Cannes: Pawlikowski faworytem do Złotej Palmy? Recenzja filmu "Ojczyzna"

Na festiwalu w Cannes światową premierę miała wczoraj "Ojczyzna". Nowy film Pawła Pawlikowskiego ("Ida", "Zimna wojna") z miejsca został obwołany przez krytyków i widzów jednym z faworytów do Złotej Palmy.  Nasz wysłannik na Lazurowe Wybrzeże Maciej Satora podziwia w nim m.in. "porażającą precyzję opowiadania", "perfekcję zdjęć Łukasza Żala", a także "historyczny namysł". Przeczytajcie jego recenzję."Ojczyzna": o czym opowiada film Pawła Pawlikowskiego?"Ojczyzna" opowiada o relacji między Thomasem Mannem (Hanns Zischler), laureatem Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, a jego córką Eriką (Sandra Hüller) – aktorką i pisarką. Akcja rozgrywa się w szczytowym okresie zimnej wojny. Ojciec i córka wyruszają w trudną, pełną emocji podróż czarnym Buickiem przez zrujnowane Niemcy – z Frankfurtu pod kontrolą amerykańską do Weimaru pod wpływem sowieckim. Po raz pierwszy od wojny Mann wraca do swojej ojczyzny, po tym jak podjął wcześniej trudną decyzję o emigracji do Stanów Zjednoczonych.   "Ojczyzna": Tomasz Mann wraca do NiemiecMann przyjechał do Niemiec jako głos sumienia, nie pociechy – świadomy, że aby kroczyć naprzód, należy przeszłość zrozumieć, a nie się od niej odwrócić - pisze w swojej recenzji Satora - Właśnie dlatego wzdrygnął się pewnie na widok słów o usunięciu choroby – gdy tymczasem trzeba uczynić ją centrum dyskursu, bo historii, wbrew społecznej woli, nie da się zresetować. Pisarz odwraca się więc od traumy Niemiec, która – przybierając kształty zbombardowanych domów, rozbitych rodzin i zmarłych synów – również jest logiczną konsekwencją wyborów narodu. Narodu, który przecież jest sam sobie winny; który własną śmiercią i zniszczeniem zebrał zasiany przez siebie plon.  "Ojczyzna" interesuje się jednak Mannem nie tylko jako jednym z najwybitniejszych niemieckich pisarzy w historii; właściwie w ogóle nie interesuje się nim w ten sposób. Zamiast tego autor "Czarodziejskiej góry" jest tu raczej zapomnianą figurą przedwojennego intelektualisty, wierzącego w obraz świata zrównanego z ziemią pod naporem bomb; burżuazyjnym reliktem, jak sam powie o sobie w jednej ze scen. W zachodnim Frankfurcie jego wykładów słuchają tłumy pięknie ubranych pań i panów, które nie mają pojęcia, o czym ten starszy mężczyzna właściwie mówi do nich ze sceny. Potem zamiast esencji pytają o polityczną bieżączkę, podejrzliwi wobec jego planów wyjazdu do NRD. Wtedy (a może jeszcze wcześniej?) zaczyna czuć, że do Ameryki już nigdy nie wróci – mimo, że ostatnie lata spędził w Kalifornii jako obywatel USA. Gdzie jest dom? – pyta go dziennikarka. Mieszkam w Stanach Zjednoczonych, ale to, gdzie przynależę, jest znacznie bardziej skomplikowanym pytaniem – odpowiada. Owszem, ojczyzną Manna są Niemcy, ale jego Niemiec już nie ma. Po zachodniej stronie czuje się intruzem: na recepcji hotelu Metropol zamiast pochwalnych listów czekają go pogróżki i wyzwiska: Komuch, czerwona świnia, nie chcemy Cię tutaj! Przez krótki czas patrzy przychylniej na Wschód, bo i Wschód przychylniej patrzy na niego. Przed przygraniczną restauracją kłania mu się dziecięcy chór partyjnej młodzieżówki. Witamy wielkiego pisarza Tomasza Manna, wiwat! Wiwat! – krzyczą jednym głosem, ale szybko staje się jasne, że komunistów też nie obchodzą jego słowa, wszystko jest tu częścią politycznego teatrzyku. Po wystąpieniu publiczność przegapia, że odczyt zdążył dobiec już końca, dopiero po chwili jakby wybudzona zbiera się do gromkich oklasków na stojąco. Z kolei przy kolacji radziecki oficjel wchodzi z nim w filozoficzną polemikę: Nie uważa Pan, że Goethemu bliżej jest do Marksa niż Hegla? Pod gruzami wojny poległa intelektualna Europa; myśl, jak i wszystko inne, stała się manifestacją politycznej intencji. Powrót do ojczyzny okazuje się nie być wcale powrotem do kraju ojców, nawet jeśli miejsca noszą znajome nazwy, a ludzie witają się w znajomym języku.  Nawet jeśli mózgiem filmu pozostaje ojciec głoszący odczyty o Goethem do pełnych audytoriów, jego sercem jest zdruzgotana śmiercią brata Erika. Męska racjonalność i kobieca emocjonalność, niemiecka myśl płodząca cierpiącą duszę – podobnie ostre opozycje reżyser kreśli na łamach całej trylogii powojennej Europy. Żydówka w habicie i Krwawa Wanda zostają w "Idzie" połączone więzami krwi. W "Zimnej wojnie" wschód i zachód Europy ubierają cielesne kostiumy kobiety i mężczyzny, niemogących żyć ani ze sobą, ani bez siebie. Trzy filmy łączy nie tylko format obrazu i czarno-biała perfekcja zdjęć Łukasza Żala, nie tylko poczucie wagi każdego ujęcia, historyczny namysł i Joanna Kulig śpiewająca do mikrofonu. To też porażająca precyzja opowiadania i budowania bohaterów: nawet jeśli osadzonych na kartach historii, to większych od własnych biografii i zapisanych na stronach scenariusza psychologii. Literaturoznawcy i germaniści zwrócą uwagę na pewne przesunięcia: że Mann w podróż do Niemiec wyruszył dopiero po śmierci syna. Że podczas trasy przez podzieloną ojczyznę odwiedził też Stuttgart, Monachium i Norymbergę, spędzając tym samym znacznie więcej czasu w RFN niż strefie radzieckiej. Że zmiany te przedstawiają pisarza trochę innym, niż był w rzeczywistości. Całą recenzję przeczytacie TUTAJ.

"Silmarillion" trafi na ekrany? Peter Jackson negocjuje prawa

Peter Jackson ogłosił, że prowadzi rozmowy w sprawie ekranizacji kolejnych dzieł J.R.R. Tolkiena, w tym legendarnego „Silmarillionu”. Reżyser opowiedział o kulisach negocjacji w rozmowie z portalem Deadline.Peter Jackson: ekranizację blokował syn TolkienaTwórca oscarowej ekranizacji "Władcy Pierścieni" przyznał, że dotychczas prawa do innych książek Tolkiena pozostawały poza zasięgiem filmowców. Chodzi przede wszystkim o "Silmarillion" - zbiór mitów i historii ze Śródziemia opublikowany pośmiertnie w 1977 roku przez syna autora, Christophera Tolkiena. Jackson podkreślił, że spadkobierca przez lata nie był zainteresowany udostępnieniem praw do ekranizacji tych materiałów. Sytuacja miała jednak zmienić się po jego śmierci i przejęciu zarządzania spuścizną przez młodszą generację rodziny Tolkienów.  Wyświetl ten post na InstagramiePost udostępniony przez The Fan of the Rings (@thefanoftherings) Nowe pokolenie jest dużo bardziej otwarte na rozmowy - uważa reżyser. Dodał również, że wspólnie z wytwórnią Warner Bros. prowadzi negocjacje dotyczące możliwości zekranizowania kolejnych książek osadzonych w świecie Śródziemia. Zdaniem Jacksona materiał zawarty w "Silmarillionie" czy "Niedokończonych opowieściach" oferuje znacznie większy potencjał niż dodatki do "Władcy Pierścieni". Aktualnie powstają dwa nowe filmy osadzone w uniwersum Tolkiena. Pierwszy z nich to "Polowanie na Golluma" w reżyserii Andy'ego Serkisa. Drugim będzie "The Shadow Of The Past", adaptacja jednego z rozdziałów "Władcy Pierścieni", nad którą pracuje Stephen Colbert.Zwiastun filmu "Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia"

Wraca pomysł stworzenia żeńskiego spin-offu "Niezniszczalnych"

Eclectic Pictures oraz Hollywood Ventures Group pracują nad żeńską odsłoną serii "Niezniszczalni". Projekt nosi roboczy tytuł "Expendabelles" i ma być nowym otwarciem dla cyklu stworzonego przez Sylvestra Stallone'a."Expendabelles": czas na niezniszczalne kobiety Pomysł na kobiecą wersję "Niezniszczalnych" pojawił się ponad dekadę temu. W 2014 roku planowano realizację filmu w reżyserii Roberta Luketica, twórcy "Legalnej blondynki". Projekt ten ostatecznie nie doczekał się jednak realizacji. "Expendabelles" w nowej odsłonie ma być tzw origin story. Jego akcja będzie się rozgrywać pod koniec lat 90., w okresie napięć związanych z pluskwą milenijną oraz niepewnością geopolityczną. Producenci zapowiadają "stylowe, pełne akcji widowisko", które rozszerzy mitologię "Niezniszczalnych", a zarazem będzie samodzielną historią o nowym pokoleniu elitarnych agentek. Film powstaje przy wsparciu studia Lionsgate, które pod koniec ubiegłego roku przejęło prawa do marki "Niezniszczalni". Producentka Heidi Jo Markel podkreśliła, że od dawna istnieje globalne zainteresowanie kobiecymi seriami kina akcji. Jej zdaniem właśnie teraz nadszedł odpowiedni moment, by wprowadzić do uniwersum "Niezniszczalnych" nową generację bohaterek. Pierwsza część "Niezniszczalnych" zadebiutowała w kinach w 2010 roku i zapoczątkowała serię pełną gwiazd kina akcji. Obok Stallone’a w kolejnych odsłonach pojawiali się m.in. Jason Statham, Jet Li, Arnold Schwarzenegger, Harrison Ford czy Wesley Snipes. Hollywood w ostatnich latach kilkukrotnie próbowało stworzyć kobiecą serię sensacyjną na podobną skalę. Produkcje takie jak "355" z Jessicą Chastain czy reboot "Aniołków Charliego" nie osiągnęły jednak oczekiwanych wyników finansowych. Twórcy „Expendabelles” liczą, że tym razem uda się stworzyć kobiece widowisko akcji, które odniesie sukces zarówno artystyczny, jak i komercyjny.Zwiastun filmu "Niezniszczalni"