Do Berlina zawitały gwiazdy: po czerwonym dywanie Międzynarodowego Festiwalu Filmowego przeszli się Callum Turner, Pamela Anderson i Jamie Bell, członkowie obsady "Rosebush Pruning" w reżyserii Karima Aïnouza. A jak sam film? Recenzuje Adam Kruk. recenzja filmu "Rosebush Pruning", reż. Karim Aïnouz, 2026Styl, nie sens Bez wątpienia był to jeden z najbardziej wyczekiwanych filmów tegorocznego Berlinale. W obsadzie gwiazdy: Callum Turner, Elle Fanning czy sama Pamela Anderson. Za kamerą w swym drugim, po "Regentce", anglojęzycznym projekcie Karim Aïnouz – jeden z najciekawszych współczesnych reżyserów z Brazylii, kraju który po "I’m Still Here" i "Tajnym agencie" wyraźnie jest na fali wznoszącej nie tylko w europejskim obiegu festiwalowym, ale i na rynku amerykańskim. Do tego scenariusz Efthymisa Filippou – ojca greckiej nowej fali, stałego współpracownika Yorgosa Lanthimosa – oparty, co musiało działać na kinofili (posypuję głowę popiołem), na słynnych "Pięściach w kieszeni", debiucie Marco Bellocchia, który w 1965 roku wstrząsnął włoskim kinem i do dziś ma wielką moc. Być może było tego wszystkiego aż za dużo, by mogło się to skończyć się dobrze. Ale przynajmniej skończyło się z przytupem: dla wielu spektakularną, dla mnie jednak jakoś interesującą i momentami zabawną, katastrofą. Z pierwowzorem zgadza się tu sporo. Obserwujemy życie zamożnej rodziny, która w zasadzie nie powinna już mieszkać razem, ale jakaś toksyczna siła – może siła inercji – powstrzymuje jej członków przed opuszczeniem luksusowej willi pod Barceloną. Wygodną wymówką przed tym, by stanąć na własnych nogach, jest opieka nad niewidomym ojcem (Tracy Letts) – tyle że tej oddaje się właściwie tylko najstarszy syn, Jack (Jamie Bell). U Bellocchia pierworodnego wyróżniało to, że jako jedyny pracował, Aïnouz pokazuje nam rodzinę tak bogatą (skąd te pieniądze, nie do końca wiadomo), że nie musi sobie zaprzątać głowy zarobkowaniem. Reszta rodzeństwa to złośliwa małpa Anna (Riley Keough), zakochany w starszym bracie epileptyk Robert (Lukas Gage) oraz opowiadający nam całą tę historię Ed (Turner). Cała trójka – jak mówi, nie wyłączając z niej siebie, narrator – jest przeciętna, leniwa, niezainteresowana niczym poza muzyką i modą. Cała recenzja dostępna jest POD LINKIEM.
Wczoraj światem kina wstrząsnęła wiadomość o śmierci Roberta Duvalla. Siedmiokrotnie nominowany do Oscara aktor znany z takich filmów jak "Ojciec chrzestny", "Czas Apokalipsy" i "Sędzia" miał 95 lat. Dziś hollywoodzkie gwiazdy wspominają Duvalla jako ekranowego partnera, mentora i przyjaciela. Aktora pożegnali m.in. Al Pacino, Robert De Niro i Francis Ford Coppola. TRWA ANKIETA OSCAROWA! GŁOSY MOŻECIE ODDAWAĆ, KLIKAJĄC TUTAJ Robert Duvall pożegnany przez Hollywood To był zaszczyt pracować z Robertem Duvallem. Był, jak to mówią, urodzonym aktorem. Jego kontakt z pracą, jego zrozumienie i jego fenomenalny dar będą zawsze pamiętane. Będę za nim tęsknił, skomentował Al Pacino, który grał u boku Duvalla w filmach serii "Ojciec chrzestny". Niech Bóg błogosławi Bobby'ego, napisał z kolei Robert De Niro. Mam nadzieję, że sam dożyję 95 lat. Niech spoczywa w spokoju. Francis Ford Coppola, który wielokrotnie pracował z Duvallem, pożegnał aktora następującymi słowy: Co za cios dowiedzieć się o odejściu Roberta Duvalla. Wspaniały aktor i kluczowy element filmów studia American Zoetrope od jego zarania: "Ludzie deszczu", "Rozmowa", "Ojciec chrzestny", "Ojciec chrzestny II", "Czas Apokalipsy", "THX 1138", "Assassination Tango". Wyświetl ten post na InstagramiePost udostępniony przez Francis Ford Coppola (@francisfordcoppola) Zabawny jak cholera. Silny jak cholera. Jeden z najlepszych aktorów, jakich mieliśmy. Wspaniale było z nim pogadać i pośmiać się. Uwielbiałem go. Wszyscy go uwielbialiśmy. Tak wiele legendarnych filmów. Obejrzyjcie je, kiedy będziecie mogli, napisał na Instagramie Adam Sandler, który zagrał z Duvallem w filmie "Rzut życia". Wyświetl ten post na InstagramiePost udostępniony przez Adam Sandler (@adamsandler) Kolejny przyjaciel odchodzi. Graliśmy razem i się zaprzyjaźniliśmy. Spędziliśmy wspaniały poranek na moim ganku, rozmawiając o koniach. Był uosobieniem aktorskiej wspaniałości, wspomina Michael Keaton. Wyświetl ten post na InstagramiePost udostępniony przez Michael Keaton (@michaelkeatondouglas) Miałam zaszczyt pracować u twojego boku we "Wdowach". Byłam zachwycona. Zawsze robiły na mnie wrażenie twoje portrety mężczyzn, którzy byli zarazem cisi i dominujący w swoim humanizmie. Byłeś gigantem, ikoną, wylicza Viola Davis w serwisie Threads. Był moim przyjacielem. Moim mentorem. Mam te zdjęcia ze sobą od 30 lat. Zrobił je fotosista na planie "Apostoła", filmu, który (Duvall) napisał i wyreżyserował. Miałem 24 lata. Przywilej pracy z tym człowiekiem, możliwość poznania go, to wciąż najważniejsze doświadczenie w moim życiu, czytamy na Instagramie Waltona Gogginsa. Utrzymaliśmy głęboką przyjaźń przez lata. Nie musiał tego zrobić, ale zrobił. Miał taki wpływ na wiele osób. Wyświetl ten post na InstagramiePost udostępniony przez Walton Goggins (@waltongogginsbonafide) Stephen King zacytował w portalu X słynną kwestię Duvalla z "Czasu Apokalipsy": Kocham zapach napalmu o poranku. "I love the smell of napalm in the morning!"RIP Robert Duvall— Stephen King (@StephenKing) February 16, 2026 Duvalla pożegnał również reżyser Scott Cooper. Aktor zagrał swoją ostatnią rolę w jego filmie "Bielmo". Wyprodukował mój pierwszy film, "Szalone serce", i w nim zagrał. Od tego czasu czytał niemal każdy scenariusz, który napisałem, oferując swoją cichą mądrość i niezachwianą wiarę we mnie, powiedział reżyser. Jego dziedzictwo jako jednego z prawdziwych gigantów aktorstwa jest bezpieczne. Ale ze mną zostanie przede wszystkim jego szczodrość i pokora oraz przykład życia w prawdzie, jaki dał. Bez niego nie byłbym filmowcem ani człowiekiem, jakim jestem.NA SKRÓTY: Przypominamy "Czas Apokalipsy" z Robertem Duvallem
Opowieść o walecznej postawie Jolanty Wadowskiej-Król przedstawiona w serialu Netflixa "Ołowiane dzieci" przypomniała nam o innych bohaterach i bohaterkach, którzy poświęcili swój komfort, rodziny, kariery, a nawet ryzykowali życiem, by stanąć do walki z pozornie bezkarnymi gigantami. A kino zna ich całe mnóstwo. I kocha im kibicować. W naszej Topce znajdziecie prawników, policjantów, a także pozbawionych jakiegokolwiek wsparcia obywateli i obywatelki, którzy podjęli niewygodną decyzję, by nie pozostać obojętnym na jawną niesprawiedliwość i krzywdę innych. Gdy serialowa Wadowska-Król grana przez Joannę Kulig zapytana, dlaczego zajmuje się sprawą chorujących przy hucie dzieci, odpowiada: Bo tak trzeba, dreszcz przechodzi po ciele. Gdy patrzymy na podobne ekranowe historie, chce się za nią powtarzać: Bądźmy przyzwoici, bo tak właśnie trzeba. TOP: Bohaterowie walczący o sprawiedliwość
Polly i Tim wraz z trójką dzieci to współczesna rodzina, która staje przed koniecznością przeprowadzenia się na odległą angielską prowincję. Wkrótce po przyjeździe okazuje się, że najmłodsi muszą
Brytyjka Bethany wyłamuje się z romantycznego planu podróży przygotowanego przez jej chłopaka, w obawie przed rychłymi oświadczynami. W Warszawie odnajduje przyjaciółkę, florystkę Nel, z którą łączy ją wybuchowa relacja.
Miranda Priestly walczy ze swoją byłą asystentką Emily - a obecnie rywalką na kierowniczym stanowisku - konkurują o wpływy i przychody z reklam w czasach upadającej prasy papierowej.