Filmweb z wizytą na planie serialu "Felicità"

"Felicità" to adaptacja powieści Katarzyny Kalicińskiej. Opowiada ona historię Zośki, która wraz z nastoletnią córką leci do Włoch, by skonfrontować się z kochanką zmarłego męża. Na zaproszenie TVP odwiedziliśmy plan produkcji w miejscowości Poligniano a Mare, gdzie mieliśmy okazję porozmawiać gwiazdami: Anną Dereszowską, Laurą Breszką i Klementyną Karnkowską oraz Alessandro Parrello.

WENECJA 2026: Czy "Primetime" to Pattinson w wersji prime?

W Wenecji kolejne ważne nazwiska. Wreszcie zobaczyliśmy jeden z najgoręcej oczekiwanych filmów festiwalu, "Primetime" Lance’a Oppenheima, w którym Robert Pattinson wciela się w dziennikarza polującego na przestępców seksualnych. Swój nowy film pokazał na Lido również Paul Schrader. "The Basics of Philosophy" z Jackiem Hustonem i Sofią Boutellą to opowieść o profesorze uniwersyteckim, który staje przed moralnym dylematem. Filmy recenzują Jakub Popielecki i Małgorzata Steciak. Recenzja filmu "Primetime"Mob i dick autor: Jakub Popielecki "Ty rozbierzesz mnie, a ja rozbiorę ciebie", mówi Chris Hansen w pierwszej scenie "Primetime" i brzmi to jak "mission statement" całego filmu. Reżyser Lance Oppenheim opowiada opartą na faktach historię dziennikarza, który przed telewizyjnymi kamerami organizował regularne obławy na przestępców seksualnych. Aktor Robert Pattinson pięknie się w niego wciela, z amerykańskim akcentem, tapetą makijażu i fluorescencyjnym uśmiechem. Żadnego "rozbierania Hansena" jednak tu nie doświadczymy. "Primetime" przypomina bowiem jedną z łapanek zorganizowanych przez prezentera: po prostu tym razem on sam jest przynętą. Reżyser Noah Oppenheim kręcił dotychczas dokumenty. Między innymi "Coś na kształt raju", w którym portretował popularne osiedle dla emerytów na Florydzie. Odkrywał tam to, co odkrył już wcześniej David Lynch: za idylliczną fasadą panoszą się metaforyczne robaki. "Primetime", fabularny debiut reżysera, idzie jednak krok dalej. Tym razem Oppenheim pokazuje, w jaki sposób wizja dwóch stron amerykańskiego snu jest podatna na nadużycia. Całą recenzję filmu "Primetime" możecie przeczytać POD LINKIEM TUTAJ. ***Recenzja filmu "The Basics of Philosophy"Oh, Paul... autorka: Małgorzata Steciak Umówmy się, nikt nie spodziewa się po kinie Paula Schradera, że będzie bezpieczne i przewidywalne. 80-letni reżyser i scenarzysta w ostatnich latach eksperymentował w równym stopniu z filmową formą, co ze źródłami finansowania bardziej niż niejeden debiutant. Twórca "Pierwszego reformowanego" odnajduje się w erze cyfrowego kina i streamingu, szukając budżetowych cięć, ulg podatkowych i inwestorów gotowych wyłożyć pieniądze na niezależne i ryzykowne projekty, które nie miałyby szans na zielone światło w większych studiach (w końcu nie każdy ma winnicę do sprzedania, kiedy chce zrealizować projekt marzeń). Dlatego każdy jego nowy film, nawet nieudany, to jednak obietnica czegoś nieszablonowego.  Podobnie jest w przypadku "The Basics of Philosophy". Reżyser przetwarza tematy, które przewijają się przez całą jego twórczość. Silnikiem kina Schradera są rozważania na temat grzechu oraz seksualności i związanych z nimi poczuciem winy i wstydem. John Jorrisen (Jack Huston) to kolejny, po Travisie Bicklu z "Taksówkarza", Johnie LeTourze z "Marginesu życia" czy pastorze Tollerze z "Pierwszego reformowanego" samotny mężczyzna chowający się za maską swojej profesji. Wykładowca filozofii skrywa mroczny (a nawet bardzo mroczny) sekret. Mężczyzna wydaje się mieć uporządkowane, choć na pozór mało bogate życie. Pracuje na uczelni, spotyka się z koleżanką z pracy, która wychowuje nastoletniego syna, po godzinach pisze książkę o Spinozie. Twarda skóra bohatera kruszy się momentalnie po śmierci dominującego i kontrolującego ojca (Bill Pullman). Pozbawiony jego wsparcia John zastyga w strachu przed własną przeszłością, która po latach wtargnęła do jego życia. Całą recenzję filmu "The Basics of Philosophy" możecie przeczytać POD LINKIEM TUTAJ.

Box Office Polska: Spider-Man z nowymi rekordami

Podobnie jak w reszcie świata największym przebojem w sierpniu w polskich kinach był "Spider-Man: Całkiem nowy dzień". Także w naszym kraju najnowsze przygody Człowieka-Pająka cieszyły się rekordowym zainteresowaniem, pozostawiając pozostałe premiery minionego miesiąca daleko w tyle. Wiele osób wybrało się jeszcze na "Odyseję", natomiast "Psi Patrol i dinozaury" zajął ostatnie miejsce podium pośród najpopularniejszych filmów sierpnia. To właśnie na tych trzech tytułach skupiała się uwaga zdecydowanej większości widzów, którzy w tym okresie kupili bilet do kina. Pod względem polskiego box office'u sierpień bywa często przysłowiowym sezonem ogórkowym. Polscy dystrybutorzy czekają na jesień z premierą rodzimych produkcji, z kolei Hollywood dostarcza propozycje mające zazwyczaj mocno ograniczony potencjał. W popandemicznych latach 2021-2025 żadna sierpniowa nowość nie wystartowała powyżej poziomu 100 tys. Najbliżej był "Obcy: Romulus", który dwa lata temu zgromadził podczas premierowego weekendu blisko 95 tys. widzów. Natomiast w ubiegłym roku w ostatni miesiąc wakacji doszło do wysypu filmów grozy. Żaden z nich nie odniósł jednak oszałamiającego sukcesu, choć 400-tysięczną widownię "Zniknięć" po otwarciu w okolicach 80 tys. należy uznać za bardzo dobry rezultat. Tym razem doszło do przełamania pułapu 100 tys. w premierowy weekend dzięki animacji "Psi Patrol i dinozaury", jednak podobnie jak w ubiegłych latach, największą popularnością cieszyły się znów filmy, które na ekrany trafiły jeszcze w lipcu. Tegoroczny sierpień w polskich kinach był zdominowany przez ekranizację komiksu. "Spider-Man: Całkiem nowy dzień", którego premiera odbyła się w ostatni dzień lipca, wystartował z poziomu powyżej 500 tys. widzów. To prawdopodobnie drugie najlepsze otwarcie w historii pośród ekranizacji komiksów i najlepsze odnotowane w tym roku. Natomiast w sumie tytuł ten zgromadził już ponad dwa miliony widzów. To pierwszy film o superbohaterze, który w Polsce przekroczył ten pułap. Wcześniej zbliżyły się do niego "Avengers: Koniec gry" (ok. 1,88 mln) oraz poprzedni film o Człowieku-Pająku, "Spider-Man: Bez drogi do domu" (ok. 1,9 mln). Już teraz jest on także rekordzistą wszech czasów jako ekranizacja komiksu. Wcześniej najlepszy wynik pośród tego typu filmów należał do "Jokera", na którego sprzedano nieco ponad dwa miliony biletów. Tymczasem Spider-Man śrubuje swój wynik końcowy i może ostatecznie zgromadzić w Polsce 2,5 mln widzów.Zwiastun filmu "Spider-Man: Całkiem nowy dzień" Ogólna widownia filmu "Spider-Man: Całkiem nowy dzień" oznacza w tej chwili również zdecydowanie najlepszy rezultat odnotowany od początku roku. Do niedawna miano najpopularniejszej tegorocznej premiery należało do animacji "Minionki i straszydła". Ta przekroczyła na początku sierpnia pułap 1,5 mln widzów. Od tego czasu udało się go osiągnąć również "Odysei", która wyprzedziła już najnowsze przygody Minionków. Widowisko Christophera Nolana jest teraz drugim najchętniej oglądanym filmem, który w tym roku trafił na ekrany polskich kin. Także w sierpniu nadal cieszył się on bardzo dużym zainteresowaniem, gromadząc drugą najwyższą widownię minionego miesiąca. Jednak tak jak w większości pozostałych krajów "Odyseja" sprzedaje się znacznie lepiej niż "Oppenheimer", tak w Polsce poprzedni film Nolana utrzymuje w tej chwili około 10-procentową przewagę nad jego najnowszym dziełem. Jeśli ta utrzyma się do końca dystrybucji kinowej, adaptacja eposu Homera zakończy swój pobyt w polskich kinach z wynikiem w okolicach 1,75 mln widzów. Tak jak ubiegłoroczny sierpień był "miesiącem horrorów", tak tym razem można mówić o "miesiącu dinozaurów". Najpierw na ekrany polskich kin trafił "Psi Patrol i dinozaury", natomiast tydzień później można było oglądać "Koniec ulicy Dębowej". Podczas gdy animacja stała się główną atrakcją końcówki wakacji dla najmłodszych widzów, gromadząc do tej pory ponad pół miliona widzów, tak kolejny tegoroczny film z Anne Hathaway nie przemówił do Polaków. Wydaje się, że ostatecznie uda mu się tylko nieznacznie przekroczyć pułap 100 tys. W naszym kraju filmy z prehistorycznymi gadami skierowane do nieco starszej widowni cieszą się generalnie mniejszym zainteresowaniem niż na innych rynkach. Dobrym tego przykładem mogą być wyniki ostatnich filmów z serii "Jurassic World". Choć były one ogromnymi przebojami w światowych kinach, a trzy z nich wygenerowały przychody powyżej miliarda dolarów, w Polsce żaden z nich był w stanie przekroczyć pułapu miliona widzów. Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku tytułów skierowanych do najmłodszych. "Dobry dinozaur" z 2015 roku jest jedną z nielicznych finansowych wpadek w historii Pixara, natomiast u nas zgromadził blisko 750 tys. widzów, plasując go w połowie stawki wszech czasów tego studia. "Psi Patrol i dinozaury" również spisuje się dobrze, choć ostatecznie trzecia część sprzeda się znacznie słabiej niż dwa poprzednie filmy kinowe, które wyraźnie przekroczyły pułap miliona. W cieniu Spider-Mana, Odyseusza oraz Psiego Patrolu o zdecydowanie skromniejszą widownię walczyło w sierpniu wiele innych tytułów, które wystartowały z poziomu 20-30 tys. widzów. O tych najmłodszych zabiegały m.in. "Pucio kocha zwierzaki" oraz "Księga pustyni". Ten pierwszy zgromadził podczas premierowego weekendu blisko 35 tys. osób, czyli tylko nieco mniej niż "Pucio". Na tamten tytuł sprzedano podczas pierwszego weekendu wyświetlania w kwietniu 40 tys. biletów, a w sumie ponad 200 tys. Nie jest wykluczone, że najnowsze przygody Pucia odnotują ostatecznie zbliżony rezultat. Z kolei o starszych widzów walczyły takie filmy jak "Buntownik", "Gwiazdozbiór Psa", czy horrory "Ice Cream Man" oraz "Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru". Notowane przez nie wyniki, które ostatecznie zatrzymają się w przedziale 50-150 tys., pokazują jednak, że żaden z nich nie wybił się ponad poziom, do którego sierpniowe premiery nas przyzwyczaiły. Sierpień pokazał również, że atrakcyjnymi propozycjami są wznowienia starszych filmów. Wydaje się, że z miesiąca na miesiąc tego typu wydarzeń filmowych można znaleźć coraz więcej w repertuarach polskich kin. Dla kiniarzy jest to kolejny sposób na przyciągnięcie widzów, a dla wielu osób pierwsza okazja na zobaczenie dawnych przebojów po raz pierwszy na dużym ekranie. W ubiegłym miesiącu w ramach ograniczonych pokazów rocznicowych można było zobaczyć m.in. "Shreka" oraz "Harry'ego Pottera i Kamień Filozoficzny" (25. rocznica premiery), a także "Terminatora: Dzień sądu" (35. rocznica). Szacowana widownia w okolicach 20 tys. na każdym z nich pokazuje, że zainteresowanie jest duże – większe niż na niejednej nowości w regularnej dystrybucji. A to nie koniec.  Choć we wrześniu będzie można powtórzyć sobie takie tytuły jak "Auta" Pixara, "Asterix i Obelix: Misja Kleopatra", czy "Avengers: Koniec gry", to głównym magnesem będę jednak nowe filmy. Wśród nich po wakacyjnej przerwie znajdzie się znów więcej rodzimych propozycji. Największym hitem może okazać się "100 dni: Misja Zeus", czyli kontynuacja komedii "100 dni do matury", którą zobaczyło ponad milion widzów. Była to jedna z największych frekwencyjnych niespodzianek ostatnich lat i dziesiąta najchętniej oglądana premiera ubiegłego roku. Kto wie, być może doczekamy się w końcu pierwszej w 2026 roku polskiej premiery z milionową widownią?