bohaterowie mają przestrzeń działania, posiada ją przed oczami także widz – tak założył sobie Nemes, dlatego też ogranicza ją konsekwentnie dopiero wraz z narastaniem opresji wokół pojmanych postaci. Jego opowieść o uchwyceniu, zdemaskowaniu i torturowaniu Jeana Moulina pozwala sobie więc wykorzystać obraz do adekwatnego towarzyszenia scenariuszowi. Całą recenzję filmu "Moulin" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.
W odległym mieście portowym dochodzi do tajemniczego odkrycia. Mieszkańcy są zmuszeni walczyć o przetrwanie z czymś, z czym nigdy wcześniej się nie spotkali.
Rok 1985. Jedenastu śmiałków podejmuje pierwszą próbę spłynięcia Amazonką - od źródeł w Andach aż po Atlantyk. Niebezpieczna wyprawa ma być ich ostatnią przygodą przed wejściem w dorosłe życie. Szybko
Awaria laboratorium Umbrelli powoduje niekontrolowane uwolnienie wirusa. Mieszkańcy Raccoon przemieniają się w bezlitosne, krwiożercze istoty. Bryan, przypadkowy świadek katastrofy, zostaje uwięziony pośród chaosu miasta.
Owen i pełna nadziei romantyczka Allie mogą być jedynymi singlami w mieście, którzy szukają czegoś więcej niż przelotnej przygody. Kiedy się poznają między nimi natychmiast pojawia się iskra, ale
Johnny Cage dołącza do legendarnych wojowników Ziemi, by w śmiertelnym turnieju stanąć przeciwko Shao Kahnowi - tyranowi z innego wymiaru, który pragnie unicestwić ich świat.