Wciąż nie mamy pojęcia, kto będzie następnym aktorem wcielającym się w Jamesa Bonda, wiemy za to, która aktorka chciałaby zagrać jego przeciwniczkę. Saoirse Ronan po raz kolejny wyraziła zainteresowanie rolą antagonistki słynnego agenta. Dlaczego rola złoczyńcy interesuje Ronan?Aktorka już wcześniej mówiła, że chciałaby wcielić się w czarny charakter w jednej z kolejnych odsłon serii, a teraz ponownie podkreśliła, że jest na to zdecydowana: Chcę pójść w mroczną stronę. Powiedziałam, że chciałabym zagrać przeciwniczkę Bonda, i mówię całkiem serio. Myślę, że młoda kobieca antagonistka byłaby naprawdę interesująca. Zwłaszcza dla dziewczyn i kobiet możliwość zobaczenia kogoś, kto potrafi skierować całą skumulowaną złość w konkretną stronę, ma w sobie coś ciekawego pod względem dramatycznym. Chciałabym robić więcej takich rzeczy. Po raz pierwszy Ronan mówiła o tym w 2024 roku przy okazji rozmowy z Vanity Fair: Będę się upierać przy tym, że naprawdę chcę zagrać przeciwniczkę Bonda, i będę powtarzać to raz za razem. Za każdym razem, gdy mam okazję zagrać kogoś odrobinę złego, bardzo mi się to podoba. Ronan zwracała też uwagę, że podoba jej się możliwość stworzenia kobiecej postaci, która nie byłaby kolejną bohaterką zakochującą się w Bondzie. Jest coś fajnego w kobiecej przeciwniczce, która chce pokonać Bonda, a nie po prostu się w nim zakochać. Na razie nie wiadomo, kto przejmie rolę agenta 007 po Danielu Craigu. Poszukiwania następcy trwają, a według wcześniejszych doniesień w tym miesiącu mają odbywać się kolejne przesłuchania. Co ciekawe, ponoć jednym z kandydatów jest Jack Lowden, prywatnie mąż Ronan (oboje widoczni na zdjęciu powyżej)."Nie czas umierać" - zwiastun ostatniego dotąd filmu o Bondzie
Prace nad "The Brave and the Bold", czyli planowanym filmem DCU o Batmanie i Robinie, miały zostać wstrzymane - a przynajmniej tak twierdził dziennikarz Dan Marcus, powołując się na rozmowę z Andym Muschiettim, który wciąż jest oficjalnie związany z projektem jako reżyser. Do sprawy odniósł się już James Gunn, który aktualnie zarządza DCU wraz z Peterem Safranem. Gunn odpowiedział na plotki, że produkcja ma pozostać w zawieszeniu do czasu rozstrzygnięcia fuzji Paramountu i Warner Bros, a decyzja dotycząca dalszych losów filmu ma zapaść dopiero później. Twórca stwierdził: To nie brzmi jak coś, co powiedziałby Andy, ale projekt nie jest wstrzymany.James Gunn says ‘THE BRAVE AND THE BOLD’ is not on hold due to the pending Paramount merger.“It doesn't sound like something Andy [Muschietti] would have said but the project is in no way on hold.” pic.twitter.com/HB25WiaaIH— DC Film News (@DCFilmNews) August 24, 2026Trudna droga Batmana z DCU"The Brave and the Bold" ma przedstawić Batmana jako część nowego uniwersum DC tworzonego przez Jamesa Gunna i Petera Safrana. W odróżnieniu od filmów Matta Reevesa z Robertem Pattinsonem w roli głównej, produkcja Muschiettiego miałaby funkcjonować w ramach DCU i skupić się między innymi na relacji Bruce'a Wayne'a z jego synem, Damianem Wayne'em, który zostaje Robinem. Projekt od początku napotyka jednak problemy. Muschietti nadal pozostaje przypisany do stanowiska reżysera, ale od dłuższego czasu pojawiają się spekulacje dotyczące jego odejścia. Najnowszy scenariusz "The Brave and the Bold" napisała Christina Hodson. Jednym z problemów ma być również współistnienie dwóch kinowych Batmanów. "The Batman: Part II" Reevesa ma trafić do kin w 2028 roku, a reżyser zapowiadał wcześniej, że jego historia ma być częścią trylogii. Tymczasem "The Brave and the Bold" przedstawiałby zupełnie inną wersję bohatera. Sam Gunn wielokrotnie mówił o trudnościach związanych z wprowadzeniem Batmana do DCU. Określał go nawet mianem swojego "największego problemu" w budowaniu nowego uniwersum. Według niego obecność bohatera musi mieć uzasadnienie fabularne i nie może wynikać wyłącznie z jego popularności. Na ten moment nie wiadomo, kiedy "The Brave and the Bold" miałoby trafić do kin. W DCU zaplanowane są tymczasem kolejne produkcje. "Man of Tomorrow" ma zadebiutować w 2027 roku, a "Clayface" już w październiku tego roku. Ostatnim filmowym projektem uniwersum było widowisko "Supergirl", które okazało się jednak wielkim finansowym rozczarowaniem. "Supergirl" - zwiastun
Portal The Hollywood Reporter przynosi dziś smutną informację o śmierci Jamesa Lew – aktora kina akcji oraz kaskadera, obecnego w kinowym przemyśle przez blisko 50 lat. W swojej długiej karierze wystąpił w ponad 90 filmach, dumnie rozwijając amerykański gatunek od połowy lat 70. Kim był James Lew?James Lew urodził się 6 września 1952 w Escalon w stanie Kalifornia, choć jego rodzina prędko przeniosła się do Los Angeles, w którym aktor spędził całe swoje życie. Od 14 roku życia trenował wiele odmian sztuk walki, na czele z kung fu, tae kwon do, jeet kune do, hapkido oraz boksem. W latach 70. rozwój w tej dziedzinie przełożył się na zwycięstwa w kilku niezależnych zawodach, gdy stał się inicjatorem zespołu pokazowego Sil Lung Kung Fu. Jego historia z ekranem zaczęła się w 1974 roku, gdy dla stacji ABC zgodził się wystąpić w serialu pod tytułem "Kung Fu", gdzie wykonywał pokazowe kombinacje i skomplikowane ewolucje kaskaderskie. Jedna z pierwszych ról w kinie przyszła do Jamesa Lew w 1976 roku – wówczas John Cassavetes obsadził go w fizycznej, na poły kaskaderskiej roli ochroniarza w "Zabójstwie chińskiego maklera". Podobnych ról Lew będzie dostawał w swojej karierze dziesiątki. Do końca XX wieku ugruntuje swoją pozycję fizycznego aktora-kaskadera przede wszystkim B-klasowych produkcji akcji. Spośród jego występów warto przytoczyć popularniejsze pozycje, takie jak: "Wielka draka w chińskiej dzielnicy", "Szalony Jackson", "Oddział specjalny", "Noc wojownika", "Ukryte motywy", "Zabójca jakuzów", "Godziny szczytu", "Zabójcza broń 4" czy "Traffic". "Wielka draka w chińskiej dzielnicy" była szczególnie istotna z perspektywy kariery Lew. Nie tylko został tam bowiem koordynatorem całej grupy kaskaderów, ale i w ten sposób rozpoczął swoją współpracę z Johnem Carpenterem. W przyszłości będzie również pracował z nim przy filmie "Oni żyją" oraz "Ucieczka z Los Angeles". XXI wiek także przyniósł aktorowi występy w popularnych produkcjach kina hollywoodzkiego. Wystąpił w dwóch kolejnych częściach "Godzin szczytu" (co ciekawe, zawsze jako inny bohater), "Jajach w tropikach", kinowym "Star Treku" czy "G.I. Joe: Odwet". Lew spróbował swoich sił także w dubbingu, użyczając głosu jednemu z bohaterów gry "Sleeping Dogs." W swojej karierze James Lew miał także próby reżyserskie. W 2006 roku na ekrany trafił film "18 palców śmierci", zainspirowany jego własnym życiem kaskadera w Hollywood. W 2021 roku odpowiadał z kolei za współreżyserię parodystycznej komedii "Made in Chinatown"."Godziny szczytu 2" – zwiastun filmu
Bohaterowie z trzech różnych wszechświatów zmierzają ku śmiertelnie niebezpiecznej konfrontacji i stają w obliczu egzystencjalnego zagrożenia, z jakim nigdy wcześniej się nie spotkali.
Kontynuacja jednego z najgłośniejszych młodzieżowych filmów ostatnich lat. Tym razem bohaterowie wychodzą poza szkolne mury, a stawka jest większa niż kiedykolwiek wcześniej - choć oni sami nie czują
Lowen Ashleigh przyjmuje zlecenie dokończenia bestsellerowej serii Verity Crawford, która po wypadku nie jest w stanie pisać. W domu Crawfordów odkrywa sekrety, które zmieniają wszystko.