League of Legends, EA FC, Battlefield czy Counter-Strike? Większość z nas ma w głowie jeden tytuł popularnej gry komputerowej, z którym swego czasu związała się trochę zbyt blisko. Dla Bena Afflecka jest to "StarCraft", czego dowiadujemy się z niedawnego odcinka podcastu Happy Sad Confused. Amerykański aktor przyznał w trakcie nagrania, że swego czasu gra studia Blizzard pochłonęła trzy lata jego dorosłego życia.Ben Affleck opowiada o swoim uzależnieniu od StarCraftaCo ciekawe, uzależnienie od "StarCrafta" przyszło do aktora w zupełnie nieoczywistym momencie. Choć już na etapie prac nad "Buntownikiem z wyboru" sporo grał z Mattem Damonem (Pamiętam pisanie tego filmu i robienie długich przerw na granie w "Dooma"), nałogowym graczem został dopiero po zgarnięciu Oscara za scenariusz oryginalny. Affleck miał wówczas 25 lat. Gdy nagle stał się celebrytą, jego codzienność zaczęła wiązać się z notorycznymi przejawami popularności. Przez to potrzebował przestrzeni radykalnego odpoczynku od zewnętrznego zgiełku. Świat wirtualny okazał się dla niego naturalną odtrutką na ten rzeczywisty, który tak dynamicznie się zmienił. Ben Affleck w sklepie z grami wideo Była taka gra, "StarCraft", która prawdopodobnie zabrała mi najwięcej życia przez pewien okres. Właśnie stałem się sławny i całe moje zajęcie polegało na siedzeniu w domu przez trzy lata i graniu w "StarCrafta" – wyznał aktor. "StarCraft" nie pochłonął do reszty wyłącznie Bena Afflecka. Gra studia Blizzard okazała się światowym fenomenem, jednym z najpopularniejszych tytułów swojej epoki, stając się podstawą współczesnej kultury e-sportowej. Druga odsłona wyszła w 2010 roku, a jej fani do dziś czekają na trzecią część tego kosmicznego cyklu. Jednym z nich jest Affleck, który na łamach podcastu przyznał, że najbardziej ceni sobie właśnie takie oldschoolowe gatunki wideo: strategie czasu rzeczywistego oraz gry w stylu budowania cywilizacji. Co ciekawe, po doświadczeniu ze "StarCraftem" Affleck wcale nie odciął się od tego rodzaju rozrywki. Dalej pozostaje aktywnym graczem. Obecnie najwięcej czasu pochłania mu ogrywane wraz z synem "NBA 2K" i "Madden", a także "Valorant" od Riot Games. Ze smutkiem zauważa jednak, że nie jest już tak dobry, jak kiedyś. To świetna gra, ale dzieciaki, które na niej wyrosły, po prostu mnie miażdżą. Czasami wściekam się do tego stopnia, że pytam ich: "Nie oszukujecie?", na co jakiś jedenastolatek odpowiada mi: "Spier****j frajerze!" To bardzo upokarzające – powiedział Affleck."StarCraft" – zwiastun remastera oryginalnej gry z 1998 roku
Kino grozy przez lata zgromadziło całą galerię monstrów, ale czasem największy strach w filmach sieją zwierzęta, które dobrze znamy z realnego świata. Rekiny, krokodyle, niedźwiedzie, wilki czy pająki od dawna potrafią skutecznie uprzykrzyć życie ekranowym bohaterom, a reżyserzy chętnie biorą na warsztat nasze lęki, grając na nich na różne sposoby. Z okazji premiery “Upadku wieloryba” - w którym główny bohater próbuje nie dać się pożreć tytułowemu ssakowi - przygotowaliśmy ranking 10 wartych uwagi filmów z nurtu animal attack. Są tu absolutne klasyki, które budowały historię kina, ale i mniej oczywiste pozycje. Nie wszystkie są dziełami sztuki (bynajmniej!), ale każdy zapewnia rozrywkę.Na te filmy z nurtu animal attack warto zwrócić uwagę "Upadek wieloryba" - zwiastun
Wielu sądziło, że do tego czasu Quentin Tarantino na pewno wycofa się ze swojego przyrzeczenia o nakręceniu w życiu wyłącznie 10 pełnometrażowych filmów. Tymczasem lata mijają, a reżyser pozostaje nieugięty. Wczorajszego wieczoru w programie The Graham Norton Show Tarantino wyznał, że ukończył niedawno scenariusz projektu, który może zostać zamieniony na jego ostatni projekt filmowy. Dodał jednak, że zanim wejdzie na plan, chciałby "jeszcze trochę pożyć", przeciągając w ten sposób moment rozpoczęcia swojej twórczej emerytury. Ostatni film Quentina Tarantino – co wiemy?W programie Grahama Nortona Tarantino przekonywał, że gotowy scenariusz nie musi koniecznie oznaczać rozpoczęcia dalszych preprodukcyjnych prac nad filmem. Amerykański reżyser wyznał, że obecnie jego głowę zaprzątają inne kwestie – poza życiem prywatnym jest to choćby praca nad sztuką "The Popinjay Cavalier". Jej premiera na West Endzie ma mieć miejsce w marcu przyszłego roku, a główną gwiazdą projektu jest Sacha Baron Cohen. Przed tą datą Tarantino nie planuje nawet kiwnąć palcem w sprawie dalszych prac nad swoim ostatnim filmem. Napisałem scenariusz, z którego jestem naprawdę zadowolony i który mógłbym zrealizować, ale najpierw chcę wystawić swoją sztukę i zobaczyć, kim będę po tym wszystkim. Potem wrócę do domu, spędzę czas z rodziną, po prostu trochę pożyję i dopiero wtedy zobaczę, co chcę zrobić dalej – takimi słowami Tarantino opisał swój harmonogram na najbliższe lata. Reżyser w swoim stylu specjalnie nie wyraża się więc w sposób przejrzysty. W przyszłości może zdecydować przecież, że – tropem losu poprzedniego scenariusza – i ten tekst trafi do kosza. Na tę chwilę nic nie wiadomo o fabule ostatniego, 10. filmu Quentina Tarantino. Na pewno nie będzie to "The Movie Critic", który, jak się zdaje, został całkowicie pogrzebany przez reżysera. Co ciekawe, Tarantino wyznał, że sceniczne "The Popinjay Cavalier" pisał początkowo z myślą o realizacji filmowej, dopóki nie zorientował się, że dużo lepiej sprawdzi się na deskach teatru. Ten westendowy projekt opisuje jako "romans z gatunkiem filmów płaszcza i szpady z nutą francuskiej farsy". Jeśli pisany z myślą o wielkim ekranie "The Popinjay Cavalier" weźmiemy za jakiś punkt odniesienia, ostatni film Tarantino może okazać się dużo bardziej szaloną podróżą, niż nam się dotąd wydawało. Przypomnijmy, że od 9. filmu Tarantino, "Pewnego razu... w Hollywood", minęło już siedem lat. Jest to najdłuższa przerwa między kolejnymi projektami w jego reżyserskiej karierze. Widać więc, że i dla samego reżysera opracowanie filmu sumującego jego twórczą drogę pozostaje zadaniem, do którego nadal przywiązuje ogromną wagę. W tej kwestii nie da rady nas zwodzić."Pewnego razu... w Hollywood" – zwiastun filmu
Digory i Pola za pomocą magicznych pierścieni przedostają się do mrocznej krainy Charn, gdzie wybudzają złą czarownicę Jadis, która planuje podbić ich świat.
Film oparty na prawdziwej historii. Nieustępliwa, buntownicza i mająca już dość bycia traktowaną jak ciężar, Judy Heumann przekształca swoje oburzenie w rewolucję. W 1977 roku wraz z ponad setką
Policjantka samotnie wychowująca syna wraca do śledztwa sprzed lat, gdy seria morderstw budzi demoniczną siłę, która zaczyna zagrażać jej nastoletniemu dziecku.
Ali G powraca po 20 latach, by nakręcić dokument z udziałem prawdziwych ludzi. Kamery towarzyszą mu podczas zajęć, spacerów ulicami miasta i występów telewizyjnych, często u boku ciężarnej dziewczyny.
W XIII-wiecznej Anglii tajemnicza istota przemierza spowite mgłą tereny, a lokalne legendy zaczynają przerażająco urzeczywistniać się na oczach mieszkańców.