26. edycja festiwalu filmowego Tauron Nowe Horyzonty niechybnie dobiega końca. Już dziś odbędzie się gala zamknięcia imprezy, na której poznamy zwycięzców konkursu Nowe Horyzonty. Zanim końca dobiegnie to polskie święto kina, podkreślające na każdym kroku miłość do sztuki – właśnie miłością oraz sztuką spuentujemy tegoroczny festiwal. Kacper Rydzewski pisze dla nas o "Naturze miłości", filmie Rodrigo Sorogoyena ochrzczonym "Wartością sentymentalną" z hiszpańskim temperamentem i Javierem Bardemem w roli głównej. Łukasz Mańkowski recenzuje z kolei polską propozycję Łukasza Rondudy, czyli film "Powiedz mi, co czujesz", inspirowany życiem i twórczością Patryka Różyckiego. recenzja filmu "Natura miłości", reż. Rodrigo SorogoyenPlan zadośćuczynienia autor: Kacper Rydzewski Restauracja. Przy stoliku siedzą mężczyzna i kobieta. Zamawiają jedzenie i wino. Rozmawiają. On jest wyraźnie zakłopotany. Ona ewidentnie zaintrygowana. Widać, że oboje się znają. Powoli wyłapujemy kolejne fakty: to, że on jest uznanym reżyserem, a ona aktorką skazaną na role w serialach, w których nie dostaje przestrzeni na złożone kreacje. Mężczyzna mówi, że dostrzega w niej talent; że być może ma to w genach – w końcu jest córką reżysera i aktorki filmowej. Dopiero chwilę później dadzą nam do zrozumienia, że tym ojcem jest niejaki Esteban Martinez (Javier Bardem) – światowej sławy reżyser hiszpańskiego pochodzenia, nagradzany Oscarami i Złotą Palmą. Ten sam, który przez większość jej życia był w nim zasadniczo nieobecny. Ten sam, którego nie widziała od ponad dekady. I ten sam, który właśnie siedzi przy stoliku i drży przed decyzją swojej córki. "Natura miłości"W podobny sposób relacje swoich bohaterów Rodrigo Sorogoyen rozpisywał już w "Bestiach", swoim poprzednim filmie, pokazywanym w 2022 roku w sekcji Cannes Premiere: odpalamy kamerę, wrzucamy bohaterów, a stopniowo ujawniane informacje z ich przeszłości zmuszają nas do przewartościowania wszystkich ich dotychczasowych interakcji. W efekcie "Bestie", choć nie zaskakiwały fabularnie, poprzez grę z emocjonalnym stosunkiem widza do tego, co na ekranie, były w stanie dostarczyć (!) to, co często lubimy nazywać mianem katharsis. I chyba największym problemem "The Beloved", jego najnowszego projektu – pokazywanego już prawilnie w sekcji konkursowej canneńskiego festiwalu – jest jego niezdolność do wywracania oczekiwań. O ile w "Bestiach" Sorogoyen wyrzucał asy z rękawa na przestrzeni całego metrażu, o tyle w "The Beloved" wszystkie karty umieszcza na stole już w pierwszych minutach. Całą recenzję filmu "Natura miłości" można przeczytać POD LINKIEM TUTAJ. recenzja filmu "Powiedz mi, co czujesz", reż. Łukasz RondudaDo siedmiu razy sztuka autor: Łukasz Mańkowski Lubię myśleć, że Łukasz Ronduda konsekwentnie buduje własne, kameralne uniwersum superbohaterskie, zaludnione przez coraz bardziej barwne postaci z polskiego świata sztuki współczesnej. Tyle że zamiast supermocy jego bohaterów definiuje superwrażliwość – krucha, intensywna, zamieniana w sztukę. Tym razem inspiracją dla nowego filmu Rondudy, z premierą na festiwalu w Rotterdamie, stał się życiorys Patryka Różyckiego. I właściwie nie ma większego znaczenia, czy znacie jego twórczość, czy ona z wami rezonuje – bo, zgodnie z tytułem, "Powiedz mi, co czujesz" traktuje artyzm jako punkt wyjścia do opowieści o czymś znacznie bardziej intymnym. Doczekaliśmy się takich czasów w polskim kinie, że dostajemy ekranową emocjonalność bez nagromadzenia konfliktów – i to z taką czułością, że aż chce się o tym wszystkim pisać. "Powiedz mi, co czujesz"Filmowy Patryk (Jan Sałasiński) jest wrażliwcem. Dla jego matki to jednak żaden atut – raczej powód do drwin. Szydzi z niego, że jest artystą, a słowo to brzmi w jej ustach jak najcięższa z możliwych obelg. Ojciec ma na to wszystko jakby wylane; zajęty jest patrzeniem w oczy duchów z przeszłości. Tam, skąd pochodzą, artyzm oznacza bezużyteczność: nie prowadzi donikąd, a już na pewno nie pomaga utrzymać gospodarstwa. Artyści przecież zadają niewygodne pytania, drążą, wiercą dziurę w całym, podkradają cudze historie i tajemnice, by później przerobić je na własne, artystyczne kłamstewka. Gdy ojcu jest z tym obojętnie, matce Patryka jest z tym ewidentnie nie po drodze – nie będzie zatem osobą, która okaże matczyną czułość. Raczej uruchomi spiralę pogłębiającego się dystansu. Rozdarty pomiędzy uprawą roli a przyjęciem roli artysty Patryk uparcie wybiera to drugie. Ze swojego uporu próbuje uczynić narzędzie do przepracowania trudnego dzieciństwa, a z traum – zasób artystyczny. Ucieka do Warszawy z nadzieją, że uda mu się sprzedawać obrazy. Bez większych sukcesów: lombardy wolą dewocjonalia niż ładne widoczki. Szybko poznaje jednak Marię (Izabella Dudziak) – aspirującą artystkę z bogatego domu, która pracuje właśnie nad instalacją "Skup Łez", kolekcjonując opowieści zapisane we łzach przypadkowych przechodniów. Problem polega na tym, że Patryk jest zbyt emocjonalnie poblokowany, by wydobyć z siebie choć jedną. Całą recenzję filmu "Powiedz mi, co czujesz" można przeczytać POD LINKIEM TUTAJ.