CANNES 2026: "Moulin" László Nemesa i "Hope" Na Hong-jina. Recenzujemy

Dziś prosto z Cannes mamy dla Was recenzje dwóch filmów. Jednym z nich jest koreańskie "Hopeu", o którym Łukasz Mańkowski pisze: Sto sześćdziesiąt minut filmowego ekstremum. Bez chwili wytchnienia, ale bez zadyszki, a wszystko na jednym wdechu. Czy wobec tego twórcy "Lamentu" znowu wyszło arcydzieło?  Maciej Satora oglądał natomiast dzieło László Nemesa o bohaterskim francuskim rewolucjoniście Jeanie Moulinie i zapewnia, że: Żaden tytuł z tegorocznego konkursu w Cannes nie wyglądał tak pięknie. Fragmenty obu recenzji znajdziecie poniżej. Całe są dostępne na ich kartach.  Kolejne recenzje canneńskich premier już niedługo!Recenzja filmu "Hopeu", reż. Na Hong-jinDwadzieścia cztery ssibal na sekundę autor: Łukasz Mańkowski Ssibal. Słowo, które zaczyna i kończy właściwie każdy dialog w „Hope”. Jeśli Koreańczycy i Polacy mają coś wspólnego – a mają wiele – to zamiłowanie do klnięcia jest jedną z tych rzeczy. W świecie Na Hong-jina człowiek odnajduje się więc jak w domu. Jego powrót po genialnym „Lamencie” należy do tych absolutnie nieoczekiwanych: „Hope” dosłownie wjeżdża w canneńską stawkę i po drodze demoluje wszelkie oczekiwania oraz konkursowe średniaki. Po posępnych kryminałach i szamańskich horrorach przyszła pora na maksymalistyczne monster movie – takie, jakiego nie było od czasu „The Host”. Mam też wrażenie, że Na przy okazji ustanowił nowy rekord ekranowych przekleństw w koreańskim kinie. "Hopeu" – zwiastunSto sześćdziesiąt minut filmowego ekstremum. Bez chwili wytchnienia, ale bez zadyszki, a wszystko na jednym wdechu. Intensywność „Hope” jest wręcz fizyczna – podobno jeden z krytyków oglądał film na stojąco w Bazin, bo nie był w stanie wysiedzieć tego tempa. I coś w tym jest, bo po seansie sam czułem się, jakbym przez kilka godzin biegał w VR-owym headsecie, a żeby wrócić z canneńskiego pałacu do mieszkania, potrzebowałem GPS-a. Najlepsza wiadomość tegorocznego Cannes? Na Hong-jin is back. Przez pierwsze czterdzieści minut jesteśmy w znakomitym tropicielskim thrillerze. W samym środku fikcyjnego portu Hopeu, który leży przy koreańskiej strefie zdemilitaryzowanej. Najpierw biegniemy tropem tajemniczego monstrum, które demoluje wszystko na swojej drodze, a chwilę później sami zaczynamy przed nim uciekać. Tak wygląda pierwsza godzina filmu – nieustanny sprint, podczas którego cały czas czuć na karku oddech ludzi desperacko próbujących obronić Hopeu. Trochę jak w najlepszym survival horrorze, tylko że wszystkim steruje Na Hong-jin w swojej absolutnie najwyższej formie. Całą recenzję filmu "Hopeu" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.Recenzja filmu "Moulin", reż. László NemesJeszcze nie zginęła, kiedy my… autor: Maciej Satora Ikonografia kina wojennego nauczyła nas, że aktywny opór przeciw nazistowskiej okupacji posiada dwa dominujące oblicza: palącego papierosa spiskowca i krwawiącego każdym centymetrem ciała więźnia. Z życiorysu Jeana Moulina (w filmie granego przez Gillesa Lellouche’a) – francuskiego bohatera narodowego odpowiedzialnego za zjednoczenie w 1943 roku rozproszonych po kraju organizacji podziemnych – László Nemes z sukcesem potrafi wyciągnąć je oba. Jego najnowszy projekt może i przez długi czas wygląda jak stylowe kino noir o panach z kapeluszami na głowach, ideałami w sercu i fałszywymi dokumentami w portfelach, ale nie dajcie się zwieść gatunkowym atrybutom. Autor „Syna Szawła” znowu wstał i wybrał przemoc. Spotkania po latach częściej niż wspomnienia wydobywają różnice, zgrzyty z wyrytym w pamięci obrazem. W kinie Nemesa obraz ten wydawał się dotąd jasno zdefiniowany przez duchotę i klaustrofobię kadru. Kamera blisko przyciśnięta do ramienia bohaterów, jakby szukająca za nim kryjówki, budowała portrety opresyjnych czasów zarówno w jego oscarowym debiucie, jak i późniejszym „Schyłku dnia”, stając się głównym znakiem rozpoznawczym stylu reżysera.  „Moulin” otwiera jednak szeroka panorama kręconego nocą rozlewiska: malarski krajobraz, zaburzony przez dwa malutkie spadochrony powiewające na horyzoncie. Członkowie francuskiego ruchu oporu wlatują w kadr niespiesznie, ale nawet gdy już się w nim znajdą, film nie zawęża swojego kąta patrzenia. Dopóki bohaterowie mają przestrzeń działania, posiada ją przed oczami także widz – tak założył sobie Nemes, dlatego też ogranicza ją konsekwentnie dopiero wraz z narastaniem opresji wokół pojmanych postaci. Jego opowieść o uchwyceniu, zdemaskowaniu i torturowaniu Jeana Moulina pozwala sobie więc wykorzystać obraz do adekwatnego towarzyszenia scenariuszowi. Całą recenzję filmu "Moulin" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.

Sequel "Conana Barbarzyńcy" nadchodzi. Wiemy, kiedy ruszą zdjęcia

Wygląda na to, że wszystko jest już gotowe, by zacząć prace nad widowiskiem "King Conan". Dobre informacje dla fanów miał ostatnio producent Fredrik Malmberg."Bez przebaczenia" Eastwooda z epickimi bitwami"King Conan" to rzecz jasna film, na który fani "Conana Barbarzyńcy" czekają od wielu, wielu lat. Fredrik Malmberg twierdzi, że wszystkie kontrakty zostały już podpisane i przygotowany plan zakłada, że zdjęcia realizowane będą w przyszłym roku. Gwiazdą filmu będzie oczywiście Arnold Schwarzenegger, który nowy film porównuje do arcydzieła Clinta Eastwooda "Bez przebaczenia", tyle że z dodatkiem bitew. Cała idea "King Conan" polega na tym, że Conan jest królem już od 40 lat. Postarzał się. Nie jest już w takiej kondycji, jak w czasach "Conana Barbarzyńcy". Ludzie to zauważają i próbują się go pozbyć. Sam Conan też jest już zmęczony życiem króla i chce coś zmienić. Za reżyserię będzie odpowiadać Christopher McQuarrie, który ostatnie lata spędził na realizowaniu kolejnych części "Mission: Impossible". Teraz jednak McQuarrie i Cruise postanowili od siebie odpocząć i tak reżyser związał się z widowiskiem fantasy.Zwiastun filmu "Conan Barbarzyńca"

Człowiek-Pająk jakiego jeszcze nie było. Nicolas Cage w zwiastunie "Spider-Noir

Wielkimi krokami zbliża się premiera serialu platformy Prime Video "Spider-Noir". Z tej okazji Amazon zaprezentował aż dwa nowe zwiastuny: po jednym na każdą z wersji serialu.Spider-Man do wyboru, do koloru"Spider-Noir" opowiada historię Bena Reilly’ego (Nicolas Cage), doświadczonego, ale pechowego prywatnego detektywa z Nowego Jorku lat 30. Po głęboko osobistej tragedii mężczyzna zmuszony jest zmierzyć się ze swoją przeszłością jako jedyny superbohater miasta. Punktem wyjścia dla serialu "Spider-Noir" jest postać Petera Parkera z lat 30., która pojawiła się w animacji "Spider-Man Uniwersum". Jednak na potrzeby serialu imię bohatera zmieniono na Ben Reilly. W komiksach jest to klon Parkera znany jako Scarlet-Spider. Co ciekawe, ta postać pojawia się w kontynuacji "Spider-Man Uniwersum" i użyczał jej tam głosu Andy Samberg. Serial będzie miał swoją premierę na Prime Video 27 maja. Składa się z ośmiu odcinków. "Spider-Noir" będzie można oglądać w dwóch wersjach: czarno-białej i kolorowej. Każda z nich dostała swój własny zwiastun:Czarno-biały zwiastun serialu "Spider-Noir" Kolorowy zwiastun serialu "Spider-Noir"