Artykuł

Siostrzane ciepło-zimno

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Siostrzane+ciep%C5%82o-zimno-88504
Temperatura siostrzanych relacji może zmieniać się niczym kwietniowa pogoda. Bez względu jednak na to, jak się między siostrami układa, lepiej nie lekceważyć mocy ich więzów.

Od piątku na ekranach polskich kin można oglądać film "Siostra twojej siostry", którego niezaprzeczalny urok sprawił, że stał się prawdziwym przebojem amerykańskiego kina niezależnego. Kameralny komediodramat Lynn Shelton rozgrywający się w minimalistycznej scenerii, która uwypukla niuanse wzajemnych relacji, rozpisany jest na trzy wierzchołki sympatycznego uczuciowego trójkąta. Najbardziej ujmuje w "gadanym" filmie Shelton portret relacji między siostrami, których więź zostaje wystawiona na próbę przez nieco pogubionego chłopaka (Mark Duplass) opłakującego zmarłego brata. Relacje rodzinne są tu więc najważniejsze. Na ostateczny kształt filmu wpływ mieli w dużej mierze aktorzy, którym Shelton dała prawo do improwizowania i ingerencji w scenariusz, jeśli wyczują w nim fałszywą nutę. Siostry grane są przez Emily Blunt i Rosemarie Dewitt – aktorki, które już wcześniej dały się zauważyć w filmach opisujących naturę siostrzanych relacji. Być może także to doświadczenie pomogło im w zbudowaniu tak wiarygodnych ról.

 
"Siostra twojej siostry"

Robiąca dziś międzynarodową karierę Emily Blunt (całkiem zasłużenie – ma ku temu wyśmienite predyspozycje: talent, charyzmę, niebanalną urodę) trzy lat temu zobaczyć można było w "I wszystko lśni" – opowieści Christine Jeffs o dwóch siostrach, zakładających firmę sprzątającą po zmarłych. Blunt zagrała w nim dość pogubioną, uciekającą w autoagresję dziewczynę, której pomóc próbuje starsza siostra (Amy Adams), sama także mająca niemało problemów. Choć  ubogim, poturbowanym przez los dziewczynom z Nowego Meksyku nie jest łatwo, uczucie, które je łączy, pomaga im przetrwać. Ale i wiele kosztuje. Świetna jest scena, w której siostry się godzą po kolejnej sprzeczce – pokazuje, że cokolwiek by się działo, miłość między rodzeństwem przetrwa wszystko.

Rosemarie Dewitt z kolei obsadzało się do tej pory, ze szkodą dla amerykańskiej kinematografii, raczej w rolach drugoplanowych – ostatnio chociażby w "Odrobinie nieba" Nicole Kassell czy w "Margaret" Kennetha Lonergana. Kto jednak widział wspaniały film Jonathana Demme'a "Rachel wychodzi za mąż" (w Polsce niestety bez dystrybucji kinowej, wydany tylko na DVD), musiał zapamiętać jej świetną tytułową, choć nie pierwszoplanową, rolę starszej siostry Anne Hathaway. Choć w obu filmach życie bohaterek naznaczone było traumą śmierci bliskiej osoby (matki u Jeffs, brata u Demme'a), relacja między rodzeństwem była tu jeszcze bardziej skomplikowana niż w "I wszystko lśni".  Poprzez poczucie winy, wzajemne oskarżenia i rozpad rodziny, stosunki sióstr w "Rachel wychodzi za mąż" pełne są tyleż miłości, ile wstrętu, tak chęci pojednania, jak jej niemocy. Trudno nazwać je ciepłymi. Na termometrze kina wyróżniano już zdecydowanie wyższe rejestry, ale pojawiały się i te, których temperatura spadała znacznie poniżej zera.

LODOWATO, ZIMNO, LETNIO

Jedne z najchłodniejszych relacji między siostrami w kinie pokazał Ingmar Bergman w arcydziele "Szepty i krzyki" (1972). Trzy siostry spotykają się w rodzinnym domu, gdyż jedna z nich, Agnes (Harriet Andersson), jest umierająca. Stateczne damy, Karin (Ingrid Thulin) i Maria (Liv Ullmann), mieszkają w oddzielnych pokojach, trzymają "zdrowy" protestancki dystans, są racjonalne i wyliczone. Przyjechały tu wraz z mężami, raczej by dopilnować swoich interesów, a nie pożegnać się z cierpiącą. Nawet w obliczu śmierci nie potrafią okazać sobie uczuć – jedyną pociechą dla konającej jest gosposia, która za swoje dobro zostanie odprawiona. Cisza wypełniająca dom przełamywana jest krzykami agonii, a chłód między siostrami podkreślają barwy filmu. W kadrze dominuje zimna biel, kontrastująca z ostrą czerwienią, demaskującą buzujące wewnątrz emocje, które nie mogą znaleźć ujścia gdzie indziej niż w autoagresji (Karin kaleczy się żyletką; do tej sceny nawiąże później Michael Haneke w "Pianistce"). Mimo krótkiej próby porozumienia, skruszenia oddzielającego siostry lodu, po śmierci Agnes wszystko wróci do okrutnej normy. Nic nie jest w stanie wyrwać sióstr z kolein protestanckich konwenansów, którymi przyszło im maskować krwawiące wnętrza.

 
"Szepty i krzyki"

Klasycznym przykładem niemocy porozumienia, choć już nie tak drastycznym jak u Bergmana, jest "Tramwaj zwany pożądaniem", w którym Stella ucieka z rodzinnego domu w objęcia prostackiego, sadystycznego Kowalskiego. Pochodzenie przypomni jednak o sobie wraz z przyjazdem siostry Blanche, która zniszczy kruche szczęście pary. W odmiennych interpretacjach dramatu Tennessiego Williamsa różnie kładziono akcenty (najważniejsza ekranizacja to oczywiście film Elii Kazana z Vivien Leigh i Marlonem Brando); siostry DuBois bywały bliżej i dalej, ale za każdym razem przekonywały się, że nie mogą mieszkać razem, bo życie we troje stawało się koszmarem i kończyło dramatem. Dlatego dystans jest czasem bezpieczniejszy. Ale i grozi chłodem. Michael Winterbottom pokazał współczesną zatomizowaną rodzinę w "Wonderland" (1999), w którym każda z trzech sióstr zamieszkujących południowy Londyn przełomu wieków prowadzi autonomiczne życie. Kobiety mają jeszcze młodszego brata, który uciekł z rodzinnego piekiełka (między rodzicami nie dzieje się dobrze) i którego zniknięcie ciąży na wszystkich członkach rodziny. Siostry czasem się spotykają, pomagają sobie w potrzebie, jednak na okazywanie uczuć w krainie (złych) czarów nie ma czasu. W wielkim mieście alienującym jednostkę każda z nich musi przeżywać swój dramat samotnie.


Inny model siostrzanej relacji, w której pod pozorem serdeczności coś szwankuje, prezentują romantyczne komedie oparte na opozycji ładna-brzydka siostra (co pokrywa się zazwyczaj z przeciwstawieniem zła-dobra). Role te często, czego widz zazwyczaj domyśla się od początku, ulegają zamianie w finale, w którym "kopciuszek" triumfuje nad uprzywilejowaną, rozpieszczoną księżniczką. Przykładów jest sporo. W "27 sukienkach" (2008) Jane (Katherine Heigl) jest seryjną druhną i kiedy zostaje poproszona o to po raz kolejny – na ślubie szefa, w którym jest zakochana, i jej własnej siostry (Malin Åkerman) – zgadza się, bo nie potrafi odmawiać. Siostra zmusza ją do katorżniczej pracy przy weselu, jednak czara goryczy zostaje przelana, kiedy dziewczyna zamiast założyć na wesele suknię ślubną ich matki, tnie ją na kawałki i wykorzystuje jedynie koronkę. Ostatecznie wszystko kończy się szczęśliwie – Jane za swoje dobro wynagrodzona zostaje spełnioną miłością. W "Ulubieńcach Ameryki" (2001) ukochana przez media Gwen (Catherine Zeta-Jones) zostawia swojego ekranowego partnera Eddiego (John Cusack), któremu w odzyskaniu ukochanej pomóc ma jej siostra i jednocześnie dziewczyna na posyłki – Kiki (Julia Roberts). Ta z brzydkiego opasłego kaczątka po utracie 10 funtów zmienia się w łabędzia (wciąż na posyłki). Eddie, korzystając z rad Kiki, powoli się w niej zakochuje, ona odwzajemnia uczucie, co daje jej siłę, by nieco się wyemancypować. W finale, mając do wyboru Gwen i Kiki, Eddie wybiera odchudzoną Julię Roberts.

TROCHĘ ZIMY, TROCHĘ LATA


Miłość często staje pomiędzy siostrami. Nie zawsze jednak jak u Łukasza Barczyka w "Przemianach" (2003) musi skłócać ze sobą rodzeństwo albo jak w luźno inspirowanej Słowackim "Balladynie" Dariusza Zawiślaka (2009) prowadzić do siostrobójstwa. Czasem jak w ekranizacji "Pannien z Wilka" Andrzeja Wajdy (1979) siostry potrafią w miarę zgodnie dzielić się obiektem westchnień (Daniel Olbrychski), który szczerze wierzy, że to on wybiera. Mężczyznami zamieniały się także bohaterki z "Hannah i jej sióstr" (1986) Woody'ego Allena – czasem świadomie, czasem nie. Partnerzy bohaterek pojawiają się w filmie i znikają, a więź, która łączy siostry, mimo kompleksów, tarć i uszczypliwości, jest niezmienna. Trzy świetne role Mii Farrow, Barbary Hershey i Dianne Wiest przeszły do historii kina jako jedne z najciekawiej zarysowanych filmowych sióstr, które kiedykolwiek pojawiły się na ekranie. Świadomy tego Allen wykorzystywał podobny schemat jeszcze kilkakrotnie (chociażby w "Przejrzeć Harry'ego") lub zamieniał postacie sióstr na najlepsze przyjaciółki, jak w "Życiu i całej reszcie" czy ostatnio w "Zakochanych w Rzymie".


"Hannah i jej siostry"
    
W komediach Julie Delpy ("2 dni w Paryżu" i "2 dni w Nowym Jorku"), w których widać inspiracje Allenem, siostry kłócą się, a nawet tłuką i wyzywają od pizd, ale wiemy, że się kochają, ale też że nie mogłyby przeżyć razem dłużej niż kilka dni. W "Melancholii" Larsa von Triera podobnie burzliwe uczucie obserwujemy w anturażu katastroficznym. Choć Claire (Charlotte Gainsbourg) mówi do Justine (Kirsten Dunst): "Czasami tak bardzo cię nienawidzę", jest to tak naprawdę wyznanie miłości. Mimo trudnego charakteru Justine Claire miłuje siostrę ponad męża i rodziców. To razem z nią (i z synkiem) w końcu (nie)przeżyją końca świata.

Siła siostrzanej więzi, jej wyższość nad relacjami z mężczyznami (nie bez powodu w organizacjach feministycznych dziewczyny nazywają się siostrami) sprawia, że utożsamia się je czasem z wiedźmami. Już u Szekspira w "Makbecie" pojawiły się trzy czarownice – siostry losu (Three Weird Sisters); kino lubi z tych skojarzeń korzystać. Powstało wiele filmów opartych na tym motywie, dość przywołać "Totalną magię" z Sandrą Bullock i Nicole Kidman czy serial "Czarodziejki" z Shannen Doherty, Alyssą Milano i Holly Marie Combs – trzema siostrami, które pomagają sobie (i innym) w życiu magicznymi mocami. Różnią się między sobą, spierają, ale lepiej nie wchodzić im w drogę. Bo jak zadrze się z jedną, będzie się miało przeciwko sobie wszystkie.

CIEPŁO, GORĄCO, PARZY


Na kontraście między siostrami budowała swoje dzieła już Jane Austen; za nią podążyły ekranizacje jej powieści. W "Rozważnej i romantycznej" Anga Lee (1995) z dwiema wybitnymi brytyjskimi aktorkami całość organizuje przeciwstawienia poukładanej Eleonory (Emma Thompson) i bujającej w obłokach Mariannie (Kate Winslet). Tak jak w przypadku komedii o dobrej i złej siostrze, i tu dziewczyny muszą niejako wymienić się cechami –  rozważna nauczy się przeżywać miłosne uniesienia, a romantyczna – stąpać twardo po ziemi. Pomimo różnic Eleonorę i Mariannę łączy głęboka więź, będąca  najważniejszym składnikiem tożsamości bohaterek – romantyczna postrzega siebie jako przeciwieństwo rozważnej siostry i na odwrót. Kontrast między dziewczętami buduje także dynamikę "Małych kobietek" - zarówno w ekranizacji Mervyna LeRoya (1949), jak Gillian Armstrong (1994) – gdzie pod nieobecność ojca matka udziela czterem siostrom lekcji kobiecej siły i solidarności. Dziewczyny dzieli wszystko: jedna jest konserwatywną pannicą marzącą o małżeństwie, inna chce być niezależną literatkę, kolejna to nadwrażliwa romantyczka, a czwarta to jeszcze dziecko. Różnice te nie są jednak zarzewiem konfliktu, tworzą raczej apoteozę kobiecości we wszystkich jej wymiarach.

 
"Rozważna i romantyczna"

Czasami temperatura uczuć między rodzeństwem jest tak wysoka, że odbiera siły, by zbić termometr i przerwać więzi, które uniemożliwiają zawarcie kolejnych. Siostrzane relacje mogą przeradzać się w długoletnie symbiotyczne związki uczuciowe. W filmie Marco Bellocchio "Sorelle Mai" (2010) dwie wiekowe ciotki (grane zresztą przez siostry reżysera – Letizię i Marię Luisę Bellocchio) prowadzą gospodarstwo, ale i tworzą symboliczny "dom", w którym młodsze pokolenia mogą się schronić, gdy powinie im się noga. Obserwujemy je podające do stołu, krzątające się w kuchni, służące dobrą radą i ciepłem – szczęśliwe i spełnione. Mimo sielanki pojawia się pytanie: czy aby nie zmarnowały sobie życia miłością do rodziny i siebie nawzajem? Nawet jeśli są pogodzone ze swoim losem, czy zawsze było podobnie? Czy nie miały innych marzeń i potrzeb? Miłość siostrzana może bowiem tyleż oswobadzać, co zakleszczać w takim czy innym status quo.

Niesamowicie intensywną siostrzaną relację pokazuje też indyjskie "Moje miasto Delhi", prezentowane podczas tegorocznego Planet + Doc Festival.  Podglądane przez reżysera Bishnu Dev Haldera w bardzo intymnych sytuacjach Josna i Hasina mieszkają razem w malutkim mieszkaniu w New Delhi. Starsza Josna prowadzi dom, pracuje, część dochodów przekazuje mieszkającej na wsi rodzinie, podczas gdy młodsza Hasina sprowadza do mieszkania kolejnych kandydatów na męża. Spotyka się z nimi równocześnie i zawsze pod okiem siostry, której z jednej strony nie podoba się jej zachowanie, z drugiej jednak w ten sposób zdaje się zaspokajać własne emocjonalne potrzeby. Zdecydowanie silniejsze emocje niż między Hasiną a jej amantami czuć między siostrami – zarówno w burzliwych konfliktach, jak i wybuchach czułości. Emocje osiągają apogeum podczas ślubu młodszej siostry, który ma w końcu rozluźnić hermetyczną więź między nimi i wyzwolić je od siebie. Udaje się to tylko na chwilę i... wcale nie przynosi szczęścia.

 
"Przekleństwa niewinności"

Zbyt wysoka temperatura wzajemnych relacji może też prowadzić do tragedii. W toczącym się w przedwojennym Paryżu dramacie "Siostro, moja siostro" Nancy Meckler (1994) związek Lei i Christine nabiera charakteru kazirodczego, a w końcu prowadzi do zbrodni. Siostry popełniają mord, który ma je wyswobodzić z najniższej roli społecznej, jaka przypadła im z racji urodzenia – pokojówki. Także dla dziewczyn z debiutanckiego filmu Sofii Coppoli "Przekleństwa niewinności" (1999) wzajemna relacja stanowi schronienie przed wrogimi realiami. Nastolatki muszą mierzyć się z zainteresowaniem chłopców, buzującymi hormonami i coraz dziwniejszą atmosferą w domu, którą wytwarzają purytańscy rodzice, próbujący odciąć je od świata zewnętrznego. Izolowane dziewczęta zawierają pakt, który kończy się kolektywnym samobójstwem. Stanowi ono, być może, wspólny front przeciw chłopcom, z którymi się spotykają, i przeciw rodzicom oraz manifest niezależności. Nie możemy być jednak tego pewni, bo Coppola nie odkrywa wszystkich kart. Niczym w "Pikniku pod Wiszącą Skałą" Petera Weira wydarzenia owiane są tajemnicą.

Przesłanie jest jednak jasne i w gruncie rzeczy takie samo jak w większości filmów o rodzeństwie: siostrzana moc jest ogromna i nieprzenikniona. Lepiej nie zadzierać więc z siostrami. Chyba że samemu ma się liczne rodzeństwo.