David Fincher niezadowolony z filmu "Cliff Booth". Brad Pitt wróci na plan

Mamy złą wiadomość dla fanów Davida Finchera, którzy czekają na jego nowy film "Cliff Booth". Wygląda na to, że obraz wciąż nie jest gotowy, a dotychczasowe efekty nie są zadowalające... przynajmniej dla samego Finchera.Ekipa kontynuacji "Pewnego razu... w Hollywood" wraca na planZnamy odpowiedź na pytanie: Dlaczego "Cliff Booth" nie jest w programie żadnego festiwalu końca lata i jesieni. Obraz po prostu nie jest gotowy. W sierpniu David Fincher, Brad Pitt i reszta ekipy oraz obsady wróci na plan w celu realizacji dokrętek. Zabraknie jednak operatora Erika Messerschmidta. Ten bowiem już zaczął przygotowania do pracy przy widowisku Matta Reevesa "The Batman Part II". Jego miejsce zajmie inny dobry znajomy reżysera, Jeff Cronenweth. Panowie pracowali ze sobą wielokrotnie, w tym przy "Fight Club" i "The Social Network". Portal The Playlist donosi, że prace na planie potrwają kilka dni. Do realizacji jest kilka istotnych scen wymagających rekonstrukcji dużych scenografii. Mimo to kilka dni dokrętek nie brzmi źle. Niestety, Jeff Sneider nie ma dobrych wiadomości. Jego zdaniem David Fincher nie jest zadowolony z dotychczasowego kształtu filmu "Cliff Booth". Chciał więc zakrojonych na szeroką skalę dokrętek, których budżet był bardzo wysoki. Netflix podobno odmówił Fincherowi zgadzając się na ledwie kilka dni dokrętek. Przypomnijmy, że Netflix wyznaczył już datę premiery filmu. Od 25 listopada przez dwa tygodnie film będzie dostępny na całym świecie w kinach IMAX. Na Netfliksie pojawi się w sam raz na Boże Narodzenie, 23 grudnia.Teaser filmu "Cliff Booth"

"Michael 2". Kiedy film trafi do kin? Szef Lionsgate daje odpowiedź

W czwartek Lionsgate Studios zaprezentowało swoje dane finansowe za drugi kwartał. Przy okazji szef wytwórni wskazał termin, w jakim "Michael 2" może trafić do kin. "Michael" wielkim zastrzykiem finansowym dla Lionsgate'u. Co z kontynuacją? Przypomnijmy, że "Michael" to film biograficzny poświęcony królowi popu Michaelowi Jacksonowi. W pracach nad widowiskiem nakręcono tak dużo materiału, że na długo przed premierą zaczęło się mówić o tym, że całość zostanie zaprezentowana widzom w dwóch częściach. Ostatecznie jednak do kin trafił tylko "Michael". Obraz stał się jednym z największych hitów w historii Lionsgate'u. Box-office'owe wpływy przekroczyły miliard dolarów. Wczoraj okazało się, że wraz z "Pomocą domową" film pomógł działowi filmowemu w podwojeniu przychodów w porównaniu do wyniku sprzed roku. Sequel jest więc przesądzony. W czasie wczorajszej prezentacji szef Lionsgate Motion Picture Group Adam Fogelson powiedział, że na chwilę obecną nie są gotowi na jakiekolwiek oficjalne ogłoszenia w sprawie filmu "Michael 2". Stwierdził jednak, że plan wytwórni jest taki, by z produkcją ruszyć pod koniec tego roku lub na początku przyszłego. A to oznacza, że premiera "Michaela 2" mogłaby się odbyć pod koniec 2027 roku lub w pierwszej połowie 2028 roku. Po tym, jak premiera pierwszego "Michaela" została przesunięta z listopada 2025 roku na kwiecień 2028 roku, wydaje się bardzo prawdopodobne, że "Michael 2" trafi do kin w kwietniu 2028 roku. Odniósł się również do tego, czy nakręcony już materiał zostanie wykorzystany w sequelu: Mamy już nakręconych kilka sekwencji, w tym kilka dużych numerów muzycznych, które niemal na pewno zostaną wykorzystane. Obecnie koncentrujemy się jednak przede wszystkim na tym, aby dostarczyć za odpowiednią cenę jak największą i jak najlepszą kontynuację. Tego właśnie oczekuje i na to zasługuje publiczność po doświadczeniu, jakie zapewniliśmy jej za pierwszym razem. Dwójka prawie na pewno ponownie przemilczy oskarżenia o molestowanie nieletnich. "Michael" pierwotnie zawierał odniesienia do nich, jednak na żądanie spadkobierców Jacksona, którzy są współproducentami, nakręcony materiał został usunięty, a ekipa zrealizowała warte 50 milionów dolarów dokrętki. Ich koszt pokryli spadkobiercy.Zwiastun filmu "Michael"

Morgan Freeman: wysoka wypłata rekompensuje wady scenariusza

Morgan Freeman nie ukrywa, że przy wyborze filmowych ról liczy się nie tylko jakość scenariusza. W rozmowie z "The New York Times" uznany aktor przyznał, że odpowiednio wysokie wynagrodzenie potrafi zrekompensować nawet słabszy materiał.Freeman szczerze o swoim podejściu do wyboru ról Freeman stwierdził: Jeśli ktoś oferuje ci pracę, oczywiście dobrze, gdy idzie za tym świetny scenariusz, ale w rzeczywistości w grę wchodzi kilka czynników. Najważniejsze jest to, ile ci zapłacą. Jeśli wynagrodzenie jest wystarczająco wysokie, można przymknąć oko na pewne niedociągnięcia scenariusza. Jednocześnie zaznaczył, że aktorzy mają czasem możliwość zgłaszania uwag do tekstu i sugerowania zmian. Jak dodał, zdarza się, że problematyczne elementy scenariusza zostają później poprawione. Freeman (który na początku czerwca skończył 89 lat) zapewnił również, że nie zamierza kończyć kariery. Przyznał, że dopóki zdrowie mu na to pozwala i wciąż otrzymuje propozycje, będzie pracował. Mam podejście jak Clint Eastwood: nie wpuszczaj do siebie starości. Trzeba pracować. Jeśli jesteś w stanie wstać z łóżka i się nie przewrócisz, pozostaje tylko być wdzięcznym i iść dalej. Będę grał tak długo, jak długo ktoś będzie chciał mnie obsadzić. To nie pierwszy raz, gdy Freeman wypowiada się w podobnym tonie. W ubiegłym roku w wywiadzie dla "The Guardian" również podkreślał, że nie planuje emerytury, a każda nowa oferta sprawia, że szybko wraca do myślenia o kolejnym projekcie. Ostatnio widzieliśmy go m.in. w "Iluzji 3"."Iluzja 3" - zwiastun