Seks na ekranie? Młode pokolenie mówi: "Nie, dziękuję"

Gdy trzy lata temu Uniwersytet Kalifornijski opublikował raport ujawniający, że generacja Z i Alfa chcą oglądać w filmach i serialach mniej seksu, w mediach zawrzało. Mniej seksu w czasach, w których na ekranie erotyki jest mniej niż kiedykolwiek wcześniej? Ale jak to? Analityk danych Stephen Follows wziął pod lupę 250 najbardziej dochodowych amerykańskich filmów wyprodukowanych w latach 2000-2024 i odkrył, że liczba scen erotycznych i nagości faktycznie spadła przez dwie dekady o prawie 40%. Magazyn "The Economist" włączył się do dyskusji dodając, że te istniejące zawierają dziś zdecydowanie więcej pikanterii niż kiedyś. Do tego stopnia, że prawie połowa przedstawicieli pokolenia Z (43%) przyznaje, że po pojawieniu się na ekranie sytuacji łóżkowej przerywa seans (Talker Research, 2024). Czy to znaczy, że w świecie rozseskualizowanym do granic możliwości seks stał się w końcu… przereklamowany? Przekopując się przez dziesiątki badań i artykułów w poszukiwaniu pożądanej odpowiedzi, szybko doszłam do wniosku, że temat ten jest znacznie bardziej złożony niż mogłoby się wydawać. Raportów i analiz jest bez liku, ale żadne z nich kompleksowo nie tłumaczy powodów, dla których młodzi widzowie rzekomo unikają oglądania seksu w kinie lub na streamingach. Brakuje także danych ujawniających jakiego rodzaju sceny wywołują w nich ciarki żenady oraz z czego owa niechęć wynika. Niniejszy tekst to więc zbiór hipotez i domniemań, w którym zastanawiam się, dlaczego tak bardzo alarmuje nas fakt, że Zetki oraz Alfy w życiu, jak i na ekranie, mówią erotyce “nie" częściej niż inne pokolenia. Seksualny szał Zacznijmy od sprzeczności: na przestrzeni lat nie brakowało produkcji mniej lub bardziej bezpruderyjnych, dla których Gen Z kompletnie straciło głowę. Zaledwie chwilę po streamingowej premierze nowego dzieła Emerald Fennell w 2023 roku, Guardian pisał o TikTokowym zjawisku “Saltburn craze", a to m.in dzięki ostatniej scenie filmu, w której Barry Keoghan tańczy nago do utworu "Murder on the Dancefloor". Po 22 latach piosenka Sophie Ellis Bextor stała się viralem, młodzi internauci zaczęli odtwarzać pląsy Irlandczyka na swoich socialach (spokojnie – w ubraniu); a widzowie żywo dyskutować w sieci o rozmiarze przyrodzenia Keoghana czy seksie oralnym podczas menstruacji. Rok później Zetki ochoczo wybrały się do kina na dramat sportowy Luci Guadagnino. Kipiące młodzieńczą energią i pożądaniem “Challengers" wielu zapamiętało jednak nie za grę na korcie, a za erotyczną rywalizację między Zendayą, Joshem O’Connorem i Mikiem Faistem w łóżku. Pikantna scena, w której trójka gwiazd tenisa wymienia pocałunki, rozsadziła internet oraz kina. Jak donosi portal Deadline – 75% widowni filmu stanowiły kobiety, większość poniżej 24 roku życia.    Kolejnym upominkiem dla młodych stała się uwspółcześniona adaptacja “Wichrowych wzgórz", która wbrew kipiącej seksem kampanii marketingowej okazała się dużo bardziej zachowawcza niż poprzedni film Fennell. Ekranizacja książki Emily Brontë kipi podtekstami, jednak szczytem nagości okazują się tu odsłonięte ramiona Margot Robbie czy spocony tors Jacoba Elordiego. Pruderyjny harlekin brytyjskiej reżyserki zaprowadził przed ekrany całe rzesze fanów serialu "Euforia" w wieku 18–34 lat, którzy stanowili aż 63% dotychczasowej widowni (Deadline, dane na lutego). Jedną czwartą oglądających namiętne spojrzenia Heathcliffa i Catherine na ekranie stanowiła płeć żeńska przed 25 rokiem życia. Kochaj i współżyj Jak wynika z raportu UCLA, większość nastolatków w wieku 13–24 lat (51,5%) chciałaby oglądać więcej treści skupiających się na przyjaźni i związkach platonicznych niż na romansach. Tymczasem wciąż najbardziej promowane i pożądane tytuły to te, które od seksu raczej nie stronią. Jeszcze kilka miesięcy temu tytuł najbardziej pikantnego serialu sezonu dzierżyła ubóstwiana przez kobiety i queerową publikę “Gorąca rywalizacja". Kanadyjska produkcja rozpaliła do czerwoności umysły zetek, ale także widzów ze starszych pokoleń. Ci pokochali Ilya i Shane’a nie tylko za ich nieskrępowany seksapil, ale przede wszystkim za wrażliwość i gotowość do kochania. Produkcja HBO udowodniła, że można z pazurem łączyć platoniczne z lubieżnym. O fenomen serialu w kontekście rzekomej niechęci młodych do erotyki oraz o to, dlaczego kobiety tak chętnie oglądają gejowskie produkcje postanowiłam zapytać psycholożkę, seksuolożkę i edukatorkę Katarzynę Downarowicz.  Niektórzy badacze stawiają hipotezę, że hetero kobietom łatwiej się utożsamić z bohaterem, którego pociąga płeć męska. Dostają wówczas niepowtarzalną szansę zaobserwowania na ekranie mężczyzn, którzy nie dominują nad kobietami, lecz pozostają w partnerskich relacjach z innymi mężczyznami. W produkcjach afirmujących homoseksualną miłość – takich jak "Gorąca rywalizacja" – bohaterowie bardzo często potrafią rozmawiać szczerze o swoich emocjach oraz prowadzić głębsze konwersacje. To jest dla żeńskiej widowni naprawdę pociągające – raportuje moja rozmówczyni. Repertuar na lato 2026 obfitował z kolei w tytuły, które ukazują seks zarówno jako przestrzeń wyzwolenia, jak i źródło opresji – społecznej, politycznej czy genderowej. Pierwszy z nich, “Tylko jedna noc", proponuje wizję społeczeństwa, w której współżycie przedmałżeńskie jest zakazane przez władzę. Obywatele mogą tylko raz w roku pozwolić sobie na namiętny one night stand z nieznajomym. Co paradoksalne, nie znajdziemy tu ani jednej sceny nagości, a sam film, w niepokojący sposób zachęca odbiorców do wstrzemięźliwości seksualnej na masową skalę. Will Gluck zrobił film o seksie bez seksu, argumentując, że pokolenie Z oraz Alfa wcale nie chcą oglądać go w kinie. Szkoda, że jednocześnie zignorował to, co oglądać lubią, czyli świat, w którym istnieją prawa człowieka, wolność obywatelska czy kontrola nad własnym ciałem. Znacznie więcej na temat eksploracji własnej seksualności mówią nam "I Want Your Sex" oraz "Miłość i dojrzewanie w Camp Miasma", które problematyzują fetysz ofiary, biorąc na tapet kolejno BDSM oraz kino grozy. Pierwszy z nich zderza podejście Zetek i Millenialsów do spraw łóżkowych, normalizując fakt, że każdy z nas ma przecież różne potrzeby. Gregg Araki tłumaczy, dlaczego dziś, w dobie internetu i zanikania więzi społecznych, młodym trudniej jest otworzyć się na erotyczne eksperymenty. Pokazuje, że uległość w życiu intymnym nie musi równać się uległości w życiu prywatnym czy zawodowym. Jane Schoenbrun zachęca z kolei do wsłuchania się w swoje najskrytsze fantazje. "Miłość i dojrzewanie w Camp Miasma" to laurka dla queerowej miłości oraz kobiecego pożądania, która wprost zachęca młodych do wyzbycia się wstydu związanego z ich intymnością. Erotyczna mitomania Im dłużej trwa mój research, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że młodsi kinomani nie tyle nie mają ochoty na oglądanie seksu ogółem, ile na oglądanie go w taki sposób, w jaki popkultura portretowała go do tej pory. Do nastoletniego seksu pełnego głośnych orgazmów, zdrad i używek przez lata przyzwyczaił nas przecież łatwo dostępny streaming. "Euforia" (2019-2026) wmówiła ludziom, że każda Zetka ma obsesję na punkcie seksu i cierpi na daddy issues; "Szkoła dla elity" (2018-2024) utrwaliła fetysz klasowego mezaliansu, a "Zakłamanie" (2022-2026) znormalizowało fantazję o toksyku-narcyzie. Czego chcieć więcej? Cóż, może trochę więcej realizmu? Mniej powagi, sztucznych uniesień i naoliwkowanych ciał, którymi bombardują nas romcomy? Narodowy Raport Seksualności 2024 przygotowany przez firmę Easy Toys ujawnia szokujące fakty: pary po stosunku, zamiast zasnąć w romantycznych objęciach, głośno przy tym jęcząc i wzdychając, w rzeczywistości robią bardziej prozaiczne rzeczy. Przykładowo: 29% ankietowanych kobiet idzie do łazienki, by zająć się fizjologią, a 31% mężczyzn staje się bardziej skłonnych do rozmowy. Kiedy ostatni raz widzieliście w filmie sikającą kobietę lub nagiego mężczyznę prawiącego monologi o emocjach? Przez lata szalenie skuteczną odtrutkę na ekranowy fałsz stanowił serial "Sex Education", który bez pruderii burzył tabu związane z wiecznym wzwodem oraz kobiecym orgazmem, ale i presją społeczną dotyczącą szybkiej inicjacji seksualnej. Eksperymenty łóżkowe Otisa, Aimee czy Oli okazały się autentycznym portretem dojrzewania, z którym zetki mogły się utożsamić. Należy mieć nadzieję, że pokochają go również Alfy. Kulturowe mity na temat zdrowia seksualnego przechodzą nierzadko z pokolenia na pokolenie, a to, co oglądamy na dużym ekranie, silnie kształtuje nasze oczekiwania wobec rzeczywistości. Gdy pytam Downarowicz o jej doświadczenie z pacjentami, odpowiada: Myślę, że jednym z najbardziej nierealistycznych, sprzedawanych przez popkulturę stereotypów jest ten sugerujący, że jako ludzie mamy ochotę na seks zawsze i wszędzie, a pożądanie jest synonimem spontaniczności. Mężczyźni bardzo często żyją w przekonaniu, że ich obowiązkiem podczas stosunku jest funkcjonowanie w ciągłym stanie podniecenia. Kobiety również padają ofiarami genderowych klisz. Catherine z "Nagiego instynktu", Samantha z "Seksu w wielkim mieście" czy Cathryn ze "Szkoły uwodzenia" prezentowały widzom model drapieżnej, hiperseksualnej kobiecości. Niektóre obrazy, które miały być postępowe w ukazywaniu żeńskiej seksualności, paradoksalnie zrodziły w widzkach wiele kompleksów. Wmówiły im, że muszą dokładnie wiedzieć, czego pragną i bez wahania po to sięgać. Kobiety z wielkiego ekranu, które znają swoją seksualność, to często kobiety, które nie mają żadnych zahamowań. Delikatny, romantyczny seks sprzedawany jest jako jakaś utopijna wizja nastolatki albo niedoświadczonej dziewczyny – opowiada Downarowicz. Wyobrażenia te utrwalają również filmy dla dorosłych, które zyskują na popularności również wśród młodych. Prawie połowę polskich użytkowników stron erotycznych i pornograficznych stanowią osoby w wieku 25-44 lat. Według raportu "Internet dzieci 2026" ok. miliona użytkowników w wieku 7-14 lat regularnie ogląda treści erotyczne w sieci. Te statystyki jasno pokazują, że Zetki i Alfy wykazują się ciekawością wobec seksu. W codziennym życiu nie ciągnie ich jednak do intymnych zbliżeń. Osoby urodzone w latach 1997–2012 uprawiają mniej seksu niż wiele starszych pokoleń, o czym donosi m.in. raport z 2025 roku przygotowany przez DatingAdvice.com oraz Instytut Kinseya Uniwersytetu Indiana. Z badań wynika, że 48% pełnoletnich przedstawicieli pokolenia Z nigdy nie odbyło stosunku seksualnego. Co ciekawe, wskaźniki te nie różniły się znacząco między płciami. Wśród osób, które nigdy nie uprawiały seksu, mężczyźni stanowili 23%, a kobiety – 21%. Zjawisko to funkcjonuje w mediach pod nazwą "sex recession" i dotyczy wielu krajów wysoko rozwiniętych, w tym Polski. Raport pt. "Życie towarzyskie i uczuciowe młodych Polaków" przygotowany przez CBOS w 2025 roku dowodzi, że aż co trzeci Polak w wieku 18–24 lat nie uprawiał seksu w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Czytając clickbaitowe nagłówki portali internetowych zastanawiam się, na ile "celibat" młodych to naprawdę powód do zmartwień. Dla polityków i demografów pewnie tak, ale dla szarego obywatela raczej niespecjalnie. To, że jakieś pokolenie uprawia mniej seksu nie musi oznaczać niczego gorszego – stawia tezę Downarowicz – Trochę niepotrzebnie wychodzimy z założenia, że kiedyś było go więcej, więc było nam wszystkim lepiej. A wcale nie musiało tak być. Wystarczająco wymowne jest to, że próba znalezienia badań porównujących nie ilość seksu, a płynącą z niego satysfakcję, nierzadko kończy się porażką – tłumaczy. Większa liczba kontaktów seksualnych w pokoleniu naszych rodziców i dziadków nie mówi nam, czy wszystkie z nich były konsensualne. A dziś to właśnie Zetki i Alfy są najbardziej uważne na tematy dotyczące świadomej zgody oraz przemocy seksualnej. Jednocześnie wydaje się, że są wyalienowane znacznie bardziej niż jakiekolwiek inne pokolenia. Osiem na dziesięć przebadanych zetek przyznaje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy dokuczała im samotność (Global Web Index 2025). Może dlatego tak tłumnie oglądają dziś filmy w kinie, przywracając reżyserkom i producentom nadzieję na lepszą przyszłość branży. Zamiast spieszyć się z erotyczną inicjacją, wolą budować wspólnotę wokół rzeczy, na których naprawdę im zależy. Czyż nie brzmi to sexy?

Palce lizać. Oceniamy film "Tony", biografię słynnego szefa kuchni

Upalne lato 1976 roku, Provincetown – miasto pulsujące wolnością, seksem i energią. Młody, marzący o karierze pisarza, Tony (Dominic Sessa), by podreperować budżet, trafia na zmywak do restauracji serwującej owoce morza, prowadzonej przez tajemniczego szefa kuchni (Antonio Banderas). W intensywnej, chaotycznej, a jednocześnie niezwykle kreatywnej atmosferze Tony odkrywa swoją pasję, powołanie i to, kim tak naprawdę jest.

WENECJA 2026: Tsukamoto po angielsku, trudne sprawy po francusku

Na festiwalu w Wenecji zaczął się czas traum. Kultowy Japończyk Shin'ya Tsukamoto, w swoim pierwszy filmie nakręconym po angielsku, "Mr. Nelson, Did You Kill People?", opowiada o psychicznym ciężarze wojny w Wietnamie. Tymczasem Francuz Cédric Kahn czerpie z bogatej tradycji frankofońskiego kina społecznego i w "15/18" zabiera nas na oddział szpitala psychiatrycznego dla nastolatków. Filmy recenzują Jakub Popielecki i Małgorzata Steciak. Recenzja filmu "Mr. Nelson, Did You Kill People?", reż. Shin'ya TsukamotoĆwierć nelsona autor: Jakub Popielecki Na każdego azjatyckiego reżysera, który kręci udany film na tak zwanym "Zachodzie", przypada co najmniej trzech, których talent zaginął gdzieś w tłumaczeniu. Liczby nie sprzyjają więc Shin'yi Tsukamoto, który 37 lat po premierze debiutanckiego "Tetsuo" zadebiutował właśnie po angielsku. "Mr. Nelson, Did You Kill People?" przynosi niby wiązankę motywów, z którymi kojarzymy japońskiego twórcę, specjalistę od body horroru, traum i psychoz. A jednak film potwierdza przytoczoną na wstępie prowizoryczną statystykę. W dużej mierze dlatego, że stoi w niewygodnym rozkroku między tym, czym kino Tsukamoto jest, a czym nie jest. Zaczyna się jeszcze w trybie stuprocentowo tsukamotowskim. Tytułowego bohatera poznajemy podczas ataku paniki i reżyser inscenizuje to tak, jak ma w zwyczaju od lat: kamera rzuca się w powijakach, dźwięk świdruje mózg, ekran pulsuje i krzyczy. Tytułowy "mister", Allen Nelson, to żołnierz, który wrócił z wojny w Wietnamie z ciężkim zespołem stresu pourazowego. Mężczyzna trafia na terapię do niejakiego doktora Danielsa (Geoffrey Rush) i w toku kolejnych sesji powoli zaczyna przepracowywać to, co przeżył na froncie. Trajektoria historii prowadzi nas od młodego Allena (granego przez Marka Merphy’ego) do Allena dorosłego (w którego wciela się Rodney Hicks). I jeśli frenetyczny styl Tsukamoto wdzięcznie uosabia wojenną traumę, to przy okazji mamy tu metaopowieść: o reżyserze próbującym stłumić swoje naturalne impulsy.  Całą recenzję filmu "Mr. Nelson, Did You Kill People?" można przeczytać POD LINKIEM TUTAJ. ***Recenzja filmu "15/18", reż. Cédric KahnTrudne sprawy autorka: Małgorzata Steciak "15/18" otwiera ujęcie walizki, którą grana przez Malou Khebizi Lucia, wnosi po schodach. Swoboda i luz, z jakimi 17-latka wita się z osobami odbierającymi bagaż sugerują, że dziewczyna jedzie w odwiedziny do dobrych znajomych. To jednak nie wakacje ani hotel – Lucia trafia na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego po kolejnym kryzysie. Czuje się jak u siebie, bo wraca tu regularnie. Z większością personelu jest na "ty", na dzień dobry przekomarza się z pielęgniarkami przeszukującymi walizkę w poszukiwaniu zakazanych przedmiotów. Kobiety reagują na zaczepki z mieszaniną humoru i czułości. Chwilę później pouczą lekarza zaczynającego staż w placówce, że nastolatka bywa agresywna i ma za sobą lata doświadczeń przemocy seksualnej.  Kahn od pierwszej sceny wrzuca nas w sam środek szpitala psychiatrycznego dla nastolatków w wieku 15-18 lat. W publicznej placówce spotykają się osoby z rozmaitym zapleczem rodzinnym, religijnym, klasowym. To miejsce, w którym na leczeniu przebywają dzieciaki z pierwszymi objawami schizofrenii, ofiary przemocy, w tym seksualnej, młodzież z problemami z agresją, po samookaleczeniach, po próbach samobójczych. Niektórzy pacjenci stanowią zagrożenie dla siebie i otoczenia. Dość powiedzieć, że chłopak przebywający w izolatce jest nazywany przez rówieśników "Hannibalem", a jedną z ich ulubionych atrakcji są wycieczki pod jego celę, by nasłuchiwać jego wrzaski. Ktoś traci nad sobą panowanie podczas rozmowy z lekarzem, chwilę później dziewczyna usiłuje wymusić dodatkową dawkę leków, ktoś inny testuje granice i próbuje flirtować z ochroniarzem. Obok Lucii – ofiary przemocy seksualnej, którą matka nie jest w stanie się odpowiednio zaopiekować – na oddział trafia chłopak, który pewnego dnia znienacka spakował walizkę i omal wyskoczył przez okno, informując rodziców, że wyrusza na poszukiwanie swoich przodków z Egiptu. W tym momencie można już dostać zawrotów głowy. A dla pracowników oddziału jest to tzw. "zwykły czwartek". Lekarze próbują tu dotrzeć do dzieciaków, które system często zawodzi już od urodzenia. Takich, które nie zawsze mogą liczyć na wsparcie bliskich w niełatwym procesie leczenia. Całą recenzję filmu "15/18" można przeczytać POD LINKIEM TUTAJ.