Urodziny Jasona Stathama. Te role gwiazdy "Transportera" trzeba znać

Obchodzący dziś urodziny Jason Statham należy do grona aktorów, którzy nie potrzebowali szerokiego wachlarza aktorskich środków, by osiągnąć gwiazdorski status. Od lat konsekwentnie utrzymuje ekranowy wizerunek małomównego, twardego i skutecznego bohatera, nadrabiając wszelkie braki w warsztacie charyzmą. Zanim jednak stał się jedną z najpopularniejszych twarzy współczesnego kina akcji, dał się poznać jako świetny aktor komediowy i naturalny talent w filmach Guya Ritchiego. Oto dziesięć ról, które najlepiej pokazują jego możliwości. 10. Lee Christmas – "Niezniszczalni" (2010–2023) Choć seria Sylvestra Stallone'a powstała przede wszystkim jako hołd dla kina akcji lat 80. i 90., Statham – jako reprezentant "nowej fali" – szybko wyrósł na jeden z jej najjaśniejszych punktów. Jako mistrz walki nożem Lee Christmas nie tylko błyszczał w scenach walk, ale też wnosił do obsady mnóstwo luźnej energii i sprawnie dotrzymywał kroku legendom gatunku, dobrze komponując się z całą ekipą. Podczas realizacji trzeciej części przeżył niebezpieczną sytuację – wjechał autem do morza w wyniku awarii hamulców. Nie zniechęciło go to jednak do udziału w "czwórce".  9. Handsome Rob – "Włoska robota" (2003) Remake klasyka z 1969 roku przyniósł Stathamowi jeden z pierwszych dużych sukcesów w Hollywood. Grany przez niego Rob to mistrz kierownicy i uwodziciel z wybujałym ego. Aktor świetnie odnalazł się w gwiazdorskiej obsadzie u boku Marka Wahlberga, Charlize Theron i Edwarda Nortona, udowadniając, że potrafi ukraść uwagę widza nawet z drugiego planu. Był to też doskonały przedsmak jego późniejszych wyczynów za kółkiem. Co prowadzi nas do postaci zwanej... 8. Deckard Shaw – "Szybcy i wściekli" (od 2013) Deckard Shaw zadebiutował w krótkiej scenie po napisach w 6. części serii, by w kolejnej odsłonie stać się jednym z najbardziej wyrazistych antagonistów w historii cyklu. Jako były żołnierz brytyjskich sił specjalnych bez problemu wpasował się w serię, a jego ekranowe starcia z Dwayne’em Johnsonem i popularność obu postaci doprowadziły do powstania dedykowanego spin-offu ("Hobbs i Shaw"). Jednak w pamięci fanów i tak najbardziej mogła zapaść scena z 8. części, w której Shaw pokonuje wrogów na pokładzie samolotu, jednocześnie opiekując się dzieckiem w nosidełku. 7. Bacon – "Porachunki" (1998) Debiut Stathama w filmie pełnometrażowym i początek jego współpracy z Guyem Ritchiem. Jako Bacon – jeden z członków grupy mężczyzn, którzy gotowi są za wszelką cenę spłacić karciany dług w wysokości pół miliona funtów, skutecznie przyciągał uwagę. Co ciekawe, przed odkryciem przez Ritchiego Statham dorabiał na ulicy, sprzedając podrabianą biżuterię – właśnie ten fakt przekonał reżysera do tego, by zatrudnić debiutującego aktora. Tym samym to właśnie tutaj po raz pierwszy Statham zaprezentował swój luz i świetne wyczucie komediowego dialogu. 6. Arthur Bishop – "Mechanik" (2011–2016) To być może jedna z najbardziej eleganckich i stonowanych postaci w dorobku aktora. Jako zawodowy zabójca, który perfekcyjnie eliminuje wyznaczone cele, Bishop działa według chłodnego kodeksu. Statham z powodzeniem wykorzystuje tu swoje flagowe atuty: oszczędną ekspresję, dystans i fizyczną pewność siebie. Nie musi krzyczeć ani wygłaszać groźnych przemów – wystarczy jedno spojrzenie, by widz wiedział, z kim ma do czynienia. 5. Patrick "H" Hill – "Jeden gniewny człowiek" (2021) W tym filmie Ritchie postawił na surowość, a Statham dostarczył minimalistyczną kreację człowieka napędzanego bezwzględną żądzą zemsty. Aktor niemal nie potrzebuje tu słów – całe napięcie buduje postawą, ciężkim krokiem i zimnym wzrokiem. To jedna z jego najbardziej dojrzałych i mrocznych ról, w recenzjach porównywana nawet do kreacji Clinta Eastwooda z "Mściciela" i "Niesamowitego jeźdźca". Pewnie nie żałował, że po latach wrócił do współpracy z Ritchiem. 4. Chev Chelios – "Adrenalina" (2006-2009) Jeśli szukacie filmu, który definiuje pewne ekranowe szaleństwo Stathama, "Adrenalina" prawdopodobnie nie ma sobie równych. Chev Chelios zostaje otruty substancją, która zabije go, jeśli jego tętno spadnie poniżej krytycznego poziomu. Ten absurdalny punkt wyjścia daje pretekst do ekranowych szaleństw, a Statham świetnie odnajduje się w takiej konwencji. Jego rolę docenili też recenzenci (nawet jeśli same filmy – szczególnie drugi – nie spotkały się z ciepłym przyjęciem). 3. Rick Ford – "Agentka" (2015) Występ w komedii Paula Feiga pozwolił Stathamowi stworzyć udaną parodię własnego wizerunku. Rick Ford to absurdalnie pewny siebie tajny agent, który z absolutnie kamienną twarzą opowiada najgłupsze wymyślone historie o swoich wyczynach, po czym zalicza serię żenujących wpadek. Statham bezwzględnie kradnie cały film, pokazując olbrzymi dystans do siebie i raz jeszcze wykorzystując świetne wyczucie komediowe. 2. Frank Martin – "Transporter" (2002–2008) Rola, która na dobre ugruntowała jego pozycję w Hollywood. Frank Martin – były wojskowy i kurier realizujący nielegalne zlecenia według twardych, własnych zasad – z miejsca stał się jedną z najpopularniejszych postaci kina akcji początku XXI wieku. Statham wykorzystał tu wszystkie swoje atuty, w tym świetne przygotowanie fizyczne i umiejętności sztuk walki, co otworzyło mu drzwi do wielkiej kariery. Choć seria zbierała raczej chłodne recenzje, każda część trylogii z udziałem Stathama (w czwartym filmie główną rolę zagrał bowiem Ed Skrein), zarabiała więcej od poprzednika. 1. Turek – "Przekręt" (2000) Dla wielu widzów to właśnie Turek pozostaje najlepszą rolą w karierze Stathama. Bohater nie jest niezniszczalnym twardzielem, lecz zwykłym facetem, który próbuje wybrnąć z coraz większych kłopotów, a przy okazji rzuca jedne z najlepszych kwestii w całym filmie. Statham raz jeszcze znakomicie odnajduje się w świecie Guya Ritchiego – pełnym ekscentrycznych postaci, szybkich dialogów i absurdalnego humoru. "Przekręt" udowodnił (i pokazał przyszłym twórcom), że jego największym atutem nie są tylko sceny akcji, ale także naturalny komediowy timing i ogromna ekranowa charyzma. Na urodziny życzmy mu wiecej takich ról!"Transporter" – zwiastun

Oficjalnie! "Czarna Pantera 3" nadchodzi. Znamy jego gwiazdę i datę premiery

Sobota upłynęła na Comic-Conie w San Diego pod znakiem prezentacji Marvela. Jednym z najważniejszych punktów programu było oficjalne ogłoszenie widowiska "Czarna Pantera 3".Wszystko, co wiemy o filmie "Czarna Pantera 3""Czarna Pantera 3" będzie jedną z produkcji Marvel Studios, która trafi do kin w 2028 roku. Amerykańska data premiery została wyznaczona na 15 grudnia 2028 roku. Do sieci trafił już nawet teaserowy plakat filmu: Za reżyserię "Czarnej Pantery 3" odpowiadać będzie twórca dwóch pierwszych części Ryan Coogler. Widowisko będzie miało zupełnie nowego tytułowego bohatera. To dorosły syn T'Challi (Chadwick Boseman) i Nakii (Lupita Nyong'o) - T'Challa II (znany też jako Toussaint). Zagra go David Jonsson. David Jonsson is your new Black Panther.Black Panther 3, directed by Ryan Coogler, arrives in theaters December 15, 2028. pic.twitter.com/JILHDOelQE— Marvel Studios (@MarvelStudios) July 26, 2026 David Jonsson znany jest widzom z serialu "Branża", widowiska "Obcy: Romulus" oraz ekranizacji Kinga "Wielki marsz". To właśnie rola w tym ostatnim filmie sprawiła, że Ryan Coogler zwrócił na niego uwagę i zdecydował się, że chce go w roli syna poprzedniej Czarnej Pantery. Ponieważ aktor ma 32 lata, fani już spekulują, że MCU o "Avengers: Secret Wars" czekają spore zmiany, skoro syn T'Challi jest dużo starszy od tego, co sugeruje aktualny timeline uniwersum Marvela. Widowisko ma być kręcone na taśmie filmowej.Zwiastun filmu "Wielki marsz", w którym wystąpił David Jonsson i która to rola dała mu angaż do MCU

Wyróżnienie w Konkursie "Powiększenie": Andrzej Wajda i "modne" dziewczyny

Publikujemy ostatni z tekstów wyróżnionych w 11. edycji konkursu krytycznofilmowego "Powiększenie", który w tym roku przebiegł pod hasłem roku Andrzeja Wajdy. Apolonia Marcinek pisze o metamorfozach figury "modnej" dziewczyny oraz przestrzeni polskiej "nowoczesności" w filmach "Niewinni czarodzieje" (1960) oraz "Polowanie na muchy" (1969). *** Lata 60. XX wieku w twórczości Andrzeja Wajdy stanowią fascynujący nawias między narodowymi tragediami „Popiołu i diamentu” (1958) a epickim rozmachem „Ziemi obiecanej” (1975). To dekada, w której reżyser, odkładając na bok mundury i historyczne sztandary, skierował kamerę na współczesność – na warszawskie ulice, jazzowe piwnice i duszne kawalerki. Poprzez filmy „Niewinni czarodzieje” (1960) oraz „Polowanie na muchy” (1969) Wajda nakreślił portret polskiej inteligencji, która w pogoni za zachodnim sznytem tworzy własną, unikalną i często groteskową formę egzystencji. W obydwu tytułach dominują kobiecie bohaterki. Kluczem do zrozumienia tej przemiany jest ewolucja postrzegania i prezentowania kobiet w filmach oraz przestrzeni, w której przyszło im żyć. W centrum obu filmów stoi postać „dziewczyny nowoczesnej”, jednak dzieli je niemal przepaść dekady, która zmieniła nadzieje „małej stabilizacji” w cynizm końca lat 60. Pelagia z „Niewinnych czarodziejów” (grana z niezwykłą lekkością przez Krystynę Stypułkowską) to uosobienie nowofalowej wolności. Jest równorzędną partnerką dla głównego bohatera – Bazylego (w tej roli Tadeusz Łomnicki). Nie jest to kolejna bohaterka, która jest robotnicą lub tragiczną ofiarą wojny, lecz dziewczyną zrodzoną z ducha egzystencjalizmu. Nocne spotkanie Pelagii i Bazylego to pewnego rodzaju intelektualny boks, gra pozorów, w której oboje udają bardziej zepsutych i obojętnych, niż są w rzeczywistości. Pelagia nie chce Bazylego zmieniać ani posiadać: chce go sprawdzić, rzucić mu wyzwanie. Jej „nowoczesność” objawia się w prawie do decydowania o sobie, w inteligencji i ironii, która służy jako tarcza przed prawdziwym uczuciem.  "Niewinni czarodzieje"Scena, w której Pelagia od początku kłamie na temat swojego imienia (mówi, że ma na imię Magda), pokazuje pewnego rodzaju manifestację wolności egzystencjalnej. W świecie, gdzie każdy musiał być gdzieś zameldowany i mieć dowód osobisty, Pelagia odmawia bycia „zdefiniowaną” i zdominowaną, zarówno przez system, jak i przez mężczyznę, z którym rozmawia.  Zupełnie inny obraz daje Irena w „Polowaniu na muchy”. Małgorzata Braunek wciela się w postać, którą krytycy – podobnie jak i sam reżyser – ochrzcili mianem „modliszki” (1). Irena nie szuka partnera do gry, lecz materiału rzeźbiarskiego. Czegoś, a właściwie kogoś, kogo może ulepić od nowa – tak jak chce, niczym rzeźbę z gliny. Włodek (Zygmunt Malanowicz), przeciętny bibliotekarz, staje się dla niej projektem.  "Polowanie na muchy"Irena to „modna dziewczyna” nowej ery: drapieżna, zdeterminowana, wykorzystująca atrybuty nowoczesności (jak choćby kultowe wielkie okulary, w których przypomina tytułową muchę), by dominować. Jest niczym femme fatale, jednak nie zabija pistoletem, lecz ambicją. Wysysa z Włodka jego tożsamość, wykorzystuje jego osobę dla własnej satysfakcji tworzenia kogoś "wpływowego".  Jeśli Pelagia była powiewem wolności, Irena jest ucieleśnieniem opresji ubranej w najmodniejszy żakiet. Wajda, pod wpływem prozy Janusza Głowackiego, pokazuje tu lęk mężczyzny przed kobiecą siłą, która w świecie pozbawionym wielkich idei, skupia się na bezwzględnej walce o status. To właśnie wątek statusu jest w obu dziełach skutecznie uwydatniony. Bohaterowie tych filmów to inteligenci, lecz nie intelektualiści. Podchodzą do życia w sposób swobodny, żyją tu i teraz (swoiste carpe diem), z dystansem. Fasada intelektualna pozwala im na niezobowiązujące podejście. Wizerunek, jaki budują, pełni funkcję azylu, bezpiecznego miejsca, gdzie pod maską cynika można ukryć lęk przed prawdziwym zaangażowaniem. Jeśli wszystko jest grą intelektualną, nikt nie może zostać zraniony.  Rezonuje to z myślą, którą doskonale rozwija Susan Sontag w swoim tekście „Przeciw interpretacji”, pisząc o tym, że współczesny styl bycia jest formą oporu przeciwko sentymentalizmowi; Pelagia i Bazyli są tego idealnym przykładem (2). Bohaterowie nie chcą interpretować swoich uczuć, wolą przeżywać czystą formę wzajemnej licytacji i intelektualnego flirtu. Ich zachowanie jest więc realizacją postulatu Sontag o prymacie stylu nad treścią. O ile u Sontag styl jest wyzwoleniem, o tyle w „Polowaniu…” staje się on już tylko „pustym znakiem” lub narzędziem społecznej opresji, gdzie fasada intelektualna nie tylko nie chroni wrażliwości, lecz maskuje jej brak.  "Niewinni czarodzieje"Tak jak magnetofon Bazylego nie służy do pracy, lecz do autokreacji, tak gigantyczne okulary Małgorzaty Braunek w „Polowaniu…” są narzędziem manifestu swojej osobowości dla bohaterki. Pokój Bazylego w „Niewinnych…” jest prosty, ascetyczny. To „stacja badawcza”, w której dwoje ludzi testuje granice swojej szczerości. Pustka tego wnętrza jest wolnością – pozwala bohaterom wypełnić ją własną grą. Oprócz tego jest to również film oparty na słuchaniu. Bogaty w rozmaite, długie dialogi między bohaterami, staje się intelektualnym poligonem postaci.  Kluczowym rekwizytem jest magnetofon, z którego płynie muzyka jazzowa. Nowoczesność jest tu niematerialna, ulotna, oparta na rytmie i improwizacji. Relacja Pelagii i Bazylego przypomina jam session – liczy się to, co wybrzmiewa między słowami. W „Niewinnych czarodziejach” jazz (z muzyką Krzysztofa Komedy) jest językiem wolności. Polska jako światowy i wizjonerski kraj, lecz wciąż zakompleksiony w przaśnej rzeczywistości PRL-u stara się aspirować do bycia częścią Zachodu, między innymi poprzez scenografię, która sama w sobie jest bohaterem. Piwnice i zadymione lokale to enklawy, w których bohaterowie mogą poczuć się obywatelami świata. To tutaj rodzi się styl bycia „cool”, zapożyczony prosto z paryskich bulwarów. Ich rozmowy zazwyczaj skupiają się na artystach, szeroko pojętej kulturze – większość naszych bohaterów to z wykształcenia humaniści. W akompaniamencie grającej muzyki, paląc papieros za papierosem, mówią o działalnościach artystycznych. Nie odstają również nowocześnie urządzone mieszkania.  W obu filmach wnętrza pełnią funkcję manifestu. U Bazylego widzimy magnetofon szpulowy oraz skuter Lambretta – atrybuty sukcesu młodego lekarza-muzyka. W „Polowaniu…” nowoczesność staje się już bardziej agresywna, niemal pop-artowa. Nad percepcją tego filmu dominuje zmysł wzroku. Oprócz wymiany zdań pomiędzy bohaterami, zwracamy uwagę na bogatą estetykę i scenografię (konceptu Teresy Barskiej). Mieszkania są pełne modnych gratów, które mają maskować duchową pustkę. Tragizm (lub właściwie komizm) tych przestrzeni polega na ich izolacji. To wyspy „światowości” otoczone przez szarość codzienności.  "Polowanie na muchy"Wajda sugeruje, że ta polska nowoczesność jest w dużej mierze fasadowa – to kostium, który bohaterowie zakładają, by ukryć swoje kompleksy, brak życiowego celu czy strach przed autentycznością. Podczas gdy w „Czarodziejach…” nowoczesne wnętrza były znakiem nowej ery, w „Polowaniu…” są one tłem dla ludzkiej małości. Intelektualizm staje się tu kampowy w rozumieniu wspomnianej już Susan Sontag – jest tak przesadzony i sztuczny, że staje się własną parodią (3). W swoim słynnym tekście autorka definiuje kamp jako zamiłowanie do sztuczności, do „stylu kosztem treści”. Kamp kocha rzeczy „za bardzo” – zbyt dekoracyjne, zbyt dramatyczne, zbyt strojne. Sontag pisze: Kamp to doświadczenie świata jako zjawiska estetycznego (…) nie w kategoriach piękna, lecz w kategoriach stopnia sztuczności (4). Tak zwana estetyka „kolorowych ptaków”: w kontraście do szarej, gomułkowskiej ulicy, pop-art oferował jaskrawe barwy, geometryczne wzory i fascynację plastikiem. Zauroczenie twórczością Andy’ego Warhola wybrzmiewało wtedy szczególnie. Ponieważ towary luksusowe były trudno dostępne, przedmioty codziennego użytku (jak puszka po zagranicznym napoju czy zachodni magazyn mody) stawały się niemal dziełami sztuki (5). W książce „Znaczenia modernizmu" Piotr Piotrowski wyjaśnia, jak dbałość o styl i formę (modernistyczny sztafaż) pozwalała artystom i inteligencji czuć się częścią Zachodu, nawet jeśli na co dzień funkcjonowali w realiach systemowych PRL-u. "Polowanie na muchy"Ewolucja ta najwyraźniej ogniskuje się w kobiecych protagonistkach, które redefiniują klasyczną figurę kobiety fatalnej. Pelagia z początku dekady to „fatalizm oświecony” – jej niszczycielska siła nie uderza w życie bohatera, lecz w jego pancerz kłamstw. Jest ona ucieleśnieniem „sontagowskiego„ ideału, w którym styl stanowi barierę ochronną dla autentycznej, kruchej wrażliwości. Z kolei Irena z końca dekady to „fatalizm pop-artowy” postać płaska, graficzna, chłodna i pozbawiona empatii, która miłość zamienia w proces produkcyjny. Jeśli Pelagia rzucała mężczyźnie wyzwanie, by stał się sobą, Irena tresuje go, by stał się „kimś” w oczach snobistycznego otoczenia.  Patrząc na oba filmy, widać wyraźną zmianę nastroju pomiędzy początkiem a końcem dekady lat 60. „Niewinni czarodzieje” niosą w sobie jeszcze nutę romantyzmu ukrytego pod maską cynizmu. Andrzej Wajda udowadnia, że „modna dziewczyna” lat 60. to postać tragiczna w swojej pogoni za formą. Niezależnie od tego, czy jest partnerką w jazzowej improwizacji jak Pelagia, czy bezwzględną kreatorką cudzych losów jak Irena, zawsze pozostaje uwięziona w dekoracjach Polski, która desperacko chce być inna, niż jest w rzeczywistości. To kino ucieczki w formę, która ostatecznie okazuje się ucieczką donikąd.  "Niewinni czarodzieje"Twórca zamyka tę dekadę z pesymistycznym, ironicznym uśmiechem. Pokazuje, że ucieczka w styl, choć estetycznie pociągająca, nie rozwiązała fundamentalnych dylematów polskiej inteligencji. Pozostawiła ją jedynie w wielkich oprawkach okularów, w mieszkaniach pełnych modnych bibelotów, ze świadomością, że pod tą lśniącą powierzchnią, pustka stała się jeszcze bardziej dotkliwa. To właśnie ten moment, w którym „erotyka sztuki” Sontag spotyka się z brutalną socjologią czasów PRL-u, mówiąc o ponadczasowej sile tych dwóch, pozornie tylko „lekkich” filmów mistrza. Przypisy: 1. https://youtu.be/mWnPyqfzFmM?si=eXCJOBS2zLTc7Mk0 2. Susan Sontag, "Przeciw interpretacji i inne eseje", autorka rozwija swoje myśli o dystansie estetycznym – dystans jako ochrona przed zranieniem, co idealnie wpasowuje się w zachowanie bohaterów. 3. Susan Sontag, "Notes on Camp" 4. Tamże, str. 16 – tłumaczenie własne. 5. Piotr Piotrowski, "Znaczenia modernizmu. W stronę historii sztuki polskiej po 1945 roku", str. 175-176 Bibliografia: Piotrkowski Piotr, "Znaczenia modernizmu. W stronę historii sztuki polskiej po 1945 roku", wyd. REBIS, Poznań, 1999  Sontag Susan, "Notes on Camp", wyd. Penguin Classics, 2018 Sontag Susan, "Przeciw interpretacji i inne eseje", tłum. D. Żyłowska, wyd. Karakter, Kraków 2012