Nie żyje Andrzej Beya-Zaborski, znany m.in. z serii "U Pana Boga..."

Nie żyje Andrzej Beya-Zaborski, aktor teatralny i filmowy. Ogólnopolską rozpoznawalność przyniosła mu przede wszystkim rola komendanta Henryka Wołkołyckiego w filmach i serialach z cyklu "U Pana Boga...". Zmarł w nocy z 10 na 11 sierpnia 2026 roku po wieloletniej chorobie. Miał 75 lat. Informację o jego śmierci przekazały Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego oraz Białostocki Teatr Lalek.Andrzej Beya-Zaborski i jego role Beya-Zaborski urodził się 7 marca 1951 roku w Wałbrzychu. W 1978 roku ukończył Wydział Sztuki Lalkarskiej PWST w Białymstoku. W tym samym roku rozpoczął pracę w Białostockim Teatrze Lalek. Był nie tylko aktorem, lecz także reżyserem teatralnym i pedagogiem. Za swoją działalność artystyczną otrzymał m.in. Nagrodę Artystyczną Prezydenta Miasta Białegostoku. Widzowie kinowi i telewizyjni najlepiej zapamiętali go jednak jako wspomnianego już komendanta Henryka Wołkołyckiego z produkcji Jacka Bromskiego. Po raz pierwszy pojawił się w tej roli w "U Pana Boga za piecem" z 1998 roku, a następnie powrócił w "U Pana Boga w ogródku" oraz "U Pana Boga za miedzą". W ostatnich latach ponownie wcielał się w tę postać w "U Pana Boga w Królowym Moście" - zarówno w filmie z 2024 roku, jak i serialu z 2025 roku. Na dużym ekranie Beya-Zaborski pojawiał się także w filmach innych cenionych polskich twórców. Zagrał księdza Adama w "Weselu" Wojciecha Smarzowskiego, a także wystąpił w "Drogówce" i "Róży" tego reżysera. W jego filmografii znalazły się również między innymi "Czarna dama", "Kariera Nikosia Dyzmy" oraz "Polowanie". Występował także w produkcjach telewizyjnych, takich jak "Kruk", "Pitbull", "Magda M.", "39 i pół" czy "Ojciec Mateusz". "U pana Boga w ogródku" - zwiastun

Mel Gibson o statusie "Zabójczej broni 5". Najlepsza część cyklu?

"Zabójcza broń 5" to temat, który od lat elektryzuje fanów serii komedii kryminalnych Richarda Donnera. Podczas niedawnego spotkania z fanami Mel Gibson ujawnił nowe szczegóły dotyczące fabuły. Danny Glover i Mel Gibson jako Roger Murtaugh i Martin Riggs w "Zabójczej broni 4"Mel Gibson o "Zabójczej broni 5"Goszcząc na odbywających się w Bostonie targach Fan Expo, Gibson odniósł się do statusu "Zabójczej broni 5". Ekranowy Martin Riggs ujawnił, że zmarły w 2021 roku reżyser zdążył rozpocząć prace nad filmem:  Donner, mając 90 lat, pracował nad piątą częścią i oczywiście zmarł w trakcie. Spotkałem się więc ze scenarzystą i skończyliśmy tekst, cały czas mając na uwadze, by był on zgodny z wizją Donnera. Właśnie o tym myśleliśmy, pisząc. Moim zdaniem scenariusz piątej części jest najlepszy ze wszystkich. Ale został uwięziony w produkcyjnym piekle, z którego nie da się go wydobyć. Gibson ujawnił też szczegóły fabuły. "Zabójcza broń 5" miałaby jedynie w minimalnym stopniu nawiązywać do poprzednich części. Bohaterowie, których ponownie spotykamy po latach, są starsi: jeden przeszedł na emeryturę, a drugi pracuje za biurkiem i nie do końca radzi sobie z nowoczesną technologią. Gibson zapowiedział też, że choć w scenariuszu brakuje widowiskowych eksplozji czy pościgów, ma on energię świetnego filmu akcji.  Aktor i reżyser przyznał, że z chęcią zasiadłby na krześle reżysera "Zabójczej broni 5". Wspomniał, że pomysł ten ma błogosławieństwo samego Donnera (na zdjęciu wyżej): Donner, niech Bóg czuwa nad jego duszą, powiedział do mnie głębokim głosem: "Młody, jeśli kopnę w kalendarz, to ty się tym zajmiesz, prawda?". Powiedziałem mu: "Spadaj, przecież nigdzie się nie wybierasz". Ale oczywiście umarł. Kiedy odszedł, do niczego się nie przyznałem. Ale najwyraźniej zdążył podzielić się tym pomysłem z innymi, bo ludzie przychodzili do mnie i mówili: "Wyreżyseruj to". A ja powiedziałem "Dobra, zrobię to". Zobacz zwiastun "Zabójczej broni 4"Aktualnie cykl zamyka "Zabójcza broń 4", która trafiła na ekrany w 1998 roku. Riggs i Murtaugh badali w niej serię morderstw powiązanych z azjatycką mafią. Przypominamy zwiastun: 

Brad Pitt o AI: To ratunek dla kina

Świat kina coraz bardziej dzieli się w sprawie wykorzystywania sztucznej inteligencji. Ostatnio w tej sprawie wypowiedział się Brad Pitt. Nie wszyscy będą zadowoleni z jego stanowiska.Co myśli Brad Pitt o AI?Brad Pitt jest nie tylko wielką gwiazdą kina. Od lat działa też w branży jako producent. W tej roli ma na swoim koncie Oscara za film "Zniewolony. 12 Years a Slave" oraz dwie nominacje ("Big Short" i "F1: Film"). Obecnie jako producent promuje dwa projekty: niszowy horror "Miłość, śmierć i dojrzewanie w Camp Miasma" oraz nowy film Davida Ayera z swoim udziałem "W sercu dziczy". I to właśnie z punktu widzenia producenta wypowiedział się w rozmowie z magazynem "Esquire" na temat sztucznej inteligencji. Jego zdaniem AI będzie bardzo użytecznym narzędziem, które uratuje kino, a w szczególności produkcję filmów średniobudżetowych: Jest sporo sprzeciwu wobec AI, ale to właśnie AI, jeśli będzie wykorzystywana jako narzędzie, pomoże realizować te filmy ze średnim budżetem, produkcje kosztujące od 40 do 90 milionów dolarów - powiedział Pitt nazywając wykorzystanie AI w branży filmowej "ciekawym eksperymentem". Brad Pitt stanął więc po przeciwnej stronie barykady do Guillermo del Toro w ubiegłym roku zadeklarował, że "prędzej umrze, niż użyje AI".Zwiastun filmu "W sercu dziczy"