Sydney Sweeney kończy 29 lat. Oto jej najlepsze role

Sydney Sweeney rozpoczęła aktorską karierę już ponad półtorej dekady temu, ale dopiero w ostatnich latach stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktorek w Hollywood. Po drodze miała okazję wystąpić w uznanych serialach, współpracować ze znanymi reżyserami (pamiętacie, że oglądaliśmy ją w "Pewnego razu… w Hollywood" Quentina Tarantino?) i sprawdzić się w rozmaitych gatunkach. Nie wszystkie jej występy są równie udane, a niektóre tytuły z jej udziałem okazały się klapą, ale trudno odmówić jej różnorodności i talentu. Które z jej ról wypadają najlepiej? Z okazji 29. urodzin aktorki przedstawiamy nasze propozycje. 10. Alice - "Ostre przedmioty" Zaczynamy od roli z czasów, gdy Sweeney nie była w czołówce najpopularniejszych gwiazd Hollywood. W świetnych "Ostrych przedmiotach" pokazała jednak, że potrafi zrobić sporo nawet z niewielkiej roli. Jako Alice pojawia się na ekranie tylko w retrospekcjach, ale wypada przekonująco w emocjonalnych momentach  i dobrze radzi sobie we wspólnych scenach z Amy Adams. Z perspektywy czasu ciekawie ogląda się tę kreację jako jeden z wcześniejszych etapów jej kariery. W tym samym roku pojawiła się zresztą też w dwóch innych serialach - "Opowieść podręcznej" oraz "Everything Sucks!". 9. Bea - "Tylko nie ty" Przechodzimy do roli w zupełnie innym klimacie niż "Ostre przedmioty". Jak pokaże ten ranking, Sweeney ma w swoim dorobku sporo bohaterek, które przeżywają emocjonalne załamania, traumy albo znajdują się w naprawdę nieprzyjemnych sytuacjach. "Tylko nie ty" pozwoliło jej trochę spuścić z tonu i pokazać, że drzemie w niej także komediowy potencjał (a przy okazji stało się jednym z największych hitów komercyjnych w jej karierze). Nie jest to oczywiście film, który wymaga od aktorki wspinania się na wyżyny możliwości, ale dobrze pokazuje inną stronę jej ekranowej osobowości. Sporo robi tu chemia z Glenem Powellem, na której przede wszystkim polega film. 8. Juliet Lowe - "Nokturn" "Nokturn" absolutnie nie jest filmem, który zapisał się w historii horroru, ale Sweeney dostała w nim rolę pozwalającą pokazać mroczniejsze oblicze. Grana przez nią Juliet jest ambitna, zazdrosna i coraz bardziej zdesperowana, by osiągnąć sukces (do poziomu zawarcia paktu z diabłem), a Sweeney z powodzeniem odgrywa to na ekranie. Krytycy porównywali film do "Czarnego łabędzia", choć dawali do zrozumienia, że to zdecydowanie gorszy tytuł. Występ Sweeney często zaliczali jednak do mocniejszych stron filmu. 7. Millie Calloway - "Pomoc domowa" W "Pomocy domowej" Sweeney nie ma łatwego zadania, bo film z czasem coraz mocniej skręca w stronę przerysowanego thrillera, a u swojego boku aktorka ma Amandę Seyfried, która w takiej konwencji zjada resztę obsady. Bohaterka Sweeney jest początkowo wycofana i spięta, a Sydney buduje wokół siebie aurę pewnej bezbronności, która dobrze pasuje do pierwszej części historii. Im dalej w film, tym więcej okazji dostaje Sweeney, żeby pokazać energię i charakter. Wychodzi z tego obronną ręką. Rolę będzie miała okazję powtórzyć w sequelu. 6. Margret - "Eden" "Eden" pomimo gwiazdorskiej obsady nie przyciągnął widzów (delikatnie mówiąc), ale dla Sweeney był okazją, żeby sprawdzić się w towarzystwie grupy uznanych gwiazd. Zwłaszcza że dostała rolę, którą miała okazję zdobyć uznanie krytyków. O ile recenzenci w swoich opiniach raczej chłodno oceniali film jako całość, to rola aktorki zebrała komplementy, a nawet była określana jako emocjonalne centrum filmu. Fakt, że wyróżniono ją z grupy aktorów składającej się m.in. z takich nazwisk, jak Jude Law, Vanessa Kirby czy Ana de Armas, z pewnością świadczy na jej korzyść.  5. Christy Martin - "Christy" Christy to rola, na potrzeby której Sweeney przeszła największą wizerunkową metamorfozę. Nabrała masy mięśniowej, zmieniła fryzurę i wygląd, a do tego przeszła intensywny trening bokserski. Przygotowanie fizyczne to jednak nie wszystko, bo Sweeney musiała też pokazać kolejne oblicza Christy - w tym zawodniczkę próbującą odnaleźć się w świecie zdominowanym przez mężczyzn, czy kobietę uwikłaną w przemocowy związek. Nie wszyscy krytycy byli całkiem przekonani, że Sweeney w pełni uchwyciła złożoność Martin, ale nawet recenzje chłodniejsze wobec filmu często przyznawały, że warto docenić jej zaangażowanie. Zresztą wyraźnie była z tego filmu bardzo dumna. 4. Olivia Mossbacher - "Biały Lotos" W pierwszym sezonie serialu Mike’a White’a Sweeney dostała rolę Olivii Mossbacher, czyli nastolatki, która ma opinię na każdy temat i bardzo chętnie dzieli się nią z innymi. Jest przy tym przekonana, że przejrzała świat na wylot, choć sama nie zawsze zauważa własne przywileje i sprzeczności. Sweeney świetnie bawi się tą postacią. Olivia potrafi być jednocześnie irytująca i zabawna, a aktorka nie musi nawet wiele mówić, żeby pokazać jej lekceważący stosunek do otoczenia - wystarczy jedno spojrzenie. Być może White skusi się kiedyś, żeby zaprosić Sydney do jednego z kolejnych sezonów? 3. Cecilia - "Niepokalana" Sweeney była nie tylko gwiazdą, lecz także producentką horroru "Niepokalana". Wcieliła się w Cecilię, młodą zakonnicę, która odkrywa, że jest w ciąży i że klasztor, w którym się znajduje, może nie być bezpiecznym miejscem. Właściwie cała "Niepokalana" spoczywa na barkach aktorki, która z powodzeniem portretuje na ekranie rosnący strach i paranoję, a przy tym ma kilka szczególnie wymagających scen - na czele z finałem, który po premierze stał się najczęściej omawianym fragmentem filmu. Nie bez powodu, ale najlepiej zobaczyć to samemu. 2. Cassie Howard - "Euforia" To właśnie ta postać przyniosła Sweeney największą popularność i pokazała, jak dużym aktorskim potencjałem dysponuje. Nawet jeśli to, w jaki sposób Sam Levinson poprowadził jej postać, jest dyskusyjne i wywołało kontrowersje (szczególnie cały jej wątek w trzecim sezonie), to Sweeney nigdy nie zeszła poniżej świetnego poziomu. Aktorka jako Cassie potrafi mocno zirytować, rozbawić, ale też - szczególnie w pierwszym sezonie - odsłonić się emocjonalnie. Wiele jej scen działa choćby ze względu na świetną grę twarzą. To też najbardziej odważna rola w całym tym zestawieniu. Przyniosła aktorce nominację do nagrody Emmy (podobnie zresztą, jak wcześniej opisywany występ w "Białym Lotosie"). 1. Reality Winner - "Reality" Formalnie "Reality" jest może najmniej widowiskową pozycją w tym rankingu (przez większość seansu oglądamy kilka osób stojących w pustym pomieszczeniu) ale właśnie dlatego tak dobrze pokazuje pełnię możliwości Sweeney. Aktorka ma do dyspozycji przede wszystkim dialog, mimikę i drobne gesty. Wciela się w przesłuchiwaną tłumaczkę pracującą dla rządowej agencji (scenariusz został oparty na transkrypcji faktycznej rozmowy), w sytuacji, która z każdą minutą staje się dla niej coraz bardziej stresująca. Bardzo ciekawie ogląda się, jak twarz i postura Sweeney zmieniają się z każdą chwilą - a w osiągnięciu tego na pewno pomogło jej to, że film był kręcony chronologicznie. Jakie inne role Sweeney zrobiły na was wrażenie? "Kresy szczerości"? "Kiedy nikt nie patrzy"? A może "Americana"? Czekamy na komentarze."Reality" - zwiastun

Nakręcił jeden z mocniejszych filmów tego roku

Dokument "Bez końca" to historia Daniela Dymińskiego, który desperacko poszukuje swojego zaginionego syna Krzysztofa. Film, który zadebiutował na tegorocznym festiwalu Sundance, został uhonorowany Złotym Aleksandrem na festiwalu w Salonikach i znalazł się na liście tytułów rozważanych jako polski kandydat do Oscara. Twórcy walczą także o nominację w kategorii najlepszy pełnometrażowy film dokumentalny. Z reżyserem Michałem Marczakiem rozmawia Ewelina Leszczyńska.  

WENECJA 2026: Na koniec festiwalu – rozliczenie ze zbrodnią

Dziś wieczorem poznamy laureata Złotego Lwa. Rzutem na taśmę recenzujemy jeszcze ostatni z filmów, które pokazano w tegorocznym Konkursie Głównym festiwalu w Wenecji. "Ritorno a Buenos Aires" w reżyserii Marco Bechisa to opowieść o rozliczeniu ze zbrodniami wojskowej dyktatury w Argentynie. Pisze Adam Kruk. Otwarte rany ("Ritorno a Buenos Aires", reż. Marco Bechis)Sama historia życia Marco Bechisa wystarczyłaby na niejeden film. Urodzony w Chile, mieszkał w Brazylii i Argentynie, gdzie, mając 22 lata, jako wróg polityczny został uwięziony w czasach dyktatury wojskowej Jorge Videli. Przeżył i zdołał opuścić kraj. Parał się różnymi zajęciami w Stanach i Europie, osiadł we Włoszech, gdzie w 1982 roku zrealizował w Mediolanie wideoinstalację "Desaparecidos, dove sono?", a pod koniec lat 90. nakręcił pokazywany w Cannes "Warsztat Olimp" - jeden z najważniejszych filmów poświęconych więźniom politycznym w Ameryce Południowej i metodom używanym do wydobywania z nich informacji, a następnie ich "znikania". Przy zachowaniu wszelkich różnic większość państw Ameryki Południowej przeżywała zbliżone dramaty i do dziś mierzyć się musi z podobnymi traumami, które Eduardo Galeano nazwał "otwartymi żyłami Ameryki Łacińskiej". By je zamknąć, a przynajmniej choć trochę opatrzyć, trzeba najpierw dać świadectwo przeszłości, jakkolwiek trudna by nie była - i taka jest właśnie stawka "Ritorno a Buenos Aires".  Film nie powstał zresztą w Argentynie, lecz jest produkcją włosko-brazylijską, a w roli głównej wystąpił syn legendy włoskiego kina, Giancarla Gianniniego, Adriano - ten sam, który niegdyś wybrał się z Madonną w "Rejs w nieznane". Graną przez niego postać imieniem Mariano poznajemy w 2008 roku w Turynie, gdzie, jak to w Turynie, wiecznie mży i wisi mgła. W życiu bohatera również brakuje światła. Pracuje jako ratownik medyczny, nocą jeżdżąc ambulansem. Rodzina gdzieś po drodze mu się rozbiła. Nie stroni od butelki, bywa agresywny - na ulicy potrafi zaczepić nastolatków i zabrać im zapalniczkę (po co? - później wyjaśni się, skąd wzięły się niektóre z jego obsesji). W każdym razie to pochmurny typ z problemami, facet zdecydowanie "z przeszłością". Ta upomni się o niego, gdy dostanie wezwanie z trybunału w Buenos Aires, by zeznawać w sprawie zbrodni argentyńskiej junty (rządziła tam krwawo w latach 1976-1983). Jej przewiny do dziś nie zostały w pełni rozliczone - także ze względu na stosowane przez nią metody "zaginiania" ciał ofiar. A gdy nie ma ciał, nie ma i dowodów. Choć bohater nie był w Argentynie od ponad 30 lat, postanawia - jak można się spodziewać już po samym tytule – tam powrócić i opowiedzieć przed sądem swoją historię. Wraz z innymi świadkami zostaje umieszczony w ośrodku, który – jak rzuca jedno z nich - sam przypomina obóz koncentracyjny. Tych było w całej Argentynie sporo. Ktoś z przesłuchiwanych znajdował się w El Vesubio, Mariano zaś w warsztacie Olimpo, co jest oczywiście odwołaniem do słynnego wcześniejszego filmu Bechisa - ale też zgodne z faktami historycznymi. Obóz ten istniał naprawdę, dziś znajduje się w jego miejscu muzeum i miejsce pamięci, a zaręczam, że wizyta tam doprawdy przyprawia o ciarki. Największym tego typu ośrodkiem była ESMA, skąd wylatywały samoloty nad Atlantyk, w którego toni znikały ciała więźniów – o czym również się w filmie wspomina. Na szczęście tragiczna historia Argentyny pojawia się tu nie w formie wykładu, lecz zostaje zgrabnie wpleciona w fabułę filmu. Na przykład wówczas, gdy na sali sądowej pojawiają się staruszki w białych chustach - to słynne babcie z Plaza de Mayo, od 1977 roku poszukujące "znikniętych" wnucząt. Albo gdy kolejne porywane osoby wykrzykują swoje personalia - w nadziei, że ktoś zapamięta ich zniknięcie. Całą recenzję przeczytacie TUTAJ.