David Oyelowo jako Blomkvist, Viola Prettejohn jako Salander

Jak informowaliśmy już na stronach Filmwebu, brytyjski Sky wraz z należącym do Sony studiem Left Bank Pictures przygotowują się do realizacji serialu "The Girl with the Dragon Tattoo". Teraz poznaliśmy jego gwiazdy.Wracamy do świata cyklu "Millennium"Fani kryminału natychmiast rozpoznają tytuł. Będzie to nowa ekranizacja powieści Stiega Larssona. W Polsce została ona wydana pod tytułem "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet". Stanowi ona pierwszy tom cyklu "Millennium". Bohaterem powieści jest dziennikarz Mikael Blomkvist. Opublikowany przez niego artykuł, oskarżający wpływowego biznesmena o korupcję, staje się powodem wszczęcia postępowania przeciwko Mikaelowi i skazania go na karę więzienia. Okryty złą sławą dziennikarz staje się też ciężarem dla czasopisma i, chcąc ratować gazetę, usuwa się w cień na pewien czas, opuszczając redakcję "Millennium". Niespodziewanie dostaje propozycję spisania dziejów jednej z najbardziej znanych w kraju rodzin – rodu Vangerów. Jednak prawdziwym zadaniem Blomkvista, o którym wie tylko on, jego zleceniodawca Henrik Vanger i prawnik Dirch Frode, jest próba odkrycia prawdy o tajemniczym zniknięciu w 1966 roku Harriet Vanger – siostrzenicy Henrika. Przez lata, mimo wnikliwego śledztwa policji, nie udało się odkryć, co stało się z Harriet. Mikael nie może liczyć na członków rodziny Vangerów, z których każdy zdaje się mieć coś do ukrycia, ale z pomocą przychodzi mu genialna researcherka Lisbeth Salander. Wkrótce Blomkvist orientuje się, że jego własne życie może być w niebezpieczeństwie. W roli Mikaela Blomkvista zobaczymy Davida Oyelowo (serial "Treasure Island"). Partnerować będzie mu Viola Prettejohn (serial "Amadeus") jako Lisbeth Salander. Powieść Larssona była dotąd ekranizowana dwukrotnie. Najpierw był skandynawski film "Millennium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" z Michaelem Nyqvistem i Noomi Rapace (w wersji rozszerzonej jako serial "Millennium"). Potem powstała hollywoodzka "Dziewczyna z tatuażem" z Danielem Craigiem i Rooney Marą. W nowej wersji więcej miejsca niż w dotychczasowych filmowych adaptacjach zostanie poświęcone członkom rodziny Vangerów. Za scenariusz odpowiadają Amanda Coe ("Nowy styl"), Steve Lightfoot ("Spider-Noir") i Angela LaManna ("Nawiedzony dwór w Bly"). Zdjęcia ruszą w przyszłym miesiącu na Litwie.Zwiastun filmu "Dziewczyna z tatuażem"

Dzieci to też ludzie. Co o młodych widzach mówi polskie kino?

Podczas trwającego w Gdyni Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych najmłodsi widzowie również mają swój program – Gdynia Dzieciom, będący częścią projektu Polskie Kino Młodego Widza. W ramach programu odbywają się projekcje filmów fabularnych i animowanych, a także warsztaty, spotkania z twórcami i inne wydarzenia dla młodej publiczności. Z tej okazji polskiemu kinu dla najmłodszych przygląda się dla nas Diana Dąbrowska. Mamy powody do dumy? Więcej o projekcie Polskie Kino Młodego Widza przeczytacie TUTAJ.  *** Polskie kino dla dzieci i młodzieży to dziś ważna część rodzimej produkcji filmowej. Stopniowo zyskuje coraz większą widoczność, szacunek i potrzebne wsparcie. Co przyczyniło się do odrodzenia tego nurtu, mającego przecież w polskiej kinematografii tak bogatą tradycję? Jak współczesne filmy dla młodszych widzów opowiadają o swoich bohaterach i bohaterkach, szkole, rodzinie oraz dorastaniu w świecie rówieśniczej presji i hejtu?    Zacznę od apelu. Przestańmy stawiać kino dla młodego widza niżej w hierarchii filmowego prestiżu. Zrezygnujmy z pobłażliwego dopisku "fajne, jak na kino dla dzieci". Ono naprawdę nie potrzebuje taryfy ulgowej, a jego twórcy i twórczynie o nią wcale nie proszą. Młody wiek bohaterów, odmienny metraż czy język opowieści nie powinny oznaczać łagodniejszych kryteriów oceny scenariusza, warstwy formalnej czy aktorstwa.  Uznanie kina dla młodego widza za pełnoprawny obszar twórczości oznacza jednak także prawo do stwierdzenia, że dany film zwyczajnie się nie udał. Sprawność realizacyjna nie gwarantuje przy tym, że film rzeczywiście odda głos dziecięcej perspektywie. Atrakcyjnie rozpisana przygoda może prowadzić bohatera ku z góry przygotowanej "lekcji wychowawczej", a sugestywnie pokazane cierpienie służyć przede wszystkim moralnemu przebudzeniu rodziców. W takich opowieściach dziecko znajduje się w centrum kadru, lecz władzę nad znaczeniem jego doświadczeń zachowują dorośli. "Za duży na bajki" – zwiastunKwestię podmiotowości dziecka i równorzędnego traktowania kina dla młodego widza trafnie ujęła Magdalena Łazarkiewicz, autorka "Ostatniego dzwonka" i "Białego małżeństwa". Odwoływała się przy tym do myśli Janusza Korczaka, patronującej jej "Kajtkowi Czarodziejowi": Korczak twierdził, że dziecko ma prawo być sobą. Ma prawo do popełniania błędów. Ma prawo do posiadania własnego zdania. Ma prawo do szacunku. Nie ma dzieci: są LUDZIE. Trochę mniej doświadczeni, z mniejszym zasobem wiedzy, ale pełnowartościowi LUDZIE. Trawestując to stwierdzenie, można też powiedzieć, że nie ma tak naprawdę filmów dla dzieci. Są po prostu FILMY. (…) Budzi mój sprzeciw traktowanie filmów adresowanych do młodszych wiekiem widzów z lekkim pobłażaniem, jako osobnej działki, jakby kierowały tą produkcją jakieś inne od tych "dorosłych" zasady warsztatowe. (…) Kierując się takim rozumowaniem "E.T." Stevena Spielberga czy "Hugo i jego wynalazek" Martina Scorsesego nigdy nie miałyby szans na nominacje do Oscarów. "Wakacje z duchami"Filmy Nasfetera stanowiły część rozległego obszaru twórczości dla młodej widowni, który w PRL obejmował seriale, filmy telewizyjne, kinowe adaptacje i animacje. Stanisław Jędryka, autor "Wakacji z duchami" (1971), "Podróży za jeden uśmiech" (1972) i "Stawiam na Tolka Banana" (1973), oraz Wojciech Fiwek, twórca "Grubego" (1973), uczynili z twórczości dla młodej widowni swoją specjalizację. Przepływ między telewizją a kinem pozwalał zarazem poszerzać zasięg tych historii. Przygody Paragona, znanego z serialu "Do przerwy 0:1" (1969), trafiły na duży ekran w filmie "Paragon gola!" (1970), a "Podróż za jeden uśmiech" (1972) powstała zarówno jako serial, jak i film pełnometrażowy. Literatura dostarczała tworzywa tak różnym filmom jak "Szatan z siódmej klasy" (1960) Marii Kaniewskiej czy "Akademia pana Kleksa" (1984) Krzysztofa Gradowskiego. Własne zaplecze miała także animacja. W Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej powstawały filmy o Bolku i Lolku oraz Reksiu, a łódzki Se-ma-for realizował opowieści o Misiu Uszatku, Colargolu i Filemonie. "Szatan z siódmej klasy"Ten obszar kinematografii współtworzyły również reżyserki: Wanda Jakubowska, autorka "Króla Maciusia I" (1958), Maria Kaniewska, Anna Sokołowska oraz Jadwiga Kędzierzawska, autorka "Małych smutków" (1968) i "Rozalki Olabogi" (1985). Kino dziecięce i młodzieżowe stanowiło dla nich ważne pole pracy i autorskiej wypowiedzi, także w krótkich formach i cyklach telewizyjnych. Po 1989 roku pogarszająca się kondycja polskiej branży filmowej i malejące zainteresowanie telewizji rodzimą produkcją dla dzieci znacząco naruszyły tę ciągłość. Nadal powstawały wartościowe realizacje, czego przykładem jest twórczość Andrzeja Maleszki, od "Maszyny zmian" (1995) po nagrodzony Emmy serial "Magiczne drzewo" (2004). Możliwość planowania kolejnych projektów pozostawała jednak ograniczona. Takie filmy jak "Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa" (2012), "Gabriel" (2014) czy "Klub włóczykijów" (2015) pojawiały się w środowisku produkcyjnym, które wymagało szerszej i trwałej odbudowy. "Magiczne drzewo"W programach operacyjnych PISF na 2016 rok wyodrębniono środki na produkcję filmów dla młodego widza i widowni familijnej. Równolegle Stowarzyszenie Nowe Horyzonty rozwijało program Kino Dzieci.Pro, w którym scenarzyści i producenci wspólnie pracowali nad przyszłymi filmami. Konsultacje z międzynarodowymi ekspertami obejmowały budowanie postaci, pisanie dialogów, dramaturgię oraz przygotowanie projektu do realizacji. Podczas pierwszej edycji warsztatów w 2015 roku rozwijano "Tarapaty" Marty Karwowskiej, które dwa lata później trafiły do kin. Za ogólnym postulatem odbudowy kina dla dzieci zaczynały więc stać konkretne scenariusze i premiery. Kolejnym miejscem wymiany doświadczeń stało się uruchomione w 2017 roku Warsaw Kids Film Forum. Twórcy prezentowali tam projekty, spotykali się z przedstawicielami branży i szukali partnerów do produkcji oraz dystrybucji. Z warsztatów i forum korzystały również "Tarapaty 2" (2020), rozwijane w ramach Kids Kino.Lab i przedstawione na Warsaw Kids Film Forum. PISF współfinansował zarówno rozwój projektu, jak i produkcję filmu. W historii obu części można zatem dostrzec, jak konsultacje scenariuszowe, kontakty branżowe i wsparcie finansowe towarzyszyły pracy nad kolejnymi opowieściami dla młodego widza. "Tarapaty" – zwiastunRozwojowi zaplecza produkcyjnego towarzyszyło poszerzanie przestrzeni spotkania filmów z młodą publicznością. Obok wydarzeń o wieloletniej tradycji, takich jak poznańskie Ale Kino!, rozwijały się nowe inicjatywy. W 2014 roku Stowarzyszenie Nowe Horyzonty zorganizowało pierwszą edycję festiwalu Kino Dzieci, obejmującą pokazy w piętnastu miastach. Projekcjom towarzyszyły zajęcia dla dzieci, warsztaty dla rodziców oraz rozmowy o miejscu twórczości dla najmłodszych w polskiej kulturze. Festiwal nie ograniczał się więc do prezentacji repertuaru: proponował również sposoby rozmawiania o filmach i wspólnego przeżywania seansu. Działania te uzupełniał prowadzony już wcześniej przez stowarzyszenie program Nowe Horyzonty Edukacji Filmowej, skierowany do uczniów. Istotnym elementem tego obiegu były również nagrody. Na Ale Kino! obok Złotych Koziołków przyznawanych przez międzynarodowe jury swoje wyróżnienia przyznają gremia dziecięce i młodzieżowe. Z kolei obecność kina dla dzieci i młodzieży na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni podkreślają Złote Lwiątka im. Janusza Korczaka, których laureata wyłania swoim zaangażowaniem młodsza publiczność. W programie festiwalu w 2026 roku znalazła się już piąta odsłona tej nagrody. W pierwszych czterech edycjach nagrodę tę otrzymały kolejno filmy: "Detektyw Bruno" (2022), "O psie, który jeździł koleją" (2023), "Za duży na bajki 2" (2024) oraz "Oskar, Patka i złoto Bałtyku" (2025). "Oskar, Patka i złoto Bałtyku" – zwiastunPomiędzy festiwalową prezentacją a codziennym wyborem repertuaru ważną rolę odgrywają inicjatywy edukacyjne. Należy do nich Zespół Edukatorów Filmowych, którego działalność wyrasta z prac powołanego w 2016 roku Zespołu ds. Młodej Widowni, związanego z Siecią Kin Studyjnych i Lokalnych. W późniejszej, rozszerzonej formule ZEF połączył doświadczenia między innymi nauczycieli, przedstawicieli kin, filmoznawców, pedagogów i psychologów. Przyznawanym przez ekspertów Znakom Jakości ZEF i Nagrodom ZEF towarzyszą rekomendacje zawierające wskazówki dotyczące wieku odbiorców, potencjału edukacyjnego oraz treści wymagających szczególnej uwagi. Próbą uporządkowania zasad takiego świadomego doboru treści stała się opublikowana w 2025 roku "Księga ratingu. Propozycja polskiego systemu ratingowego" autorstwa Katarzyny Krasoń, Kai Łuczyńskiej i Kamila Minknera. Publikacja powstała w ramach projektu realizowanego przez ZEF i finansowanego przez PISF. Jej autorzy proponują wspólne ramy klasyfikacji wiekowej treści audiowizualnych, uwzględniające zarówno rozwój młodego odbiorcy, jak i charakter filmowego przekazu. Znaczenie ma w tym ujęciu nie tylko obecność określonego tematu, lecz również sposób jego przedstawienia, intensywność emocji oraz wymagania stawiane widzowi przez narrację i formę filmu. W takim ujęciu odbudowa kina dla dzieci obejmuje cały proces: od pracy nad scenariuszem i finansowania produkcji, przez festiwalową prezentację i uznanie, po warunki, w których młoda publiczność ogląda film, ocenia go i o nim rozmawia. Kto kogo potrzebuje Relacja z dorosłym staje się w opowieściach dla dzieci i młodzieży przestrzenią wzajemnego poznawania i sprawdzania zaufania. Ważne miejsce zajmują tu filmy współtworzone przez Magdalenę Nieć, współscenarzystkę "Za niebieskimi drzwiami" i "Czarnego młyna", współreżyserkę "Detektywa Bruna" oraz reżyserkę obu części "O psie, który jeździł koleją". Przygodowe fabuły pozwalają jej przyglądać się postaciom, które czegoś potrzebują od siebie nawzajem, a sukces osiągają właśnie za sprawą dialogu i wspólnych działań. "Za niebieskimi drzwiami"W "Detektywie Brunie" (2022), który Nieć zrealizowała wspólnie z Mariuszem Palejem, ośmioletni Oskar (Iwo Rajski), mieszkający w rodzinnym domu dziecka, szuka ostatniego prezentu pozostawionego przez zmarłych rodziców. O pomoc prosi bohatera ulubionego serialu (Piotr Głowacki), utożsamiając ekranowego detektywa z grającym go aktorem. Za dziecięcą wiarą w serialowego herosa kryje się potrzeba czyjejś obecności i poczucia bezpieczeństwa. Bruno przeżywa tymczasem kryzys wizerunkowy, a jego menadżerka dostrzega w spotkaniu z chłopcem okazję do odbudowania reputacji gwiazdora. Obaj przystępują więc do wspólnej przygody z zupełnie różnymi oczekiwaniami. Różnicę tę odsłaniają internetowe relacje ze śledztwa, publikowane przez Bruna i jego ekipę. Poszukiwania, które dla Oskara mają związek z pamięcią o rodzicach, stają się materiałem do promowania aktora. Chłopiec trafia do historii, którą dorosły opowiada publiczności o sobie. W tym świetle stopniowe przechodzenie Bruna od odgrywania troski do rzeczywistego zaangażowania oznacza również uznanie, że sprawa Oskara ma własną wagę, a sam chłopiec posiada nadrzędne prawo do własnej narracji. "Detektyw Bruno"W "O psie, który jeździł koleją" (2023) przyjaźń chorej na serce Zuzi (Liliana Zajbert) z psem Lampo pozwala zobaczyć życie dziewczynki także poza leczeniem. Jest w nim miejsce na ciekawość, radość i potrzebę towarzystwa. Przywiązanie do czworonoga splata się z nadzieją na poprawę stanu zdrowia Zuzi, przez co kolejne zagrożenia dla tej więzi nabierają szczególnego ciężaru. Najwyraźniejsza zmiana wobec opowiadania Romana Pisarskiego dotyczy finału. W książce Lampo ginie pod kołami pociągu, ratując córkę zawiadowcy. Film zachowuje psiego bohatera przy życiu. Śmierć zwierzęcia konfrontuje czytelnika z utratą kogoś bliskiego, natomiast jego ocalenie pozwala zakończyć seans nadzieją na dalsze wspólne życie bohaterów. Warto przy tym pamiętać, że Nieć traktuje książkę jako inspirację do nowej, uwspółcześnionej opowieści, która ma przemawiać przede wszystkim do młodych, nie tylko do ich opiekunów, którzy wychowali się na literackim pierwowzorze. Obietnica ocalenia zostaje więc skierowana również do rodziców, którzy mają podzielić się z dziećmi znajomą historią, tym razem prowadzącą ku uldze. "O psie, który jeździł koleją 2"Dalsze trwanie tej więzi pozwala rozwinąć historię Zuzi w "O psie, który jeździł koleją 2" (2025). Po udanej operacji dziewczynka wraca z USA do Polski i odkrywa, że dyrektor stacji (Adam Woronowicz) próbuje ukryć zaginięcie Lampo, zastępując go podobnym psem ze schroniska. Rozpoznaje podmianę i wraz z Antkiem (Maksymilian Zieliński) oraz suczką Luną rusza na poszukiwania przyjaciela. Komediowy pomysł ujawnia powierzchowność dorosłego rozumienia więzi. Dyrektor liczy na podobieństwo zwierząt, dla Zuzi znaczenie ma wspólna historia z konkretnym psem. Jej reakcja obnaża absurd podmiany i nadaje kierunek dalszej przygodzie. Zmiana pozycji Zuzi dobrze pokazuje przy tym różnicę między sprawczością bohatera a podmiotowością jego przedstawienia. Poszukiwanie Lampo pozwala dziewczynce samodzielnie wpływać na bieg wydarzeń. Równie ważne pozostaje jednak to, jak poznajemy jej pragnienia, obawy i sposób przeżywania zależności od innych. Dziecko oczekujące pomocy także ma własny punkt widzenia, który trzeba uszanować. Rówieśnicy: bliskość i próba sił Ważną przestrzenią dziecięcych doświadczeń są również relacje z rówieśnikami. W "Tarapatach" (2017) Marty Karwowskiej dwunastoletnia Julka (Hanna Hryniewicka) podchodzi do przyjaźni z nieufnością. Jej dystans ma jednak konkretne podłoże: dziewczynka mieszka w internacie, nie znajduje porozumienia z koleżankami, a wyczekiwany wyjazd do rodziców w Kanadzie nie dochodzi do skutku. Wakacje spędza u ciotki (Joanna Szczepkowska), której uporządkowany, wypełniony starymi dokumentami świat nie jest przygotowany na obecność dziecka. Dopiero spotkanie z mieszkającym w tej samej kamienicy Olkiem (Jakub Janota-Bzowski), bardziej otwartym i odważnym, stwarza Julce możliwość wyjścia poza układ, w którym to dorośli urządzają bohaterce życie. "Tarapaty"Budowanie bliskości zostaje wpisane w konkretne czynności: rozpoznawanie podejrzanych zachowań, podążanie za wskazówkami i wspólne rozwiązywanie zagadki. W ręce dzieci trafia plan prowadzący do skarbu, a ich uwagę przyciągają dwie kobiety pojawiające się przy opuszczonej kamienicy z charakterystycznymi wózkami na zakupy. Zwyczajne elementy warszawskiej codzienności zaczynają układać się w ślady przestępstwa. Intryga wiąże się z pozostawionym w Warszawie dziełem Picassa, lecz dla relacji bohaterów istotniejsza od wartości znaleziska okazuje się konieczność współdziałania. W "Czarnym młynie" (2020) Mariusza Paleja relacje między dziećmi zostają mocniej uwikłane w rodzinne obowiązki i materialne warunki życia. Iwo (Iwo Wiciński) opiekuje się młodszą siostrą Melą (Pola Galica-Galoch), dziewczynką z niepełnosprawnością. Po śmierci ojca w katastrofie w młynie ich matka, Iwona (Magdalena Nieć), próbuje znaleźć zatrudnienie, a część codziennej odpowiedzialności spada na syna. Konieczność zajmowania się siostrą koliduje z jego potrzebą swobody. Zniecierpliwienie i złość Iwa ujawniają przede wszystkim przeciążenie dziecka, od którego oczekuje się bycia opiekunem, choć samo nadal potrzebuje opieki. "Czarny młyn" – zwiastunFantastyczna intryga wyrasta tutaj z codzienności naznaczonej brakiem. Znikający z domu piekarnik narusza porządek zwyczajnych, domowych czynności, a wyprawa dzieci na zakazany teren młyna prowadzi do miejsca związanego zarówno z rodzinną tragedią, jak i z upadkiem lokalnego zakładu pracy. Ruiny nie są więc wyłącznie atrakcyjną scenerią przygodową: przypominają o utraconym bezpieczeństwie dorosłych i dzieci. W konfrontacji z tajemniczą siłą Iwo działa razem z przyjaciółmi, między innymi Piotrkiem (Borys Wiciński) i Natalką (Oliwia Ogorzelska). Potrzeba współpracy zmienia również znaczenie obecności Meli: dziewczynka, wymagająca wcześniej szczególnej opieki, sama w istotny sposób wpływa na przebieg wydarzeń. Pytanie o warunki przynależności powraca w "Skrzacie. Nowym początku" (2025) Krzysztofa Komandera. Jedenastoletnia Hania (Amelia Golda) po przeprowadzce trafia do nowej szkoły. Już podczas lekcji języka polskiego, czytając opowiadanie, ujawnia swoją wiarę w skrzaty. To, co miało być przedstawieniem własnego świata, staje się okazją do ośmieszenia bohaterki. Hania wskazuje medalik jako dowód istnienia magicznych istot: zgodnie z opowieścią, którą przywołuje, jej nieżyjąca już ukochana mama otrzymała go właśnie od skrzata. Kiedy koleżanki zabierają pamiątkę i uzależniają jej zwrot od przedstawienia kolejnego dowodu, spór o prawdziwość dziecięcej historii zmienia się w szantaż. Wyśmiewając opowieść dziewczynki, rówieśnicy naruszają obszar znacznie bardziej intymny, niż sami mogą przypuszczać. Ten wymiar historii rozwija relacja z ojcem (Arkadiusz Jakubik). Oboje przeżywają tę samą stratę, ale długo nie potrafią dzielić się związanymi z nią uczuciami. "Skrzat. Nowy początek" – zwiastunPrzeciwwagę dla tej relacji tworzy pomoc Michała (Maksymilian Zieliński), młodego wynalazcy, który również doświadcza szkolnego odrzucenia. Jego konstruktorski zapał spotyka się z wyobraźnią Hani: wynalazki mają pomóc w poszukiwaniu skrzata, a otrzymywane przez dziewczynkę maleńkie liściki podtrzymują nadzieję na odnalezienie ich tajemniczego nadawcy. Wspólna misja otwiera przestrzeń porozumienia poza klasową hierarchią, która zamyka tych dwoje w szufladzie z etykietą "klasowi dziwacy". Prawo do błędu, prawo do siebie Poważne potraktowanie młodego bohatera wymaga również miejsca dla jego błędów i sprzecznych pragnień. W "Kajtku Czarodzieju" (2023) korczakowska inspiracja obejmuje próżność, mściwość i nierozsądek. Obdarzony magiczną mocą psotnik (Eryk Biedunkiewicz) cieszy się popularnością i możliwością odwetu na nauczycielach, a jego pragnienie wpływu na rzeczywistość stopniowo prowadzi do chaosu. Popularność i przewaga nad otoczeniem nadają dziecięcym pragnieniom niepokojącą skalę. Kajtek czerpie jednak ze swoich możliwości także przyjemność, która jest ważną częścią jego doświadczenia. Radość i fantazja pozwalają poznać chłopca równie dobrze co skutki jego nierozważnych decyzji. Pytanie o przemianę bohatera prowadzi zatem ku dramaturgii i sposobowi, w jaki kolejne magiczne epizody łączą jego pragnienia z późniejszymi wydarzeniami. Tutaj oba postulaty wypowiedziane wcześniej przez Łazarkiewicz spotykają się szczególnie blisko, ponieważ uważne potraktowanie postaci wymaga konsekwencji w opowiadaniu jej historii. "Kajtek Czarodziej" – zwiastunKonsekwencje krzywdzącej decyzji stają się również osią konfliktu w "Za dużym na bajki 3" (2026). Waldek (Maciej Karaś) publikuje złośliwy komentarz, który uruchamia falę hejtu wobec jego najlepszej przyjaciółki Delfiny (Amelia Fijałkowska). Rosnące poczucie wstydu i strach utrudniają chłopcu przyznanie się do winy, a każdy kolejny komentarz zwiększa ciężar sytuacji zapoczątkowanej jego wpisem. W takim punkcie wyjścia kryje się ważne rozwinięcie historii Waldka: dorastanie oznacza teraz także konieczność rozpoznania własnego udziału w cudzym cierpieniu. Krzywda Delfiny każe spojrzeć na Waldka z innej perspektywy i to mimo zbudowanej przez lata sympatii publiczności. Prawo do błędu wiąże się więc z pytaniem o naprawę relacji i miejsce pozostawione osobie skrzywdzonej. Uważny portret Waldka obejmuje jego złość, poczucie winy i możliwość zmiany. Jednak warto pamiętać, że równie istotna jest przestrzeń dla żalu Delfiny i uszanowanie decyzji dziewczyny o dalszym kształcie ich znajomości. *** Odbudowa polskiego kina dla młodego widza nie kończy się więc na kolejnych premierach, festiwalowych nagrodach i rozwoju zaplecza produkcyjnego. Jej stawką pozostaje również sposób, w jaki film traktuje dziecięce doświadczenie. Omówione filmy pozwalają zobaczyć, jak potrzeba samodzielności splata się z zależnością od innych, a prawo do błędu – z odpowiedzialnością za wyrządzoną krzywdę. W tym miejscu korczakowska myśl przywołana przez Magdalenę Łazarkiewicz okazuje się czymś więcej niż deklaracją szacunku dla najmłodszych. Staje się wymaganiem wobec samej opowieści: by nie sprowadzała dziecka do narzędzia przemiany dorosłych, wzoru do naśladowania czy wychowawczej przestrogi. Dziecko nie musi przecież najpierw dorosnąć, żeby jego historia zasługiwała na poważne potraktowanie.

GDYNIA 2026: Recenzujemy "Przez ścianę", "Hot Spot" i "SICK"

Na festiwalu w Gdyni tyle twarzy polskiego kina, ile filmów w obu sekcjach konkursowych: Konkursie Głównym i Perspektywach. "Przez ścianę" Macieja Sobieszczańskiego to minimalistyczna czarno-biała opowieść o miłości w stalinizmie. "Hot Spot" Agnieszki Smoczyńskiej – dystopijne, eksperymentalne science-fiction. A "SICK" Agaty Trzebuchowskiej – horror o wydzielinach i impulsach ludzkiego ciała. Filmy recenzują Michał Piepiórka, Michał Konarski i Jakub Popielecki.  ***recenzja filmu "Przez ścianę", reż. Maciej SobieszczańskiPoza ciało autor: Michał Piepiórka Czarno-białe zdjęcia, kwadratowy format ekranu, historia miłosna w czasach stalinowskiego terroru. Już od pierwszych kadrów "Przez ścianę" samo zastawia na siebie pułapkę. Język, którym usiłuje mówić, sprawy, o których opowiada, wydają się zbyt bliskie kina Pawła Pawlikowskiego. Ale Maciej Sobieszczański się tym nie przejmuje – całkowicie ignoruje ewentualne porównania, może nawet zarzuty o naśladownictwo. On doskonale wie, co i dlaczego robi, do czego potrzebny mu jest kontrast czerni i bieli, kameralne zacieśnienie kadru, wielkie emocje wyartykułowane w milczeniu. Jest w tym konsekwentny. I odważny – wręcz niewiarygodne, jak niewiarygodna jest historia, którą opowiada.  "Przez ścianę"Trwają stalinowskie czystki. Na Rakowieckiej można zgnić w celi za znalezione w mieszkaniu 50 dolarów. Z powodu posiadania takiej sumy Wiesława zostaje oskarżona o próbę obalenia systemu i przesiaduje kilka miesięcy w nieludzkich warunkach w celi więzienia. Surowe, drewniane prycze, brud, okruchy chleba i jedna miska wody: jedyne, czego można doświadczyć w tych dehumanizujących warunkach, to niedogodność własnego ciała. Człowiek przestaje być wolą, uczuciem, świadomością. Staje się jednowymiarowy, jest ciałem, które można upokarzać, obnażać, głodzić, wychładzać i bić. Człowiek nawet nie jest winą – bo tej, jak mówi jedna z oprawczyń, wcale nie potrzeba, by skazać kogoś na sczeźnięcie w celi.  Sobieszczański skupia się właśnie na tym aspekcie totalitarnego terroru. Operując bardzo silnym kontrastem wydobywa na niejednokrotnie obnażanych ciałach więźniarek wszelkie skazy, siniaki, rany i brudy, których nie da się zetrzeć, szorując je w lodowatej wodzie. Jolanta Dylewska, operatorka filmu, skupia się na fakturach, drobinkach, które podkreślają obecność, materialność doświadczanego świata, w którym marksistowski materializm stał się przecież niepodważalną doktryną. Równie realne, niepodważalne i fizyczne są twarde prycze, rozsypywane sienniki, skąpe racje żywności. Od nadmiaru bycia i materii można oszaleć i wykrwawić realną krwią z faktycznie rozprutej żyły. Wiara, uczucie, emocja stają się nieosiągalną walutą, za którą można wykupić odrobinę nadziei. Całę recenzję autorstwa Michała Piepiórki przeczytacie TUTAJ. *** recenzja "Hot Spot", reż. Agnieszka SmoczyńskaFinalny Kauntdałn autor: Michał Konarski Zaczyna się baśniowo. Za górami, za lasami, reżyserka prowadzi nas przez dystopijny świat, gdzie wzgórza są łyse, drzewa wypalone, a pustynny krajobraz przecina beton i asfalt. Niby wszystko dzieje się w przyszłości, ale to futuryzm w wersji retro – zawieszona poza czasem przypowieść w płaszczyku science-fiction. Agnieszka Smoczyńska kolejny raz udowadnia, że idzie w poprzek oczekiwaniom polskiej publiczności. W kraju, gdzie największe budżety i sukces kasowy gwarantuje albo biografia podręcznikowej postaci, albo ekranizacja lektury, czasem też romkom lub historyczna inscenizacja, ponownie tworzy autorską próbę zabawy z gatunkami i tematami rzadko podnoszonymi nad Wisłą. Najpierw, w "Córkach dancingu", były syreny, potem, w "Fudze", neuropsychologia, następnie, w "Silent Twins", czarne milczące bliźniaczki, a teraz całkowite wymieszanie konwencji, na które panuje u nas jakby wrodzona alergia. Katastrofa klimatyczna, migracje, transhumanizm, sztuczna inteligencja, cyfrowa dyktatura – czyli zagadnienia kojarzone z fantastycznonaukowym sztafażem – w "Hot Spot" zostały wkomponowane w uniwersalne rozterki dotyczące rodziny, miłości, wspomnień, komunikacji czy skrytych pragnień.  "Hot Spot"Wielu rodzimych twórców o tym zapomina, ale kino jest jednak medium nastawionym na obraz, a nie tekst. Tak też Smoczyńska nadała scenariuszowi Roberta Bolesto dodatkową warstwę – psychodeliczną rysę na szkiełku kamery. Pierwsze sceny filmu to zresztą próba wsadzenia widzowi kwasu pod język, cyfrowy kleks rozlewa się po ekranie, jakby znieczulając przed tym, co zaraz nastąpi. Podobne pulsujące glitche, umowne portale między rzeczywistościami, rwą zresztą narrację co jakiś czas, odsłaniając (a może właśnie zacierając?) granice między światem realnym a wirtualnym. Choć w fabule dominuje susza, to pomysł wizualny Smoczyńskiej i operatora Jakuba Kijowskiego wydaje się na wskroś akwatyczny. Obiektyw przeczesuje przestrzeń płynnymi pociągnięciami, dyktując choreografię kadru. Szybkie zmiany ogniskowej, zaburzanie perspektywy tła, grodzenie pustych pejzaży zbliżeniami albo zamykanie twarzy bohaterów w ciasnym detalu, z jednej strony współgrają z treścią, a z drugiej pomagają czytać ją szerzej niż tylko pretekstowo. Całą recenzję autorstwa Michała Konarskiego przeczytacie TUTAJ. ***recenzja filmu "SICK", reż. Agata TrzebuchowskaBaśń kopulacyjna autor: Jakub Popielecki W "Pannach z Wilka" główny bohater wysiada z pociągu, przemierza sielski krajobraz i dociera do domku, w którym czeka go festiwal buzującego erotycznego napięcia. Gdyby jeszcze tylko w pociągowym kiblu wycisnął sobie pryszcza, tryskając prosto w kamerę, opis pasowałby jak ulał do "SICK".  Porównanie jest oczywiście mylące. Debiutująca reżyserka Agata Trzebuchowska, znana najlepiej jako tytułowa Ida z "Idy", odchodzi bowiem bardzo daleko od szacownego kina panów Wajdy czy Pawlikowskiego. Informacja na stronie festiwalu w Gdyni ostrzega, że film zawiera "niepokojące treści": "krew" oraz "seks". I to się zgadza. Z tym że wydzieliny nie kończą się tu na krwi i faktycznie ma to związek z seksem. Innymi słowy: nie wiem, czy widziałem wcześniej tak napalony polski film. A może po prostu nie wiem, czy widziałem wcześniej TAKI polski film. "SICK"Na pewno widziałem już jego elementy składowe. "Rodzeństwo w leśnej chatce ze staruszką" to przecież konwencja, która mieści w sobie wszystko, od "Jasia i Małgosi" braci Grimm po "Wizytę" (2015) M. Nighta Shyamalana – w "SICK" w sumie odzywa się jedno i drugie. Mamy tu przecież symbolikę rodem z baśni (a nawet mitu) – ale mamy też klocki, którymi lubi bawić się współczesny horror: głównie ciało, ciało, ciało. Wszystko spinają oczywiście demony psychoanalizy: jeśli Bruno Bettelheim pisał o "baśni menstruacyjnej", tu mamy ewidentnie "baśń kopulacyjną". Pamiętajmy, że już dziadek Freud poświęcił dużo papieru kwestii kazirodztwa.  Całą recenzję autorstwa Jakuba Popieleckiego przeczytacie TUTAJ.