W Cannes tradycyjnie pokazano najnowszy film Hirokazu Koreedy "Sheep in the Box". Twórca "Monstera" i "Złodziejaszków" tym razem opowiada o rodzinie, która mierzy się ze stratą dziecka i próbą zastąpienia go humanoidalnym robotem. Swoimi wrażeniami po seansie dzieli się dla nas Łukasz Mańkowski. Daria Sienkiewicz oglądała natomiast "Papierowego tygrysa" Jamesa Graya. W nowym dziele Jamesa Graya ponownie na ekranie wracają Scarlett Johansson i Adam Driver. Kacper Rydzewski ma z kolei dla Was recenzję "Garance" z tytułową rolą Adele Exarchopoulos, której bohaterka próbuje wyplątać się z alkoholowej pętli. Recenzje filmów w całości można już przeczytać na ich kartach. Recenzja filmu "Sheep in the Box", reż. Hirokazu Koreedakoreeda.exe autor: Łukasz Mańkowski Do Hirokazu Koreedy od lat przylgnęła łatka twórcy obsesyjnie wręcz skupionego na kondycji japońskiej rodziny i kruchości międzyludzkich więzi. Niezależnie od tego, czy rzeczywiście pozostaje duchowym spadkobiercą Yasujirō Ozu czy raczej wykorzystuje rodzinny mikrokosmos do krytycznej obserwacji współczesnej Japonii, prędzej czy później musiał chyba zetknąć się z tematem sztucznej inteligencji. Problem w tym, że "Sheep in the Box" wygląda bardziej jak film nakręcony z poczucia obowiązku wobec aktualnych trendów niż z autentycznej potrzeby artystycznej. I niestety – to chyba najsłabszy film w całej jego dotychczasowej filmografii. Zarówno jako kino dystopii, jak i jako kolejna wariacja na temat rodzinnych relacji. Japonia niedalekiej przyszłości – nie przypomina tu neonowej dystopii rodem z "Blade Runnera". Wszystko wygląda znajomo, tylko jeszcze bardziej sterylnie, minimalistycznie i bezszelestnie. Kurierów zastąpiły drony, a miejsce zmarłych dzieci zajmują humanoidy oferowane przez korporację Rebirth – firmę obiecującą rodzicom możliwość odzyskania namiastki utraconej obecności. Z programu korzystają Otone i Kensuke, małżeństwo po stracie siedmioletniego syna, Kakeru. Choć pozornie zdążyli już oswoić traumę, propozycja "przywrócenia" dziecka natychmiast otwiera stare rany. Powrót Kakeru uruchamia jednak zupełnie różne emocje. Dla Otone humanoid staje się próbą odbudowania matczynej pustki, dla Kensuke – czymś znacznie bardziej niepokojącym, wręcz niemożliwym do emocjonalnego nazwania. I właśnie tutaj przez chwilę wydaje się, że Koreeda rzeczywiście znalazł ciekawy punkt zaczepienia. Mężczyzna nie potrafi nazwać androida synem; prosi go nawet, by zamiast "tato" mówił do niego per "ojisan" – jak do obcego mężczyzny albo dalekiego wujka. To drobny detal, ale bardzo trafnie odsłaniający emocjonalny rozkład tej relacji. Całą recenzję filmu "Sheep in the Box" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.Recenzja filmu "Papierowy tygrys", reż. James GrayMakulatura autor: Daria Sienkiewicz Jamesa Graya ewidentnie uderzyła nostalgia. Zatęsknił za "Małą Odessą" i filmowymi przebojami z lat 80. i 90. – szorstkim kinem gangsterskim Leone czy Scorsesego, złymi Rosjanami i wzruszającym obrazkiem prawdziwej amerykańskiej rodziny – takiej, która wychodzi razem ślicznie na zdjęciach i nic więcej. Tak oto prezentuje się "Papierowy Tygrys" – stęchła mieszanka gangsterskiej melodramy oraz patetycznej przypowieści o utracie cnoty i zdradzieckiej sile pieniądza, której nie pomaga nawet gwiazdorska obsada. Gdyby cytowany na początku filmu Ajschylos był tutaj z nami w Cannes, zapewne wyśmiałby niemrawy teatrzyk Graya, wychodząc z seansu t r a g i c z n i e zawiedziony. W 1986 roku żydowska rodzina Pearlów żyje na przedmieściach Queens w umiarkowanym szczęściu i ekonomicznym dostatku. Hester (Scarlett Johansson) jest typową amerykańską gospodynią – wiecznie zajętą i zamartwiającą się o dzieci żoną, której ciężar domowych obowiązków, mimo stosunkowo młodego wieku, zdążył odcisnąć na jej zdrowiu wyraźne piętno. Jej mąż, Irwin (Miles Teller) to poczciwy facet – ciężko pracujący inżynier, dobry ojciec, wspierający małżonek. Mają dwóch synów: niemal osiemnastoletniego Scotta (Gavin Goudey) i nieco młodszego Benjamina (Roman Engel). Nie brakuje także charyzmatycznego wujka Gary’ego (Adam Driver) – niegdyś policjanta, dziś biznesmena, który co rusz węszy nowy interes, szukając poklasku sąsiadów w swoim szybkim jak pantera mercedesie. Całą recenzję filmu "Papierowy tygrys" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.Recenzja filmu "Garance", reż. Jeanne HerryO powielaniu schematów autor: Kacper Rydzewski Zaletą pracy jako aktorka jest to, że przed wyjściem na scenę pewne niedoskonałości można zatuszować. Wystarczy chwila w garderobie – trochę się przypudruje i jesteś jak nowa, to jest: dzisiejsza, a nie wczorajsza. Odpowiedzialność polega na tym, że wstajesz rano, przychodzisz do roboty, robisz to, co masz robić, a potem lecisz w cug i tak w kółko. Takie motto w swojej psychice wydziarane ma Garance (Adèle Exarchopoulos). Nigdy się nie spóźnia, w przedstawieniach dla dzieci, w których występuje, wypada zawsze świetnie. Jest lubiana, zabawna (serio) i w ogóle. Pije, bo lubi – albo dlatego, że przywykła. Imprezuje codziennie, bo kto nie lubi się czasem rozerwać. Nie mija dużo czasu, nim Jeanne Herry, reżyserka filmu, da nam do zrozumienia, że ten przebojowy lifestyle posiada swój przypałowy rewers. "Garance" to film o chorobie alkoholowej. Już od pierwszych scen niniejszą ambicję tatuuje sobie niemal na czole. Ze sceny na scenę przeskakujemy szybko. Montażowe cięcia wyrywają bohaterkę z teatru, wrzucają do baru, z baru na parkiet, aż wreszcie zmęczony kierowca budzi zezgonowaną dziewczynę w komunikacji miejskiej. Dojechaliśmy do pętli. Wracamy do pętli. Jak u Hasa. Filmowe reprezentacje alkoholizmu wypracowały sobie na przestrzeni lat swoją własną konwencję. Trudno się poniekąd dziwić. Sama choroba alkoholowa oparta jest na powielaniu określonych schematów zachowań związanych ze spożyciem. To z tego powodu powstają grupy anonimowych alkoholików, w ramach to których osoby z tym problemem poprzez wspólną wymianę doświadczeń są w stanie dzielić się metodami radzenia sobie z uzależnieniem. I ta schematyczność przebija także przez "Garance". Całą recenzję filmu "Garance" przeczytacie na jego karcie POD LINKIEM TUTAJ.