Piekielnie dobre, strasznie słabe. Oceniamy horrory z ostatnich 10 lat

Horror to obecnie jeden z najpopularniejszych (i najbardziej dochodowych) gatunków filmowych. Maciej Satora, Marcin Tarkowski i Łukasz Muszyński przyjrzeli się filmowym koszmarom z ostatniej dekady i ustalili, które z nich do dziś są piekielnie dobrą rozrywką, a które wymagają interwencji egzorcysty lub osikowego kołka.

Wybierz film Billy'ego Wildera na listopadowy pokaz w Iluzjonie

Filmweb, Filmoteka Narodowa - Instytut Audiowizualny oraz stołeczne Kino Iluzjon zapraszają na kolejny pokaz z cyklu "Wielkie kino na wielkim ekranie". Tradycyjnie to Wy zadecydujecie o tym, który film zostanie wyświetlony w ramach wydarzenia. Wystarczy, że weźmiecie udział w naszej ankiecie, którą umieściliśmy na dole newsa.  Seans, który odbędzie się 25 listopada (środa) o godz. 20:00 w Iluzjonie, będzie poświęcony jednemu z najbardziej wpływowych reżyserów w historii kina, Billy'emu Wilderowi. Film z największą ilością głosów poznamy już w poniedziałek. Wtedy też ruszy sprzedaż biletów.  Wilder to 7-krotny zdobywca Oscara, mistrz ironii, błyskotliwych dialogów oraz opowiadania historii, które pod pozorem lekkiej rozrywki skrywają przenikliwe studium charakterów. Urodzony w polsko-żydowskiej rodzinie w Suchej Beskidzkiej, karierę rozwijał najpierw w Europie, a następnie w Hollywood, gdzie stworzył szereg żelaznych klasyków X Muzy. Z równą swobodą poruszał się w różnych gatunkach filmowych - od  komedii, przez kryminał i dreszczowiec po dramat. Potrafił bezlitośnie obnażać ludzkie słabości, demaskować hipokryzję społeczeństwa oraz kpić ze świata show-biznesu Jego filmy, mimo upływu dekad, nie tracą świeżości, a Wilder pozostaje jednym z tych twórców, którzy udowodnili, że hollywoodzkie kino może być jednocześnie rozrywkowe i bezkompromisowe.

Te sceny z "Władcy Pierścieni" do dziś wywołują ciarki

65. urodziny obchodzi dziś Peter Jackson. W tym roku twórca otrzymał w Cannes przedwczesny prezent - Honorową Złotą Palmę za całokształt twórczości. Choć ma na koncie niejeden warty uwagi film - począwszy od "Martwicy mózgu", a na dokumentach kończąc - za jego największe osiągnięcie uchodzi jednak trylogia "Władcy Pierścieni", która przyniosła mu nie tylko worek Oscarów, lecz także uznanie fanów na całym świecie i miejsce w historii kina. Urodziny reżysera to świetna okazja, by wybrać 10 najlepszych scen z trylogii. Zadanie to karkołomne, bo we wszystkich filmach jest całe mnóstwo znakomitych momentów (a i na tej liście zapewne każdy z nich zasługiwałby z różnych powodów na pierwsze miejsce), ale ostatecznie się udało. Poniżej lista wraz z krótkim zarysem tego, co dzieje się w danym momencie. Jeśli wciąż nie mieliście przyjemności obejrzenia tych filmów, uwaga, bo w tekście są oczywiście spoilery. 10. Zapalanie sygnałów ("Powrót króla") Pippin, działając z polecenia Gandalfa, rozpala ogień sygnałowy na szczycie Minas Tirith, uruchamiając łańcuch sygnałów, który ma wezwać Rohirrimów na pomoc Gondorowi. Kamera przenosi się następnie na kolejne szczyty gór, gdzie jeden po drugim rozbłyskują ogniska, aż wiadomość dociera do Rohanu. Niby niewielki gest, ale w wizji Jacksona urasta do epickiego wydarzenia. Reżyser wspaniale wykorzystuje skalę krajobrazu i przepiękne plenery Nowej Zelandii, montaż i muzykę, by zamienić prosty system sygnałów w jeden z najbardziej podniosłych momentów trylogii. Ognie rozpalające się na kolejnych szczytach są nie tylko wołaniem o pomoc, ale i symbolem nadziei - tym bardziej że niedługo później Théoden oznajmia w Rohanie, że odpowie na wezwanie. 9. Opowieści, które mają znaczenie ("Dwie wieże") W Osgiliath, po kolejnych niebezpiecznych wydarzeniach, Frodo coraz bardziej poddaje się wpływowi Pierścienia. Sam próbuje dodać mu otuchy, przypominając, że bohaterowie opowieści, które naprawdę mają znaczenie, również przechodzili przez trudne chwile. Nie zawsze rozumieli, po co muszą cierpieć i czy ich wysiłek ma sens, ale nie rezygnowali. Sam wierzy, że podobnie jest z nimi - że ich historia jeszcze się nie skończyła i że dobro wciąż ma szansę zwyciężyć. Sean Astin pokazuje (nie po raz pierwszy i nie ostatni), jak ważny dla emocjonalnej siły trylogii jest Sam, a jego słowa w połączeniu z montażem ukazującym finał bitwy o Helmowy Jar i Entów w Isengardzie niezwykle chwytają za serce. Nawet Gollum był poruszony! 8. Daleka, zielona kraina ("Powrót króla") Jedna z najpiękniejszych scen całej trylogii to ta niepozorna, w której Gandalf opisuje Pippinowi krainę czekającą na niego po śmierci. Czarodziej nie obiecuje hobbitowi, że wszystko będzie dobrze, ani nie próbuje odwrócić uwagi od nieuchronności nadchodzących wydarzeń. Ryzyko utraty życia jest przecież spore - scena rozgrywa się podczas oblężenia Minas Tirith. Zamiast tego Gandalf mówi o białych brzegach i dalekiej, zielonej krainie pod szybkim wschodem słońca. Scena daje nadzieję, że śmierć nie musi oznaczać całkowitej ciemności. Dzięki temu późniejsze wydarzenia w Minas Tirith nabierają jeszcze większego emocjonalnego ciężaru. Wspaniałe aktorstwo Iana McKellena, który udowadnia, że jest idealnym wyborem do postaci Gandalfa - emanuje ciepłem, mądrością i siłą. 7. "Nie musicie się nikomu kłaniać" ("Powrót króla") W całej trylogii oglądamy potężnych władców, wielkie armie i starcia, od których zależą losy Śródziemia. Tymczasem w ostatnim akcie "Powrotu króla" Aragorn, koronowany chwilę wcześniej na króla Gondoru, uznaje zasługi czterech małych hobbitów. Istot, których wielkość nie wynika z pochodzenia, siły czy tytułów, lecz z tego, co zrobili, gdy świat potrzebował pomocy. Aragorn oddaje im pokłon, a za nim robią to wszyscy obecni w Minas Tirith. Scena pięknie podsumowuje esencję historii (w końcu prawdziwa wielkość może kryć się w kimś niepozornym) i wzrusza, także dzięki muzyce Howarda Shore'a, który w trylogii także wzniósł się na absolutne wyżyny. Sprawia też, że następujący niedługo później moment, w którym hobbici przybywają do Shire, uderza jeszcze mocniej - bo jak powrócić do normalności po takich przeżyciach?  6. Klęska Saurona ("Powrót króla") W chwili, gdy Pierścień wpada do lawy Góry Przeznaczenia, los Saurona zostaje przesądzony. Potężna twierdza zaczyna się rozpadać, podczas gdy armia Mordoru rozpierzcha się w przerażeniu. Upadek Barad-dûr i eksplozja Oka dają ogromną satysfakcję, tym bardziej gdy ma się świadomość, jak wiele kosztowało bohaterów dotarcie do tego momentu i jak dramatycznie wyglądała sytuacja jeszcze chwilę wcześniej (chóry rozbrzmiewające w kulminacyjnym momencie bitwy są niemal apokaliptyczne). Jakie emocje musiał czuć Gandalf, gdy ze łzami w oczach patrzył na przegraną Saurona! Sekwencję znakomicie uzupełnia późniejsza scena na zboczu Góry Przeznaczenia, w której Frodo mówi Samowi, że cieszy się, iż to właśnie on jest z nim u kresu świata. 5. Świt nad Helmowym Jarem ("Dwie wieże") Obrońcy Helmowego Jaru są na skraju klęski. Mury zostały przełamane, a pozostałym przy życiu ludziom coraz trudniej powstrzymywać przeważające siły Sarumana. Gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, na wzgórzu pojawia się Gandalf, a za nim nadciąga konnica Rohirrimów. Ilekroć ogląda się "Dwie wieże" - a więc nawet znając przebieg fabuły - pojawienie się czarodzieja i przełamanie mroku przynoszą pocieszenie i satysfakcję zarówno walczącym, jak i widzom. Armia nacierająca z góry na orków w akompaniamencie niezwykłej kompozycji Shore’a (z wokalem Bena Del Maestro) to doskonała, satysfakcjonująca i wzruszająca kulminacja jednej z najlepszych ekranowych bitew w historii kina, która zresztą obfituje w znakomite momenty. 4. Gandalf kontra Balrog ("Drużyna Pierścienia") Podobnie jak bitwa w Helmowym Jarze, cała sekwencja w Morii to jeden z najdoskonalszych fragmentów trylogii, a jej znakomitym zwieńczeniem jest starcie Gandalfa z Balrogiem na moście Khazad-dûm. To ikoniczny moment - pełne pasji "You shall not pass!" weszło do kanonu popkultury, także dzięki fantastycznej interpretacji McKellena. Scena jednocześnie ekscytuje, daje satysfakcję i wzrusza (tutaj z kolei trzeba oddać laury Elijah Woodowi, który zagrał być może najbardziej przekonujące "nie!" w historii kina). A przy tym wygląda świetnie - do dziś trudno coś zarzucić temu, jak prezentuje się na ekranie Balrog. Dalszy ciąg pojedynku ukazany w prologu "Dwóch wież" też robi wrażenie. 3. Śmierć Boromira i rozpad Drużyny Pierścienia ("Drużyna Pierścienia") W finale "Drużyny Pierścienia" tytułowa grupa się rozpada. Boromir odzyskuje honor, ginąc w obronie hobbitów, a przed śmiercią w przejmujący sposób uznaje Aragorna za swojego króla. Frodo postanawia samotnie kontynuować podróż do Mordoru, ale Sam nie zamierza pozwolić, by przyjaciel odszedł bez niego. Wchodzi do rzeki, choć nie potrafi pływać, i niemal się topi, zanim Frodo wciąga go do łodzi. Później Sam przypomina o obietnicy złożonej Gandalfowi: nie zostawi Froda samego. Jest coś niesamowicie ujmującego w widoku dwóch niewielkich hobbitów, którzy pomimo wszystkiego i mając tylko siebie nawzajem, decydują się wyruszyć razem w dalszą misję. Sean Astin (znów) absolutnie wzrusza swoim aktorstwem. Na deser Aragorn, Gimli i Legolas, którzy decydują się ścigać orków przetrzymujących Merry’ego i Pippina. Pełne entuzjazmu "tak!" krasnoluda zawsze wywołuje niemałą ekscytację. Perfekcyjne zakończenie pierwszej części trylogii. 2. "Nie mogę ponieść Pierścienia za ciebie, ale mogę ponieść ciebie" ("Powrót króla") Frodo i Sam wspinają się na zbocze Góry Przeznaczenia - wyczerpani, odwodnieni i na granicy sił. Frodo nie potrafi już iść dalej, pogrąża się w mroku, a Sam, choć ledwo trzymający się na nogach, postanawia wziąć przyjaciela na plecy i ponieść go w dalszej drodze. To kolejna scena, która przypomina, że pozornie niewielki bohater może dokonać wielkich rzeczy dzięki przyjaźni i wytrwałości. Sam nie może zdjąć z Froda ciężaru Pierścienia ani przejąć jego zadania, ale jest w stanie pomóc mu zrobić kolejny krok. Nie pokonuje w pojedynkę zła, tylko nie pozwala przyjacielowi się poddać. Przepiękna scena, którą wzmacnia jeszcze bezbłędne aktorstwo Astina (straszna szkoda, że wśród tylu nominacji do Oscara nie znalazło się miejsce także na uhonorowanie jego roli). Ileż emocji można włożyć w zwykłe "Come on"! Nic dziwnego, że Jackson wzruszył się do łez, stojąc za kamerą. 1. Szarża Rohanu ("Powrót króla") Gondor stoi na krawędzi upadku, a obrońcy Minas Tirith nie są w stanie powstrzymać armii Mordoru. Wtedy Théoden i jego jeźdźcy docierają na pole bitwy. Tak zaczyna się najbardziej elektryzująca scena batalistyczna całej trylogii. Zanim żołnierze ruszą do walki, król wygłasza mowę, która zagrzewa jeźdźców do walki. Gdy armia Rohanu powtarza za nim "Śmierć!", można się poczuć, jakby samemu ruszało się w bój. Muzyka, montaż i skala ujęć dopełniają dzieła i sprawiają, że ta scena po ponad dwudziestu latach niezmiennie zachwyca i wywołuje ciarki. Fragment, który w pełni pokazuje pasję, z jaką Jackson podszedł do realizacji całego przedsięwzięcia. Ideał.Zobaczcie wideo zza kulis "Powrotu Króla"Jak podoba wam się ta lista? Które momenty z trylogii dodalibyście do tych najlepszych? Może wizję Arweny lub marsz Entów na Isengard? Urodziny Bilba? Naradę u Elronda? "Dla Froda"? Finałową scenę w przystani? Jest z czego wybierać! Zapraszam do komentowania, a na koniec zachęcam do obejrzenia nagrania zza kulis, dzięki któremu zobaczycie, jak Jackson kręcił ostatnią scenę z udziałem Wooda i ile emocji go to kosztowało: