Poznajcie najgorętsze kinowe premiery września 2026

Nadszedł wrzesień, a wraz z nim nowe premiery. Na ekran zmierza nie tylko wyczekiwana adaptacja klasyki polskiej literatury ("Lalka"), ale też biografie i dokumenty ("Tony", "Bez końca") oraz filmy, które zapewnią wam dreszcz emocji ("Nie patrz w dół 2", "Miłość, śmierć i dojrzewanie w Camp Miasma", "Resident Evil"). Na które premiery warto mieć oko? Sprawdźcie, co polecamy. 

Gal Gadot: DC źle potraktowało Henry'ego Cavilla

Gal Gadot w 2016 roku zadebiutowała jako Wonder Woman w filmie "Batman v Superman: Świt sprawiedliwości". Rok później otrzymała własny film, a następnie powróciła w "Lidze Sprawiedliwości" oraz "Wonder Woman 1984". Choć przez pewien czas planowano trzecią część serii Patty Jenkins, po przejęciu DC Studios przez Jamesa Gunna i Petera Safrana projekt ostatecznie skasowano.Gal Gadot komentuje postępowanie DC W nowym wywiadzie Gadot odniosła się zarówno do swojego odejścia z DCU, jak i możliwości ponownego wcielenia się w Wonder Woman. W podcaście Happy Sad Confused aktorka przyznała, że nie była zaskoczona tym, jak potoczyły się jej losy po przejęciu uniwersum przez Gunna i Safrana. Widziałam, jak potraktowano wszystkich innych. Sytuacja z Henrym

Rusza Avant Art Festival. W programie niepoprawni "Butthole Surfers"

We wrześniu rusza 19. edycja Avant Art Festival, który w tym roku potrwa aż 40 dni i po raz pierwszy odbędzie się w czterech odsłonach. Wydarzenia zaplanowano na Dolnym Śląsku – w Wałbrzychu, Świdnicy, Legnicy i Jeleniej Górze – a także we Wrocławiu, Warszawie i Lublinie.  Jedną z ważnych części festiwalu jest Avant Art Film, czyli kinowa selekcja dokumentów poświęconych muzyce i jej najbardziej nietuzinkowym twórcom. W programie znalazł się m.in. film "Butthole Surfers: The Hole Truth and Nothing Butt", który będzie można zobaczyć 5 września w Kinie Nowe Horyzonty we Wrocławiu oraz 17 września w Kinie Iluzjon w Warszawie.  Dokument przedstawia historię jednej z najbardziej nieprzewidywalnych formacji amerykańskiego rocka alternatywnego, która przez dekady łączyła punk, psychodelię, absurd i prowokację, budując wokół siebie legendę i trwale zmieniając oblicze muzyki niezależnej. Butthole Surfers Całą recenzję filmu "Butthole Surfers: The Hole Truth and Nothing Butt" można przeczytać na karcie filmu POD LINKIEM TUTAJ. Poniżej znajdziecie jej fragment.Recenzja filmu "Butthole Surfers: The Hole Truth and Nothing Butt"Gdzie słońce nie dochodzi autor: Bartosz Czartoryski Zespół o najlepszej nazwie na świecie miewał wcześniej – czego dowiedziałem się z omawianego dokumentu – dziesiątki innych, nie gorszych. Na Butthole Surfers padło zresztą przypadkiem, bo duże chłopaki z Big Boys zwyczajnie nie pamiętali, kogo goszczą na scenie, więc gdy doszło do zapowiedzi odwołali się do przypadkowego tytułu ich kawałka. Ze zgrywy powstałeś, w zgrywę się obrócisz? No, niezupełnie, bo teksański skład przez te przeszło czterdzieści lat zaznał bodaj wszystkiego, co rockowa/punkowa/awangardowa/psychodeliczna (nie da się tu wykreślić niepotrzebnego) grupa mogłaby napotkać na swojej ścieżce: od smrodu garażu do komercyjnego sukcesu, a to sprawiło, że Butthole Surfers wyrosło na jedną z bardziej znaczących firm tamtej sceny. Butthole Surfers Sam zespół poznałem, kiedy ekipa po klapie wyczekiwanego albumu istniała już tylko jako projekt wyłącznie sceniczny, a ja zapuszczałem się na Soulseeku tam, gdzie słońce nie dochodzi. O ubiegłorocznym reunionie i co za tym idzie – niezupełnie nowym, bo napisanym już dawno, ale nagranym i wypuszczonym przed dwoma miesiącami albumie dowiedziałem się z filmu. Chyba należy się za to jedna gwiazdka wyżej do oceny, bo band to nietuzinkowy. Z tym że "Butthole Surfers: The Hole Truth and Nothing Butt" nie usiłuje ani przekonać przekonanych, ani zwerbować nowych słuchaczy. Ba, informacje na temat tego, o czym śpiewają, co grają i jak grają, są tutaj szczątkowe, a wybrane fragmenty muzyczne to zaledwie organiczne spoiwo, niemalże narzędzie montażowe łączące poszczególne sceny. To film nie tyle o sztuce, co o ludziach ją tworzących, niszczących i składających do kupy. Reżyser Tom Stern, kładąc nacisk na performatywną stronę działalności zespołu i dbając przy tym o własny obrazek (twórca nie stroni od animacji, kukiełek i innych cieszących oko sztuczek), maluje portret bandu absolutnie odstrzelonego i nieprzystającego do jakichkolwiek norm – Butthole Surfers gra bowiem jakby na przekór gustom. Gibby Haynes, dwumetrowy lider zespołu, biegający po scenie na golasa, ze spinaczami do bielizny we włosach, udający (?) akt kopulacyjny z tancerką na tle ściany dźwięku z frenetycznych gitar i wizualizacji (dla uśpienia czujności naćpanej kwasem publiki) składającej się z ujęć oceanicznej flory i fauny, a potem przeprowadzający znienacka operację rekonstrukcji penisa to tutaj zwykły wtorek. Stern usiłuje złapać piorun do butelki i, co zaskakujące, w dużej mierze mu się to udaje, bo archiwalne ujęcia scenicznych ekscesów Butthole Surfers zestawione są ze świeżymi wypowiedziami członków zespołu, panów w wieku emerytalnym, patrzących na to z dzisiejszej perspektywy. Ugruntowuje to prowadzoną przez niego narrację tu i teraz, a nie tam i wtedy. Całą recenzję filmu "Butthole Surfers: The Hole Truth and Nothing Butt" można przeczytać na karcie filmu POD LINKIEM TUTAJ.